Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28469291

Aby instalacje fotowoltaiczne były w Polsce opłacalne, niezbędny jest kompleksowy system wsparcia inwestycji
wtorek 2013-06-04

Koszty inwestycji w instalacje fotowoltaiczne uległy w okresie ostatnich lat obniżeniu i utrzymują się obecnie na stałym poziomie. Aby tego typu elektrownie stały się w Polsce atrakcyjną inwestycją, potrzebna jest nie tylko aktualizacja systemu wsparcia wynikająca z planowanych zmian legislacyjnych, ale również dostęp do dodatkowych subwencji.

– Polska nie należy do krajów o dużym nasłonecznieniu. Nasze analizy biznesowe wskazują, że aby fotowoltaika w naszym kraju miała rację bytu w znaczeniu ekonomicznym i mogła być traktowana jako atrakcyjna inwestycja nie tylko potrzebujemy wsparcia w postaci współczynników korekcyjnych, ale także możliwości pokrycia części kosztów inwestycji przez dodatkowe dotacje, bądź preferencyjne warunki finansowania – mówi Jacek Markowski, Członek Zarządu Centrum Rozwoju Energetyki.

Koszt realizacji instalacji fotowoltaicznej o mocy 1 MW to obecnie około 1,3 mln euro. Jeszcze kilka lat temu koszt ten kształtował się na poziomie 1,5 mln euro.

– Możemy mówić o istnieniu trendu spadkowego, jeśli chodzi o koszty technologii. Wraz z kolejnymi generacjami ogniw fotowoltaicznych stają się one tańsze, niestety kosztem sprawności. Zmiany w koszcie realizacji inwestycji wynikają także w obniżki marż producentów, co w dużym stopniu miało wpływ na spadek cen. Nie przewidujemy istotnych zmian w najbliższym czasie. Budując modele finansowe przyjmujemy obecny poziom kosztów – wyjaśnia Jacek Markowski.

Oczekiwanie ze strony przedsiębiorców i inwestorów na rozwiązania legislacyjne spowodowały, że – jak twierdzi Markowski – zapał do inwestycji się ostudził. Prace nad ustawą o odnawialnych źródłach energii (OZE) przedłużają się kolejny rok – brak świadomości ostatecznego kształtu systemu wsparcia uniemożliwia podejmowanie decyzji inwestycyjnych.

Warunki atmosferyczne sprawiają, że potencjał projektów opartych o technologie fotowoltaiczne w Polsce jest znacznie niższy niż projektów elektrowni wiatrowych. Z punktu widzenia wsparcia przez nowe współczynniki korekcyjne Centrum Rozwoju Energetyki szacuje go na zaledwie 1 tys. MW.

– Niskie nasłonecznienie naszego kraju powoduje, że produktywność tych źródeł energii jest znacznie niższa niż w przypadku wiatru. W związku z tym chcąc realizować tego typu inwestycję, musimy być w stanie racjonalnie je zaplanować i użyć wszelkich dostępnych mechanizmów wsparcia inwestycji – przestrzega prezes CRE.

Dla inwestorów jednym z najistotniejszych elementów Ustawy o OZE jest zapewnienie niezmienności wsparcia dla instalacji OZE przez okres 15 lat.

– Mniej istotne z naszego punktu widzenia są kwestie wysokości współczynników korekcyjnych, większe znaczenie mają te związane z wieloletnimi gwarancjami. Oczywiście wysokość współczynników jest dużo istotniejsza dla inwestycji fotowoltaicznych, niż w przypadku elektrowni wiatrowych, ale to gwarancja 15 lat stabilności inwestycji umożliwia podejmowanie decyzji inwestycyjnych zarówno przedsiębiorcom, jak i bankom udzielającym kredytów – tłumaczy prezes. – 15 lat to okres wystarczający, by inwestycję zrealizować oraz żeby przez okres kolejnych np. 10 lat zapewnić stabilność przychodów – podsumowuje Jacek Markowski.

