- Mikro i mała energetyka bazująca na dostępnych źródłach
odnawialnych to szansa na rozwój nie tylko społeczności lokalnej, ale
przede wszystkim samorządów – powiedział wicepremier, minister
gospodarki Janusz Piechociński, otwierając konferencję „Energia
odnawialna szansą dla gmin”. Spotkanie odbyło się 20 lutego 2013 r. w
MG.
Wicepremier
Piechociński nawiązał do trwających prac legislacyjnych nad projektem
ustaw energetycznych, przygotowanych w MG. – Rozwiązania dotyczące
odnawialnych źródeł energii są szczególnie istotne dla sektora. Po raz
pierwszy bowiem będą one zebrane w oddzielnej ustawie – powiedział.
Wicepremier podkreślił, że nowe propozycje w zakresie OZE mają wdrożyć
czytelny i efektywny system wsparcia dla producentów zielonej energii. –
Chcemy tym samym promować wszystkie technologie i zachęcać do
inwestowania w nowe moce wytwórcze, oparte na lokalnych i dostępnych
źródłach – wyjaśnił.
W jego opinii rozwój OZE w Polsce to duża szansa dla samorządów
terytorialnych na większą aktywność i konkurencyjność. – Mikro i mała
energetyka zlokalizowana zwykle w mniejszych miejscowościach to nie
tylko zatrudnienie dla okolicznych mieszkańców, ale również niezależność
od większych dostawców energii – dodał.
***
Konferencja „Energia odnawialna szansą dla gmin” została zorganizowana
przez Stowarzyszenie Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej (SGPEO),
Związek Gmin Wiejskich Rzeczpospolitej Polskiej (ZGWRP), Polską Izbę
Gospodarczą Energii Odnawialnej (PIGEO), Polskie Stowarzyszenie
Energetyki Wiatrowej (PSEW) oraz Stowarzyszenie Energii Odnawialnej
(SEO).
Patronat honorowy objął Minister Gospodarki.
Źródło: Ministerstwo Gospodarki
Wbrew dotychczasowym zapowiedziom resort środowiska nie
zaproponuje tzw. ustawy o węglowodorach. Zamiast tworzyć nową, zamierza
znowelizować już istniejące akty prawne, m.in. Prawo geologiczne i
górnicze. Najważniejsze z punktu widzenia inwestorów kwestie podatkowe
znalazły się w gestii Ministerstwa Finansów. Kontrowersje wzbudza pomysł
udziału Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych w zyskach i
podejmowaniu decyzji.
–
Z głosów firm wynika, że kluczowe są kwestie finansowe i podatkowe. To
one istotnie decydują o atrakcyjności lub nieatrakcyjności inwestowania
na danym rynku. Z punktu widzenia polskich przepisów wciąż, pomimo
licznych zapowiedzi, nie mamy do czynienia z jasną sytuacją jak będzie
wyglądał reżim opodatkowania węglowodorów i czy w związku z tym
funkcjonowanie na polskim rynku jest dla tych firm opłacalne [według
zapowiedzi Ministerstwa Finansów z 20 lutego projekt nowych regulacji
podatkowych ma się ukazać 25 lutego] – mówi Agencji Informacyjnej
Newseria Tomasz Barańczyk, partner PwC.
Tomasz Barańczyk podkreśla, że nie na takie rozwiązania ze strony rządu
czekali inwestorzy. Nadal niewiadomą jest kwestia związana z Narodowym
Operatorem Kopalin Energetycznych (NOKE).
