Komisja Europejska rozpoczęła internetowe konsultacje społeczne
w sprawie niekonwencjonalnych paliw kopalnych, m.in. gazu łupkowego.
Wszyscy zainteresowani mogą przekazywać swoje opinie do 23 marca 2013 r.
Do
podzielenia się poglądami na temat wydobywania gazu łupkowego
zaproszone są osoby prywatne, przedsiębiorcy, organizacje oraz
instytucje publiczne. Konsultacje społeczne są częścią procesu, w
efekcie którego Komisja Europejska zaproponuje rozwiązania dotyczące
wydobywania węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych na terenie Unii.
Karta informacyjna (w języku angielskim): http://ec.europa.eu/environment/consultations/uff%5Fen.htm
Formularz konsultacyjny w języku polskim: http://ec.europa.eu/yourvoice/ipm/forms/dispatch?form=SHALEGAS&lang=pl
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Cena pozwoleń na emisję CO2 w UE spadła wczoraj do historycznie
niskiego poziomu poniżej 5 euro za tonę. Komisja Europejska wezwała
rządy i PE do pilnego przyjęcia jej propozycji naprawy unijnego rynku
CO2, by pobudzić inwestycje w odnawialne źródła energii.
Aby
zaradzić niskiej cenie pozwoleń i pobudzić zielone inwestycje, Komisja
Europejska chce zawiesić aukcje części pozwoleń na emisję CO2. W
listopadzie KE zaproponowała, by w latach 2013-2015 zmniejszyć liczbę
sprzedawanych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla na unijnym rynku ETS o
900 mln pozwoleń, by o tyle samo zwiększyć ją w kolejnych latach do 2020
r. Jest to tzw. backloading, któremu sprzeciwia się Polska; wątpliwości
mają też inne kraje.
- Ceny CO2 osiągnęły rekordowo niski poziom i nie są już silnym bodźcem
dla tych, którzy chcieliby inwestować w niskowęglowe technologie,
efektywność energetyczną i czystą energię - powiedział na
poniedziałkowej konferencji prasowej w Brukseli Isaac Valero-Ladron,
rzecznik komisarz UE ds. klimatu Connie Hedegaard.
Jak zaznaczył, na rynku jest zbyt dużo pozwoleń na emisję CO2, dlatego
traderzy i analitycy przewidują, że ceny nadal będą spadać. - Musimy coś
zrobić. Namawiam państwa członkowskie i Parlament Europejski do
szybkiego działania i determinacji - apelował Valero-Ladron.
PE będzie głosował nad propozycją KE w marcu lub kwietniu; później
zawieszeniem aukcji CO2 zajmą się ministrowie z krajów członkowskich.
Komisja Europejska chciałaby, aby głosowanie ministrów nad jej
propozycją odbyło się tak szybko, jak to możliwe.
Valero-Ladron podkreślił, nie wymieniając żadnego kraju z nazwy, że są
rządy, które są przeciwne propozycji. Dodał, że m.in. Niemcy i Wielka
Brytania nie zajęły jeszcze stanowiska w tej sprawie. - Chcemy, żeby
wszystkie kraje UE uznały, że wspierają silny unijny rynek handlu
emisjami CO2 (...). Chcemy, żeby państwa, które jeszcze nie przyjęły
stanowiska w tej sprawie, zrobiły to - oświadczył rzecznik komisarz ds.
klimatu.
Polska od początku sprzeciwia się planowi Komisji Europejskiej w
sprawie pozwoleń na emisję CO2, argumentując, że to administracyjna
ingerencja w rynek. Według przedstawionej niedawno przez ministra
środowiska Marcina Korolca analizy, nasz kraj może stracić przez
zawieszenie aukcji o 900 mln pozwoleń na emisję CO2 ok. 1 mld euro
przychodów budżetowych w latach 2013-20. Ponadto obawy Polski i innych
krajów budzi upoważnienie KE do dostosowywania harmonogramu aukcji, gdy
uzna to za stosowne z punktu widzenia funkcjonowania ETS.
13 grudnia propozycję KE opóźnienia aukcji dyskutował komitet ds. zmian
klimatycznych złożony z ekspertów z krajów UE. Jak wskazywały unijne
źródła, kraje nie miały skrystalizowanego poglądu na temat propozycji
Komisji.
