Koszty inwestycji w instalacje fotowoltaiczne uległy w okresie
ostatnich lat obniżeniu i utrzymują się obecnie na stałym poziomie. Aby
tego typu elektrownie stały się w Polsce atrakcyjną inwestycją,
potrzebna jest nie tylko aktualizacja systemu wsparcia wynikająca z
planowanych zmian legislacyjnych, ale również dostęp do dodatkowych
subwencji.
–
Polska nie należy do krajów o dużym nasłonecznieniu. Nasze analizy
biznesowe wskazują, że aby fotowoltaika w naszym kraju miała rację bytu w
znaczeniu ekonomicznym i mogła być traktowana jako atrakcyjna
inwestycja nie tylko potrzebujemy wsparcia w postaci współczynników
korekcyjnych, ale także możliwości pokrycia części kosztów inwestycji
przez dodatkowe dotacje, bądź preferencyjne warunki finansowania – mówi
Jacek Markowski, Członek Zarządu Centrum Rozwoju Energetyki.
Koszt realizacji instalacji fotowoltaicznej o mocy 1 MW to obecnie
około 1,3 mln euro. Jeszcze kilka lat temu koszt ten kształtował się na
poziomie 1,5 mln euro.
– Możemy mówić o istnieniu trendu spadkowego, jeśli chodzi o koszty
technologii. Wraz z kolejnymi generacjami ogniw fotowoltaicznych stają
się one tańsze, niestety kosztem sprawności. Zmiany w koszcie realizacji
inwestycji wynikają także w obniżki marż producentów, co w dużym
stopniu miało wpływ na spadek cen. Nie przewidujemy istotnych zmian w
najbliższym czasie. Budując modele finansowe przyjmujemy obecny poziom
kosztów – wyjaśnia Jacek Markowski.
Oczekiwanie ze strony przedsiębiorców i inwestorów na rozwiązania
legislacyjne spowodowały, że – jak twierdzi Markowski – zapał do
inwestycji się ostudził. Prace nad ustawą o odnawialnych źródłach
energii (OZE) przedłużają się kolejny rok – brak świadomości
ostatecznego kształtu systemu wsparcia uniemożliwia podejmowanie decyzji
inwestycyjnych.
Warunki atmosferyczne sprawiają, że potencjał projektów opartych o
technologie fotowoltaiczne w Polsce jest znacznie niższy niż projektów
elektrowni wiatrowych. Z punktu widzenia wsparcia przez nowe
współczynniki korekcyjne Centrum Rozwoju Energetyki szacuje go na
zaledwie 1 tys. MW.
– Niskie nasłonecznienie naszego kraju powoduje, że produktywność tych
źródeł energii jest znacznie niższa niż w przypadku wiatru. W związku z
tym chcąc realizować tego typu inwestycję, musimy być w stanie
racjonalnie je zaplanować i użyć wszelkich dostępnych mechanizmów
wsparcia inwestycji – przestrzega prezes CRE.
Dla inwestorów jednym z najistotniejszych elementów Ustawy o OZE jest
zapewnienie niezmienności wsparcia dla instalacji OZE przez okres 15
lat.
– Mniej istotne z naszego punktu widzenia są kwestie wysokości
współczynników korekcyjnych, większe znaczenie mają te związane z
wieloletnimi gwarancjami. Oczywiście wysokość współczynników jest dużo
istotniejsza dla inwestycji fotowoltaicznych, niż w przypadku elektrowni
wiatrowych, ale to gwarancja 15 lat stabilności inwestycji umożliwia
podejmowanie decyzji inwestycyjnych zarówno przedsiębiorcom, jak i
bankom udzielającym kredytów – tłumaczy prezes. – 15 lat to okres
wystarczający, by inwestycję zrealizować oraz żeby przez okres kolejnych
np. 10 lat zapewnić stabilność przychodów – podsumowuje Jacek
Markowski.
Na koniec 2012 roku łączna moc instalacji fotowoltaicznych w Europie
wyniosła 69 GW, co w ujęciu rocznym stanowiło wzrost o 34%. Łącznie na
świecie było to aż 101 GW.
Liderami światowego rynku są Włochy i Niemcy, które odpowiednio z 32,3
GW i 16,25 GW, posiadają niemal 50% światowych mocy fotowoltaicznych.
