Komisja Europejska rozpoczęła internetowe konsultacje społeczne w sprawie niekonwencjonalnych paliw kopalnych, m.in. gazu łupkowego. Wszyscy zainteresowani mogą przekazywać swoje opinie do 23 marca 2013 r.
Do
podzielenia się poglądami na temat wydobywania gazu łupkowego
zaproszone są osoby prywatne, przedsiębiorcy, organizacje oraz
instytucje publiczne. Konsultacje społeczne są częścią procesu, w
efekcie którego Komisja Europejska zaproponuje rozwiązania dotyczące
wydobywania węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych na terenie Unii.
Formularz konsultacyjny znajduje się pod adresem: http://ec.europa.eu/environment/ consultations_en.htm. Wkrótce pojawi sie także polskojęzyczna wersja formularza.
Źródło: Ministerstwo Środowiska
– Węgiel, obok odnawialnych źródeł, będzie głównym elementem produkcji światowej energii elektrycznej – prognozuje Maria van der Hoeven z Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Podobnie będzie też w Polsce, gdzie obecnie produkcja prądu i ciepła oparta jest w ponad 90 proc. na węglu. Dlatego, według dyrektor z MAE, powinniśmy dążyć do tego, by był on jak „najczystszy”. A to wymaga większych inwestycji w rozwój technologii ograniczających emisje dwutlenku węgla.
Dyrektor
wykonawcza agencji, Maria van der Hoeven uważa, że Polska nie ucieknie
od węgla. Ale ma wiele możliwości, by zdywersyfikować źródła energii i
produkować ją z różnych surowców i za pomocą różnych technologii.
– Możecie stworzyć miks, który da wam dobrą, stabilną pozycję w Unii Europejskiej. Powinien być oparty na gazie importowanym i wydobywanym w kraju, konwencjonalnym i niekonwencjonalnym. Macie „zieloną energię”, szczególnie wiatrową. A także możliwość zwiększenia efektywności energetycznej. I jest jeszcze atom – wymienia Maria van der Hoeven.
Również węgiel powinien znaleźć się w tym miksie. Według raportu światowy popyt na ten surowiec wzrósł o 45 proc. w ciągu ostatniej dekady. Od decyzji politycznych będzie teraz zależało, czy te tendencje będą kontynuowane, czy ten kurs zostanie radykalnie zmieniony. Konieczne jest bowiem wypracowanie nowoczesnych technologii w tym zakresie.
Emisje gazów cieplarnianych, według części naukowców, przyczyniają się do ocieplenia klimatu, a także pogorszenia zdrowia ludzi. Unia Europejska testuje więc instalacje CCS (ang. carbon capture and storage) polegające na wychwytywaniu i składowaniu dwutlenku węgla. Komisja Europejska w sprawozdaniu dla Parlamentu Europejskiego i Rady dotyczącym realizacji europejskiego programu energetycznego z sierpnia ub.r. informowała, że rozpoczęcie funkcjonowania większości z tych eksperymentalnych technologii rozpocznie się dopiero w 2017 roku.
– Węgiel, obok odnawialnych źródeł, będzie głównym elementem produkcji energii elektrycznej. To oznacza potrzebę „oczyszczenia” tego surowca, np. stosując podziemną gazyfikację, poprzez metody wychwytywania i składowania CO2. Wiem, że Polska rozważa wszystkie z tych opcji i w UE jest wiele takich inicjatyw, ale to nie jest wystarczające – uważa Maria van der Hoeven.
Nie ma jednak innej możliwości, by zaspokoić zapotrzebowanie na energię. Według scenariusza (New Policies Scenario) MAE, globalny popyt na nią wzrośnie o ponad jedną trzecią do 2035 roku. Za 22 lata zapotrzebowanie na ropę osiągnie 99,7 milionów baryłek dziennie w stosunku do 87,4 mb/d w 2011 roku. Z kolei na węgiel popyt wzrośnie o 21 proc., zaś na gaz ziemny – aż o 50 proc.
– Widać, że niektórzy ludzie nie są zbyt zainteresowani rozwojem CCS. Jednak patrząc na to, ile mamy kopalni węgla i w jakim stopniu ten surowiec jest wykorzystywany do produkcji energii, musimy coś z tym zrobić. Ważne jest to, by produkując energię z węgla robić to w możliwie „najczystszy” sposób – przekonuje dyrektor.