Na koniec 2012 roku łączna moc instalacji fotowoltaicznych w Europie wyniosła 69 GW, co w ujęciu rocznym stanowiło wzrost o 34%. Łącznie na świecie było to aż 101 GW.
Liderami światowego rynku są Włochy i Niemcy, które odpowiednio z 32,3 GW i 16,25 GW, posiadają niemal 50% światowych mocy fotowoltaicznych. Łączna moc instalacji fotowoltaicznych w Polsce wynosiła na koniec 2012 roku ok. 2 MW

Europa zwiększyła zainstalowane moce o ponad 35% w porównaniu do 2011 roku. W 2012 roku w Europie przyłączonych zostało 17 GW w porównaniu do 21,9 GW oddanych w 2011 roku i 13,4 GW oddanych w 2010 roku.

Źródło: Newseria

Branża OZE: na rynku zielonych certyfikatów panuje chaos i dezinformacja
wtorek 2013-06-04

Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej apeluje o uporządkowanie rynku zielonych certyfikatów, czyli dokumentów, który potwierdza wytworzenie energii elektrycznej za pomocą odnawialnych źródeł energii (OZE). 

Dzięki certyfikatom producenci energii elektrycznej mogą pozyskać dodatkowe przychody z tytułu produkcji zielonej energii. Dziś na tym rynku panuje chaos i dezinformacja, bo nawet państowe instytucje przedstawiają sprzeczne dane. To ma sprzyjać nadużyciom i blokować rozwój zielonej energetyki.

– Gdybyśmy taki system wprowadzili wcześniej, prawdopodobnie nie mielibyśmy do czynienia z bardzo wysoką nadpodażą zielonych certyfikatów, która się ujawniła dopiero pod koniec zeszłego roku – uważa Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. – Postulujemy wprowadzenie bardziej transparentnego rynku, aby wszystkie instytucje, które gromadzą informacje o rynku zielonych certyfikatów, robiły to według jednego, wspólnie przyjętego standardu i publikowały raz na miesiąc. Dzięki temu rynek będzie dużo bardziej transparentny i pozwoli inwestorom lepiej planować swoje inwestycje i nimi zarządzać.

Jak informuje Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW), dane dotyczące tego rynku znajdują się w czterech miejscach – w Agencji Rynku Energii (gdzie w ramach systemu statystyki państwowej zbiera się miesięczne dane m.in. na temat produkcji energii ze źródeł odnawialnych), w Urzędzie Regulacji Energetyki (tu wydawane są certyfikaty i przyznawane koncesje na wytwarzanie energii odnawialnej), na Towarowej Giełdzie Energii (gdzie rejestrowane są certyfikaty oraz odbywa się handel nimi), a także w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (na którego rachunek uiszcza się opłatę zastępczą).

– Dane z Agencji Rynku Energii są niepełne, gdyż brakuje w nich informacji na temat wniosków, które zostały złożone do prezesa Urzędu Regulacji Energetyki o wydanie zielonych certyfikatów. Brakuje również informacji na temat wysokości opłaty zastępczej, którą podmioty wnoszą do NFOŚiGW. Mamy więc różne instytucje, które zbierają te dane posługujące się przy tym odmiennymi standardami i nie można stwierdzić, ile tych certyfikatów jest wydanych i ile będzie wydanych – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Cetnarski.

To powoduje, że na rynku panuje chaos, co utrudnia prowadzenie inwestycji. Ta sytuacja zdaniem stowarzyszenia przyczyniła się np. do nadpodaży zielonych certyfikatów.

Dla przykładu, PSEW podaje, że Agencja Rynku Energii przedstawiła w kwietniu raport, w którym znalazła się informacja o tym, że produkcja energii ze źródeł odnawialnych w 2012 roku wyniosła 16,8 TWh. To jest więcej o 4 TWh od produkcji w 2011 roku. Z kolei według danych Urzędu Regulacji Energetyki produkcja zielonej energii była na poziomie 13,8 TWh.