Łączna moc instalacji fotowoltaicznych w Polsce wynosiła na koniec 2012
roku ok. 2 MW
Europa zwiększyła zainstalowane moce o ponad 35% w porównaniu do 2011
roku. W 2012 roku w Europie przyłączonych zostało 17 GW w porównaniu do
21,9 GW oddanych w 2011 roku i 13,4 GW oddanych w 2010 roku.
Źródło: Newseria
Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej apeluje o uporządkowanie rynku zielonych certyfikatów, czyli dokumentów, który potwierdza wytworzenie energii elektrycznej za pomocą odnawialnych źródeł energii (OZE).
Dzięki
certyfikatom producenci energii elektrycznej mogą pozyskać dodatkowe
przychody z tytułu produkcji zielonej energii. Dziś na tym rynku panuje
chaos i dezinformacja, bo nawet państowe instytucje przedstawiają
sprzeczne dane. To ma sprzyjać nadużyciom i blokować rozwój zielonej
energetyki.
– Gdybyśmy taki system wprowadzili wcześniej, prawdopodobnie nie
mielibyśmy do czynienia z bardzo wysoką nadpodażą zielonych
certyfikatów, która się ujawniła dopiero pod koniec zeszłego roku –
uważa Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki
Wiatrowej. – Postulujemy wprowadzenie bardziej transparentnego rynku,
aby wszystkie instytucje, które gromadzą informacje o rynku zielonych
certyfikatów, robiły to według jednego, wspólnie przyjętego standardu i
publikowały raz na miesiąc. Dzięki temu rynek będzie dużo bardziej
transparentny i pozwoli inwestorom lepiej planować swoje inwestycje i
nimi zarządzać.
Jak informuje Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW), dane
dotyczące tego rynku znajdują się w czterech miejscach – w Agencji Rynku
Energii (gdzie w ramach systemu statystyki państwowej zbiera się
miesięczne dane m.in. na temat produkcji energii ze źródeł
odnawialnych), w Urzędzie Regulacji Energetyki (tu wydawane są
certyfikaty i przyznawane koncesje na wytwarzanie energii odnawialnej),
na Towarowej Giełdzie Energii (gdzie rejestrowane są certyfikaty oraz
odbywa się handel nimi), a także w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska
i Gospodarki Wodnej (na którego rachunek uiszcza się opłatę zastępczą).
– Dane z Agencji Rynku Energii są niepełne, gdyż brakuje w nich
informacji na temat wniosków, które zostały złożone do prezesa Urzędu
Regulacji Energetyki o wydanie zielonych certyfikatów. Brakuje również
informacji na temat wysokości opłaty zastępczej, którą podmioty wnoszą
do NFOŚiGW. Mamy więc różne instytucje, które zbierają te dane
posługujące się przy tym odmiennymi standardami i nie można stwierdzić,
ile tych certyfikatów jest wydanych i ile będzie wydanych – tłumaczy w
rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Cetnarski.
To powoduje, że na rynku panuje chaos, co utrudnia prowadzenie
inwestycji. Ta sytuacja zdaniem stowarzyszenia przyczyniła się np. do
nadpodaży zielonych certyfikatów.
Dla przykładu, PSEW podaje, że Agencja Rynku Energii przedstawiła w
kwietniu raport, w którym znalazła się informacja o tym, że produkcja
energii ze źródeł odnawialnych w 2012 roku wyniosła 16,8 TWh. To jest
więcej o 4 TWh od produkcji w 2011 roku. Z kolei według danych Urzędu
Regulacji Energetyki produkcja zielonej energii była na poziomie 13,8
TWh.
– Apelujemy o wprowadzenie kompleksowych zapisów w tzw. małym trójpaku
energetycznym. To nie będzie nadregulacja, a jedynie właściwe
wykorzystanie istniejących systemów zbierania informacji i umocowanie
ich w zapisach ustawowych. W innym razie resort gospodarki nie będzie
zdolny do zbierania i publikowania niezbędnych danych, z właściwą
częstotliwością – mówi Wojciech Cetnarski.
A jak przypomina, taki obowiązek nakłada na Polskę unijna dyrektywa w
sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych.
