Niskie ceny energii sprawiają, że nieopłacalne staje się
inwestowanie w sektorze energetycznym. Budowanie nowych elektrowni jest
jednak koniecznością, ponieważ Polsce grożą przerwy w dostawach prądu.
Pomocą w sfinansowaniu tych długoterminowych i drogich projektów mają
być Polskie Inwestycje Rozwojowe, ale oprócz nich trzeba znaleźć
dodatkowych partnerów.
–
Świat jest trochę bardziej skomplikowany w tej chwili i ani Polskie
Inwestycje Rozwojowe, ani jeden, ani drugi bank nie będzie „one stop
shopem”, czyli miejscem, w którym znajdzie się odpowiedzi na wszystko.
Trzeba więc być gotowym na to, że projekty będą współfinansowane z
różnych źródeł – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Mariusz Grendowicz,
prezes Polskich Inwestycji Rozwojowych.
W ciągu ostatnich miesięcy Polska energetyka zaprzestała inwestycji w
bloki węglowe w Ostrołęce i Rybniku. W kwietniu Polska Grupa
Energetyczna ogłosiła rezygnację z rozbudowy siłowni w Opolu, pod
znakiem zapytania stawia też budowę elektrowni jądrowej.
– W całej UE od początku tego roku firmy sektora energetycznego
zrezygnowały z inwestycji w energetykę konwencjonalną, wskutek czego nie
powstaną elektrownie o łącznej mocy 34 tys. MW (z tego 6 tys. MW
przypada na Polskę). Takie przedsięwzięcia przestały się opłacać –
powiedział podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach
Krzysztof Kilian, prezes Polskiej Grupy Energetycznej.
Zdaniem Mariusza Grendowicza duże inwestycje, nie tylko sektora energetycznego, napotykają dziś trzy rodzaje barier.
– W dobie zwiększonego niepokoju związanego z niestabilnością
gospodarczą, przedsiębiorca jest gotów zrealizować inwestycję, ale na
poziomie połowy zakładanego jeszcze pięć lat temu ryzyka, więc szuka
kogoś z kimś mógłby się tym ryzykiem podzielić – wyjaśnia Mariusz
Grendowicz.
Druga bariera dotyczy finansowania, zarówno na poziomie jednostek samorządu terytorialnego, jak i dużych inwestorów branżowych.
– Mamy do czynienia z podmiotami, które dysponują ciekawymi projektami,
które mogłyby być komercyjnie opłacalne, natomiast ich poziom
zadłużenia jest taki, że realizowanie inwestycji wewnątrz spółki byłoby
zagrożeniem finansowym dla niej – uważa prezes PIR.
Trzecia bariera dotyczy ryzyk prawnych i regulacyjnych.
– Inwestycje infrastrukturalne są z natury długoterminowe. I w tych
inwestycjach, bardziej niż w jakichkolwiek innych, istnieją obawy co do
tego, że w którymś roku jej funkcjonowania, ktoś wbiegnie na
przysłowiowe boisko i poprzestawia bramki – dodaje prezes. – Odpowiedzią
na wszystkie te trzy rodzaje barier ma być spółka Polskie Inwestycje
Rozwojowe, aczkolwiek podkreślam – do pewnego stopnia.
PIR gwarantuje pomoc w sfinansowaniu projektów oraz w znalezieniu
partnerów. Również banki zapewniają, że dysponują odpowiednią płynnością
finansową, by uczestniczyć w budowaniu elektrowni.
– Banki są gotowe i zdolne do finansowania inwestycji w energetyce,
zarówno płynnościowo, jak i od strony strukturyzowania, zaangażowania
się w duże projekty. Ale one muszą być przygotowane, trudno jest
finansować coś, co jeszcze nie ma zrębów projektu – mówi Newserii
Małgorzata Kołakowska, prezes ING Bank Śląski.
Barierą jest to, że zarówno w przypadku elektrowni jądrowej, jak i
projektu wydobywania gazu z łupków, nieznane są jeszcze zasady
finansowania tych inwestycji.