– Resort środowiska opublikował projekt rozporządzenia Ministra
Środowiska i załączył do niego wzór umowy, która miałaby być zawierana z
udziałem NOKE. Wynika stąd, że kluczowe decyzje konsorcjum
eksploatacyjnego z udziałem NOKE miałyby być podejmowane bezwzględną
większością głosów na bazie udziału w zyskach. To oznacza, że NOKE mając
potencjalnie relatywnie nieduży udział w kosztach [5 proc. lub kwota
określona w toku przetargu o koncesje rozpoznawczo-wydobywcze] może
objąć nieproporcjonalnie duży udział w podejmowaniu decyzji. To jest, z
jednej strony, słuszne z punktu widzenia interesu Skarbu Państwa, a z
drugiej, rodzi pytanie, jak do tego odniosą się firmy – zwraca uwagę
partner PwC.
Resort podaje, że organem doradczym zarządu NOKE w sprawach opiniowania
jego udziału w konkretnych projektach działalności rozpoznawczej i
wydobywczej będzie Komitet Inwestycyjny. Komitet składać się będzie z
wybitnych przedstawicieli nauki i praktyki z zakresu górnictwa,
geologii, prawa i ekonomii.
Z kolei nowe uregulowania dotyczące podatków od wydobywania
węglowodorów znajdą się w osobnej ustawie przygotowywanej przez ministra
finansów.
– Na razie oficjalne zapowiedzi były dość pozytywne. Mówiły, że całość
opodatkowania łącznie nie przekroczy 40 proc. zysku brutto. Oczywiście
jest to dość karkołomne biorąc pod uwagę zapowiedzi nowych rodzajów
opodatkowania. Czyli łącznie – nowy podatek od wydobywania węglowodorów
[5 proc. wartości wydobytego gazu ziemnego i 10 proc. wartości wydobytej
ropy naftowej] i ten słynny podatek typu cash flow tax [25 proc.],
którego nikt tak naprawdę do końca nie rozumie, ponieważ nie podano
zasad jego kalkulowania. Dotyczy on „dodatnich, skumulowanych przepływów
finansowych”, bez sprecyzowania na czym jego obliczanie będzie polegać –
informuje Tomasz Barańczyk.
Ekspert podkreśla, że inwestorzy oczekują przede wszystkim jasnych zasad działania.
– To są firmy, które w ciągu 6-7 lat ponoszą tylko koszty związane z
rozpoznawaniem złóż węglowodorów, nie mając pewności – bo przecież jest
to działalność obarczona dużym ryzykiem – czym ten okres wielu lat się
zakończy – mówi Tomasz Barańczyk. – Przedsiębiorcy chcą mieć jasność,
czego mogą oczekiwać jeśli chodzi o ewentualne zyski i ich podział ze
Skarbem Państwa. To jest to, na co głównie czekają.
– W wyniku konsultacji zdecydowaliśmy się na nowelizację Prawa
geologicznego zamiast tworzenia nowej ustawy, ponieważ zwrócono nam
uwagę, że regulacje dotyczące wydobywania węglowodorów już istnieją w
polskim prawie – odpowiada Paweł Mikusek, rzecznik prasowy resortu
środowiska.
Zapewnia, że kwestie dotyczące tzw. government take, czyli maksymalnego
łącznego obciążenia podatkami i opłatami nie ulegają zmianie.
– Wyłączenie kwestii podatkowych spod naszych skrzydeł również w tym
przypadku wynika wyłącznie z porządku legislacyjnego – mówi Newserii
Paweł Mikusek. – Minister finansów poinformował nas, że nie możemy mówić
„o podatku od wydobycia”, ponieważ nie ma takiej definicji na gruncie
prawa polskiego. Dlatego musi powstać specjalna ustawa regulującą tę
kwestię. „Government take” maksymalnie będzie wynosić nie więcej niż 40
proc. zysków brutto z produkcji gazu i ropy.
Ministerstwo Środowiska przedstawiło w miniony piątek do konsultacji
społecznych i międzyresortowych kompleksową nowelizację ustawy Prawo
geologiczne i górnicze oraz 8 innych ustaw. Konsultacje projektu trwają
do 18 marca. Równocześnie rozpoczynają się konsultacje projektu zmiany
rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie przedsięwzięć mogących znacząco
oddziaływać na środowisko przedstawionego przez Generalną Dyrekcję
Ochrony Środowiska.
