Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28471489

Piechociński: Energetyka odnawialna szansą dla gmin
czwartek 2013-02-21

- Mikro i mała energetyka bazująca na dostępnych źródłach odnawialnych to szansa na rozwój nie tylko społeczności lokalnej, ale przede wszystkim samorządów – powiedział wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński, otwierając konferencję „Energia odnawialna szansą dla gmin”. Spotkanie odbyło się 20 lutego 2013 r. w MG.

Wicepremier Piechociński nawiązał do trwających prac legislacyjnych nad projektem ustaw energetycznych, przygotowanych w MG. – Rozwiązania dotyczące odnawialnych źródeł energii są szczególnie istotne dla sektora. Po raz pierwszy bowiem będą one zebrane w oddzielnej ustawie – powiedział.

Wicepremier podkreślił, że nowe propozycje w zakresie OZE mają wdrożyć czytelny i efektywny system wsparcia dla producentów zielonej energii. – Chcemy tym samym promować wszystkie technologie i zachęcać do inwestowania w nowe moce wytwórcze, oparte na lokalnych i dostępnych źródłach – wyjaśnił.

W jego opinii rozwój OZE w Polsce to duża szansa dla samorządów terytorialnych na większą aktywność i konkurencyjność. – Mikro i mała energetyka zlokalizowana zwykle w mniejszych miejscowościach to nie tylko zatrudnienie dla okolicznych mieszkańców, ale również niezależność od większych dostawców energii – dodał.

***

Konferencja „Energia odnawialna szansą dla gmin” została zorganizowana przez Stowarzyszenie Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej (SGPEO), Związek Gmin Wiejskich Rzeczpospolitej Polskiej (ZGWRP), Polską Izbę Gospodarczą Energii Odnawialnej (PIGEO), Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) oraz Stowarzyszenie Energii Odnawialnej (SEO).

Patronat honorowy objął Minister Gospodarki.

Źródło: Ministerstwo Gospodarki

Nie będzie ustawy o gazie łupkowym
czwartek 2013-02-21

Wbrew dotychczasowym zapowiedziom resort środowiska nie zaproponuje tzw. ustawy o węglowodorach. Zamiast tworzyć nową, zamierza znowelizować już istniejące akty prawne, m.in. Prawo geologiczne i górnicze. Najważniejsze z punktu widzenia inwestorów kwestie podatkowe znalazły się w gestii Ministerstwa Finansów. Kontrowersje wzbudza pomysł udziału Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych w zyskach i podejmowaniu decyzji.

– Z głosów firm wynika, że kluczowe są kwestie finansowe i podatkowe. To one istotnie decydują o atrakcyjności lub nieatrakcyjności inwestowania na danym rynku. Z punktu widzenia polskich przepisów wciąż, pomimo licznych zapowiedzi, nie mamy do czynienia z jasną sytuacją jak będzie wyglądał reżim opodatkowania węglowodorów i czy w związku z tym funkcjonowanie na polskim rynku jest dla tych firm opłacalne [według zapowiedzi Ministerstwa Finansów z 20 lutego projekt nowych regulacji podatkowych ma się ukazać 25 lutego] – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Tomasz Barańczyk, partner PwC.

Tomasz Barańczyk podkreśla, że nie na takie rozwiązania ze strony rządu czekali inwestorzy. Nadal niewiadomą jest kwestia związana z Narodowym Operatorem Kopalin Energetycznych (NOKE).

– Resort środowiska opublikował projekt rozporządzenia Ministra Środowiska i załączył do niego wzór umowy, która miałaby być zawierana z udziałem NOKE. Wynika stąd, że kluczowe decyzje konsorcjum eksploatacyjnego z udziałem NOKE miałyby być podejmowane bezwzględną większością głosów na bazie udziału w zyskach. To oznacza, że NOKE mając potencjalnie relatywnie nieduży udział w kosztach [5 proc. lub kwota określona w toku przetargu o koncesje rozpoznawczo-wydobywcze] może objąć nieproporcjonalnie duży udział w podejmowaniu decyzji. To jest, z jednej strony, słuszne z punktu widzenia interesu Skarbu Państwa, a z drugiej, rodzi pytanie, jak do tego odniosą się firmy – zwraca uwagę partner PwC.

Resort podaje, że organem doradczym zarządu NOKE w sprawach opiniowania jego udziału w konkretnych projektach działalności rozpoznawczej i wydobywczej będzie Komitet Inwestycyjny. Komitet składać się będzie z wybitnych przedstawicieli nauki i praktyki z zakresu górnictwa, geologii, prawa i ekonomii.