– Zwykle projekty wydobywcze, czyli moment poszukiwania, ustalania
jakie są zasady, są finansowane z equity, czyli z kapitału. A
finansowanie komercyjne, dłużne, będzie już w momencie eksploatacji. Tu
więc jest jeszcze długa droga przed nami, bo trzeba określić, jakie są
zasady ideologiczne, trzeba określić, jakim sposobem będzie to
wydobycie. Dopiero wtedy można mówić o finansowaniu tego typu projektów –
tłumaczy Małgorzata Kołakowska.
W przypadku elektrowni atomowej finansowanie odbywa się na innych zasadach.
– Polska elektrownia, jeśli powstanie, będzie dużym pakietem,
mobilizującym w dużej mierze Skarb Państwa, PGE [odpowiedzialną za
inwestycję – red.], dostawcę i dopiero wówczas inne instytucje
finansowe, które mogą się włączyć – uważa Małgorzata Kołakowska.
Źródło: Newseria
Mimo odrzucenia przez europarlamentarzystów propozycji
wycofania z rynku 900 mln uprawnień na emisję dwutlenku węgla, Komisja
Europejska nie rezygnuje z tego pomysłu. Opublikowała pierwszy raport
podsumowujący tzw. trzeci okres rozliczeniowy, który rozpoczął się na
początku tego roku. Wynika z niego, że nadwyżka uprawnień wynosi prawie 2
miliardy. To sprawia, że ich ceny są niskie, a przedsiębiorstwom nie
opłaca się inwestowanie w ekologiczne technologie. Na początku lipca
odbędzie się kolejne głosowanie w tej sprawie.
–
Europa jest w głębokim kryzysie, a Komisja Europejska chce zwiększenia
cen energii elektrycznej. Jestem zdziwiony tym, że Komisja forsuje dalej
ten nieracjonalny i niepotrzebny projekt – mówi Agencji Informacyjnej
Newseria Marcin Korolec, szef resortu środowiska.
Parlament Europejski odrzucił 16 kwietnia br. propozycję Komisji
Europejskiej dotyczącą tzw. backloadingu. Zakłada ona zawieszenie 900
milionów pozwoleń na emisję CO2 po 2013 roku. Miałoby to zmniejszyć ich
liczbę na rynku i tym samym podbić cenę, by firmy chętniej przestawiały
się na niskoemisyjne technologie. A to z kolei miałoby zmniejszyć tempo
ocieplania klimatu.
– Decyzja Parlamentu Europejskiego, która odrzucała propozycje
backloadingu jest w pewnym sensie zdarzeniem rewolucyjnym – uważa
minister. – Po raz pierwszy PE odrzucił jakąś propozycję Komisji w
obszarze klimatu. A stało się tak dlatego, że ta propozycja jest
nieracjonalna i narusza interesy i prawa PE.
W ocenie europosła Konrada Szymańskiego, backloading oznaczałby ok. 4
mld złotych kosztów dla polskiego budżetu i miliardowe straty dla
przemysłu. Podniesienie cen emisji CO2 miałoby również przyczynić się do
utraty ponad 2,5 miliona miejsc pracy w całej UE.
– Backloading jest niepotrzebny z naszego punktu widzenia, bo jest
rozwiązaniem administracyjnym. A nie rozumiem, dlaczego w sposób
administracyjny mamy wpływać na podwyższanie cen energii, kiedy mamy
kryzys w Europie i powinniśmy walczyć o tanią energię – komentuje Marcin
Korolec.
Jednak Connie Hedegaard, komisarz ds. działań w dziedzinie klimatu w
Komisji Europejskiej, nie wycofuje się z tego pomysłu. W ubiegły piątek
Komisja opublikowała pierwszy raport dotyczący tzw. trzeciego okresu
rozliczeniowego EU ETS (europejski system handlu uprawnieniami do
emisji). Wynika z niego, że emisja gazów cieplarnianych z instalacji
stacjonarnych (czyli np. elektrowni) uczestniczących w systemie
zmniejszyła się o 2 proc. w roku ubiegłym.