Źródło: Newseria
Kompania Węglowa ma plan awaryjny na ciężkie czasy, jakie zapanowały w górnictwie. Działania antykryzysowe mają za zadanie ograniczyć koszty funkcjonowania przedsiębiorstwa, przy jednoczesnym utrzymaniu zatrudnienia. W dalszych planach są inwestycje. Spółka chce m.in. zaangażować się w produkcję energii.
Sposób Kompanii Węglowej na kryzys w długim terminie to dywersyfikacja
działalności. Spółka próbuje pozyskać partnera do budowy elektrowni
węglowej, która miałaby stanąć w Woli koło Pszczyny, na terenach dawnej
kopalni Czeczott. Koszt budowy to ok. 6 mld złotych. W długiej
perspektywie ma to przynieść jednak duże zyski.
– Nie chcemy uzyskiwać marży 2-procentowej na sprzedaży węgla, tylko
np. 20-procentową marżę na wytwarzaniu energii elektrycznej – tłumaczy w
rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Joanna Strzelec-Łobodzińska,
prezes Kompanii Węglowej.
Drugą dużą planowaną inwestycją, głównie ze względu na potencjalne
ogromne pokłady węgla i niższe koszty eksploatacji, jest budowa kopalni
na Lubelszczyźnie (ponad 70 ha teren w Pawłowie, 50 km na wschód od
Lublina). Próbne odwierty, które rozpoczną się wiosną br., mają
potwierdzić opłacalność tej inwestycji. Prace badawcze potrwają ok.
dwóch lat.
Plan na kryzys
Kompania Węglowa musi stawić czoła trudnej sytuacji, jaka od kilku
miesięcy panuje na rynku węgla kamiennego. Systematycznie spada jego
wydobycie i sprzedaż. Obrazują to wyniki handlowe spółki, która jeszcze w
2011 roku sprzedała 39 mln ton węgla, a w ubiegłym roku o 3 mln ton
mniej.
Stąd opracowane i wdrożone we wrześniu ubiegłego roku działania
antykryzysowe, których celem przede wszystkim jest optymalizacja
kosztów. Dzięki temu udało się osiągnąć planowany wcześniej zysk na
poziomie ok. 150 mln złotych. Prezes spółki zapewnia, że plan będzie
konsekwentnie realizowany. Można spodziewać się wprawdzie ograniczeń w
rekrutacji nowych pracowników, ale nie oznacza to zwolnień wśród
dotychczasowej załogi.
– To ostatni punkt, do którego byśmy mogli sięgnąć, ponieważ po
pierwsze mamy funkcjonujące od dawna w Kompanii porozumienia, z których
wynikają gwarancje zatrudnienia, głównie w stosunku do pracowników
zatrudnionych pod ziemią – tłumaczy prezes spółki Joanna
Strzelec-Łobodzińska. – Po drugie, branża górnicza jest taką branżą, w
której z punktu widzenia bezpieczeństwa pracy przy określonym wydobyciu
bardzo łatwo można wyliczyć, ile osób powinno w takim procesie pracować.
Spółka, decydując się na zwolnienia wśród załogi, musiałaby ograniczyć wielkość wydobycia. A tego chce właśnie uniknąć.
– Nie chcielibyśmy, by Kompania zwijała swoje moce produkcyjne, to jest
podstawowy cel – zapewnia Joanna Strzelec-Łobodzińska. – Chcemy, żeby
spółka była podstawowym podmiotem dostarczającym węgiel energetyczny,
czyli by utrzymała swój udział w miksie energetycznym Polski.
Zarząd spółki ma nadzieję, że wkrótce zmieni się sytuacja gospodarcza w
Europie i zwiększy się zapotrzebowanie na węgiel kamienny. Kompania
Węglowa jest jego największym producentem w Europie. I jak podkreśla
prezes, spółka musi być gotowa na zmianę koniunktury.
