Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28471339

Shell zawiesza plany wydobycia ropy w Arktyce
piątek 2013-03-01

Największe koncerny paliwowe świata – Gazprom, a teraz Shell – zawieszają plany wydobycia ropy w Arktyce.

W środę przedstawiciele firmy Shell ogłosili, że koncern rezygnuje z planów poszukiwań i wydobycia ropy na wodach Arktyki u wybrzeży Alaski do końca 2013 r. Oficjalnie decyzja ta tłumaczona jest koniecznością przygotowania planów i sprzętu do prac w następnych latach. Zdaniem organizacji Greenpeace Shell nie ma odpowiednich środków do przeprowadzenia operacji w sposób bezpieczny dla pracowników platfrom wiertniczych i środowiska naturalnego. W poprzednim roku podobną decyzję podjęli szefowie innego giganta paliwowego przymierzającego się do wydobycia arktycznej ropy – Gazpromu.

W ciągu ostatnich siedmiu lat firma Shell wydała około 4,5 miliardów dolarów na poszukiwania ropy u wybrzeży Alaski. W wyniku szeregu wypadków, jakie miały miejsce w ubiegłym roku, działania koncernu stały się przedmiotem kontroli przeprowadzonych przez amerykańskie ministerstwo spraw wewnętrznych.

Greenpeace przypomina, że najpoważniejsze z nich doprowadziły do utraty kontroli nad dwoma platformami wiertniczymi. Ostatni takim wypadek wydarzył się 31 grudnia zeszłego roku, gdy statek wiertniczy Kulluk zerwał się z liny cumowniczej podczas sztormu i osiadł na niezamieszkanej wyspie.

– Wielomiliardowa inwestycja Shella leży dziś w gruzach, podobnie jak reputacja tej firmy. To przecież Shell miał być firmą najlepiej przygotowaną to wierceń w tych ekstremalnych warunkach, a tu widać, że na arktyczne temperatury, góry lodowe i sztormy po prostu ‘nie ma mocnych’. I dobrze. Spalenie ropy znajdującej się pod lodami Arktyki przyśpieszyłoby tylko zmiany klimatu, dlatego jedynym sensownym rozwiązaniem jest uczynienie Arktyki terenem wolnym od przemysłowej eksploatacji. Na zawsze. Podobnie jak udało się to zrobić z Antarktyką – mówi Maciej Muskat, dyrektor polskiego Greenpeace.

Greenpeace od dwóch lat prowadzi kampanię zmierzającą do powstrzymania takich gigantów paliwowych jak Shell i Gazprom przed wydobyciem ropy z terenów Arkyki i postuluje utworzenie na tym obszarze Arktycznego Sanktuarium Przyrody. Byłoby to miejsce objęte zakazem działalności przemysłowej. Od kilkudziesięciu lat taką ochroną objęte są tereny wokół bieguna południowego. W ramach tej kampanii Greenpeace przeprowadził szereg działań przeciw obu firmom – okupację siedziby Shella w Hadze, okupację siedziby Gazpromu w Moskwie, akcje na platformach wiertniczych na dalekiej północy i stacjach benzynowych w całej Europie.

Żródło: ekologia.pl

PSE Operator inwestuje 8 mld zł. Powstanie kilka tysięcy kilometrów nowych linii energetycznych
środa 2013-02-27

Do 2017 r. PSE Operator chce zainwestować 8 mld złotych w rozwój systemu energetycznego. Przede wszystkim w nowe linie przesyłowe, których ma powstać nawet kilka tysięcy kilometrów. Podłączą one do systemu energetycznego m.in. nowe farmy wiatrowe na północy Polski. Powstaną również nowe połączenia transgraniczne, w tym współfinansowany przez UE most energetyczny Polska-Litwa.

– Tylko niewielka część tych środków będzie przeznaczana na modernizację istniejącego majątku, bowiem ten majątek przez lata utrzymywany był w dobrzm stanie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Henryk Majchrzak, prezes zarządu PSE Operator.

Według Majchrzaka, świadczy o tym fakt, że od kilku lat nie odnotowano ani jednego przypadku przerwy w dostawach energii z przyczyn leżących po stronie sieci przesyłowej. Obecnie spółka eksploatuje ok. 13 tys. kilometrów linii najwyższych napięć, czyli 220 i 400 kV. Prezes PSE Operator podkreśla jednak, że utrzymanie sieci w dobrym stanie nie wystarczy, bo potrzebne są nowe inwestycje. Zarówno nowo powstające elektrownie konwencjonalne, jak i energetyka odnawialna potrzebują sieci przesyłowych, by rozprowadzać produkowaną energię. Zwłaszcza na północy Polski duże będzie zapotrzebowanie ze strony farm wiatrowych.