– Złą wiadomością jest to, że nierównowaga podaży i popytu pogorszyły
się jeszcze bardziej w dużej mierze z powodu rekordowego wykorzystania
międzynarodowych jednostek. Na początku trzeciej fazy mamy nadwyżkę
prawie dwóch miliardów uprawnień. Te fakty podkreślają potrzebę szybkiej
decyzji Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej w sprawie
backloadingu – podkreśla w komunikacie Connie Hedegaard.
Zdaniem ministra środowiska system nie wymaga ingerencji. Nadwyżka
powstała w wyniku kryzysu, ograniczenia produkcji i wykorzystania
energii. Na skutek działania sił rynkowych po wyjściu z kryzysu cena CO2
wzrośnie.
– W Brukseli mamy dużo wątków do dyskusji na temat polityki
klimatycznej: backloadingu, czyli projekt KE, który mówi o
administracyjnym sterowaniu cenami uprawnień. Mamy równolegle do tego
propozycje KE, żeby podwyższyć cele do roku 2020. I mamy znowu kolejną
inicjatywę KE, żeby dyskutować już teraz o celach na rok 2030. Trzy
dyskusje prowadzone są równolegle. Trudno się w tym połapać – uważa
Marcin Korolec.
Źródło: Newseria
W ramach kampanii edukacyjnej Komisji Europejskiej do 14
czerwca trwa konkurs „Świat, jaki lubisz”. Uczestnicy będą mogli
zgłaszać swoje pomysły na niskoemisyjne rozwiązania, które wpływają na
redukcję gazów cieplarnianych i poprawiają jakość życia. Autorzy
zwycięskich projektów zostaną nagrodzeni podczas ceremonii w Kopenhadze w
październiku 2013 roku. Dodatkowo została przewidziana nagroda dla
zwycięskich projektów pochodzących z pięciu państw: Bułgarii, Litwy,
Polski, Portugalii i Włoch. Nagrodzone projekty pochodzące z tych państw
zostaną zaprezentowane na billboardach w ramach ogólnokrajowych
kampanii.
-
Konkurs to doskonała okazja, aby nie tylko dyskutować o zmianie
klimatu. Zgłaszając projekty, uczestnicy pomogą nam pokazać, że
tworzenie świata, jaki lubimy i klimatu, który nam odpowiada, jest
zadaniem wykonalnym, na które możemy sobie pozwolić. Nie sprawi to
bynajmniej, że nasze życie stanie się szare i monotonne – mówi Connie
Hedegaard, Komisarz UE ds. działań w dziedzinie klimatu.
Konkurs rozpoczął się 11 lutego, a zgłoszenia do udziału można składać do 14 czerwca 2013. Inicjatywa nie zakłada żadnych barier i dodatkowych kryteriów determinujących wzięcie w nim udziału. Można zgłaszać różne projekty: małe i duże, realizowane zarówno przez osoby prywatne, jak i organizacje mające siedzibę w państwie członkowskim UE. Każdy ze zgłoszonych pomysłów musi spełniać tylko jeden warunek: głównym celem zgłaszanej inicjatywy musi być ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Takim projektem mogą być np.: rower o napędzie elektrycznym służący do transportu towarów, innowacyjny proces produkcyjny zmniejszający emisję gazów cieplarnianych i wysokość rachunków za energię, czy zrównoważone rozwiązania w zakresie budownictwa lub ogrzewania.
W całej Europie istnieje wiele praktycznych przykładów niskoemisyjnych
działań, które są korzystne dla klimatu, a jednocześnie poprawiają
jakość naszego życia. Konkurs „Świat, jaki lubisz” ma na celu stworzenie
platformy do zaprezentowania takich projektów oraz uhonorowania tych
najbardziej kreatywnych, praktycznych i skutecznych.
