Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28470913

Cena gazu powinna spadać – twierdzi prezes Urzędu Regulacji Energetyki
czwartek 2013-03-21

Najbliższe lata upłyną pod znakiem taniejącego gazu – uważa Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Sprzyjać temu ma perspektywa wzrostu wydobycia surowca ze złóż niekonwencjonalnych, co oznacza np. możliwość importu z Ameryki Północnej tańszego gazu łupkowego. Znaczenie ma też rozwój wolnego hurtowego rynku gazu w Polsce oraz perspektywa wydobywania u nas gazu z łupków.

– Skoro będą pojawiały się nowe źródła dostarczania paliwa gazowego, możemy liczyć na to, że będą to źródła tańsze. Gaz łupkowy z Ameryki Północnej wywrócił do góry nogami filozofię funkcjonowania światowego rynku gazu. Osobiście stawiam, że ten gaz będzie jednak taniał – mówi Agencji Informacyjnej Newseria prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Do dywersyfikacji kierunków dostaw surowca przyczyni się z pewnością budowany od dwóch lat gazoport w Świnoujściu. Terminal LNG ma zwiększyć tym samym poziom bezpieczeństwa energetycznego kraju, ale i regionu, ponieważ ma to być punkt przeładunkowy, a zarazem regazyfikacyjny skroplonego gazu ziemnego. Ułatwi on import gazu z wielu kierunków, co zwiększy niezależność energetyczną Polski. Nie jest jednak jasne, czy jego funkcjonowanie wpłynie na obniżkę cen.

– Co do cen, to już rynek będzie wyznaczał ich poziom – mówi Marek Woszczyk. – Mam nadzieję, że do tego czasu będzie już w Polsce w pełni konkurencyjny rynek, co najmniej na poziomie hurtowym. Cieszę się, że ostatnie moje decyzje dotyczące zwolnienia z taryfikacji obrotu hurtowego gazem w Polsce jednak pozytywnie odbiły się na płynności rynku gazu – dodaje.

Choć – jak podkreśla – o płynności obrotu hurtowego gazem w Polsce na razie trudno mówić. Mimo to widać było reakcję uczestników rynku na decyzję prezesa URE.

– Giełda po około półtoramiesięcznym okresie funkcjonowania zanotowała jedynie trzy transakcje. Tuż po decyzji o wycofaniu się z regulowania cen na poziomie obrotu hurtowego, tych transakcji mamy tam zdecydowanie więcej, wzrósł też wolumen obrotu i myślę, że będzie już tylko rósł – przekonuje Marek Woszczyk.

Prezes URE uważa także, że pozytywny wpływ na poziom płynności hurtowego obrotu gazem będzie miało obligo gazowe. Jest to wymagany prawnie procent wolumenu gazu, który musi być sprzedawany na giełdzie.

– Prace w parlamencie nad obligiem gazowym trwają, ale wydaje się w tej chwili być przesądzone – twierdzi Woszczyk. – Możemy się jeszcze zastanawiać nad poziomem tego obowiązku, niemniej jednak to na pewno będzie bardzo duży, znaczący czynnik poprawiający poziom płynności hurtowego obrotu gazem w Polsce – podkreśla.

Źródło: Newseria

Zasady budowania elektrowni atomowej spółki energetyczne mają ustalić w kwietniu
środa 2013-03-20

PGE, KGHM, Enea i Tauron, czyli spółki które zamierzają wspólnie budować elektrownię jądrową, szczegóły współpracy mają ustalić w kwietniu. Rozmowy dotyczą głównie sposobu finansowania tej kosztownej inwestycji. Prezes Tauronu, podobnie jak PGE, wskazują na brytyjskie rozwiązania, gdzie państwo udziela wsparcia atomowemu projektowi. Bez dodatkowego źródła finansowania powstanie takiej siłowni w Polsce nie będzie możliwe – uważają przedstawiciele spółek.

– Trwają prace zespołów roboczych. W pierwszej fazie wejdziemy do spółki razem z partnerami – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dariusz Lubera, prezes Tauronu. – Najpóźniej w kwietniu powinna nastąpić pierwsza faza naszego wspólnego przedsięwzięcia zakończona ustaleniem, w jaki sposób wchodzimy do spółki PGE Energia Jądrowa.