Jednym z rozwiązań na zaspokojenie popytu jest zwiększenie efektywności energetycznej. Tu znaczącą rolę do odegrania będzie miała Polska, która będzie gospodarzem tegorocznej Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu COP.
– Na świecie wciąż nie ma porozumienia w sprawach klimatu. Poprawa efektywności energetycznej powinna być teraz częścią rozwiązania, ponieważ jeśli będziemy wykorzystywać energię bardziej efektywnie niż robimy to teraz, to będziemy używać jej mniej. To daje nam więcej czasu na osiągnięcie światowego porozumienia. Mam nadzieję, że to się wydarzy w Polsce – mówi Maria van der Hoeven.
Międzynarodowa Agencja Energii przygotowała raport dotyczący rynku energii na świecie – „World Energy Outlook 2012”. Jego autorzy analizują też rozwój odnawialnych źródeł energii, które są wdrażane szybko, szczególnie w sektorze energetycznym. Ich udział ma się zwiększyć z około 20 proc. obecnie do 31 proc. Natomiast wzrost w energetyce jądrowej został skorygowany w dół w stosunku do wcześniejszych prognoz MAE, w dużej mierze ze względu na decyzje polityczne, które zapadły po katastrofie w Fukushimie. Jak się szacuje, inwestycje w infrastrukturę związaną z dostawami energii do 2035 roku opiewać będą na 37 bilionów dolarów.
Źródło: Agronews
Na polskim morzu mogą powstać farmy wiatrowe o łącznej mocy 6 GW. Zainstalowanie 1 MW kosztuje 3,5 mln euro, ale inwestorów nie brakuje. Na przeszkodzie stoją jednak bariery administracyjne, prawne i środowiskowe. W Polsce uruchomienie farmy wymaga załatwiania spraw w kilku instytucjach, a cały proces zajmuje co najmniej kilka lat. To sprawia, że tzw. śmiertelność projektów jest wysoka.
Do
resortu transportu, budownictwa i gospodarki morskiej wpłynęło ponad 60
wniosków na budowę sztucznych wysp, na których miałyby powstać wiatraki
o mocy kilkudziesięciu tysięcy megawatów.
– Ale ta liczba będzie znacznie mniejsza. Dopiero gdyby udało nam się uzyskać pozwolenie lokalizacyjne na jakieś 15 GW, moglibyśmy zrealizować ten potencjał 6 GW – mówi Jarosław Pole, przewodniczący grupy roboczej ds. morskiej energetyki wiatrowej w Polskim Stowarzyszeniu Energetyki Wiatrowej.
Tłumaczy, że tego typu inwestycje w Polsce charakteryzują się tzw. wysoką śmiertelnością projektów, ponieważ pozwolenie na lokalizację farmy nie oznacza pozwolenia na budowę. Inwestor przez około 5 lat prowadzi badania na danym terenie – środowiskowe, ekologiczne, konsultacje publiczne.
– Dopiero po tym okresie będzie wiadomo, czy dana lokalizacja się nadaje do budowy. A wiele z tych projektów nigdy nie zostanie doprowadzona do etapu pozwolenia na budowę – tłumaczy Jarosław Pole.
Wymienia bariery, na które natrafiają przedsiębiorcy chcący stawiać farmy morskie (offshore) w Polsce. Główne to te administracyjne.
– W Polsce inwestor powinien przedstawiać swój projekt w wielu miejscach. Żeby otrzymać pozwolenie na lokalizację, musi udać się do ministerstwa infrastruktury w sprawie pozwolenia na lokalizację kabla do Urzędu Morskiego. Potem jeszcze mamy RDOŚ [Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska], wojewodę itd. Za granicą jest inaczej, np. w Niemczech funkcjonuje tzw. jedno okienko, instytucja, która nazywa się BSH, i tam inwestor składa swoje wnioski – mówi Jarosław Pole.
Są też bariery środowiskowe. Gdy nad wybraną lokalizacją swój korytarz przelotowy mają ptaki, to podobnie jak w przypadku tych lądowych elektrowni wiatrowych, również i tu nie mogą zostać wybudowane. W przypadku offshoru w grę wchodzą dodatkowo ryby i ochrona ich tarlisk.
