Skutki zmian klimatu są coraz bardziej dostrzegalne także w
Polsce. Czy lepiej sfinansować przygotowanie się do nowej sytuacji, czy
płacić za straty powstałe w wyniku np. trąb powietrznych, rozmawiali
uczestnicy spotkania będącego częścią konsultacji społecznych strategii
SPA 2020. Spotkanie otworzyła Aneta Wilmańska – podsekretarz stanu w MŚ.
Minister
Aneta Wilmańska: - Koszty działań adaptacyjnych wskazanych w SPA 2020
wynoszą 62 mld zł. Bezczynność będzie jednak znacznie droższa. Łączne
straty spowodowane przez niekorzystne zjawiska atmosferyczne w Polsce w
latach 2001- 2011 wynoszą około 90 mld zł.
Konsultacje społeczne dotyczyły „Strategicznego planu adaptacji dla
sektorów i obszarów wrażliwych na zmiany klimatu do roku 2020 z
perspektywą do roku 2030” tzw. SPA 2020. Celem strategii jest określenie
działań adaptacyjnych, które należy podjąć do 2020 roku w najbardziej
wrażliwych na zmiany klimatu obszarach takich jak: gospodarka wodna,
rolnictwo, leśnictwo, różnorodność biologiczna, zdrowie, energetyka,
budownictwo i gospodarka przestrzenna, obszary zurbanizowane, transport,
obszary górskie i strefy wybrzeża.
Działania adaptacyjne zawarte w SPA2020 obejmują zarówno
przedsięwzięcia techniczne, np. budowa niezbędnej infrastruktury
przeciwpowodziowej i ochrony wybrzeża, jak i zmiany regulacji prawnych,
np. w systemie planowania przestrzennego ograniczające możliwość
zabudowy terenów zagrożonych powodziami.
Impuls do rozwoju
Działania adaptacyjne mają pozytywny wpływ na rozwój
społeczno-gospodarczy. Wśród planowanych do realizacji inwestycji
znajduje się szereg przedsięwzięć poprawiających jakość życia
mieszkańców i pobudzających wzrost gospodarczy. Planowane działania
obejmują np. poprawę jakości wód, rozwój odnawialnych źródeł energii,
zwiększenie zalesienia czy wsparcie dla rozwoju technologii
środowiskowych. Podjęte zostaną również działania edukacyjne,
wyjaśniające opinii publicznej zjawisko zmian klimatu.
Dlaczego potrzebna jest strategia?
Skutki zmian klimatu, zwłaszcza nasilenie ekstremalnych zjawisk
pogodowych, pogłębiają się w ostatnich latach. Zjawiska te stanową
zagrożenie dla społecznego i gospodarczego rozwoju wielu krajów na
świecie, w tym także dla Polski. Konieczne jest zatem podjęcie działań
adaptacyjnych, które powinny być realizowane jednocześnie z działaniami
ograniczającymi emisję gazów cieplarnianych.
Opracowanie SPA 2020 przez Polskę wynika także z wymogów Komisji
Europejskiej określonych w 2009 r. w Białej Księdze - Adaptacja do zmian
klimatu: Europejskie ramy działania, COM(2009)147. Celem Unii
Europejskiej jest przygotowanie kompleksowej unijnej strategii adaptacji
do zmian klimatu.
SPA2020 jest ponadto elementem szerszego projektu badawczego o nazwie
KLIMADA, realizowanego na zlecenie Ministerstwa Środowiska w latach
2011-2013 ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej. W jego ramach opracowywane są ekspertyzy ilustrujące
przewidywane zmiany klimatu do 2070 roku.
Co dalej?
Do 30 kwietnia br. Ministerstwo Środowiska prowadzi konsultacje
społeczne strategii SPA2020. Przyjęcie dokumentu przez Radę Ministrów
jest planowane w pierwszym półroczu 2013 r.
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Przerwy w dostawie prądu zagrażają Polsce coraz bardziej,
dlatego rozwiązaniem mają być poważne inwestycje w energetykę. Sektor
bankowy jest w stanie je udźwignąć finansowo, jednak poważną barierą
jest niestabilność prawa i nie zawsze wystarczające działania samych
firm energetycznych.
–
Spowolnienie gospodarcze i tym samym zmniejszenie zapotrzebowania na
energię dało chwilę oddechu dla naszego systemu elektroenergetycznego.