We wrześniu minionego roku Polska Grupa Energetyczna, Tauron, KGHM Polska Miedź oraz Enea podpisały list intencyjny, który zakłada, że spółki ustalą projekt umowy nabycia udziałów w PGE EJ 1. To spółka celowa odpowiadająca za bezpośrednie przygotowanie procesu inwestycyjnego budowy i eksploatacji pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Termin ważności listu intencyjnego w sprawie partnerstwa dla budowy elektrowni atomowej upływa 4 maja.

Umowa ma regulować prawa i obowiązki każdej ze stron przy realizacji projektu, przy założeniu, że Polska Grupa Energetyczna będzie pełnić rolę wiodącą w całym przedsięwzięciu.

– Na tym etapie nie ma większych problemów. Rozmowy dotyczą normalnej wyceny, uzgodnień, przeprowadzenia due dilligence spółki [wszechstronnego badania pod kątem biznesowym i finansowym – red.] – wyjaśnia Dariusz Lubera. – Przed nami decyzje kluczowe, na jakim poziomie będziemy chcieli objąć akcje i czy to się przełoży na udziały w inwestowaniu i finansowaniu.

Podczas wcześniejszych rozmów z Newserią prezes Tauronu zapowiadał, że udział spółki w mocach przyszłej elektrowni mógłby wynosić 400-600 MW.

– Jesteśmy zainteresowani, by do miksu energetycznego Tauronu wprowadzić kilkaset megawatów energii jądrowej, kiedy ona się pojawi. Nie przesądzałbym dzisiaj, czy to będzie 300, czy to będzie 600 MW. Muszą się tutaj wypowiedzieć wszyscy potencjalni udziałowcy, a przede wszystkim lider – Polska Grupa Energetyczna – uważa Dariusz Lubera.

Zdaniem prezesa Tauronu, mimo udziału w inwestycji największych spółek Skarbu Państwa, finansowo spółki te nie udźwigną tej inwestycji bez dodatkowego wsparcia.

– Nakłady są tak potężne, że nawet gdy je skumulujemy, to i tak bez wejścia kogoś z zewnątrz to będzie za mało – tłumaczy. – Ostatnia wypowiedź premiera Tuska po spotkaniu jądrowym jest jednoznaczna. Energetyka jądrowa w Polsce będzie budowana i rozwijana. Natomiast odrębną kwestią jest, w jaki sposób państwo wesprze ten projekt.

Prezes przywołuje przykład Wielkiej Brytanii, gdzie francuski EDF, który chce budować nowe bloki jądrowe, negocjuje z rządem nowy typ długoterminowego kontraktu. To tzw. contracts for difference (kontrakt na różnicach cenowych), gdzie rząd gwarantuje, że dopłaci producentowi, jeśli rynkowa cena energii będzie niższa niż ta ustalona w umowie. Ale gdy stawka będzie wyższa, producent zwróci nadwyżkę.

Na podobne wsparcie liczą przedstawiciele energetycznych spółek. Niedawno prezes PGE wskazywał na możliwość wykorzystania brytyjskich doświadczeń przy budowie polskiej elektrowni. Podobnie wypowiada się prezes Tauronu.

– My zupełnie inaczej widzimy zaangażowanie państwa, a więc stworzenie mechanizmu, dzięki któremu w długim horyzoncie czasowym po sfinansowaniu i oddaniu do użytku inwestycji, będzie miała zapewniony okres zwrotu – wyjaśnia Dariusz Lubera. – Brytyjczycy mogą wyznaczyć w Europie wzorzec, który moglibyśmy również i w Polsce zaaplikować. Mówimy tutaj o cenie referencyjnej, zapewniającej zwrot zainwestowanego kapitału i w zależności od tego, jak ceny rynkowe się kształtują.

Podkreśla, że to nad tego typu rozwiązaniami toczą się rozmowy, a nie są to dyskusje o „prostym wsparciu budżetu państwa poprzez gwarancje ministra finansów czy inne gwarancje rządowe”.

Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami PGE uruchomienie pierwszego bloku jądrowego ma nastąpić w 2024 roku, natomiast cała elektrownia o mocy 3 tys. MW ma zostać oddana do użytku dwa lata później. Druga elektrownia, o tej samej mocy, ruszy w 2029 roku. Jej koszt jest szacowany na ponad 50 mld zł.

Źródło: Newseria

Ceny zielonych certyfikatów cały czas niskie. Ustawa o OZE wciąż nie trafiła do Sejmu
wtorek 2013-03-19

Ceny zielonych certyfikatów są tak niskie, że przedsiębiorcom nie opłaca się inwestowanie w odnawialne źródła energii. Dlatego wiceminister gospodarki Jerzy Witold Pietrewicz zapowiedział wdrożenie rozwiązań stabilizujących ten rynek. Jego poprzednik przypomina, że gotowe rozwiązania już są zapisane – w projekcie ustawy o odnawialnych źródłach energii. Prace nad nią ostatnio spowolniły mimo, że minister gospodarki zapowiadał ich przesłanie do Sejmu przed końcem marca.

– Bardzo dużo dopłacamy do energii odnawialnej, do pozyskiwanych biokomponentów przywożonych z zagranicy. To jest dramat dla Polski i dla polskiego systemu energetycznego. Stąd raptowny spadek cen zielonych certyfikatów. A ustawa o odnawialnych źródłach energii [OZE] doskonale rozwiązuje te problemy. Gdyby dziś była ta ustawa, to nie mielibyśmy problemu z cenami zielonych certyfikatów – uważa Mieczysław Kasprzak, były wiceminister gospodarki odpowiedzialny za OZE.

Polskie Towarzystwo Gospodarcze Bioenergii „Polbio” alarmowało w ubiegłym tygodniu, że w wyniku akumulacji certyfikatów na rynku, cena jaką trzeba za nie zapłacić spadła do 30 proc. ich wartości. Od niemal roku te prawa majątkowe taniały tak mocno, że przedsiębiorcom zajmującym się sprzedażą energii elektrycznej odbiorcom końcowym nie opłacało się inwestować w zielone technologie. Mogą bowiem kupić świadectwa pochodzenia energii elektrycznej wytworzonej w odnawialnych źródłach energii po ok. 135 zł/MWh, czyli taniej niż zapłaciliby za pozyskanie własnych certyfikatów (muszą określoną ich liczbę uzyskać i przedstawić do umorzenia Prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki lub uiścić opłatę zastępczą, która wynosi ok. 280 zł/MWh).

Zdaniem Mieczysława Kasprzaka, tym tendencjom zapobiegłaby ustawa o OZE, za którą jeszcze do początku lutego był odpowiedzialny jako wiceminister gospodarki. W projektowanym dokumencie zaproponowano zmiany w funkcjonowaniu modelu wspierania energii ze źródeł odnawialnych, czyli tzw. zielonych certyfikatów. Miałyby one zagwarantować zrównoważony i bardziej racjonalny rozwój OZE.

– Dziwię się, że minister finansów i inni spowolnili dzisiaj te działania. Technologie związane z OZE tanieją z roku na rok. Kto szybciej w nie zainwestuje, ten będzie dłużej zbierał owoce z tych inwestycji – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Mieczysław Kasprzak. – Szkoda, że ustawa, która już została wynegocjowana, nie może być uchwalona, bo widzę, że nastąpiło bardzo duże spowolnienie od listopada.

Zdaniem Mieczysława Kasprzaka do uzgodnienia zostało jeszcze „tylko kilka rzeczy” i projekt ustawy mógłby wreszcie trafić do parlamentu.

– To jest dobra ustawa, która stwarza szanse rozwoju energetyki odnawialnej. A do 2020 roku mamy mieć 15,5 proc. energii z tych źródeł – przypomina. – Jeżeli będziemy zwlekać z jej wprowadzeniem, to inni nas zostawią daleko w ogonie. Poza tym przyjdzie nam płacić duże kary, bo UE nam tego nie podaruje.