– Apelujemy o wprowadzenie kompleksowych zapisów w tzw. małym trójpaku energetycznym. To nie będzie nadregulacja, a jedynie właściwe wykorzystanie istniejących systemów zbierania informacji i umocowanie ich w zapisach ustawowych. W innym razie resort gospodarki nie będzie zdolny do zbierania i publikowania niezbędnych danych, z właściwą częstotliwością – mówi Wojciech Cetnarski.

A jak przypomina, taki obowiązek nakłada na Polskę unijna dyrektywa w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych.

Źródło: Newseria

Rusza kampania "Porozmawiajmy o łupkach"
poniedziałek 2013-06-03

Ministerstwo Środowiska rusza z kampanią informacyjną nt. gazu z łupków, skierowaną przede wszystkim do mieszkańców i władz samorządowych. Głównym celem projektu jest dialog z grupami, których poszukiwania niekonwencjonalnych złóż gazu bezpośrednio dotyczą.

O kampanii

Kampania „Porozmawiajmy o łupkach” jest realizowana ze środków Unii Europejskiej oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Pod koniec 2012 r. Komisja Europejska ogłosiła konkurs skierowany do wszystkich państw członkowskich UE na realizację działań informacyjnych i dialogu ze społeczeństwem na temat gazu z łupków. Wniosek złożony przez Ministerstwo Środowiska został pozytywnie oceniony.

Kampania „Porozmawiajmy o łupkach", zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej, będzie miała charakter regionalny. Obejmie dwa obszary: Polskę północną (woj. pomorskie, kujawsko-pomorskie i warmińsko-mazurskie) i Lubelszczyznę (woj. lubelskie), czyli tereny o największej aktywności firm poszukiwawczych, uznawane za jedne z najbardziej perspektywicznych pod względem zasobów złóż.

Adresatami kampanii są w pierwszej kolejności mieszkańcy obu regionów, ale niektóre działania będą skierowane do wszystkich stron zaangażowanych w proces poszukiwań niekonwencjonalnych złóż gazu, w tym do przedstawicieli administracji samorządowej, organów ochrony środowiska, organizacji pozarządowych, firm poszukiwawczych, naukowców itp.

Działania w ramach kampanii

W ramach kampanii powstanie specjalna strona internetowa. Będzie ona stanowiła podstawowe źródło informacji o gazie z łupków dla wszystkich grup zainteresowanych tym tematem. Pojawią się tutaj także informacje dotyczące aspektów środowiskowych i technologicznych poszukiwania i wydobywania gazu z łupków. Poprzez stronę będą się ponadto odbywać konsultacje on-line, pozwalające na zadanie dowolnego pytania na temat niekonwencjonalnych złóż gazu.

Zgodnie z hasłem kampanii – „Porozmawiajmy o łupkach” – bardzo ważnym punktem przedsięwzięcia będą dwa wysłuchania publiczne, które odbędą się w obu regionach na jesieni 2013 r. Celem spotkań będzie umożliwienie wymiany poglądów na temat gazu z łupków. Dzięki temu działaniu mieszkańcy terenów objętych poszukiwaniami oraz inne zaproszone osoby będą mieli okazję przedstawić swoją opinię dotyczącą trwających w regionie prac oraz innych zagadnień związanych z niekonwencjonalnymi złożami gazu. Przedstawiciele Ministerstwa Środowiska wysłuchają wszystkich wystąpień i na ich podstawie opracują dokument, który wskaże najważniejsze potrzeby, oczekiwania, nadzieje i obawy zaangażowanych stron oraz niezbędne działania na przyszłość.

- Poprzez kampanię chcemy dotrzeć do wszystkich grup odbiorców, których poszukiwanie i wydobywanie gazu z łupków bezpośrednio dotyczy. Mieszkańcom i władzom samorządowym rejonów, w których trwają prace poszukiwawcze, chcemy przekazać rzetelne informacje nt. procesu i wysłuchać ich opinii – mówi Piotr Woźniak, Główny Geolog Kraju i wiceminister środowiska.

Kampania „Porozmawiajmy o łupkach” potrwa do końca 2013 roku.