Źródło: Newseria
Ministerstwo Środowiska rusza z kampanią informacyjną nt. gazu z
łupków, skierowaną przede wszystkim do mieszkańców i władz
samorządowych. Głównym celem projektu jest dialog z grupami, których
poszukiwania niekonwencjonalnych złóż gazu bezpośrednio dotyczą.
O kampanii
Kampania „Porozmawiajmy o łupkach” jest realizowana ze środków Unii
Europejskiej oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej. Pod koniec 2012 r. Komisja Europejska ogłosiła konkurs
skierowany do wszystkich państw członkowskich UE na realizację działań
informacyjnych i dialogu ze społeczeństwem na temat gazu z łupków.
Wniosek złożony przez Ministerstwo Środowiska został pozytywnie
oceniony.
Kampania „Porozmawiajmy o łupkach", zgodnie z wytycznymi Komisji
Europejskiej, będzie miała charakter regionalny. Obejmie dwa obszary:
Polskę północną (woj. pomorskie, kujawsko-pomorskie i
warmińsko-mazurskie) i Lubelszczyznę (woj. lubelskie), czyli tereny o
największej aktywności firm poszukiwawczych, uznawane za jedne z
najbardziej perspektywicznych pod względem zasobów złóż.
Adresatami kampanii są w pierwszej kolejności mieszkańcy obu regionów,
ale niektóre działania będą skierowane do wszystkich stron
zaangażowanych w proces poszukiwań niekonwencjonalnych złóż gazu, w tym
do przedstawicieli administracji samorządowej, organów ochrony
środowiska, organizacji pozarządowych, firm poszukiwawczych, naukowców
itp.
Działania w ramach kampanii
W ramach kampanii powstanie specjalna strona internetowa. Będzie ona
stanowiła podstawowe źródło informacji o gazie z łupków dla wszystkich
grup zainteresowanych tym tematem. Pojawią się tutaj także informacje
dotyczące aspektów środowiskowych i technologicznych poszukiwania i
wydobywania gazu z łupków. Poprzez stronę będą się ponadto odbywać
konsultacje on-line, pozwalające na zadanie dowolnego pytania na temat
niekonwencjonalnych złóż gazu.
Zgodnie z hasłem kampanii – „Porozmawiajmy o łupkach” – bardzo ważnym
punktem przedsięwzięcia będą dwa wysłuchania publiczne, które odbędą się
w obu regionach na jesieni 2013 r. Celem spotkań będzie umożliwienie
wymiany poglądów na temat gazu z łupków. Dzięki temu działaniu
mieszkańcy terenów objętych poszukiwaniami oraz inne zaproszone osoby
będą mieli okazję przedstawić swoją opinię dotyczącą trwających w
regionie prac oraz innych zagadnień związanych z niekonwencjonalnymi
złożami gazu. Przedstawiciele Ministerstwa Środowiska wysłuchają
wszystkich wystąpień i na ich podstawie opracują dokument, który wskaże
najważniejsze potrzeby, oczekiwania, nadzieje i obawy zaangażowanych
stron oraz niezbędne działania na przyszłość.
- Poprzez kampanię chcemy dotrzeć do wszystkich grup odbiorców, których
poszukiwanie i wydobywanie gazu z łupków bezpośrednio dotyczy.
Mieszkańcom i władzom samorządowym rejonów, w których trwają prace
poszukiwawcze, chcemy przekazać rzetelne informacje nt. procesu i
wysłuchać ich opinii – mówi Piotr Woźniak, Główny Geolog Kraju i
wiceminister środowiska.
Kampania „Porozmawiajmy o łupkach” potrwa do końca 2013 roku.
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Energetyka odnawialna daje miejsca pracy - mówi Józef Neterowicz, ekspert ds. ochrony środowiska.
Jak Pan ocenia inicjatywy podejmowane przez samorządy na rzecz ochrony klimatu?
Józef Neterowicz, ekspert ds. ochrony środowiska i energii odnawialnej
Związku Powiatów Polskich: Samorządy robią, co mogą. Problem w tym, że
działania klimatyczne powinny być koordynowane centralnie, bo tylko w
dużej skali te przedsięwzięcia dają totalny efekt. Polska samorządność
jest bardzo rozczłonkowana, gminy są małe i przez to mają zbyt skromne
środki, żeby same mogły działać w kierunku polepszenia sytuacji
klimatycznej.