– Te koszty nie mogą być ograniczone w zakresie robót przygotowawczych.
Kiedy ten cykl kryzysowy się odwróci i ktoś się nas zapyta: jesteście
największym producentem węgla w UE, dlaczego nie dostarczacie węgla
wtedy, kiedy on jest potrzebny. W związku z tym musimy mieć przygotowane
fronty, ściany do eksploatacji, kiedy z tego kryzysu wyjdziemy – mówi
Joanna Strzelec-Łobodzińska.
Dlatego dalsza restrukturyzacja przedsiębiorstwa będzie polegała przede
wszystkim na cięciach kosztów niezwiązanych z procesem wydobywczym. Jak
przekonuje prezes Kompanii Węglowej, w kosztach wydobycia cięcia są już
niemożliwe.
Źródło: Newseria
Rozwój alternatywnych źródeł energii i odchodzenie od paliw
kopalnych jest koniecznością. Gdyby nie było efektu cieplarnianego to
trzeba by było go wymyśleć, ponieważ walka z nim sprzyja rozwojowi
nowoczesnych technologii – mówi prof. Andrzej Kraszewski z Politechniki
Warszawskiej, były minister środowiska.
-
Na ile lat w Polsce wystarczy węgla? Na jak długo wystarczy węgla na
świecie, jeśli Chiny będą go dużo konsumowały? Paliw kopalnych wystarczy
nam w perspektywie krótkoterminowej, ale co dalej? Energetyka się
zmieni, zasoby paliw kopalnych nie są nieskończone, technologia podpowie
nam racjonalne rozwiązania. Nie patrzmy na rozwój energetyki przez
pryzmat cen akcji firm energetycznych na giełdzie, lecz perspektywicznie
– przekonuje Andrzej Kraszewski.
Jego zdaniem nie ma sensu na tracenie czasu na dyskusje o tym, czy
efekt cieplarniany jest spowodowany przez działalność człowieka czy
wynika z przyczyn naturalnych.
- Gdyby nie było efektu cieplarnianego to trzeba by było go wymyśleć.
Tak jak podczas II wojny światowej wymyślono wiele nowych technologii,
m.in. sonar, tak walka ze zmianami klimatycznymi przyczyni się do
rozwoju nowoczesnych technologii – wskazuje Andrzej Kraszewski.
Przypomina, że sukces amerykańskiego sektora gazu łupkowego został
spowodowany tym, że małe firmy miały odpowiednie, innowacyjne
technologie, które teraz mogą sprzedawać na całym świecie.
Jak prognozuje były minister środowiska, cena uprawnień do emisji CO2
powróci do poziomu 13-15 euro za tonę a wtedy opłacalne będzie wdrażanie
technologii niskoemisyjnych i rozwój odnawialnych źródeł energii. W
jego ocenie należy rozwijać także te technologie, które dziś są
nieopłacalne.
Andrzej Kraszewski dodaje, że kiedy nauczymy się magazynować energię z OZE, to będzie to energetyka systemowa.
Prof. Kraszewski podkreśla, że w Komisji Europejskiej nie siedzą idioci
chcący zbiorowo popełnić samobójstwo gospodarcze. Obecny kierunek
polityki energetyczno-klimatycznej UE jest korzystny dla wielu krajów
UE, choć nie musi być korzystny dla Polski. Jego zdaniem najwyższy czas,
żeby Polska zrozumiała jaki kierunek polityki energetycznej obrała Unia
i zaczęła do niego dostosowywać swoją energetykę.
Źródło: EkoNews
Ruszyło interaktywne narzędzie, które pomoże Straży Miejskiej
walczyć z nielegalnym spalaniem śmieci. Pod adresem
www.krakow.pl/spalanie oraz www.strazmiejska.krakow.pl można zgłaszać
przypuszczalne miejsca, gdzie w domowych piecach spalane są śmieci.