Źródło: Ekonews
Jak powiedział w ubiegły piątek wicepremier i minister
gospodarki Janusz Piechociński, na bieżący tydzień zostało zaplanowane
spotkanie zespołów resortów gospodarki, skarbu i środowiska w sprawie
tzw. trójpaku energetycznego.
-
Mam nadzieję, że rozstrzygniemy wreszcie dylematy wokół "trójpaku"
energetycznego. Wydaje się, że mamy zdiagnozowane różnice interesów i
trzeba to rozstrzygnąć. Za długo już dyskutujemy w tej sprawie. Musi być
czytelny sygnał do tych, którzy chcą w tym obszarze inwestować co do
stabilnych warunków inwestycji na lata - powiedział minister
Piechociński.
Poinformował także, że celem jest jak najszybsze przedłożenie projektu
rządowego. - Jest potrzebne szybkie rozstrzygnięcie polityczne i
przeniesienie go do projektu ustawy i przedłożenie Parlamentowi, ale
rząd musi wystąpić w tej sprawie jako jedno, podobnie jak Parlament. Bo
będzie to przedmiotem sporu nie tylko pomiędzy energetyką konwencjonalną
i OZE, ale i wewnątrz OZE.
Pytany, czy jest pomysł, by procedować oddzielnie rozwiązania dla
morskich farm wiatrowych, odpowiedział: "Nic na ten temat nie wiem.
Wiem, że jesteśmy z "trójpakiem" znacząco spóźnieni i zdajemy sobie
sprawę, że także w procedurze parlamentarnej te sprawy będą napotykać na
wielkie spory i wywoływać emocje. Chcielibyśmy projekt rządowy
przedłożyć jak najszybciej".
Piechociński mówił wcześniej, że głównym problemem w tzw. trójpaku
energetycznym - czyli projektów Prawa energetycznego, gazowego i ustawy o
odnawialnych źródłach energii (OZE), który przygotowuje rząd - jest
kwestia poziomu wsparcia finansowego dla odnawialnych źródeł energii i
rozłożenia akcentów między energetyką odnawialną a klasyczną.
Według ostatnich ocen MG "trójpak" powinien trafić do Sejmu do końca I
kwartału br. Zdaniem szefa sejmowej podkomisji ds. energetyki Andrzeja
Czerwińskiego (PO) oznacza to, że po doliczeniu czasu potrzebnego na
prace parlamentarne, "trójpak" prawdopodobnie wszedłby w życie dopiero z
początkiem 2014 roku.
Źródło: Ekonews
W
styczniu 2012 r. przedstawiciele PKP Energetyka informowali o planach
budowy trzech elektrociepłowni gazowych o łącznej mocy 125 MWe (dwie
jednostki po 50 MWe w Olszynce Grochowskiej i na Odolanach, a blok 25
MWe w Przemyślu). PKP Energetyka miała także kilka projektów biogazowni.
W styczniu 2013 r. spółka podpisała z BGE porozumie zakładające
przejęcie przez BGE projektów czterech biogazowni.
PKP Energetyka to największy ogólnopolski alternatywny dostawca energii
elektrycznej. W 2011 r. spółka osiągnęła około 2,96 mld zł przychodów
ze sprzedaży oraz blisko 71 mln zł zysku netto. W tym czasie sprzedała
niemal 5,4 TWh energii elektrycznej. W trakcie pierwszych trzech
kwartałów 2012 roku spółka sprzedała 4,18 TWh energii elektrycznej, tym
samym zwiększyła obrót o 5,3 proc. w stosunku do analogicznego okresu w
roku wcześniejszym.
Źródło: www.ekonows.pl
Jeśli farmy wiatrowe miałyby wkraczać na tereny Natura 2000 w
sposób niebezpieczny dla przyrody, to należy poszukać innych lokalizacji
– uważa prof. Andrzej Kraszewski, były minister środowiska. Jest on
jednak zdania, że sam fakt przynależenia do obszarów chronionych nie
powinien przesądzać o wstrzymaniu rozwoju energetyki wiatrowej na danym
terenie. Problem w tym, że w województwach, które charakteryzują się
największą wietrznością, jest też najwięcej terenów podlegających
Naturze 2000.
Z
analizy Polish Wind Energy Consulting wynika, że województwa
charakteryzujące się największą wietrznością (lubuskie,
zachodniopomorskie, warmińsko-mazurskie, podlaskie oraz podkarpackie)
cechują się również najwyższym odsetkiem obszarów Natura 2000.