Problemem podnoszonym również przez pozostałych przedstawicieli branży związanej z tzw. zieloną energetyką, są przedłużające się prace nad ustawą o odnawialnych źródłach energii (OZE). W tym projekcie resort gospodarki proponuje współczynnik korekcyjny na poziomie 1,8 dla farm offshorowych (ma mnożyć cenę zielonego certyfikatu z roku 2012, czyli 286,74 zł/MWh).
– To prawdopodobnie byłby współczynnik zadowalający dla inwestorów, pod warunkiem, że zostanie przywrócona indeksacja opłaty zastępczej. Jeżeli nie stanie się tak, to trzeba będzie wrócić do rozmów na temat wysokości współczynnika – przestrzega ekspert.
Z danych resortu transportu wynika, że do grudnia wydano 14 pozwoleń na budowę sztucznych wysp, 12 inwestorom ministerstwo odmówiło, dziewięciu się wycofało, a 28 wniosków jest w trakcie rozpatrywania.
Z raportu „Morski wiatr kontra atom”, który na zlecenie polskiego Greenpeace i Fundacji im. Heinricha Boella przygotował Instytut Energetyki Odnawialnej wynika, że na Bałtyku Polska może postawić elektrownie o mocy 5,7 GW. Dzięki takiej inwestycji powstanie ponad 9 tys. miejsc pracy (głównie na Pomorzu), a prąd uzyskany z tego typu farm wiatrowych będzie kosztować 104 euro za MWh.
Źródło: Ekonews
Specjaliści z dwóch politechnik - Warszawskiej oraz Rzeszowskiej opracowali dwuosobowy motoszybowiec z napędem elektrycznym - AOS-71. Żeby pojazd mógł wznieść się w powietrze, wystraczy go naładować podłączając pojazd do kontaktu.
Dwumiejscowy
motoszybowiec z napędem elektryczny wzniósł się w powietrze pod koniec
grudnia z lotniska w Mielcu. Pojazd dostał od pilota pozytywną opinię.
Jak zapewniają jego konstruktorzy, AOS-71 to pierwszy tego typu statek
powietrzny zbudowany w Polsce i jeden z nielicznych w świecie.
Motoszybowiec wyposażony jest w silnik, który pozwala nie tylko na samodzielny start, ale i podtrzymywanie lotu. "Chodzi o to, żeby wystartować cichym elektrycznym napędem na wysokość 600-800 metrów, wyłączyć go i schować do kadłuba. Wtedy pojazd staje się gładkim szybowcem, którym można latać, załapując się na odpowiednie warunki. W sytuacji awaryjnej albo kiedy trzeba dolecieć do lotniska, to można silnik wyciągnąć z kadłuba, uruchomić i bezpiecznie dotrzeć na lotnisko" - wyjaśnia Krzysztof Drabarek z Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa PW, członek zespołu pracującego nad motoszybowcem.
Zamiast silnika spalinowego zastosowano w pojeździe napęd elektryczny. AOS-71 wyposażony jest w baterie, które działają tak, jak te stosowane w telefonach komórkowych czy laptopach. Jak zaznacza ekspert z PW, żeby naładować baterie pojazdu, wystarczy podłączyć go na kilka godzin do kontaktu. Taka bateria mogłaby wystarczyć nawet na godzinę spokojnego lotu, ale kiedy startuje się "z pełną mocą", to energii starczy na 10-15 minut.
Krzysztof Drabarek, opowiada, że to, czym wyróżnia się motoszybowiec, to również układ siedzeń. Zwykle w motoszybowcach dwuosobowych miejsca znajdują się jedno za drugim, a w pojeździe z PW i PRz miejsca są ustawione obok siebie.
Nazwa AOS-71 pochodzi od skrótu Akademickiego Ośrodka Szybowcowego. Cyfra 7 oznacza kolejną konstrukcję powstałą w Politechnice Warszawskiej w ramach Programu ULS "Ultralekkie Szybowce i Motoszybowce" realizowanego tu od 1978 roku, a cyfra 1 – pierwszą konstrukcję Politechniki Rzeszowskiej.