O co w tym wszystkim chodzi
W maju i czerwcu na stronie internetowej world-you-like.europa.eu
będzie można zagłosować na najbardziej kreatywną i inspirującą
inicjatywę spośród tych, które znajdą się na liście finalistów. Spośród
dziesięciu najbardziej popularnych projektów jury pod przewodnictwem
Connie Hedegaard wyłoni trzech zwycięzców, którzy zostaną uhonorowani
podczas ceremonii przyznania nagród Sustainia w Kopenhadze w
październiku 2013 r. Gospodarzem uroczystości będzie partner kampanii –
organizacja Sustainia, która działa na rzecz zrównoważonego rozwoju. Na
jej czele stoi Arnold Schwarzenegger. Zadaniem organizacji Sustaina jest
wyszukiwanie i popularyzacja wartościowych, dostępnych rozwiązań.
Klimatyczne spotkanie
W ramach ogólnoeuropejskiej kampanii informacyjnej Świat, jaki lubisz.
Klimat, który Ci odpowiada, europejska komisarz ds. działań w dziedzinie
klimatu Connie Hedegaard otwiera serię wydarzeń publicznych, aby
zaangażować Europejczyków w debatę na temat zmian klimatu oraz zachęcić
do podjęcia indywidualnych działań mogących je ograniczyć. Już 17 maja w
Centrum Nauki Kopernik w Warszawie komisarz Hedegaard weźmie udział w
konferencji „Wizje świata, jaki lubisz: Przechodzenie na gospodarkę
niskoemisyjną w Polsce”.
O kampanii
Konkurs jest częścią kampanii „Świat, jaki lubisz. Klimat, który Ci
odpowiada”. Od momentu inauguracji w październiku 2012 r. kampanię
śledzi ponad 20 tys. użytkowników mediów społecznościowych. Przyłączyło
się do niej ponad 130 oficjalnych partnerów, w tym władze publiczne,
organizacje pozarządowe, środowiska akademickie i przedsiębiorstwa.
Celem kampanii jest zaprezentowanie istniejących oszczędnych rozwiązań
zbliżających nas do osiągnięcia unijnego celu zakładającego zmniejszenie
do 2050 r. emisji gazów cieplarnianych o 80-95 proc., a także
zachęcanie do opracowywania nowych rozwiązań.
Więcej informacji na temat kampanii i konkursu, w tym kryteria
selekcji, można znaleźć na stronie internetowej kampanii oraz na
Facebooku i Twitterze:
http://world-you-like.europa.eu/pl/
www.facebook.com
twitter.com https://twitter.com/EUClimateAction#worldulike
Informacje na temat nagrody przyznawanej przez organizację Sustainia można znaleźć w serwisie internetowym: www.sustainia.me
Opis i plan działań Komisji znajduje się na stronie internetowej Dyrekcji Generalnej ds. Działań w dziedzinie Klimatu pod adresem: ec.europa.eu/clima
Źródło: ulicaekologiczna.pl
Rok bez elektryczności, zakupów, samochodu i produkowania
śmieci? 20-23 maja 2013 do Polski przyjeżdża Colin Beavan, No Impact
Man, autor książki i bohater filmu o tym samym tytule. O tym jak i po co
przez rok radykalnie ograniczał swój ślad ekologiczny, czy i jak da się
tego dokonać opowie podczas spotkań w Łodzi, Krakowie i Warszawie.
Colin
Beavan (aka No Impact Man) jest amerykańskim dziennikarzem, autorem
książek oraz postacią medialną. Popularność zyskał dzięki eksperymentowi
opisanemu w książce „No Impact Man”, w którym przez rok starał się
ograniczyć ślad ekologiczny swój i swojej rodziny, przez m.in.
zrezygnowanie z używania papieru i jednorazowych opakowań, radykalne
ograniczenie konsumpcji, korzystanie wyłącznie z produktów lokalnych,
rezygnację z transportu indywidualnego itp.
Magazyn Time uznał go za autora jednego z 10 najbardziej inspirujących
blogów związanych z ochroną środowiska, wg MSN był jednym z najbardziej
wpływowych mężczyzn roku 2008, zaś Elle wymienił go wśród tak zwanych
„Eco-illuminators”, osób otwierających oczy na problemy związane z
ochroną środowiska.