Zyskaliśmy więc nieco czasu, żeby nadrobić zaległości, które mamy w
energetyce. Czy wykorzystujemy to w odpowiedni sposób? Myślę, że nie do
końca – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jerzy Kurella, doradca
zarządu BGK ds. projektów energetycznych.
Inwestycje są niezbędne, ponieważ Polsce wciąż grozi blackout, czyli
przerwy w dostawach prądu. Ekspert przypomina, że poważne problemy z tym
związane mieliśmy jeszcze kilka lat temu.
– Tylko w 2006 roku problemy z zasilaniem dotknęły całą część
północno-wschodnią kraju, a w 2009 roku – Szczecin. Polski system
elektroenergetyczny, w tym przede wszystkim sieci przesyłowe są w złym
stanie. Wiele sieci uległo dekapitalizacji. A jest to niezwykle ważny
element bezpieczeństwa energetycznego kraju – informuje Jerzy Kurella.
Ponadto narażone na blackout regiony winny zdać sobie sprawę z
zagrożenia i aktywnie uczestniczyć w procesie temu zapobiegającym
poprzez sprawne podejmowanie decyzji formalno-prawnych przy inwestycjach
sieciowych realizowanych przez spółki dystrybucyjne czy operatora
systemu przesyłowego – podkreśla Jerzy Kurella
Blackoutem najbardziej zagrożone są duże aglomeracje oraz obszary
Polski północno-wschodniej. Zdaniem eksperta, polityka prowadzona przez
spółki energetyczne nie jest wystarczająca, by mogły wykorzystać czas
spowolnienia gospodarczego na przeprowadzenie inwestycji. W ciągu
ostatnich lat powstały w Polsce koncerny, które skupiają w sobie
wytwarzanie, dystrybucję i obrót. Trafiając na giełdę stworzyły w ramach
prospektów emisyjnych ambitne plany inwestycyjne, ale skupiły się na
budowaniu wartości dla akcjonariuszy.
– Odbywało się to głównie kosztem ograniczania działania spółek
dystrybucyjnych, które są spółkami taryfowanymi, reorganizacji grup
wytwarzania i obrotu i jedynie analizowaniu potencjalnych inwestycji w
nowe moce wytwórcze. Ostatni okres to moda na akwizycje, czyli zakupy
gotowych aktywów wytwórczych. To ostatnia chwila zatem, aby rozpocząć
rzeczywiste działania związane z rozbudową istniejącej i budową nowej
infrastruktury energetycznej – uważa Jerzy Kurella.
Inną barierą na drodze niezbędnych energetycznych inwestycji jest niestabilność prawa.
– Z takim problemem spotykamy się w Banku Gospodarstwa Krajowego,
zwłaszcza w ramach programu Inwestycje Polskie, gdzie jesteśmy w stanie
sfinansować poważne inwestycje z sektora energetycznego, związane
bezpośrednio z wytwórczością, budową nowych mocy czy nowej
infrastruktury – mówi Jerzy Kurella.
Jak podkreśla, do BGK wpłynęło kilka dobrych projektów inwestycyjnych
dotyczących energetyki w ramach rządowego programu. Jednak proces
przygotowania analizy ryzyka kredytowego będzie się przeciągał, ponieważ
brakuje odpowiednich regulacji. Te zostały zawarte w „trójpaku
energetycznym”, który wciąż czeka na uchwalenie, co sprawia, że trudno
wyliczyć opłacalność takich inwestycji.
W 2010 roku Polska powinna była implementować do swojego prawodawstwa
unijne regulacje dotyczące m.in. odnawialnych źródeł energii (OZE).
Opóźnienia w przyjęciu ustaw z tzw. trójpaku energetycznego sprawiają,
że przedstawiciele firm wiatrakowych, związanych z elektrowniami wodnymi
czy biogazowniami i współspalaniem biomasy wstrzymują inwestycje,
ponieważ nie wiedzą, na jakie wsparcie będą mogli liczyć w przyszłości. Z
kolei sektor bankowy niechętnie udziela pożyczek na te ryzykowne dziś
cele.
– Jako bank musimy się opierać na konkretnych rozwiązaniach. One mogą
być lepsze lub gorsze, ale muszą istnieć, żeby nasi analitycy mogli
określić czy dany projekt inwestycyjny posiada stopę zwrotu, czy da się
go sfinansować. Takich propozycji po stronie ustawodawcy oczekujemy,
żebyśmy mogli jako sektor bankowy sfinansować poważne inwestycje w
energetykę – wyjaśnia doradca.