Innym obszarem inwestycji są połączenia transgraniczne, których Polska ma obecnie wyjątkowo mało.

– Są one potrzebne dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego. W każdym trudnym momencie połączenia z sąsiadami służą bilansowaniu mocy i utrzymaniu równowagi każdego z subsystemów, które wchodzą w skład całego jednolitego europejskiego systemu energetycznego – tłumaczy Henryk Majchrzak.

Operator finansuje większość inwestycji z własnych środków, pozyskiwanych dzięki wpływom taryfowym oraz zwrotowi kapitału z istniejących linii. Część pieniędzy będzie pochodziła z kredytów. Są jednak projekty, takie jak rozbudowa sieci związanej z mostem energetycznym Polska-Litwa, które dofinansowuje Unia Europejska. W przypadku tego konkretnego przedsięwzięcia prawie połowa środków pochodzi z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

– Liczę na to, że w ramach nowej perspektywy finansowej obejmującej kolejny okres 5-6 lat uzyskamy znowu pewną pulę środków istotną do tego, żeby zamknąć ten projekt docelowo – mówi prezes zarządu PSE Operator.

Zgodnie z zapowiedziami polskich i litewskich spółek zaangażowanych w budowę mostu, inwestycja – warta ok. 1,7 mld zł – zostanie zakończona zgodnie z planem, czyli jeszcze w 2015 roku.

Według Henryka Majchrzaka w branży energetycznej nie można mówić o zastoju. Po trzyletnich przygotowaniach spółka weszła w fazę regularnego organizowania przetargów, a średnio raz w miesiącu ogłasza duży projekt inwestycyjny.

Źródło: Newseria

Konkurs na logo COP19
wtorek 2013-02-26

W listopadzie br. Polska będzie gospodarzem najważniejszego forum dyskusji o światowej polityce klimatycznej – konferencji ONZ COP19. Marcin Korolec, minister środowiska i jednocześnie prezydent szczytu ogłasza dziś konkurs dla studentów uczelni artystycznych na projekt logo tego wydarzenia.

Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu COP19 odbędzie się na Stadionie Narodowym w Warszawie (11-22.11.2013). W wydarzeniu udział weźmie kilkanaście tysięcy osób z ponad 190 krajów, w tym polityków, przedstawicieli organizacji pozarządowych i naukowych oraz reprezentantów biznesu.

To bez wątpienia najważniejsze światowe spotkanie poświęcone ochronie klimatu w tym roku. Podczas COP19 rozpoczniemy pracę nad tym, jak mierzyć się ze zmianami klimatu po zakończeniu obowiązywania Protokołu z Kioto. Chcemy zapewnić wydarzeniu stosowną oprawę, także artystyczną. Zależy mi na tym, by jeden ze studentów polskich uczelni artystycznych zaprojektował logo, które będzie symbolem tego ważnego, światowego wydarzenia. Dla zwycięzcy to szansa zaprezentowania się na arenie międzynarodowej - mówi Marcin Korolec, minister środowiska. Zapraszam do udziału w konkursie na stworzenie logo konferencji COP19, które przez dwa jesienne tygodnie będzie wizytówką Polski i Warszawy, prezentowaną w mediach na całym świecie – dodaje minister Korolec.

Inspiracją dla młodych artystów niech będzie hasło: „Who cares? I care” – mówi Beata Jaczewska, podsekretarz stanu w resorcie. Doskonale oddaje ono nasze intencje, które chcemy promować przy okazji COP19. Środowisko naturalne należy do każdego z nas, i każdy z nas o to dobro wspólne powinien się troszczyć. Liczę, że hasło pomoże stworzyć niepowtarzalne projekty, które uwrażliwią odbiorcę na potrzeby środowiska – dodaje wiceminister Jaczewska.

Konkurs na logo konferencji COP19 jest skierowany do studentów uczelni artystycznych. Zwycięski projekt będzie stanowił podstawę do opracowania całego systemu identyfikacji wizualnej konferencji. Na zgłaszanie prac uczestnicy mają czas do 25 marca br.

Więcej informacji:

Pobierz szczegółowy regulamin konkursu;

Dodatkowych informacji na temat konkursu udziela Departament Informacji o Środowisku Ministerstwa Środowiska, tel. (022) 579 24 72, e-mail: dis@mos.gov.pl.