Z kolei nowe uregulowania dotyczące podatków od wydobywania węglowodorów znajdą się w osobnej ustawie przygotowywanej przez ministra finansów.

– Na razie oficjalne zapowiedzi były dość pozytywne. Mówiły, że całość opodatkowania łącznie nie przekroczy 40 proc. zysku brutto. Oczywiście jest to dość karkołomne biorąc pod uwagę zapowiedzi nowych rodzajów opodatkowania. Czyli łącznie – nowy podatek od wydobywania węglowodorów [5 proc. wartości wydobytego gazu ziemnego i 10 proc. wartości wydobytej ropy naftowej] i ten słynny podatek typu cash flow tax [25 proc.], którego nikt tak naprawdę do końca nie rozumie, ponieważ nie podano zasad jego kalkulowania. Dotyczy on „dodatnich, skumulowanych przepływów finansowych”, bez sprecyzowania na czym jego obliczanie będzie polegać – informuje Tomasz Barańczyk.

Ekspert podkreśla, że inwestorzy oczekują przede wszystkim jasnych zasad działania.

– To są firmy, które w ciągu 6-7 lat ponoszą tylko koszty związane z rozpoznawaniem złóż węglowodorów, nie mając pewności – bo przecież jest to działalność obarczona dużym ryzykiem – czym ten okres wielu lat się zakończy – mówi Tomasz Barańczyk. – Przedsiębiorcy chcą mieć jasność, czego mogą oczekiwać jeśli chodzi o ewentualne zyski i ich podział ze Skarbem Państwa. To jest to, na co głównie czekają.

– W wyniku konsultacji zdecydowaliśmy się na nowelizację Prawa geologicznego zamiast tworzenia nowej ustawy, ponieważ zwrócono nam uwagę, że regulacje dotyczące wydobywania węglowodorów już istnieją w polskim prawie – odpowiada Paweł Mikusek, rzecznik prasowy resortu środowiska.

Zapewnia, że kwestie dotyczące tzw. government take, czyli maksymalnego łącznego obciążenia podatkami i opłatami nie ulegają zmianie.

– Wyłączenie kwestii podatkowych spod naszych skrzydeł również w tym przypadku wynika wyłącznie z porządku legislacyjnego – mówi Newserii Paweł Mikusek. – Minister finansów poinformował nas, że nie możemy mówić „o podatku od wydobycia”, ponieważ nie ma takiej definicji na gruncie prawa polskiego. Dlatego musi powstać specjalna ustawa regulującą tę kwestię. „Government take” maksymalnie będzie wynosić nie więcej niż 40 proc. zysków brutto z produkcji gazu i ropy.

Ministerstwo Środowiska przedstawiło w miniony piątek do konsultacji społecznych i międzyresortowych kompleksową nowelizację ustawy Prawo geologiczne i górnicze oraz 8 innych ustaw. Konsultacje projektu trwają do 18 marca. Równocześnie rozpoczynają się konsultacje projektu zmiany rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko przedstawionego przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska.

Źródło: Newseria

Kompania Węglowa ogranicza koszty. Szuka nowych złóż i chce inwestować w energetykę
czwartek 2013-02-21

Kompania Węglowa ma plan awaryjny na ciężkie czasy, jakie zapanowały w górnictwie. Działania antykryzysowe mają za zadanie ograniczyć koszty funkcjonowania przedsiębiorstwa, przy jednoczesnym utrzymaniu zatrudnienia. W dalszych planach są inwestycje. Spółka chce m.in. zaangażować się w produkcję energii.

Sposób Kompanii Węglowej na kryzys w długim terminie to dywersyfikacja działalności. Spółka próbuje pozyskać partnera do budowy elektrowni węglowej, która miałaby stanąć w Woli koło Pszczyny, na terenach dawnej kopalni Czeczott. Koszt budowy to ok. 6 mld złotych. W długiej perspektywie ma to przynieść jednak duże zyski.

– Nie chcemy uzyskiwać marży 2-procentowej na sprzedaży węgla, tylko np. 20-procentową marżę na wytwarzaniu energii elektrycznej – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Joanna Strzelec-Łobodzińska, prezes Kompanii Węglowej.