W ramach programu Inwestycje Polskie BGK może udzielić finansowania
dłużnego dla projektów mających na celu budowę lub rozbudowę
infrastruktury przesyłowej oraz dystrybucyjnej, jak również budowę
nowych instalacji energetycznych w obszarze wytwarzania czy
poszukiwania. Mogą to być projekty od 80 mln zł do niemal 2 mld zł.
– Dodatkową zaletą finansowania udzielonego przez BGK jest okres
spłaty, który może wynieść nawet 15 lat. To jest unikatowe rozwiązanie
na rynku bankowym przy niewątpliwie konkurencyjnym oprocentowaniu
kapitału w stosunku do oferty banków komercyjnych. Trzeba jednak
podkreślić, że każdy projekt inwestycyjny podlega standardowej ocenie
ryzyka kredytowego i BGK będzie się angażował w projekty o wyliczalnej
rentowności – podkreśla Jerzy Kurella.
Dodatkowo lub obok finansowania z BGK firmy energetyczne będą mogły
pozyskać finansowanie z Polskich Inwestycji Rozwojowych (PIR). W tym
przypadku mamy do czynienia z bezpośrednim zaangażowaniem kapitałowym w
spółkę celową na zasadach kapitałowych lub mezzanine. Kapitały, które
można pozyskać, to kwoty od 50 mln zł do 750 mln zł, przy założeniu, że
zaangażowanie kapitałowe PIR nie przekroczy 50% kapitałów spółki i
maksymalnie szybkim wychodzeniu z projektu inwestycyjnego – informuje
Jerzy Kurella.
Źródło: Newseria
Do 2 lipca br. trwają konsultacje społeczne Komisji
Europejskiej w sprawie unijnej polityki energetycznej i klimatycznej do
2030 roku. Minister Środowiska zachęca do udziału w ankiecie.
Zielona księga
Konsultacje zostały rozpoczęte publikacją przez Komisję Europejską
zielonej księgi w sprawie ram polityki klimatyczno-energetycznej Unii
Europejskiej do roku 2030. Porusza ona szereg ważnych zagadnień, m.in.:
jakie cele klimatyczno-energetyczne należy zrealizować do 2030 roku,
jaki powinien być ich poziom oraz jak polityka klimatyczna wpływa na
konkurencyjność gospodarek państw członkowskich.
Zielona Księga to okazja do tego, aby współdecydować o kształcie
przyszłej polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej.
Rozpoczęte konsultacje to pierwszy krok w dyskusji na temat tego, jak
oceniamy nasze dotychczasowe wysiłki w polityce klimatycznej i
energetycznej oraz do czego powinniśmy i chcemy dążyć w długiej
perspektywie czasowej. Dlatego zachęcam do udziału konsultacjach i
przesłania swojej opinii do Komisji Europejskiej, ale również do nas.
Prowadzimy prace nad stanowiskiem Polski w tej sprawie i oczekujemy na
duży wkład partnerów społecznych – mówi Marcin Korolec, minister
środowiska. Pierwsze dyskusje ministrów środowiska i energetyki odbędą
się podczas nieformalnego posiedzenia Rady UE ds. Środowiska w dniach
22-23 kwietnia w Dublinie.
Warte podkreślenia jest to, że dokumenty konsultacyjne przygotowane
przez Komisję pokazują zmiany w myśleniu o polityce
klimatyczno-energetycznej, które odzwierciedlają stanowisko
konsekwentnie prezentowane przez Polskę od dłuższego czasu. Obecnie
rozmawiamy już nie tylko o zwiększaniu celów redukcyjnych, ale też
zastanawiamy się, w jaki sposób tego dokonać, uwzględniając możliwości
poszczególnych państw oraz przemysłu. Rozważamy jak dochodzić do
stawianych sobie celów w sposób najbardziej efektywny kosztowo z
uwzględnieniem obecnego kryzysu oraz sytuacji na świecie w ogóle –
dodaje minister Korolec.
Jak wziąć udział w konsultacjach?
W konsultacjach mogą wziąć udział zarówno instytucje, firmy, jak i
obywatele. Na podstawie zebranych opinii Komisja zamierza do końca tego
roku przedstawić ramy działania w dziedzinie polityki klimatycznej i
energetycznej Unii na okres do roku 2030. Szczegółowe informacje nt.
prowadzonych konsultacji są dostępne na stronie Komisji Europejskiej pod
adresem: http://ec.europa.eu/energy/consultations/20130702_green_paper_2030_en.htm.