Przykładowo w województwie podlaskim przeszło 50 proc. terenu jest
objęte ochroną w sieci Natura 2000.
– Tak się składa, że wietrzne obszary Polski znajdują się tam, gdzie
mogą istnieć użytki ekologiczne, które należy chronić i sprawdzać, czy
rzeczywiście są one z tego punktu widzenia niebezpieczne dla przyrody –
przyznaje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria prof. Andrzej
Kraszewski, były minister środowiska. W takich przypadkach, wg
profesora, należy szukać innych lokalizacji.
Zdaniem ministra środowiska Marcina Korolca istnieje potrzeba
dodatkowego uregulowania „rozprzestrzeniania się niektórych źródeł
odnawialnych pod kątem ochrony krajobrazu".
– Jeśli chodzi o ochronę krajobrazu, to zastanawiamy się w tej chwili
jak najlepiej wdrożyć Europejską Konwencję Krajobrazową Rady Europy.
Będziemy się starać kompleksowo podejść do kwestii ochrony krajobrazu w
Polsce, kwestii, która do tej pory nie była odpowiednio wysoko na liście
priorytetów – dodaje Paweł Mikusek, rzecznik ministerstwa.
Kontrowersje wzbudza również to, czy decyzja o tym, gdzie staną
wiatraki, ma zapadać na poziomie gminy czy województwa. Inwestorzy
borykają się z protestami mieszkańców w wielu miejscowościach.
– Problem z wiatrakami nie leży w tym, kto ma kompetencje w
podejmowaniu tych decyzji, dlatego że tu niewiele można zmienić.
Obowiązujące prawo oceny oddziaływania na środowisko jest dobre. Problem
polega na tym, czy te inwestycje są postrzegane przez lokalne
społeczności jako tak uciążliwe, że chcą je odsunąć od siebie, od domu –
uważa prof. Andrzej Kraszewski.
Przepisy regulują dopuszczalny poziom emitowanego hałasu, nie zaś
konkretne odległości, w jakich można stawiać siłownie. Zgodnie z
rozporządzeniem ministra środowiska na terenie zabudowy mieszkaniowej w
porze nocnej hałas może wynosić maksymalnie 45 dB. Tyle emituje
elektrownia wiatrowa o mocy ok. 1 MW oddalona od budynku o 350 m. To
tyle, ile hałasu dociera do ludzkiego ucha z drogi o dużym ruchu
pojazdów oddalonej o 5 km.
Wielu inwestorów przyjmuje, że turbiny mogą powstawać w odległości ok.
500 metrów od domów. Posłowie i niektórzy lokalni włodarze proponują
wprowadzenie sztywnych odległości na poziomie 1000 lub 1500 metrów.
Jednak przy każdej tego typu inwestycji należy przeprowadzić ocenę
oddziaływania na środowisko. I, jak przekonuje prof. Kraszewski, te
regulacje sprawdziły się, nie należy zatem wprowadzać tu zmian. Także
tych dotyczących przeniesienia kompetencji w tym zakresie na inny
szczebel administracyjny.
– Poziom gminy jest bardzo ważny i nie wolno w żadnym wypadku narzucać
żadnej decyzji dotyczącej tego, co się będzie działo na jej terenie. Z
drugiej strony, istnieją inwestycje, które mogą mieć wpływ na środowisko
i pewne decyzje w zakresie pieczy o środowisko zapadają zwykle na
poziomie wojewódzkim. Pewne elementy tej decyzji powinny być
konsultowane na poziomie wojewódzkim, tak jak odbywa się to teraz –
przekonuje były minister środowiska.
Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej, jak i wielu ekspertów,
jest zdania, że wprowadzenie minimalnych odległości na poziomie 1500
metrów kompletnie zablokuje rozwój energetyki wiatrowej w Polsce, a
ustalenie jej na poziomie 1000 metrów uniemożliwi osiągnięcie nawet
minimalnych wytycznych związanych z rozwojem OZE.
Źródło: www.ekonews.pl
Obecna polityka energetyczna UE nie dotrwa do roku 2020, ponieważ nie wytrzyma zderzenia z realiami. Nie można prowadzić polityki, która jest polityką wysokich cen energii w sytuacji, kiedy zmiany na rynku światowym prowadzą do obniżenia cen gazu - mówi Bolesław Jankowski, wiceprezes EnergSys Badania Systemowe.