Drugą dużą planowaną inwestycją, głównie ze względu na potencjalne ogromne pokłady węgla i niższe koszty eksploatacji, jest budowa kopalni na Lubelszczyźnie (ponad 70 ha teren w Pawłowie, 50 km na wschód od Lublina). Próbne odwierty, które rozpoczną się wiosną br., mają potwierdzić opłacalność tej inwestycji. Prace badawcze potrwają ok. dwóch lat.

Plan na kryzys

Kompania Węglowa musi stawić czoła trudnej sytuacji, jaka od kilku miesięcy panuje na rynku węgla kamiennego. Systematycznie spada jego wydobycie i sprzedaż. Obrazują to wyniki handlowe spółki, która jeszcze w 2011 roku sprzedała 39 mln ton węgla, a w ubiegłym roku o 3 mln ton mniej.

Stąd opracowane i wdrożone we wrześniu ubiegłego roku działania antykryzysowe, których celem przede wszystkim jest optymalizacja kosztów. Dzięki temu udało się osiągnąć planowany wcześniej zysk na poziomie ok. 150 mln złotych. Prezes spółki zapewnia, że plan będzie konsekwentnie realizowany. Można spodziewać się wprawdzie ograniczeń w rekrutacji nowych pracowników, ale nie oznacza to zwolnień wśród dotychczasowej załogi.

– To ostatni punkt, do którego byśmy mogli sięgnąć, ponieważ po pierwsze mamy funkcjonujące od dawna w Kompanii porozumienia, z których wynikają gwarancje zatrudnienia, głównie w stosunku do pracowników zatrudnionych pod ziemią – tłumaczy prezes spółki Joanna Strzelec-Łobodzińska. – Po drugie, branża górnicza jest taką branżą, w której z punktu widzenia bezpieczeństwa pracy przy określonym wydobyciu bardzo łatwo można wyliczyć, ile osób powinno w takim procesie pracować.

Spółka, decydując się na zwolnienia wśród załogi, musiałaby ograniczyć wielkość wydobycia. A tego chce właśnie uniknąć.

– Nie chcielibyśmy, by Kompania zwijała swoje moce produkcyjne, to jest podstawowy cel – zapewnia Joanna Strzelec-Łobodzińska. – Chcemy, żeby spółka była podstawowym podmiotem dostarczającym węgiel energetyczny, czyli by utrzymała swój udział w miksie energetycznym Polski.

Zarząd spółki ma nadzieję, że wkrótce zmieni się sytuacja gospodarcza w Europie i zwiększy się zapotrzebowanie na węgiel kamienny. Kompania Węglowa jest jego największym producentem w Europie. I jak podkreśla prezes, spółka musi być gotowa na zmianę koniunktury.

– Te koszty nie mogą być ograniczone w zakresie robót przygotowawczych. Kiedy ten cykl kryzysowy się odwróci i ktoś się nas zapyta: jesteście największym producentem węgla w UE, dlaczego nie dostarczacie węgla wtedy, kiedy on jest potrzebny. W związku z tym musimy mieć przygotowane fronty, ściany do eksploatacji, kiedy z tego kryzysu wyjdziemy – mówi Joanna Strzelec-Łobodzińska.

Dlatego dalsza restrukturyzacja przedsiębiorstwa będzie polegała przede wszystkim na cięciach kosztów niezwiązanych z procesem wydobywczym. Jak przekonuje prezes Kompanii Węglowej, w kosztach wydobycia cięcia są już niemożliwe.

Źródło: Newseria

Walka z efektem cieplarnianym pomaga gospodarce
środa 2013-02-20

Rozwój alternatywnych źródeł energii i odchodzenie od paliw kopalnych jest koniecznością. Gdyby nie było efektu cieplarnianego to trzeba by było go wymyśleć, ponieważ walka z nim sprzyja rozwojowi nowoczesnych technologii – mówi prof. Andrzej Kraszewski z Politechniki Warszawskiej, były minister środowiska.

- Na ile lat w Polsce wystarczy węgla? Na jak długo wystarczy węgla na świecie, jeśli Chiny będą go dużo konsumowały? Paliw kopalnych wystarczy nam w perspektywie krótkoterminowej, ale co dalej? Energetyka się zmieni, zasoby paliw kopalnych nie są nieskończone, technologia podpowie nam racjonalne rozwiązania. Nie patrzmy na rozwój energetyki przez pryzmat cen akcji firm energetycznych na giełdzie, lecz perspektywicznie – przekonuje Andrzej Kraszewski.