Czyli Pana zdaniem brakuje rządowej mobilizacji, by poważnie traktować ochronę klimatu?
- Wszystko to, co w tej chwili przedstawia nam się jako rzeczy ważne,
to są tematy zastępcze. Tymczasem terminy wypełniania dyrektyw unijnych
albo szybko zbliżają się do końca, albo już są przekroczone. Bardzo
dobrze, że w gminach są programy montowania kolektorów słonecznych, ale
to wszystko jest kropla w morzu potrzeb.
Zobowiązaliśmy się przecież, że do 2020 r. 15 proc. całej energii w
bilansie energetycznym państwa będzie pochodzić z energii odnawialnej,
że o 20 proc. zwiększy się efektywność energetyczna naszych systemów, że
o 20% zmniejszymy emisję kopalnego CO 2 i że 10 proc. paliw w
transporcie to będą paliwa odnawialne.
Nie ma masterplanu jak do tego wszystkiego dojść. W Szwecji jest ponad
600 stacji na biogaz produkowany z frakcji biologicznej odpadów. A my
mamy ogromne zmartwienie, co będziemy robić z tymi odpadami od 1 lipca,
gdy ustawa odpadowa wejdzie w życie, nie mówiąc o karach unijnych za
niewykonanie dyrektywy.
Ustawa śmieciowa otwiera nowe możliwości dla ochrony klimatu?
- Problemem w Polsce jest to, że mówi się o śmieciach. A śmieci nie
mają wartości. Powinniśmy mówić o odpadach, których jesteśmy wytwórcami i
o ustawie odpadowej. Dzięki niej po raz pierwszy samorząd wie, co się
dzieje z odpadami wytworzonymi na jego terenie.
Gminy będą płacić firmom świadczącym usługi transportowe i będą
decydować, dokąd odpady mają trafić. Jeżeli recykling jest opłacalny, to
należy z niego korzystać, jeżeli nie - odpady powinno się zamienić na
energię czyli spalić lub produkować z ich frakcji biodegradowalnej
biogaz.
Trzeba powiedzieć jasno: wytwarzamy odpady komunalne, mamy wymagania
unijne co do nieskładowania frakcji biodegradowalnej, musimy coś z tym
zrobić. W zasadzie od 1 stycznia 2011 roku Polska powinna płacić milion
złotych dziennie kary.
Unia nam na razie odpuszcza, ale tylko dlatego, że przynajmniej
wprowadziliśmy nowe prawodawstwo ustanawiające władztwo gmin nad
odpadami. Do samorządów powinna zostać jednak skierowana centralna
informacja, że bierzemy poważnie nasze zobowiązania unijne, dotyczące
ochrony klimatu. Następny termin to początek roku 2014!!!
Mimo wszystko coś się w tym temacie w samorządzie dzieje...
- Dużo zależy od tego, na ile starosta czy prezydent miasta jest
świadomy tego, że Unia Europejska nie odpuści nam naszych zobowiązań
klimatycznych i że trzeba już coś robić. Dlatego powstają wiatraki,
panele słoneczne czy kotłownie na biomasę. Niestety jest też tak, że
pseudo-spece od ekologicznych rozwiązań jeżdżą po gminach i zawracają
głowę tym biednym samorządowcom.
Czyli wszystko opiera się na razie na świadomości samorządowców?
- Cała energetyka odnawialna opiera się niestety na pasjonatach. Nie
tylko w samorządzie, ale w ogóle. O plusach odnawialnych źródeł energii
opowiada kilku zapaleńców, którzy jeżdżą po Polsce. Trwanie przy węglu
kamiennym jest idiotyzmem. Jego zapasy skończą się za 30-40 lat. Z czego
potem będziemy wytwarzać stal?
Zostawmy węgiel dla przemysłu, medycyny, tam gdzie jest on niezbędny
dla technologii. Nie marnujmy go w naszych niewydajnych systemach
energetycznych. Teraz tylko 1/3 energii z energii chemicznej węgla jest
efektywnie wykorzystywana, reszta idzie w powietrze.
Trzeba odejść od przyzwyczajenia do palenia węglem. Samorządowcy często
obawiają się jednak inwestować w coś, co nie jest zatwierdzone. Rząd
powinien wesprzeć gminy chociażby w informowaniu społeczeństwa na temat
nieszkodliwości spalarni. Na razie górują pseudo-ekolodzy, którzy
oprotestowują tego typu inwestycje.