Pojawiła się opinia, że ok. 2020 r. polityka energetyczna Unii Europejskiej musi się zmienić. To uzasadnione oczekiwania?
- Moim zdaniem obecna polityka energetyczna UE nie dotrwa do roku 2020, ponieważ nie wytrzyma zderzenia z realiami. Nie można prowadzić takiej polityki, która jest polityką wysokich cen energii w sytuacji, kiedy zmiany na rynku światowym prowadzą do obniżenia cen gazu. Niedługo rewolucja łupkowa obejmie również ropę naftową. To będzie miało potężne konsekwencje dla całego światowego rynku energii. Niedawno szef Międzynarodowej Agencji Energii (MAE) wyraźnie wskazywał, że polityka unijna prowadzi do utraty konkurencyjności przez przemysł europejski. Pytanie czy stać nas na prowadzenie takiej polityki? Moim zdaniem nie.
Słychać opinie, że kolejne kraje wprowadzą system handlu emisjami, jak Australia, Kalifornia a także Chiny, Rosja i Ukraina.
- Moim zdaniem są to raczej życzenia. Owszem, rządom jest wygodnie mieć jakiś straszak na obywateli, a różne grupy interesu starają się ugrać coś dla siebie. Fakty są takie, że od konferencji klimatycznej ONZ w Kopenhadze dominuje trend odwrotny. Kanada wystąpiła z protokołu z Kioto, czyli nie dość, że nie włącza się w nowe inicjatywy, to wyłącza się z już istniejących, oceniając, że są one całkowicie nieskuteczne i szkodliwe dla gospodarki. Inne kraje deklarują tylko takie redukcje jakie są sensowne dla całej gospodarki. W przypadku Australii sądzę, że są to chwilowe działania, wynikające z układu politycznego, które w dłuższej perspektywie zostaną zmienione. Nie widzę obecnie podstaw do tego, aby uważać, że inne kraje dołączą się do globalnej polityki klimatycznej.
Proszę zauważyć, że aby wdrożyć światowy system redukcji emisji CO2, to trzeba zbudować silne mechanizmy kontrolne. Jeżeli zmienimy ekonomię tak, że emisja CO2 będzie kosztowała dużo, to pojawi się szara strefa, gdyż produkcja bez ponoszenia kosztów za emisję CO2 będzie niezwykle rentowna, podobnie jak teraz produkcja narkotyków. Żeby temu zapobiec i żeby chronić uczciwe firmy trzeba będzie stworzyć potężne mechanizmy kontrolne i siłowe, zdolne wymusić płacenie za emisje CO2 na całym świecie. W istocie taki system byłby bardzo podobny do pobierania haraczu przez grupy przestępcze za tzw. ochronę, czyli za samą możliwość prowadzenia działalności gospodarczej: "jeśli chcesz produkować to płać". A jeśli uda się z CO2 to znaczy że opłatami można obciążyć wszystko: korzystanie z wody, powietrza, chodzenie po ziemi, oglądanie widoków, każde wprowadzenie zmian w otoczeniu. To byłby koniec wolności gospodarczej i wolności obywateli. Dziwi mnie, że ludzie tego nie widzą i nie protestują.
Jeśli obecna polityka energetyczna UE nie dotrwa do 2020 r. to w jakim kierunku się ona zmieni? Nastąpi powrót do węgla, zwiększy się rola gazu?
- To będzie polegało raczej na dryfowaniu i w efekcie cele z zakresu OZE zostaną złagodzone, podobnie jak stało się z celami redukcyjnymi w ramach protokołu z Kioto, gdzie nie wszystkie kraje zaczęły poważnie podchodzić do wypełniania tych zobowiązań. Działania unijne wymuszające działania w kierunku gospodarki niskoemisyjnej stracą impet i przestaną się liczyć jako czynnik dominujący. Nie jest też wykluczone, że postulat zastąpienia systemu EU ETS podatkiem węglowym zyska zwolenników. Takie rozwiązanie może być bowiem postrzegane jako korzystne dla zadłużonych budżetów krajowych. Ma tez taka zaletę, że łatwiej planować przychody i kontrolować wysokość podatku na poziomie krajowym.
Źródło: Ekonews