Narzędzie umożliwi Straży Miejskiej szybką reakcję i kontrolę takich
posesji.
„Interaktywna
mapa to narzędzie wspomagające walkę z nielegalnym spalaniem odpadów.
Mieszkańcy wciąż mogą zgłaszać niepokojące informacje pod numerem
telefonu 986" – mówi Komendant Straży Miejskiej Miasta Krakowa Adam
Młot.
Komendant podkreśla, że wiele osób nie wie jakie są konsekwencje
spalania odpadów dla środowiska i zdrowia. Strażnicy prowadzą więc też
działalność edukacyjną w tym zakresie informując podczas kontroli o
szkodliwości tego procederu.
Pomysł opracowania interaktywnej mapy powstał m.in. po rozmowach z
działającymi w Krakowie stowarzyszeniami działającymi na rzecz poprawy
jakości powietrza.
Należy pamiętać, że kolor czy zapach dymu wydobywającego się z komina
nieruchomości nie jest jednoznacznym wskaźnikiem, że w instalacji
grzewczej budynku spalane są odpady. Umieszczenie na mapie wskaźnika nie
pozwoli więc jednoznacznie stwierdzić, że na danym terenie dochodzi do
takiego procederu. Wskazane przez internautów punkty będą dla straży
Miejskiej ważnym sygnałem, że należy przeprowadzić kontrolę instalacji
grzewczych.
Dlaczego walka z nielegalnym spalaniem odpadów jest tak ważna?
Przy spalaniu śmieci w niskich temperaturach (od 200 do 500 stopni C) -
a takie panują w przydomowych piecach - do atmosfery wydobywa się
niczym nie oczyszczony dym, zawierający szkodliwe substancje np. tlenki
azotu, dwutlenek siarki, metale ciężkie (np. kadm, nikiel, ołów, rtęć),
związki chloru, fluoru".
Dla przykładu, spalając w domowym piecu 1 kilogram odpadów z
polichlorku winylu PVC (butelki plastikowe, folie, skaj, itp.)
wytwarzamy aż 280 litrów gazowego chlorowodoru, który w połączeniu z
parą wodną tworzy kwas solny.
Szczególnie niebezpieczne są powstające przy spalaniu tworzyw
sztucznych rakotwórcze i toksyczne związki chemiczne zwane dioksynami.
„Ich działanie jest podstępne. Polega na powolnym, ale skutecznym
uszkadzaniu rozmnażających się komórek w organizmach żywych, uszkadzaniu
narządów wewnętrznych, wywoływaniu wysypek alergicznych, działaniu
mutagennym, rakotwórczym. Toksyczny wpływ na zdrowie może objawić się
dopiero po kilkudziesięciu latach np. w postaci chorób nowotworowych" –
przestrzega Dyrektor Wydziału Kształtowania Środowiska – Ewa Olszowska –
Dej. Szkodliwe substancje powstające podczas tego procesu powodują
choroby, zwłaszcza u dzieci. Atakowany jest układ oddechowy, pojawiają
się kaszel i duszności, mogą też wystąpić reakcje alergiczne na skórze.
Spalanie odpadów w przydomowych piecach to jedna z głównych przyczyn
sezonowego pogarszania się powietrza w Krakowie. Szacuje się, że w
naszym mieście stare piece emitują rocznie emitują 762 tony pyłu. Pyłu,
na który składa się nie tylko dym węglowy, ale też cząstki pochodzące ze
spalania śmieci.
Wykorzystywanie pieców domowych do spalania śmieci powoduje ponadto
uszkodzenia instalacji i przewodów kominowych. Związki chemiczne
powstałe wskutek spalania odpadów z tworzyw sztucznych przyczyniają się
do tworzenia tak zwanej sadzy mokrej i szklistej, która działa
destrukcyjnie na ścianki przewodów kominowych. Trudno ją usunąć, a
dodatkowo, jej zapalenie się w przewodzie kominowym jest groźne dla
otoczenia i może spowodować pożar budynku.