Mówimy o korzyściach pro publico bono, ale niskoemisyjna energetyka to też korzyści gospodarcze?
- Energetyka odnawialna daje miejsca pracy. Proszę się zastanowić, co
te gminy wiejskie mają zaproponować rolnikom, którzy zaczynają odczuwać
konkurencyjność rolnictwa unijnego. Szansą jest właśnie uprawa roślin
energetycznych, sadzenie wierzby energetycznej.
W Szwecji na 9 mln mieszkańców 700 tys. osób pracuje w energetyce
odnawialnej. Tylko trzeba pamiętać, że nie można - jak to się dzieje w
Polsce - współspalać węgla z biomasą.
Właściwie jedyną szansą na duże inwestycje sprzyjające ochronie klimatu są fundusze unijne...
- Tyle, że nie powinno się korzystać z dotacji unijnych w celach
komercyjnych, a tak jest w przypadku spalarni odpadów, produkcji energii
elektrycznej czy ciepła. To zaburza konkurencyjność.
Inwestorzy, którzy mają środki na technologie zapewniające efektywny
sposób utylizacji odpadów, nie mogą działać, bo gmina, która dostała
dotację, może po niższej cenie przejmować odpady.
Taka sytuacja obniża też zainteresowanie gminy przeprowadzaniem
przetargów w sposób najbardziej konkurencyjny. Jest miasto na południu
Polski, które zafundowało sobie spalarnię za 800 mln zł, podczas gdy
mogłaby kosztować od 450 do 500 mln zł. To efekt metody zaprojektuj i
wybuduj, która jest najdroższym sposobem kupowania inwestycji
samorządowych.
Jakie zmiany w prawie są potrzebne, żeby inwestycje w ochronę klimatu stały się codziennością?
- Przede wszystkim brudna energia węglowa powinna być obarczona
podatkiem, a czysta energia odnawialna nie. U nas jest na odwrót. Czarna
energia kurzy, jak chce, a zielona dostaje jakieś idiotyczne
certyfikaty, których cena zależy od podaży.
Nadpodaż zielonych certyfikatów spowodowana jest współspalaniem węgla z
surową biomasą, co przeczy prawom fizyki (kotły są na suche paliwo,
jakim jest węgiel, a surowa biomasa jest paliwem wilgotnym, co powoduje
korozję i zmniejszenie mocy jednostki).
Mamy telefony i samochody z XXI wieku, telewizję cyfrową, a energetykę z lat 70. ubiegłego stulecia.
Źródło: Serwis Samorządowy PAP
Klub Publicystów Ochrony Środowiska EKOS przy współpracy z Deutsche Bundesstiftung Umwelt – DBU zorganizował konkurs “Dziennikarze dla klimatu”. Mogą wziąć w nim udział dziennikarze ze wszystkich mediów, także internetowych.
Zgłoś
udział w konkursie – spraw, aby polskie społeczeństwo dowiedziało się
więcej jak zmienia się klimat na naszej planecie, jakie z tego wynikają
zagrożenia dla gospodarki, przyrody, dla naszego życia.
Termin nadsyłania prac upływa 11 października 2013 roku.
Więcej informacji:
http://www.dziennikarzedlaklimatu.pl
kontakt: biuro@dziennikarzedlaklimatu.pl
telefon: 515 111 490 oraz 22 663 12 33
Źródło: www.dziennikarzedlaklimatu.pl
Rozwój odnawialnych źródeł energii, a także konieczność
liberalizacji rynku sprawiają, że rośnie zapotrzebowanie na błękitne
paliwo i zmienia się rola gazowego monopolisty, jakim jest PGNiG.
Koncernowi rośnie konkurencja w postaci spółek energetycznych
zajmujących się do tej pory sprzedażą prądu. Należy też liczyć się z
tym, że na polską giełdę gazu może wejść Gazprom.
–
Liberalizacja rynku to jest postulat przede wszystkim dużych
przedsiębiorstw elektroenergetycznych oraz firm z sektora chemicznego i
paliwowego. Wszystkie spółki energetyczne mają koncesje na obrót
paliwami gazowymi i chcą dostarczać swoim klientom również gaz. Takie
działania są już podejmowane przez Eneę, Energę czy Tauron – mówi
Agencji Informacyjnej Newseria Jerzy Kurella, doradca zarządu Banku
Gospodarstwa Krajowego ds. projektów energetycznych.