Realizowany w PW i PRz projekt budowy prototypu dwumiejscowego motoszybowca z napędem elektrycznym jest finansowany z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu "Inicjatywa Technologiczna”. Kierownikiem projektu jest prof. Marek Orkisz z PRz, a głównym konstruktorem motoszybowca jest inż. Wojciech Frączek z Wydziału MEiL PW. W projekcie biorą udział studenci obu politechnik.
Jak wyjaśnia Krzysztof Drabarek, na razie gotowy jest dopiero prototyp motoszybowca - służy on przede wszystkim celom badawczym. Naukowcy współpracują jednak z firmami i jeśli będzie zainteresowanie ich motoszybowcem, nie wykluczają, że motoszybowiec może kiedyś trafić na rynek.
AOS-71 testowany był już wcześniej, ale bez użycia silnika. W czerwcu 2012 r. na lotnisku Warszawa Babice odbył się oblot pojazdu w wersji szybowcowej (ze schowanym silnikiem). Dalsze próby w locie motoszybowca z napędem elektrycznym będą prowadzone wiosną.
Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl
Wczoraj została powołana specjalna komisja sejmowa mająca zająć się tzw. małym trójpakiem, czyli poselskim projektem nowelizacji prawa energetycznego. Janusz Pilitowski, odpowiedzialny w resorcie gospodarki za ustawę o „zielonej energii” zapewnia, że równolegle trwają prace nad „dużym trójpakiem”, w tym nad ustawą o odnawialnych źródłach energii. Przedstawiciele tej branży obawiają się, że rząd dąży do uniknięcia unijnych kar i po wprowadzeniu niezbędnych przepisów, zarzuci prace nad projektem.
–
Inicjatywa grupy posłów PO i PSL zmierza do tego, aby Polska uniknęła
dotkliwych kar finansowych z tytułu niewdrożenia dyrektyw dotyczących
rynku energii oraz promowania odnawialnych źródeł energii (OZE).
Stanowisko rządu w tej sprawie jest przygotowywane, natomiast gros uwag i
opinii w tym zakresie ma charakter właściwego wdrożenia przepisów
tychże dyrektyw – tłumaczy Janusz Pilitowski, dyrektor Departamentu
Energii Odnawialnej w resorcie gospodarki.
Zapewnia, że nowelizacja Prawa energetycznego jest traktowana przez rząd jako „minimum niezbędne”, aby spełnić unijne zobowiązania. W ciągu kilku lub kilkunastu miesięcy Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu może nałożyć na Polskę karę za to, że nie wdrożyła dyrektyw. Chodzi o przepisy dotyczące gazu i energii elektrycznej, które składają się na tzw. trzeci pakiet energetyczny, mający doprowadzić do liberalizacji europejskiego rynku i zwiększyć prawa konsumentów.
Za każdy dzień zwłoki (liczony od dnia przyszłego wyroku do czasu pełnego wdrożenia dyrektyw) we wprowadzaniu unijnego prawa Polsce grozi łącznie ponad 170 tys. euro kary.
Nad Polską wisi również groźba kary za brak regulacji dotyczących odnawialnych źródeł energii (OZE). KE nie złożyła jeszcze wniosku do Trybunału, ale rozpoczęła procedurę.
– Obawy co do prac nad ustawą o OZE są nieuzasadnione, ponieważ rząd z taką samą intensywnością pracuje nad przygotowaniem tych projektów ustaw energetycznych – zapewnia Janusz Pilitowski. I dodaje: – Trwają intensywne i bardzo trudne rozmowy na temat wspólnego stanowiska rządu, jeśli chodzi o ustawę energetyczną.
Najtrudniejsze obszary dotyczą systemu wsparcia dla „zielonej energetyki”.
– Porozumienie w tej sprawie musi uwzględniać rację wszystkich organów administracji i technologii, tak aby w sposób zrównoważony mogły się rozwijać – wyjaśnia dyrektor. – Drugim elementem jest fakt, że każdy system wsparcia niesie za sobą określone koszty dla odbiorcy końcowego.
Dlatego resort nadal pracuje nad „optymalizacją tych kosztów”. Chodzi o „ograniczenie systemu wsparcia albo dedykowania go do takich technologii, które są niezbędne z punktu widzenia realizacji celu do 2020 roku”. Cel, jaki przyjął rząd w ramach unijnych zobowiązań, to osiągnięcie przez Polskę w 2020 roku co najmniej 15 proc. udziału energii z odnawialnych źródeł w zużyciu energii finalnej brutto.