Źródło: Ministerstwo Środowiska

Energetyka gazowa zamiast energetyki jądrowej?
wtorek 2013-02-26

Opłacalność elektrowni jądrowej w dużej mierze zależy od tego, czy istnieje polityka klimatyczna i płacimy za emisję CO2 czy też nie. Jeżeli, jak przewiduję, ta polityka nie utrzyma się w dłuższym okresie, to nie widzę specjalnie uzasadnienia ekonomicznego do budowy elektrowni jądrowej w Polsce – mówi Bolesław Jankowski, wiceprezes EnergSys Badania Systemowe.

Bolesław Jankowski wskazuje, że przed wiążącymi decyzjami dotyczącymi budowy elektrowni jądrowej w Polsce potrzebne jest przesądzenie przynajmniej dwóch kwestii: czy obecna polityka klimatyczna Unii Europejskiej będzie kontynuowana i czy koszt uprawnień CO2 będzie znaczący. Druga kwestia to pojawienie się gazu łupkowego i ewentualny rozwój energetyki gazowej. - Należy brać pod uwagę nie tylko polski gaz łupkowy, może się okazać, że rozwój rynku światowego pójdzie w takim kierunku, że spowoduje znaczący spadek cen gazu na rynku międzynarodowym, w efekcie czego uzasadnione będzie jego wykorzystanie do produkcji energii elektrycznej.

Potencjalnie jest to bardzo dobra opcja dla Polski, bo w oparciu o gaz można zrealizować wszystkie koncepcje rozwoju energetyki rozproszonej, która nie potrzebuje dużych źródeł wytwarzania i nie wymaga dużych nakładów w infrastrukturę sieciową, jak to się dzieje w przypadku np. budowy farm wiatrowych – ocenia Bolesław Jankowski.

Jak podkreśla Bolesław Jankowski, w oparciu o gaz można budować niewielkie źródła lokalne. Gdyby takie źródła były oparte na wydobyciu gazu krajowego to mogą odgrywać bardzo pozytywną rolę w aktywizacji lokalnych terenów i poprawie ich sytuacji ekonomicznej. Taki model bardzo korzystnie wpłynąłby również na funkcjonowanie systemu elektroenergetycznego, ponieważ źródła, które są bliżej odbiorców stabilizują pracę sieci.

- Obecnie nie można rozwijać rozproszonej energetyki gazowej, ponieważ gaz jest bardzo drogi i jesteśmy uzależnieni od jednego dostawcy. Zmiany na rynku światowym dają szansę, że rynek gazowy rozwinie się w takim stopniu, że Polska będzie mogła na tym skorzystać – wskazuje Bolesław Jankowski.

 Źródło: EkoNews

Prezes PGE: elektrownia atomowa będzie wymagać dofinansowania ze strony państwa
wtorek 2013-02-26

Trwają prace nad modelem finansowym polskiej elektrowni atomowej. Polska Grupa Energetyczna, spółka wydelegowana przez rząd do wybudowania siłowni, liczy, że część środków na ten cel będzie pochodziła z państwowej kasy. 

– Jeżeli na świecie nie zbudowano ani jednego reaktora, który nie zostałby w jakiś sposób wspomagany przez administrację państwową, a wybudowano ich już ponad 400, to z jakiej racji pierwszy miałby powstać w Polsce – zauważa Krzysztof Kilian, prezes spółki. W wywiadzie dla "Parkietu" w połowie lutego szef resortu skarbu państwa Mikołaj Budzanowski powiedział, że teraz nie ma możliwości, aby państwo finansowo wsparło ten projekt.

Prezes Polskiej Grupy Energetycznej zwraca uwagę, że w rządowym Programie polskiej energetyki jądrowej jest mowa o wsparciu ze strony państwa. Jednak przyznaje, że trudno jeszcze dziś stwierdzić, jak miałaby wyglądać ta pomoc, ponieważ spółka nadal pracuje nad modelem finansowym tej wielomiliardowej inwestycji.

– Ministerstwo Gospodarki wypowie się dopiero, kiedy przedstawimy model. Jednak taka pomoc jest niezbędna i administracja państwowa jest tego świadoma – uważa Krzysztof Kilian.

Gwarancje rządu lub inne formy zabezpieczenia zwrotu zainwestowanego kapitału mają być konieczne do pozyskania pieniędzy od zagranicznych instytucji finansowych. Dziś PGE analizuje mechanizmy wsparcia stosowane w innych państwach.