No Impact przyjeżdża do Polski w związku z pierwszą edycją Eksperymentu
No Impact Week, realizowanego w Polsce przez Fundację Sendzimira jako
Tydzień inny niż wszystkie. W sumie w Eksperymencie w Polsce wzięło już
udział ponad 400 osób.
Spotkania z Colinem Beavanem odbędą się w Krakowie (20 maja), łodzi (21
maja) i Warszawie (23 maja). Zapewnione zostanie tłumaczenie na język
polski. Wstęp wolny.
Kraków, Akademia Górniczo-Hutnicza, ul. Kawiory 26 A, Budynek D-11, sala 216 – 20 maja, godz. 16:30
Łódź, Uniwersytet Łódzki, Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, ul. POW 3/5, sala E306– 21 maja, godz. 15:00
Warszawa, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, ul. Szpitalna 5/5 – 23 maja, godz. 10:00
Więcej informacji na stronie: www.innytydzien.pl
Na wykłady obowiązuje rejestracja: http://moje-ankiety.pl/respond-42403.html
Źródło: ulicaekologiczna.pl
Według ministra środowiska, projekt ustawy dotyczącej wydobycia
gazu łupkowego w Polsce powinien być przyjęty przez rząd do końca
czerwca. Zdaniem Marcina Korolca, ustawa wejdzie w życie do końca roku.
Nowe przepisy mają dotyczyć zarówno prawa podatkowego, jak i
geologicznego.
–
Myślę, że projekt ustawy zostanie przyjęty przez polski rząd do końca
tego półrocza, jeszcze w czerwcu – mówi Agencji Informacyjnej Newseria
minister środowiska Marcin Korolec. – Następnie będzie dyskutowany w
parlamencie. Sądzę, że przed końcem roku ustawa zostanie uchwalona i
podpisana przez pana prezydenta.
Nowe regulacje mają objąć zarówno prawo geologiczne, jak i prawo
podatkowe. Resort środowiska pracuje nad znowelizowaniem m.in. Prawa
geologicznego i górniczego. Z kolei kwestie podatkowe znajdują się w
gestii Ministerstwa Finansów. Zgodnie z zapowiedziami, „government
take”, czyli maksymalne obciążenia dla przedsiębiorców nie przekroczą 40
proc. zysków brutto z produkcji gazu i ropy.
– Poziom regulacyjny i prawo podatkowe będą dyskutowane łącznie. Nawet
jeśli są opisane w dwóch różnych aktach prawnych – wyjaśnia Korolec.
Obaw resortu środowiska nie budzą decyzje koncernów o wycofywaniu się z
Polski. W ostatnim tygodniu taką decyzję podjęły dwie amerykańskie
firmy, zajmujące się poszukiwaniem gazu łupkowego: Talisman Energy i
Marathon Oil. Wcześniej zrezygnował Exxon Mobil. Według niektórych
ekspertów, przyczyną były planowane nadmierne obciążenia podatkowe i
brak stabilnych regulacji prawnych.
– Konsolidacja na tym rynku będzie następowała i jest to proces
naturalny – twierdzi minister środowiska. – Ponadto przedsiębiorstwa,
które decydują się na wyjście z Polski, odstępują koncesje innym
podmiotom.
Koncesje Exxon Mobil przejął francuski koncern Total i polski Orlen Upstream.
– Problemem nie są odejścia firm, lecz to, że te które u nas działają,
podejmują stosunkowo mało wysiłku, jeśli chodzi o realne wiercenia. Tych
wierceń realnie było dosłownie kilka. Tymczasem, żeby mieć wiedzę, ile
tego gazu mamy i czy rzeczywiście możemy się o niego oprzeć, to musimy
mieć do czynienia z dziesiątkami i setkami odwiertów – mówi Korolec.
Minister środowiska nie zgadza się z twierdzeniem, że przyczyną niskiej ilości odwiertów jest brak odpowiednich przepisów.
– Moim zdaniem przyczyną są warunki geologiczne. Potrzeba też czasu,
byśmy nauczyli się współpracować z firmami wydobywczymi. A regulacje
dotyczące prawa geologicznego w krótkim czasie będą gotowe – przekonuje
rozmówca Newserii.