Jego zdaniem nie ma sensu na tracenie czasu na dyskusje o tym, czy efekt cieplarniany jest spowodowany przez działalność człowieka czy wynika z przyczyn naturalnych.

- Gdyby nie było efektu cieplarnianego to trzeba by było go wymyśleć. Tak jak podczas II wojny światowej wymyślono wiele nowych technologii, m.in. sonar, tak walka ze zmianami klimatycznymi przyczyni się do rozwoju nowoczesnych technologii – wskazuje Andrzej Kraszewski.

Przypomina, że sukces amerykańskiego sektora gazu łupkowego został spowodowany tym, że małe firmy miały odpowiednie, innowacyjne technologie, które teraz mogą sprzedawać na całym świecie.

Jak prognozuje były minister środowiska, cena uprawnień do emisji CO2 powróci do poziomu 13-15 euro za tonę a wtedy opłacalne będzie wdrażanie technologii niskoemisyjnych i rozwój odnawialnych źródeł energii. W jego ocenie należy rozwijać także te technologie, które dziś są nieopłacalne.

Andrzej Kraszewski dodaje, że kiedy nauczymy się magazynować energię z OZE, to będzie to energetyka systemowa.

Prof. Kraszewski podkreśla, że w Komisji Europejskiej nie siedzą idioci chcący zbiorowo popełnić samobójstwo gospodarcze. Obecny kierunek polityki energetyczno-klimatycznej UE jest korzystny dla wielu krajów UE, choć nie musi być korzystny dla Polski. Jego zdaniem najwyższy czas, żeby Polska zrozumiała jaki kierunek polityki energetycznej obrała Unia i zaczęła do niego dostosowywać swoją energetykę.

Źródło: EkoNews

Walka z trucicielami w Krakowie
wtorek 2013-02-19

Ruszyło interaktywne narzędzie, które pomoże Straży Miejskiej walczyć z nielegalnym spalaniem śmieci. Pod adresem www.krakow.pl/spalanie oraz www.strazmiejska.krakow.pl można zgłaszać przypuszczalne miejsca, gdzie w domowych piecach spalane są śmieci. Narzędzie umożliwi Straży Miejskiej szybką reakcję i kontrolę takich posesji.

„Interaktywna mapa to narzędzie wspomagające walkę z nielegalnym spalaniem odpadów. Mieszkańcy wciąż mogą zgłaszać niepokojące informacje pod numerem telefonu 986" – mówi Komendant Straży Miejskiej Miasta Krakowa Adam Młot.

Komendant podkreśla, że wiele osób nie wie jakie są konsekwencje spalania odpadów dla środowiska i zdrowia. Strażnicy prowadzą więc też działalność edukacyjną w tym zakresie informując podczas kontroli o szkodliwości tego procederu.

Pomysł opracowania interaktywnej mapy powstał m.in. po rozmowach z działającymi w Krakowie stowarzyszeniami działającymi na rzecz poprawy jakości powietrza.

Należy pamiętać, że kolor czy zapach dymu wydobywającego się z komina nieruchomości nie jest jednoznacznym wskaźnikiem, że w instalacji grzewczej budynku spalane są odpady. Umieszczenie na mapie wskaźnika nie pozwoli więc jednoznacznie stwierdzić, że na danym terenie dochodzi do takiego procederu. Wskazane przez internautów punkty będą dla straży Miejskiej ważnym sygnałem, że należy przeprowadzić kontrolę instalacji grzewczych.

Dlaczego walka z nielegalnym spalaniem odpadów jest tak ważna?

Przy spalaniu śmieci w niskich temperaturach (od 200 do 500 stopni C) - a takie panują w przydomowych piecach - do atmosfery wydobywa się niczym nie oczyszczony dym, zawierający szkodliwe substancje np. tlenki azotu, dwutlenek siarki, metale ciężkie (np. kadm, nikiel, ołów, rtęć), związki chloru, fluoru".

Dla przykładu, spalając w domowym piecu 1 kilogram odpadów z polichlorku winylu PVC (butelki plastikowe, folie, skaj, itp.) wytwarzamy aż 280 litrów gazowego chlorowodoru, który w połączeniu z parą wodną tworzy kwas solny.