– Patrzymy z uwagą na Brytyjczyków, którzy też budują dwie duże elektrownie jądrowe. Żeby je uruchomić, robią to, co my kiedyś w kontraktach długoterminowych – zabezpieczaliśmy przez państwo cenę energii. I w zależności od tego, czy to było in plus, czy in minus, to albo my płaciliśmy, albo państwo nam płaciło za różnicę między zabezpieczoną ceną energii – przypomina prezes PGE.

PGE przygląda się tym pracom i być może skorzysta z doświadczeń Brytyjczyków.

– Negocjują oni z Brukselą możliwość wdrożenia takiego wspomagania, czyli ustalenia ceny, która pozwoli zbilansować strumienie pieniędzy, jakie są potrzebne ażeby zbudować elektrownie – dodaje prezes. – Gdy będziemy gotowi z naszym modelem finansowania, to musimy zapytać administrację państwową, czy to, co przedstawimy jest do spełnienia i czy w jakiś sposób państwo polskie będzie w tym uczestniczyło.

Równocześnie trwają prace nad tzw. atomowym sojuszem. Jesienią ub.r. podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy PGE, KGHM, Tauron i Enea podpisały list intencyjny w sprawie uczestnictwa w projekcie budowania pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Połączone siły jednych z największych spółek Skarbu Państwa miały ułatwić przeprowadzenie inwestycji, której koszt wyceniany jest nawet na 50 mld zł.

– Cały czas negocjujemy z potencjalnymi udziałowcami spółki, która miałaby budować elektrownię jądrową. Kiedy się zakończą, będziemy mogli poinformować opinię publiczną o ustaleniach. Jest jeszcze kilka miesięcy – mówi Krzysztof Kilian.

Zgodnie z najnowszymi zapowiedziami PGE uruchomienie pierwszego bloku jądrowego ma nastąpić w 2024 roku, natomiast cała elektrownia o mocy 3 tys. MW ma zostać oddana do użytku dwa lata później. Druga elektrownia, o tej samej mocy, ruszy w 2029 roku.

Źródło: Newseria

Biogaz jak atom. Energetyczne wyzwanie przed gminami wiejskimi
piątek 2013-02-22

Gdyby w 1600 gminach wiejskich wybudować biogazownie o mocy jednego megawata, to wytworzona w ten sposób energia, dorówna blokowi jądrowemu – uważa prof. Jan Popczyk z Politechniki Śląskiej.

Na konferencji pn. „Energia odnawialna szansą dla gmin” prof. Popczyk zauważył, że w kolejnym budżecie unijnym Polska otrzyma duże środki na rozwój energetyki. Przy czym, jak podkreślił, na miejscu gmin byłby bardzo czujny, gdyż pojawia się pytanie, kto te wielkie środki pozyska.

- W ostatnim czasie obserwuję zainteresowanie wielkimi elektrowniami fotowoltaicznymi, w gminach szuka się wsparcia i w gminach szuka się terenów – wyjaśnił naukowiec.

Dodał, że wolałby, aby za unijne pieniądze w gminach wymienione zostały dachy eternitowe na dachy fotowoltaiczne. - Wtedy mielibyśmy reelektryfikację wsi, ale nowoczesną. Nie za pomocą sieci, które się uszkadzają, bo muszą się uszkadzać – tłumaczył.

Jak zaznaczył, chodzi o to, aby zmienić grupy interesów, żeby pieniądze, które są przewidziane na perspektywę 2014 – 2020 rzeczywiście trafiły do gmin.

- Nie jestem skłonny inaczej rozpatrywać tej sprawy, jak tylko przez pryzmat 105 tys. gospodarstw towarowych, w których możemy zbudować np. mikrobiogazownie, jak przez pryzmat 115 tys. gospodarstw socjalnych, gdzie mamy dachy eternitowe, miejsce pod instalacje fotowoltaiczne, wiatrakowe i inne – stwierdził.

Jak dodał, nie jest też skłonny patrzeć na to inaczej, jak poprzez pryzmat co najmniej kilkunastu tysięcy wsi, z których każda może bardzo szybko stać się autonomiczną pod względem energetycznym. Zauważył, że nie będzie miała przychodów z energii, ale nie będzie też miała wydatków, które w przypadku energii są całkiem istotne.