Źródło: Newseria
Jak ogłosili naukowcy z obserwatorium Mauna Loa, poziom koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze sięgnął 400 ppm (cząstek na milion). Nigdy wcześniej w historii człowieka, stężenie dwutlenku węgla nie było tak wysokie.
Przekroczenie
tego krytycznego poziomu oznacza, że zahamowanie wzrostu średniej
globalnej temperatury może być jeszcze trudniejsze, niż prognozowano do
tej pory. Bez odejścia od paliw kopalnych i głębokiej transformacji w
kierunku czystej energii, katastrofalnych skutków zmian klimatu nie uda
się powstrzymać – przypomina organizacja ekologiczna WWF Polska.
Konieczność obniżenia emisji gazów cieplarnianych rysuje się teraz
jeszcze wyraźniej, jako jedyna odpowiedź, na jaką możemy sobie pozwolić –
mówi Monika Marks z WWF Polska. - Ostatnim razem, kiedy poziom
koncentracji CO2 w atmosferze był tak wysoki, jak dziś, średnia
temperatura na Ziemi była około 3-4 stopnie wyższa. A ostatnim razem,
kiedy globalna temperatura była tak wysoka, poziom morza sięgał 40
metrów wyżej niż dzisiaj.
Poziom koncentracji CO2 stopniowo wzrasta od 200 lat, osiągając 280 ppm
na początku rewolucji przemysłowej i 316 ppm w 1958, kiedy
obserwatorium Mauna Loa rozpoczęło pomiary (wizualizacja tych pomiarów
znana jest jako tzw. krzywa Keelinga). Stacja obserwacyjna,
zlokalizowana jest 3,4 km npm, z dala od wielkich źródeł zanieczyszczeń.
Jest to pierwszy tak wysoki poziom koncentracji CO2 od około 4,5
miliona lat. Kiedy w pliocenie stężenie wynosiło między 365 a 415 ppm,
świat był o wiele cieplejszy. Średnie stężenie w roku 2012 wynosiło
393,82 ppm. Średni roczny wzrost wyniósł w 2012 r. 2,66 ppm. To drugi
najszybszy przyrost stężenia CO2 w historii pomiarów (pierwszy w 1998).
Zdaniem naukowców nie ma żadnych wątpliwości, że to człowiek jest
odpowiedzialny za wzrastający poziom koncentracji CO2 w atmosferze.
Większość antropogenicznych emisji pochodzi z sektora energetycznego,
przede wszystkim ze spalania paliw kopalnych. Jeśli poziom stężenia
dwutlenku węgla w atmosferze będzie wzrastał, możemy spodziewać się że
letnie temperatury, które dotychczas notowane były jako rekordowe, staną
się przeciętne dla tej pory roku. Ekstremalne susze staną się normą.
Nawałnice i powodzie będą coraz częstsze.
Społeczności i rządy całego świata już dziś zmagają się z suszami,
utratą plonów, ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi. Nawet w bogatych
państwach, takich jak USA. Jeśli poziom koncentracji CO2 będzie nadal
rosnąć wysiłki związane z przystosowaniem do zmian klimatu mogą okazać
się bezowocne. Ale ten trend może ulec zmianie, jeśli dokonamy
właściwych wyborów.
Szybki zwrot w kierunku odnawialnych źródeł energii, wsparty znaczącym
wzrostem efektywności energetycznej pomoże znacznie ograniczyć emisje
CO2, a dzięki temu ustabilizować i ograniczyć koncentrację CO2 w
atmosferze – tłumaczy Marks. - Koszt produkcji energii elektrycznej ze
źródeł odnawialnych znacząco spadł, a w 2011 r. inwestycje w odnawialne
źródła przekroczyły inwestycje w produkcję energii ze źródeł kopalnych,
po raz pierwszy. Odnawialna energia może stać się nową normą. Jednak
wymaga zobowiązań ze strony rządów, jeśli ma się to stać szybko i mieć
wystarczająco duży zasięg.
Źródło: WWF