Nad Polską wisi groźba sankcji za brak regulacji dotyczących odnawialnych źródeł energii. Komisja Europejska nie złożyła jeszcze wniosku do Trybunału, ale rozpoczęła procedurę. Termin na uchwalenie tych przepisów Polska miała do 5 grudnia 2010 roku.

Szef resortu gospodarki Janusz Piechociński zapewniał, że projekt ustawy o OZE (będący częścią pakietu energetycznego, w którego skład wchodzą także Prawo energetyczne i Prawo gazowe) z końcem pierwszego kwartału zostanie przekazany do Sejmu.

Źródło: Newseria

KGHM szuka oszczędności w zużyciu i kosztach energii
wtorek 2013-03-19

KGHM chce nawet o kilkanaście procent obniżyć zużycie energii elektrycznej. W tym celu wdraża cały program inwestycji, które mają zwiększyć efektywność energetyczną spółki. Dziś KGHM jest drugim w kraju, po PKP, konsumentem energii. Jak podkreślają władze koncernu, koszty z tym związane stanowią coraz większy „kawałek tortu”, jakim są ogólne koszty działalności.

KGHM Polska Miedź SA należy do największych w Polsce odbiorców energii. Zarówno elektrycznej, jak i cieplnej. Każdego roku zużywa ok. 2,5 TWh, ustępując pod tym względem jedynie Polskim Kolejom Państwowym.

– Naszym priorytetem stało się, byśmy mogli rozwijać się, przynajmniej bez wzrostu kosztów energii. Przed nami więc wyzwanie: obniżenie zużycia energii elektrycznej – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dorota Włoch, wiceprezes KGHM Polska Miedź SA.

Dlatego spółka pracuje nad wdrażaniem kolejnych technologii, które pozwolą ograniczyć jej zużycie energii, redukując jednocześnie nadmierne koszty działania przedsiębiorstwa: począwszy od drobnych usprawnień, po duże projekty modernizacyjne, pozwalające na większe oszczędności.

– To jest wiele rzeczy, od drobnych usprawnień, poprzez kolejność włączania urządzeń, aż do pomysłów na duże modernizacje. Każdy kilowat jest dla nas ważny – podkreśla Dorota Włoch.

Jednym z przykładów jest budowa dwóch nowych elektrociepłowni w Polkowicach i Głogowie na potrzeby własne. Kolejnym jest specjalistyczny system klimatyzacji, instalowany ze względu na to, że wydobycie miedzi wymaga sięgnięcia do coraz głębszych pokładów w kopalni.

Ten projekt, podobnie jak cały program oszczędności energii, został opracowany przez kadrę inżynierską KGHM-u. Zarząd spółki twierdzi, że będzie go sukcesywnie wdrażać. Pierwsze efekty podejmowanych działań mają być widoczne jeszcze w tym roku. Docelowo pomoże to zwiększyć efektywność energetyczną o kilka lub nawet kilkanaście procent.

Źródło: Newseria

Projekt mostu energetyczny Polska-Litwa wchodzi w fazę pozyskiwania zgód. Budowa ma zakończyć się w 2015 r.
poniedziałek 2013-03-18

Zakończył się pierwszy etap w procesie budowy mostu energetycznego pomiędzy Polską a Litwą. Zostały już podpisane umowy z wykonawcami, ale teraz czeka ich trudna faza pozyskiwania zgód, pozwoleń i decyzji środowiskowych. Inwestycja jest warta ponad 1,7 mld zł i ma się zakończyć do 2015 r. Połączy kraje nadbałtyckie z polską i europejską siecią.

Po polskiej stronie projekt obejmuje, poza budową połączenia pomiędzy Ełkiem a Alytusem, także 10 innych inwestycji. Podpisano już 10 umów, z czego trzy są już w fazie realizacji. Jest to projekt istotny nie tylko dla naszego kraju, ale i dla całej Unii Europejskiej. Po pierwsze, łączy kraje nadbałtyckie z siecią Europy Zachodniej, po drugie, przez zamknięcie tzw. pierścienia bałtyckiego, czyli połączenia systemów energetycznych Norwegii, Szwecji, Finlandii, Danii, Niemiec, Polski, państw bałtyckich i Rosji.