Kraków był pierwszym polskim miastem, które rozpoczęło walkę ze
spalaniem odpadów w piecach domowych. Regularne kontrole strażników
miejskich, którym często towarzyszą inspektorzy z Wydziału Kształtowania
Środowiska, prowadzone są od 2009 roku. Sprawdzany jest stan kotłowni
grzewczych, w przypadkach wątpliwych mogą zostać pobrane próbki popiołu.
Tylko w poprzednim sezonie grzewczym przeprowadzono łącznie 1 349
kontroli. W kilkuset przypadkach ujawniono proceder spalania odpadów,
nałożono mandaty karne na kwotę 16 400 złotych, skierowano kilka
wniosków do sądu.
W tym sezonie grzewczym działania kontrolne prowadzone są z jeszcze
większą intensywnością. Od początku listopada 2012 roku do końca
stycznia br. strażnicy miejscy przeprowadzili łącznie 1052 kontrole
spalania odpadów. Na 99 posesjach obok funkcjonariuszy pojawili się
inspektorzy z Wydziału Kształtowania Środowiska Urzędu Miasta Krakowa. W
90 przypadkach ujawniono nielegalne spalanie odpadów. Na osoby, które
popełniły to wykroczenie strażnicy nałożyli 72 mandaty karne na kwotę 9
000 złotych, w 18 przypadkach wystarczyły pouczenia.
Straż Miejska ostrzega, że w przypadku stwierdzenia palenia śmieci
piecach, które nie są do tego przeznaczone grożą sankcje karne
wynikające z art. 71 ustawy o odpadach. Grzywna może wynieść nawet 5
tys. złotych.
Prezydent Miasta od kilku lat apeluje do władz województwa
małopolskiego o skorzystanie z obowiązujących przepisów prawnych i
wprowadzenie uchwałą Sejmiku Wojewódzkiego zakazu stosowania paliw
stałych na terenie Krakowa. Takie rozwiązanie pomogło by przyspieszyć
likwidację działających jeszcze na terenie Krakowa starych pieców na
węgiel.
Władze Krakowa liczą, że zakaz zostanie wprowadzony jeszcze w tym roku.
Równolegle prowadzone są działania na rzecz pozyskania dodatkowych
środków finansowych na wsparcie mieszkańców, którzy będą objęci
obowiązkowym programem wymian pieców. W ciągu 5 lat Miasto chce pozyskać
około 130 mln zł.
Źródło: krakow.pl
Polska gospodarka musi przestawić się na niskoemisyjną w
perspektywie najbliższych kilkunastu lat – podkreślają eksperci. W
przeciwnym razie kraj czeka stagnacja gospodarcza. Kluczem do sukcesu
jest, jak przekonuje dr hab. Zbigniew Karaczun, ekspert Koalicji
Klimatycznej, rozwój „zielonych” źródeł energii i zwiększenie
energooszczędności. To opłaci się wszystkim Polakom, potrzebne jest
jednak zaangażowanie i polityków, i wielkiego przemysłu.
–
Jeżeli popatrzymy na innowacyjność gospodarek europejskich, Polska
ściga się z Rumunią, Bułgarią, Litwą i Łotwą, a nie z tymi gospodarkami,
które są najbardziej nowatorskie i które najszybciej się rozwijają –
zwraca uwagę dr hab. Zbigniew Karaczun ze Szkoły Głównej Gospodarstwa
Wiejskiego.
Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc spośród krajów UE pod względem
poziomu innowacyjności gospodarki. Nie wypada też dobrze w światowych
zestawieniach. Według rankingu innowacyjności „The Global Innovation
Index” Polska w ubiegłym roku zajęła 44. pozycję spośród 141 krajów. To
oznacza spadek o jedną pozycję w porównaniu do 2011 roku. Zdaniem
eksperta, sytuacja może się pogarszać.