Ekspert przypomina, że przedsiębiorstwa te nie będą konkurencyjne,
dopóki będą pozyskiwały surowiec od jednego dostawcy, na rynku
regulowanym. Zwłaszcza, że mamy tu do czynienia z ograniczeniem swobody
kontraktowej pomiędzy odbiorcą gazu i dostawcą. Umowy łączące Polskie
Górnictwo Naftowe i Gazownictwo z odbiorcami są na ogół długoletnimi
porozumieniami z klauzulami typu take or pay [bierz lub płać – red.].
– To stanowi zagrożenie dla swobody konkurencji, dla obniżki cen gazu
dla przedsiębiorstw komercyjnych – podkreśla Jerzy Kurella. – Zwłaszcza,
że PGNiG jest całkowitym monopolistą – 96 proc. wolumenu gazu jest
pozyskiwane z tej spółki. To wyjątkowa sytuacja na rynku europejskim i
nie do utrzymania na dłuższą metę.
Tym bardziej, że Polska stoi przed ryzykiem płacenia wysokich kar za
niewdrożenie dyrektyw europejskich, zobowiązujących ją do liberalizacji
rynku gazowego. Za każdy dzień niedostosowania polskiego prawodawstwa do
prawa UE, Trybunału Sprawiedliwości może naliczyć karę w wysokości do
270 tys. euro dziennie (liczone od dnia ogłoszenia orzeczenia TS).
Dlatego uwolnienie rynku jest koniecznością.
– Nie można jednak nie brać pod uwagę sytuacji politycznej. Ryzyko jest
takie, że w momencie liberalizacji rynku i swobodnego handlu na
Towarowej Giełdzie Energii jest możliwość wejścia na rynek innych
istotnych graczy, którzy posiadają gaz ziemny. Pytanie jest, czy zawsze
to są gracze, których my, mając na względzie bezpieczeństwo energetyczne
kraju, chcielibyśmy widzieć – mówi ekspert.
Z ekonomicznego punktu widzenia nie ma wątpliwości, że liberalizacja
rynku opłaci się przede wszystkim konsumentom błękitnego paliwa.
– Przykłady rynku brytyjskiego i holenderskiego, gdzie nastąpiła
całkowita liberalizacja rynku energetycznego, w tym rynku gazowego,
pokazują, że ceny energii, gazu dla odbiorców końcowych spadły. A
przedsiębiorstwa sprzedające paliwo mają jednak środki finansowe na
dokonywanie niezbędnych inwestycji – zaznacza Jerzy Kurella.
Aby dać czas PGNiG na przygotowanie się do nowych warunków, obligo
gazowe (czyli wymóg, by przedsiębiorstwo sprzedawało poprzez giełdę
określoną ilość surowca), nie jest wprowadzone od razu w najwyższej
wysokości, tylko stopniowo.
– Mamy niecałe 1,5 roku, żeby przedsiębiorstwo, jakim jest PGNiG mogło
dostosować swoje struktury, służby sprzedażowe i cała firmę do tego, co
nieuniknione. To wbrew pozorom bardzo niewiele czasu aby dokonać
fundamentalnych zmian nie tylko w PGNiG ale i na polskim rynku gazu –
uważa doradca BGK.
Zgodnie z obligiem gazowym od 1 lipca tego roku (pod warunkiem wejścia w
życie do tego czasu nowelizacji Prawa energetycznego) zostanie
wprowadzony obowiązek sprzedawania 30 proc. gazu poprzez Towarową Giełdę
Energii. Następnie od 1 stycznia 2014 roku 50 proc. i docelowo – od 1
lipca 2014 roku – 70 proc. paliwa.
– Aby mówić o rzeczywistej liberalizacji rynku, musimy budować
interkonektory [gazowe połączenia między państwami – red.] oraz
infrastrukturę przesyłową, żeby – jeśli przedsiębiorcy zakontraktują gaz
u innych dostawców niż PGNiG – była faktyczna możliwość dostarczenia
tego gazu – zaznacza Jerzy Kurella.
Źródło: Newseria