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Lodowce podczas nocy polarnej wcale nie śpią, jak dotychczas
sądzono, lecz wykazują pewną aktywność, która zależy m.in. od wpływu
oceanu. Zachowanie lodowca zimą zbadali polscy naukowcy, analizując
unikatowe zdjęcia lodowca robione podczas nocy polarnej.
Zespoły
z Uniwersytetu Śląskiego, a także z Instytutu Geofizyki PAN w Warszawie
badania prowadzą od 4 lat, w ramach międzynarodowego projektu Unii
Europejskiej ice2sea. Naukowcy chcą zbadać udział lodowców w podnoszeniu
poziomu mórz.
Rolą zespołu z UŚ było zebranie i opracowanie danych terenowych z
lodowców, które kończą się w morzu. Swoimi badaniami glacjolodzy objęli
Lodowiec Hansa na norweskim Spitsbergenie.
Do tej pory niewiele było wiadomo, co się dzieje z lodowcami w noc
polarną. "Wnioski można było wyciągać najwyżej z radarowych zdjęć
satelitarnych, których rozdzielczość była bardzo ograniczona - wynosiła
zaledwie 30x30 m" - mówi w rozmowie z PAP prof. Jacek Jania z Wydziału
Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego.
Polakom po raz pierwszy w historii badań lodowców, udało się
przeprowadzić pełną, całoroczną dokumentację fotograficzną czoła
lodowca. Zdjęcia wykonywane były więc nie tylko latem, ale i przez całą
zimę, kiedy panuje noc polarna. Dzięki serii tysięcy unikalnych zdjęć
udało się sprawdzić, co dzieje się z lodowcem w noc polarną.
Polscy badacze ustawili aparaty fotograficzne na stoku góry tak, że
spoglądały one na czoło lodowca. Zdjęcia wykonywane były automatycznie
co trzy godziny, a czas ekspozycji dopasowywał się automatycznie do
zastanych warunków - niekiedy zdjęcia uwieczniały zorzę polarną, innym
razem doświetlane były blaskiem gwiazd czy Księżyca. Naukowcy musieli
raz na jakiś czas wracać na miejsce obserwacji i wymieniać akumulatory.
Dotychczas sądzono, że lodowce podczas nocy polarnej są uśpione, a więc
ich ruch – pełznięcie - jest bardzo powolne. Lodowce jednak płyną
szybciej niż uważano, zwłaszcza gdy pojawi się zimowy opad deszczu,
zamiast śniegu. Okazało się, że zimą następuje poszerzanie szczelin w
lodzie i struktura lodowca się rozluźnia. Można więc powiedzieć, że zimą
lodowce przygotowują się do cielenia latem (cielenie to proces
odłamywania się fragmentów lodowca, w wyniku którego powstają góry
lodowe). Jak wyjaśnia prof. Jania, przez szczeliny w lodzie roztopiona
woda dostaje się na spód jęzorów lodowych. Przez to zmniejsza się tarcie
lodowca o podłoże i masy lodu szybciej spływają do oceanu.
To sprawia, że góry lodowe zaczynają się odrywać dopiero na początku
lata. Badania pokazały jednak także, że góry lodowe okazjonalnie
obłamują się również zimą. Polscy badacze uważają, że wpływ ma na to
działanie oceanu.
Dotychczas glacjolodzy uważali, że proces cielenia lodowców może być
hamowany przez obecność lodu morskiego (lodu na powierzchni wody) przed
czołem lodowca. Okazuje się, że niekoniecznie. "To, czy lód morski jest,
czy go nie ma, nie ma znaczenia przy odłamywaniu się gór lodowych -
uważa prof. Jania. - Za to wiele wskazuje na to, że procesami cielenia
lodowców w dużej mierze rządzi temperatura wód oceanu. Klif lodowy jest
podcinany przez cieplejsze fale i jego stabilność ulega zachwianiu".
"Będziemy utrzymywać monitoring czoła lodowca. Chcemy zdobyć więcej informacji o zimowym zachowaniu lodowców" – kończy badacz.
Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl
Prezes Urzędu Regulacji Energetyki kontynuuje wydawanie żółtych
i czerwonych certyfikatów, wspierających producentów energii
elektrycznej i ciepła. Możliwość ich zdobycia ma stabilizować rynek i
zmniejszyć niepewność, jaka pojawiła się po zawieszeniu systemu. Od 31
marca nie ma obowiązku uzyskania i przedstawienia prezesowi URE
certyfikatów w celu ich umorzenia. System wsparcia może jednak zostać
przywrócony w nowym Prawie energetycznym.
Żółte
i czerwone certyfikaty, wspierają kogenerację, czyli produkcję energii
elektrycznej i ciepła. Stanowią one prawa majątkowe, które mogły do tej
pory być sprzedawane na Towarowej Giełdzie Energii, stanowiąc wsparcie
dla producentów energii.
– Począwszy od tego roku przestał funkcjonować obowiązek umarzania
żółtych i czerwonych certyfikatów związanych z produkcją energii
elektrycznej w wysokosprawnej kogeneracji. Natomiast obowiązek wydawania
tych certyfikatów przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki cały czas
pozostaje w mocy – wyjaśnia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria
Maciej Bando, wiceprezes Urzędu Regulacji Energetyki.
Wciąż zainteresowani mogą więc zgłaszać się do URE, by kolorowe certyfikaty uzyskać.
– Takie działanie Urzędu ma za zadanie ustabilizować rynek i zmniejszyć niepewność – podkreśla Maciej Bando.
Niepewność spowodowaną przez przepisy prawa. W nowelizacji Prawa
energetycznego z 2007 roku zapisano, że przepisy w zakresie obowiązku
uzyskania i przedstawienia do umorzenia świadectw pochodzenia z
kogeneracji przestaną obowiązywać po 31 marca 2013 roku. Dalsze losy
systemu wsparcia będą więc zależały od rozwiązań legislacyjnych.
– Liczymy na to, że uruchomiona procedura prawna, szczególnie
nowelizacja uchwały Sejmu przedłużająca system wsparcia niebawem ujrzy
światło dzienne – mówi Maciej Bando. – Tym samym producenci będą mogli
uzyskać umorzenie certyfikatu i pieniądze z jego sprzedaży jako
wsparcie.
Sytuacja ma charakter przejściowy
Aktualnie zatem przedsiębiorcy mogą uzyskiwać certyfikaty, jednak nie
mają możliwości ich sprzedaży. Stan obecny jest więc pewnego rodzaju
próżnią prawną. Zdaniem wiceprezesa URE, wskazane jest, by miał on
charakter przejściowy.
– Jeżeli ta sytuacja nie będzie trwać dłużej niż kwartał, to nie
powinniśmy mieć do czynienia z generowaniem dużego „nawisu”
certyfikatów. W przeciwnym razie istnieje niebezpieczeństwo
nagromadzenia na rynku dużej ich liczby, a tym samym w przyszłości
niebezpieczeństwo dalszego spadku wartości – zauważa Maciej Bando.
Jak podkreśla, jeśli jednak ustawodawca nie zdąży wprowadzić nowych
regulacji w przeciągu trzech miesięcy, powinny powstać przepisy
tymczasowe, które będą odnosić się do tego momentu zawieszenia.
– Środowisko ciepłowników daje pod rozwagę np. możliwość, by umarzane
mogły być tylko te certyfikaty, które zostaną wydane po wejściu w życie
nowelizacji ustawy. Ale na to mamy jeszcze czas, gdyż być może
nowelizacja wejdzie w życie wystarczająco wcześnie – dodaje wiceprezes
Urzędu Regulacji Energetyki.
Funkcjonujący do dnia 31 marca br. model systemu wsparcia wytwarzania
energii elektrycznej w wysokosprawnej kogeneracji został wprowadzony
jako obowiązujący do polskiego porządku prawnego ustawą z dnia 12
stycznia 2007 r. o zmianie ustawy – Prawo energetyczne, ustawy – Prawo
ochrony środowiska oraz ustawy o systemie oceny zgodności.
Źródło: Newseria
Plan budowy nowej odnogi gazociągu jamalskiego przez Polskę to
szantaż Rosji wobec Ukrainy – uważa poseł PiS Jacek Sasin. Według niego
inwestycja jest sprzeczna z polską racją stanu i nie przyniosłaby nam
żadnych ekonomicznych korzyści.
–
Jeśli ten gazociąg powstanie, to Ukraina będzie całkowicie bezbronna,
jeśli chodzi o szantaż ze strony Rosji – mówi Agencji Informacyjnej
Newseria polityk PiS i dodaje, że dla Polski obrona suwerenności
energetycznej Ukrainy to ważny element polityki zagranicznej.