Szczególnie niebezpieczne są powstające przy spalaniu tworzyw sztucznych rakotwórcze i toksyczne związki chemiczne zwane dioksynami. „Ich działanie jest podstępne. Polega na powolnym, ale skutecznym uszkadzaniu rozmnażających się komórek w organizmach żywych, uszkadzaniu narządów wewnętrznych, wywoływaniu wysypek alergicznych, działaniu mutagennym, rakotwórczym. Toksyczny wpływ na zdrowie może objawić się dopiero po kilkudziesięciu latach np. w postaci chorób nowotworowych" – przestrzega Dyrektor Wydziału Kształtowania Środowiska – Ewa Olszowska – Dej. Szkodliwe substancje powstające podczas tego procesu powodują choroby, zwłaszcza u dzieci. Atakowany jest układ oddechowy, pojawiają się kaszel i duszności, mogą też wystąpić reakcje alergiczne na skórze.

Spalanie odpadów w przydomowych piecach to jedna z głównych przyczyn sezonowego pogarszania się powietrza w Krakowie. Szacuje się, że w naszym mieście stare piece emitują rocznie emitują 762 tony pyłu. Pyłu, na który składa się nie tylko dym węglowy, ale też cząstki pochodzące ze spalania śmieci.

Wykorzystywanie pieców domowych do spalania śmieci powoduje ponadto uszkodzenia instalacji i przewodów kominowych. Związki chemiczne powstałe wskutek spalania odpadów z tworzyw sztucznych przyczyniają się do tworzenia tak zwanej sadzy mokrej i szklistej, która działa destrukcyjnie na ścianki przewodów kominowych. Trudno ją usunąć, a dodatkowo, jej zapalenie się w przewodzie kominowym jest groźne dla otoczenia i może spowodować pożar budynku.

Kraków był pierwszym polskim miastem, które rozpoczęło walkę ze spalaniem odpadów w piecach domowych. Regularne kontrole strażników miejskich, którym często towarzyszą inspektorzy z Wydziału Kształtowania Środowiska, prowadzone są od 2009 roku. Sprawdzany jest stan kotłowni grzewczych, w przypadkach wątpliwych mogą zostać pobrane próbki popiołu. Tylko w poprzednim sezonie grzewczym przeprowadzono łącznie 1 349 kontroli. W kilkuset przypadkach ujawniono proceder spalania odpadów, nałożono mandaty karne na kwotę 16 400 złotych, skierowano kilka wniosków do sądu.

W tym sezonie grzewczym działania kontrolne prowadzone są z jeszcze większą intensywnością. Od początku listopada 2012 roku do końca stycznia br. strażnicy miejscy przeprowadzili łącznie 1052 kontrole spalania odpadów. Na 99 posesjach obok funkcjonariuszy pojawili się inspektorzy z Wydziału Kształtowania Środowiska Urzędu Miasta Krakowa. W 90 przypadkach ujawniono nielegalne spalanie odpadów. Na osoby, które popełniły to wykroczenie strażnicy nałożyli 72 mandaty karne na kwotę 9 000 złotych, w 18 przypadkach wystarczyły pouczenia.

Straż Miejska ostrzega, że w przypadku stwierdzenia palenia śmieci piecach, które nie są do tego przeznaczone grożą sankcje karne wynikające z art. 71 ustawy o odpadach. Grzywna może wynieść nawet 5 tys. złotych.

Prezydent Miasta od kilku lat apeluje do władz województwa małopolskiego o skorzystanie z obowiązujących przepisów prawnych i wprowadzenie uchwałą Sejmiku Wojewódzkiego zakazu stosowania paliw stałych na terenie Krakowa. Takie rozwiązanie pomogło by przyspieszyć likwidację działających jeszcze na terenie Krakowa starych pieców na węgiel.

Władze Krakowa liczą, że zakaz zostanie wprowadzony jeszcze w tym roku. Równolegle prowadzone są działania na rzecz pozyskania dodatkowych środków finansowych na wsparcie mieszkańców, którzy będą objęci obowiązkowym programem wymian pieców. W ciągu 5 lat Miasto chce pozyskać około 130 mln zł.

Źródło: krakow.pl

Bez odpowiedniej polityki klimatycznej Polska skazuje się na zacofanie gospodarcze
wtorek 2013-02-19

Polska gospodarka musi przestawić się na niskoemisyjną w perspektywie najbliższych kilkunastu lat – podkreślają eksperci. W przeciwnym razie kraj czeka stagnacja gospodarcza. Kluczem do sukcesu jest, jak przekonuje dr hab. Zbigniew Karaczun, ekspert Koalicji Klimatycznej, rozwój „zielonych” źródeł energii i zwiększenie energooszczędności. To opłaci się wszystkim Polakom, potrzebne jest jednak zaangażowanie i polityków, i wielkiego przemysłu.