Z uwagi na swoje znaczenie projekt otrzymał dofinansowanie z UE na poziomie 700 mln zł. Został też wpisany do osi projektów priorytetowych. Sama budowa jest względnie prosta, bo przeprowadzenie 100 km linii nie jest problemem technicznym, ale proces pozyskiwania zgód będzie skomplikowany.

– Linia przechodzi przez obszar 10 gmin. W każdej z tych gmin należy ustalić przebieg linii, wprowadzić do miejscowych planów, czyli przeprowadzić całą procedurę planistyczną, uzgodnić przebieg tej linii z ludźmi, czyli uzyskać prawo drogi, decyzję środowiskową, bo przechodzimy przez ważny środowiskowo dla Polski obszar – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Andrzej Kurpiewski, wiceprezes spółki LitPol Link, spółki, która została powołana do wykonania tego projektu.

Jednym z poważniejszych problemów są uwarunkowania środowiskowe. W północno-wschodniej Polsce znajduje się wiele wrażliwych obszarów. Do tego wykonawcy muszą pogodzić swoje plany z projektami drogi Via Baltica (łącząca Polskę z Estonią), planowanej trasy kolejowej Rail Baltica (Warszawa – Helsinki) oraz trasy tranzytowej dla gazociągu Polska – Litwa, który może powstać w przyszłości.

15 lutego podpisana została kluczowa umowa z litewską firmą ABB, która zbuduje tzw. wstawkę prądu stałego. Jest to urządzenie, które umożliwi połączenie działających w niezsynchronizowany sposób sieci polskiej i litewskiej. Koszt tej wstawki to 100 mln euro – jest to jedno z najdroższych jednostkowych urządzeń w całym projekcie. Umożliwi ono przesyłanie 500 MW mocy w obydwie strony.

W drugim etapie zdolność przesyłowa połączenia może zostać zwiększona do 1 tys. MW. To względnie niewiele, bo obecnie w Polsce jest zainstalowanych ok. 25 tys. MW, ale most energetyczny z Litwą ma duże znaczenie dla północno-wschodniej części kraju.

– Poprawiamy zasilanie tego regionu, bezpieczeństwo dostaw, stabilność pracy systemu się zwiększa. Wstawka prądu stałego to element, na którym możemy sobie ustawić wartość, ustawiamy np. 500 MW i to wpływa, nie ma fluktuacji, to nie zależy od stanu systemu. Czyli jest to takie silne wsparcie systemowe – mówi Kurpiewski.

Cały projekt ma się zamknąć do końca 2015 r. i ma kosztować ok. 1,7 mld zł. Dokładne koszty budowy linii będą zależeć od jej przebiegu.

– Jeżeli są miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, jeżeli ta linia funkcjonuje w świadomości, są już wytyczone korytarze, jest mało właścicieli nieruchomości, to te koszty są mniejsze – wyjaśnia wiceprezes LitPol Link. Dodaje: – Mówimy też o warunkach glebowych, czy idziemy z linią nad lasem, czy linia idzie prosto, czy ma wiele załomów, a wtedy każdy załom to jest cięższy słup, poważniejszych fundament, elementy mocujące też są znacznie droższe.

Źródło: Newseria
Jaką strategię obrać dla polskiej energetyki?
środa 2013-03-13

Dyskusja o strategii energetycznej Polski i jej możliwej zmianie były głównym tematem spotkania w kancelarii premiera m.in. ministrów gospodarki, skarbu, spraw wewnętrznych oraz prezesa PGE.

– Będzie to dyskusja nad naszą strategią energetyczną – zapowiadał premier Donald Tusk przed spotkaniem. Mówił, że rozmowy będą dotyczyły przede wszystkim uaktualnienia miksu energetycznego Polski w związku ze zmianami, które zachodzą na rynku krajowym i globalnym.