Rozbieżności dotyczą głównie wsparcia dla OZE, ponieważ resort finansów domaga się ograniczenia go do niezbędnego minimum. Przedłużają się również rozmowy z Ministerstwem Skarbu Państwa i Ministerstwem Ochrony Środowiska.
– Głównie chodzi o możliwość kontynuowania systemu wsparcia dla małych elektrowni wodnych po 15 latach od dnia oddania ich do użytkowania, pod warunkiem, że zostaną one poddane modernizacji. Przyjmujemy do wiadomości argumenty ministra skarbu państwa, rozmawiamy na ten temat, ale ostatecznych decyzji w tej sprawie jeszcze nie ma – informuje Janusz Pilitowski.
Właściciele elektrowni wodnych alarmowali, że nie ma możliwości podniesienia mocy po zmodernizowaniu instalacji. A od tego resort gospodarki chciał uzależnić przyznawanie wsparcia dla tych źródeł energii.
– Ten argument jest brany poważnie pod uwagę. W rozmowach z ministrem skarbu państwa staramy się dokonać głębokiej analizy tego wniosku, ustalić faktyczne możliwości dokonania modernizacji wraz z poprawą sprawności wytwarzania energii elektrycznej, z poprawą ewentualnie parametrów funkcjonowania takiej elektrowni wodnej po modernizacji – tłumaczy przedstawiciel resortu gospodarki.
Pod koniec ubiegłego roku rządowy Komitet do Spraw Europejskich przyjął tzw. trójpak energetyczny (czyli pakiet trzech ustaw: Prawa energetycznego, Prawa gazowego i ustawy o odnawialnych źródłach energii wraz z ustawą wprowadzającą te przepisy). Ostatnie uzgodnienia trwają teraz w ramach prac Stałego Komitetu Rady Ministrów.
Źródło: Ekonews
Najwięcej farm wiatrowych w Polsce jest w woj. zachodniopomorskim i pomorskim a najmniej w małopolskim i lubelskim - wynika z raportu „Energetyka wiatrowa w Polsce” przygotowanego przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ), firmę doradczą TPA Horwath oraz kancelarię prawną BSJP.
Raport
„Energetyka wiatrowa w Polsce” wskazuje, że najkorzystniejsze warunki
dla farm wiatrowych występują w północno-zachodnich obszarach Polski i
tam też zlokalizowanych jest najwięcej elektrowni wiatrowych. Liderem
jest województwo zachodniopomorskie (716,8 MW), kolejne miejsca zajmuje
województwo pomorskie (246,9 MW) i województwo wielkopolskie (245,3 MW).
Rozmieszczenie farm wiatrowych w Polsce przedstawia się następująco (dane na koniec czerwca 2012 r.):
Województwo, liczba koncesjonowanych instalacji, moc farm w MW,
zachodniopomorskie – 39 instalacje; 716,8 MW;
pomorskie – 27; 246,9 MW;
wielkopolskie – 82; 245,3 MW;
kujawsko-pomorskie – 204; 221,8 MW;
warmińsko-mazurskie – 19; 198,1 MW;
łódzkie – 121; 190,3 MW;
podlaskie – 16; 117,3 MW;
dolnośląskie – 5;58,3 MW;
podkarpackie – 20; 53,9 MW;
lubuskie – 6; 50,6 MW;
mazowieckie – 37; 41,6 MW
opolskie – 4; 33,2 MW;
śląskie – 12; 5,5 MW;
świętokrzyskie – 12; 4,4 MW;
małopolskie – 10; 3 MW;
lubelskie -5; 2,2 MW;
Razem – 619 instalacji, 2188,9 MW.
Z opracowania „Energetyka wiatrowa w Polsce” wynika, że energetyka wiatrowa stanowi obecnie 57,6 proc. mocy zainstalowanej (bez technologii współspalania) wszystkich odnawialnych źródeł energii. Energetyka wiatrowa na pierwszym miejscu wśród odnawialnych źródeł energii w Polsce znalazła się już w 2009 roku.
Źródło: Ekonews