– Jeżeli popatrzymy na innowacyjność gospodarek europejskich, Polska ściga się z Rumunią, Bułgarią, Litwą i Łotwą, a nie z tymi gospodarkami, które są najbardziej nowatorskie i które najszybciej się rozwijają – zwraca uwagę dr hab. Zbigniew Karaczun ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc spośród krajów UE pod względem poziomu innowacyjności gospodarki. Nie wypada też dobrze w światowych zestawieniach. Według rankingu innowacyjności „The Global Innovation Index” Polska w ubiegłym roku zajęła 44. pozycję spośród 141 krajów. To oznacza spadek o jedną pozycję w porównaniu do 2011 roku. Zdaniem eksperta, sytuacja może się pogarszać.

– W Polsce wyczerpują się motory rozwoju gospodarczego: tania siła robocza, taka renta zacofania, dzięki której w ostatnich latach był możliwy szybki rozwój. Jeżeli nie będziemy innowacyjni, w dłuższej perspektywie Polska wpadnie w tzw. pułapkę średniego dochodu. Nie będziemy szybko się rozwijać, nie będziemy zwiększać dobrobytu społecznego – przestrzega ekspert Koalicji Klimatycznej.

Dlatego zdaniem eksperta, potrzebujemy polityki klimatycznej rozumianej także jako działania na rzecz przekształcenia gospodarki na niskoemisyjną.

– Musimy więc modernizować energetykę, czyli budować przede wszystkim energetykę rozproszoną, opartą na lokalnych źródłach energii, wzmacniać efektywność energetyczną, zarówno w gospodarstwach domowych, jak i w przedsiębiorstwach. To jest możliwe, bo mamy ogromny potencjał w tym zakresie i jest to opłacalne zarówno dla mieszkańców, jak i dla całej gospodarki – mówi Agencji Informacyjnej Newseria ekspert.

Dr hab. Zbigniew Karaczun wylicza, że chociaż najtańsze możliwości zwiększenia efektywności zostały już w znacznym stopniu wyczerpane, polska gospodarka nadal posiada znaczący potencjał w tym zakresie. Energochłonność gospodarki była w 2010 roku ponad dwukrotnie wyższa niż średnia unijna. Potencjał oszczędzania do 2020 roku wynosi 26,8 TWh/r w energii elektrycznej i 512,9 PJ/r w paliwach i innej energii (dla porównania krajowe zużycie energii elektrycznej według Polskich Sieci Elektroenergetycznych w 2012 roku wyniosło 157 TWh). Ta skala oszczędzania, jak przekonuje ekspert, jest ekonomicznie uzasadniona i pozwoliłaby ograniczyć zużycie energii o 25 proc.

Aby tak się stało, konieczna jest zmiana polityki.

– Należy także budować przyjazne struktury przestrzenne, czyli tak planować rozwój, aby zmniejszać potrzeby transportowe, aby transport nie był istotnym źródłem emisji. Również powinniśmy wdrażać innowacyjne technologie przemysłowe, które będą konsumowały mniej energii i mniej zużywały surowców – wymienia dr hab. Zbigniew Karaczun.

Jednak wymaga to zmiany mentalności i polityków, i zarządzających przedsiębiorstwami.

– Dużo mówimy o potrzebie budowy innowacyjnej gospodarki, o potrzebie wspierania małych i średnich przedsiębiorstw, o rozproszonej energetyce, o odnawialnych źródłach energii i jej potencjale. Natomiast jeżeli zobaczymy, co robią politycy, jak tworzą prawo, to widzimy, że klimatu dla rozwoju innowacyjnej gospodarki w Polsce ciągle brakuje – uważa przedstawiciel Koalicji Klimatycznej.

I dodaje, że to blokuje dalszy rozwój kraju. A potencjał do zwiększenia efektywności w przemyśle jest, co pokazały ostatnie dwadzieścia kilka lat transformacji po 1989 roku.

– Problem jest w tym, że duża część polskiego przemysłu jest upaństwowiona i menadżerowie tych przedsiębiorstw nie myślą w perspektywie kilkunastu lat. Działają na bieżące zlecenie polityczne i w takiej perspektywie jak politycy, czyli najbliższych czterech lat. To dla gospodarki jest fatalne, bo przemysł musi planować w perspektywie 2030-2050 roku – mówi dr hab. Zbigniew Karaczun.

Źródło: newseria.pl