Spotkanie odbyło się na wniosek wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego. Oprócz Piechocińskiego i Tuska wzięli w nim udział: szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, szef KPRM Jacek Cichocki, szef PGE Krzysztof Kilian, szef Rady Gospodarki Jan Krzysztof Bielecki, minister Skarbu Państwa Mikołaj Budzanowski.

„Tematami spotkania były również potrzeby inwestycyjne w tzw. miękką infrastrukturę oraz odnawialne źródła energii. Zapadły też pewne ustalenia przed szczytem energetycznym w Brukseli w maju. Premier mówił, że będzie chciał przekonywać parterów w UE, że konkurencyjność gospodarki wymaga niskich cen energii. Premier stwierdził, że państwo jako właściciel spółek energetycznych chce wpływać na nie w ten sposób, aby interes tych spółek był w zgodzie z interesem państwa” – podała KPRM na swoich stronach internetowych.

Donald Tusk podkreślił, że kluczowe dla polskiej energetyki przez wiele lat będą m.in. zasoby węgla brunatnego. Dodał, że jeżeli uda się uzyskać w Europie, a także w Polsce, większą akceptację dla warunków wykorzystywania tego rodzaju węgla dla energetyki, to nasz kraj będzie w bardzo dobrej sytuacji – wynika z komunikatu KPRM.

Tusk oświadczył na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu, że chodzi o dyskusję o urealnieniu „miksu” energetycznego (udziału poszczególnych źródeł – przyp. red.) w związku ze zmianami, jakie zachodzą na rynku krajowym, europejskim i globalnym. – Ceny energii lecą na łeb na szyję w związku z kryzysem, koszty energii maleją, a koszty jej wytwarzania rosną – mówił.

Premier podkreślił, że niezależnie od programu jądrowego, o którego przerwaniu „nie ma mowy”, potencjału gazu łupkowego czy źródeł odnawialnych (OZE), kluczowe jeszcze przez wiele lat będą dla Polski zasoby węgla brunatnego. – Jeśli uda się uzyskać w Europie i w Polsce większą akceptację dla warunków jego wykorzystywania w energetyce, będziemy wygrani. Ale to będzie wymagało pewnej korekty strategii, stąd dzisiejsze spotkanie – stwierdził szef rządu.

Przed majowym szczytem UE

Tusk zapowiedział, że to pierwsze z serii spotkań, które ma przygotować Polskę do majowego szczytu Unii Europejskiej poświęconego energii. – Zakładamy, że ta debata powinna przybliżyć nas do wymarzonego efektu, jakim jest przekonanie partnerów w Europie, że konkurencyjność wymaga niskich cen energii w Europie i to być może wpłynie na zmianę pewnych paradygmatów w całej UE. Jeśli to by się dało uzyskać, to być może uda się także skorygować na naszą korzyść pewne strategiczne plany np. dotyczące wykorzystania węgla brunatnego – tłumaczył premier.

Jak dodał szef rządu, oczekuje od Polskiej Grupy Energetycznej i agend rządowych wizji, która w sposób odpowiedzialny pozwoli Polsce przyjąć najnowocześniejsze rozwiązania dotyczące energetyki jądrowej. – Strategicznie wydaje się, że w „miksie” energetycznym energetyka jądrowa musi mieć swoje miejsce. Nie ma chyba dla rozwoju tej technologii sensownej alternatywy – ocenił Tusk.

– Obserwujemy to, co się dzieje w konkretnych inwestycjach i chcemy uniknąć takiego przypadku jak w Finlandii – inwestycji bardzo długo trwającej, której koszty przekraczają początkowe wyobrażenie inwestorów – tłumaczył też szef rządu. Chodzi o budowę reaktora w elektrowni Olkiluoto, która ma już kilka lat opóźnienia, a koszty okażą się prawdopodobnie dwukrotnie wyższe niż 3 mld euro, na które opiewał podpisany 10 lat temu kontrakt.

Plany rządu dotyczą budowy przez PGE dwóch elektrowni jądrowych o mocy po ok. 3000 MW każda. Według aktualnej strategii PGE pierwszy blok jądrowy miałby ruszyć ok. 2024 r.

Źródło: TVP Parlament