Źródło: Ministerstwo Środowiska

Dobra propozycja. Energetyka odnawialna daje miejsca pracy - mówi ekspert
poniedziałek 2013-06-03

Energetyka odnawialna daje miejsca pracy - mówi Józef Neterowicz, ekspert ds. ochrony środowiska.

Jak Pan ocenia inicjatywy podejmowane przez samorządy na rzecz ochrony klimatu?

Józef Neterowicz, ekspert ds. ochrony środowiska i energii odnawialnej Związku Powiatów Polskich: Samorządy robią, co mogą. Problem w tym, że działania klimatyczne powinny być koordynowane centralnie, bo tylko w dużej skali te przedsięwzięcia dają totalny efekt. Polska samorządność jest bardzo rozczłonkowana, gminy są małe i przez to mają zbyt skromne środki, żeby same mogły działać w kierunku polepszenia sytuacji klimatycznej.

Czyli Pana zdaniem brakuje rządowej mobilizacji, by poważnie traktować ochronę klimatu?

- Wszystko to, co w tej chwili przedstawia nam się jako rzeczy ważne, to są tematy zastępcze. Tymczasem terminy wypełniania dyrektyw unijnych albo szybko zbliżają się do końca, albo już są przekroczone. Bardzo dobrze, że w gminach są programy montowania kolektorów słonecznych, ale to wszystko jest kropla w morzu potrzeb.

Zobowiązaliśmy się przecież, że do 2020 r. 15 proc. całej energii w bilansie energetycznym państwa będzie pochodzić z energii odnawialnej, że o 20 proc. zwiększy się efektywność energetyczna naszych systemów, że o 20% zmniejszymy emisję kopalnego CO 2 i że 10 proc. paliw w transporcie to będą paliwa odnawialne.

Nie ma masterplanu jak do tego wszystkiego dojść. W Szwecji jest ponad 600 stacji na biogaz produkowany z frakcji biologicznej odpadów. A my mamy ogromne zmartwienie, co będziemy robić z tymi odpadami od 1 lipca, gdy ustawa odpadowa wejdzie w życie, nie mówiąc o karach unijnych za niewykonanie dyrektywy.

Ustawa śmieciowa otwiera nowe możliwości dla ochrony klimatu?

- Problemem w Polsce jest to, że mówi się o śmieciach. A śmieci nie mają wartości. Powinniśmy mówić o odpadach, których jesteśmy wytwórcami i o ustawie odpadowej. Dzięki niej po raz pierwszy samorząd wie, co się dzieje z odpadami wytworzonymi na jego terenie.

Gminy będą płacić firmom świadczącym usługi transportowe i będą decydować, dokąd odpady mają trafić. Jeżeli recykling jest opłacalny, to należy z niego korzystać, jeżeli nie - odpady powinno się zamienić na energię czyli spalić lub produkować z ich frakcji biodegradowalnej biogaz.

Trzeba powiedzieć jasno: wytwarzamy odpady komunalne, mamy wymagania unijne co do nieskładowania frakcji biodegradowalnej, musimy coś z tym zrobić. W zasadzie od 1 stycznia 2011 roku Polska powinna płacić milion złotych dziennie kary.

Unia nam na razie odpuszcza, ale tylko dlatego, że przynajmniej wprowadziliśmy nowe prawodawstwo ustanawiające władztwo gmin nad odpadami. Do samorządów powinna zostać jednak skierowana centralna informacja, że bierzemy poważnie nasze zobowiązania unijne, dotyczące ochrony klimatu. Następny termin to początek roku 2014!!!

Mimo wszystko coś się w tym temacie w samorządzie dzieje...

- Dużo zależy od tego, na ile starosta czy prezydent miasta jest świadomy tego, że Unia Europejska nie odpuści nam naszych zobowiązań klimatycznych i że trzeba już coś robić. Dlatego powstają wiatraki, panele słoneczne czy kotłownie na biomasę. Niestety jest też tak, że pseudo-spece od ekologicznych rozwiązań jeżdżą po gminach i zawracają głowę tym biednym samorządowcom.

Czyli wszystko opiera się na razie na świadomości samorządowców?