Wreszcie, jak podkreślił, nie może tego rozpatrywać inaczej niż przez pryzmat 1600 gmin wiejskich. - Tutaj wróćmy do programu, który w Ministerstwie Gospodarki kiedyś już funkcjonował. Było takie hasło: „Jedna biogazownia na gminę”. 1600 gmin z biogazownią po jednym megawacie, to jest jeden blok jądrowy - wyliczył.

Dodał, że jest to 1600 gmin zmodernizowanych, gdyż gminy po wybudowaniu biogazowni będą innymi gminami. - To jest co innego niż blok jądrowy, który spowoduje nam wiele kłopotów - powiedział.

Zdaniem Jerzego Pietrewicza, wiceministra gospodarki, pomysły przedstawione przez prof. Popczyka wydają się być szalenie kuszącą wizją, ale – jak podkreślił – dla niego, jako ekonomisty, pojawia się pytanie, jakim kosztem musiałaby być osiągnięta i kto za to zapłaci. Według wiceministra w tej sytuacji potrzebne są rzetelne dane porównawcze, na których powinno się bazować.

Z kolei Włodzimierz Ehrenhalt, wiceprezes zarządu Stowarzyszenie Energii Odnawialnej (SEO) przedstawił pomysł, który - jak utrzymywał - nie będzie generował kosztów w gminach.

- Samorządy mogą się stać właścicielami elektrowni czy urządzeń z typu OZE oraz odpadów energii, nie powodując wzrostu zadłużenia gmin, właściwie nie ponosząc żadnych kosztów, w sposób bardzo bezpieczny – zapewnił.

Wyjaśnił, że chodzi o są farmy wiatrowe, farmy fotowoltaiczne, biogazownie oraz niewielkie zakłady utylizacji odpadów połączone z odzyskiem energii.

- Idea jest taka, że JST tworzy spółkę komunalną, a inwestor, czy samotnie, czy wraz z bankiem, tworzy elektrownię OZE. Spółka komunalna wykupuje udziały w spółce elektrowni OZE, czerpiąc dochody wyłącznie z przychodów z energii elektrycznej i ciepła - tłumaczył.

Józef Lewandowski, prezes Polskiej Grupy Agencji Energetycznych przekonywał, że zdecydowane zróżnicowanie wytwarzania energii jest w Polsce nieuchronne. - OZE to przede wszystkim rozwój technologii, badań, to postęp i nowoczesność - podkreślił. Jego zdaniem to również nowe miejsca pracy.

- Jeżeli ktoś patrzy na rynek energetyczny jedynie pod kątem zabezpieczenia odbiorców w energię, to proszę tylko spojrzeć na Niemcy - oznajmił. - To jest przede wszystkim kierunek na gospodarkę, przedsiębiorczość, miejsca pracy, na rozwój badań i nauki – dodał.

Stwierdził, że być może energia słoneczna za kilkadziesiąt lat zupełnie zmieni nasze wyobrażenie o energii.
Natomiast Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta zapowiedział, że Kancelaria Prezydenta przygotowała pięć paneli eksperckich poświęconych problematyce energii, z których pierwszy odbędzie się 7 marca.

W jego ocenie, kwestia konfliktu, który powstaje np. w przypadku energetyki wiatrowej może być rozwiązana jedynie poprzez formę racjonalnej, publicznej rozmowy.

- Płaszczyzną dla debaty w tym zakresie jest formuła opracowywania i przygotowywania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, czy w ogóle planów zagospodarowywania przestrzennego, również studiów uwarunkowań - zauważył.

Podobnego zdania jest Mariusz Poznański, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP (ZGW RP), który przyznał, że do energii odnawialnej trzeba przede wszystkim przekonać mieszkańców. Poza tym – dodał – należy coś zmienić w planowaniu przestrzennym, bo planowanie przestrzenne dzisiaj jest nieprecyzyjne i niedokładne, i trudno jednoznacznie określić, gdzie można takie elementy stawiać.

- W Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego pracujemy nad tym, aby w nowej ustawie o prawie budowalnym znalazły się zapisy, które jednoznacznie będą określały miejsca, gdzie tego typu inwestycje mogą powstać i będą je chroniły pod względem prawnym - zadeklarował.

Konferencja pn. „Energia odnawialna szansą dla gmin” odbyła się w środę w Warszawie. Zorganizowały ją: Stowarzyszenie Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej (SGPEO), Związek Gmin Wiejskich Rzeczpospolitej Polskiej (ZGWRP), Polską Izbę Gospodarczą Energii Odnawialnej (PIGEO), Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) oraz Stowarzyszenie Energii Odnawialnej (SE0).

Źródło: Serwis Samorządowy PAP