– W Polsce wyczerpują się motory rozwoju gospodarczego: tania siła
robocza, taka renta zacofania, dzięki której w ostatnich latach był
możliwy szybki rozwój. Jeżeli nie będziemy innowacyjni, w dłuższej
perspektywie Polska wpadnie w tzw. pułapkę średniego dochodu. Nie
będziemy szybko się rozwijać, nie będziemy zwiększać dobrobytu
społecznego – przestrzega ekspert Koalicji Klimatycznej.
Dlatego zdaniem eksperta, potrzebujemy polityki klimatycznej rozumianej
także jako działania na rzecz przekształcenia gospodarki na
niskoemisyjną.
– Musimy więc modernizować energetykę, czyli budować przede wszystkim
energetykę rozproszoną, opartą na lokalnych źródłach energii, wzmacniać
efektywność energetyczną, zarówno w gospodarstwach domowych, jak i w
przedsiębiorstwach. To jest możliwe, bo mamy ogromny potencjał w tym
zakresie i jest to opłacalne zarówno dla mieszkańców, jak i dla całej
gospodarki – mówi Agencji Informacyjnej Newseria ekspert.
Dr hab. Zbigniew Karaczun wylicza, że chociaż najtańsze możliwości
zwiększenia efektywności zostały już w znacznym stopniu wyczerpane,
polska gospodarka nadal posiada znaczący potencjał w tym zakresie.
Energochłonność gospodarki była w 2010 roku ponad dwukrotnie wyższa niż
średnia unijna. Potencjał oszczędzania do 2020 roku wynosi 26,8 TWh/r w
energii elektrycznej i 512,9 PJ/r w paliwach i innej energii (dla
porównania krajowe zużycie energii elektrycznej według Polskich Sieci
Elektroenergetycznych w 2012 roku wyniosło 157 TWh). Ta skala
oszczędzania, jak przekonuje ekspert, jest ekonomicznie uzasadniona i
pozwoliłaby ograniczyć zużycie energii o 25 proc.
Aby tak się stało, konieczna jest zmiana polityki.
– Należy także budować przyjazne struktury przestrzenne, czyli tak
planować rozwój, aby zmniejszać potrzeby transportowe, aby transport nie
był istotnym źródłem emisji. Również powinniśmy wdrażać innowacyjne
technologie przemysłowe, które będą konsumowały mniej energii i mniej
zużywały surowców – wymienia dr hab. Zbigniew Karaczun.
Jednak wymaga to zmiany mentalności i polityków, i zarządzających przedsiębiorstwami.
– Dużo mówimy o potrzebie budowy innowacyjnej gospodarki, o potrzebie
wspierania małych i średnich przedsiębiorstw, o rozproszonej energetyce,
o odnawialnych źródłach energii i jej potencjale. Natomiast jeżeli
zobaczymy, co robią politycy, jak tworzą prawo, to widzimy, że klimatu
dla rozwoju innowacyjnej gospodarki w Polsce ciągle brakuje – uważa
przedstawiciel Koalicji Klimatycznej.
I dodaje, że to blokuje dalszy rozwój kraju. A potencjał do zwiększenia
efektywności w przemyśle jest, co pokazały ostatnie dwadzieścia kilka
lat transformacji po 1989 roku.
– Problem jest w tym, że duża część polskiego przemysłu jest
upaństwowiona i menadżerowie tych przedsiębiorstw nie myślą w
perspektywie kilkunastu lat. Działają na bieżące zlecenie polityczne i w
takiej perspektywie jak politycy, czyli najbliższych czterech lat. To
dla gospodarki jest fatalne, bo przemysł musi planować w perspektywie
2030-2050 roku – mówi dr hab. Zbigniew Karaczun.
Źródło: newseria.pl