Jacek Sasin twierdzi, że godząc się na budowę odnogi Jamał II i
podpisując umowę z Gazpromem, Polska godziłaby się na szantaż wobec
Ukrainy. W ten sposób, jak twierdzi polityk, Polska uczestniczyłaby w
mocarstwowej polityce Władimira Putina. Nam udało się zdywersyfikować
źródła gazu, więc nie potrzebujemy zwiększonych dostaw z Rosji. Ukraina
jest w zupełnie innej sytuacji.
– Mamy dzisiaj alternatywne źródła dostaw gazu, wiele się w tej sprawie
w Polsce zmieniło i dzięki temu dzisiaj nie żyjemy już z pistoletem
przyłożonym do głowy. Natomiast Ukraina w dalszym ciągu żyje z takim
pistoletem przyłożonym do głowy – podkreśla Sasin.
Obecnie przez Ukrainę biegną rury dostarczające gaz m.in. do Czech,
Słowacji, Włoch oraz Austrii. Z tego powodu Rosja nie może w pełni
wykorzystywać możliwości odcięcia dopływu gazu do wywierania presji na
Ukrainę. Po wybudowaniu odnogi Jamał II możliwe byłoby zapewnienie
zakontraktowanych dostaw do Europy Zachodniej z pominięciem Ukrainy.
– Dzisiaj Rosja nie może Ukrainie zakręcić gazu, nie może do końca
dyktować warunków sprzedaży gazu, bo zakręcenie gazu na biegnącym przez
Ukrainie gazociągu, oznacza przerwanie dopływu gazu dla Węgier, Austrii,
Czech, Słowacji, krajów Południowej Europy i awanturę. To już
ćwiczyliśmy, Rosja to już raz zrobiła. Była awantura ogólnoeuropejska.
Okazało się, że musiała się z tej polityki wycofać – przypomina Jacek
Sasin.
Na początku 2009 r. Gazprom na prawie dwa tygodnie odciął dostawy gazu
na Ukrainę w związku z zaległymi płatnościami. Na sporze najmocniej
ucierpiały Słowacja oraz Bułgaria.
Sasin uważa, że nawet jeśli z budowy nowej nitki gazociągu Polska
będzie czerpać zyski z tranzytu, to będą one niewielkie. Podkreśla, że
na przecinającym nasz kraj ze wschodu na zachód gazociągu jamalskim nie
zarabiamy, a większej ilości rosyjskiego gazu nie potrzebujemy.
Posła PiS nie przekonują tłumaczenia ministra skarbu państwa Mikołaja
Budzanowskiego, że podpisanie memorandum to jeszcze nie decyzja o
budowie.
– Z drugiej strony mamy oświadczenia ze strony rosyjskiej, ważne
oświadczenie szefa Gazpromu, pana Millera, który powiedział, że w tym
memorandum zdecydowano, że ten gazociąg będzie budowany – zaznacza
Sasin. – Powinno być takie przekonanie w polskim rządzie, że nie należy
brać w ogóle pod uwagę realizacji tej inwestycji. Ona jest z punktu
widzenia interesów Polski niezwykle szkodliwa, ona nam nic nie daje, a
wręcz godzi w nasze bezpieczeństwo. Powinna być z gruntu odrzucona,
żadne memoranda, żadne siadanie do rozmów, żadne rozmowy z Rosjanami nic
nie dadzą – dodaje polityk opozycji.
Ukraina, jak podkreśla Sasin, to najbardziej europejski z krajów byłego
Związku Radzieckiego z wyjątkiem państw bałtyckich. W związku z tym
szczególnie należy jej bronić przed politycznymi ambicjami Moskwy.
Niezależność oddzielających nas od Rosji wschodnich sąsiadów powinna być
też ważnym elementem polskiej polityki bezpieczeństwa.
Polityk nie chce łączyć daty podpisania memorandum ze zbliżającą się
rocznicą katastrofy smoleńskiej, choć podkreśla, że w przeszłości
Rosjanie stosowali już w tej sprawie prowokacje. Według Jacka Sasina
chęć budowy odnogi Jamał II to jednak przede wszystkim wyraz realizacji
polityki Rosji Władimira Putina wobec Ukrainy.
Źródło: Newseria