- Cała energetyka odnawialna opiera się niestety na pasjonatach. Nie tylko w samorządzie, ale w ogóle. O plusach odnawialnych źródeł energii opowiada kilku zapaleńców, którzy jeżdżą po Polsce. Trwanie przy węglu kamiennym jest idiotyzmem. Jego zapasy skończą się za 30-40 lat. Z czego potem będziemy wytwarzać stal?

Zostawmy węgiel dla przemysłu, medycyny, tam gdzie jest on niezbędny dla technologii. Nie marnujmy go w naszych niewydajnych systemach energetycznych. Teraz tylko 1/3 energii z energii chemicznej węgla jest efektywnie wykorzystywana, reszta idzie w powietrze.

Trzeba odejść od przyzwyczajenia do palenia węglem. Samorządowcy często obawiają się jednak inwestować w coś, co nie jest zatwierdzone. Rząd powinien wesprzeć gminy chociażby w informowaniu społeczeństwa na temat nieszkodliwości spalarni. Na razie górują pseudo-ekolodzy, którzy oprotestowują tego typu inwestycje.

Mówimy o korzyściach pro publico bono, ale niskoemisyjna energetyka to też korzyści gospodarcze?

- Energetyka odnawialna daje miejsca pracy. Proszę się zastanowić, co te gminy wiejskie mają zaproponować rolnikom, którzy zaczynają odczuwać konkurencyjność rolnictwa unijnego. Szansą jest właśnie uprawa roślin energetycznych, sadzenie wierzby energetycznej.

W Szwecji na 9 mln mieszkańców 700 tys. osób pracuje w energetyce odnawialnej. Tylko trzeba pamiętać, że nie można - jak to się dzieje w Polsce - współspalać węgla z biomasą.

Właściwie jedyną szansą na duże inwestycje sprzyjające ochronie klimatu są fundusze unijne...

- Tyle, że nie powinno się korzystać z dotacji unijnych w celach komercyjnych, a tak jest w przypadku spalarni odpadów, produkcji energii elektrycznej czy ciepła. To zaburza konkurencyjność.

Inwestorzy, którzy mają środki na technologie zapewniające efektywny sposób utylizacji odpadów, nie mogą działać, bo gmina, która dostała dotację, może po niższej cenie przejmować odpady.

Taka sytuacja obniża też zainteresowanie gminy przeprowadzaniem przetargów w sposób najbardziej konkurencyjny. Jest miasto na południu Polski, które zafundowało sobie spalarnię za 800 mln zł, podczas gdy mogłaby kosztować od 450 do 500 mln zł. To efekt metody zaprojektuj i wybuduj, która jest najdroższym sposobem kupowania inwestycji samorządowych.

Jakie zmiany w prawie są potrzebne, żeby inwestycje w ochronę klimatu stały się codziennością?

- Przede wszystkim brudna energia węglowa powinna być obarczona podatkiem, a czysta energia odnawialna nie. U nas jest na odwrót. Czarna energia kurzy, jak chce, a zielona dostaje jakieś idiotyczne certyfikaty, których cena zależy od podaży.

Nadpodaż zielonych certyfikatów spowodowana jest współspalaniem węgla z surową biomasą, co przeczy prawom fizyki (kotły są na suche paliwo, jakim jest węgiel, a surowa biomasa jest paliwem wilgotnym, co powoduje korozję i zmniejszenie mocy jednostki).

Mamy telefony i samochody z XXI wieku, telewizję cyfrową, a energetykę z lat 70. ubiegłego stulecia.

Źródło: Serwis Samorządowy PAP

20 000 złotych do wygrania w konkursie dziennikarskim!
środa 2013-05-29

Klub Publicystów Ochrony Środowiska EKOS przy współpracy z Deutsche Bundesstiftung Umwelt – DBU zorganizował konkurs “Dziennikarze dla klimatu”. Mogą wziąć w nim udział dziennikarze ze wszystkich mediów, także internetowych.

Zgłoś udział w konkursie – spraw, aby polskie społeczeństwo dowiedziało się więcej jak zmienia się klimat na naszej planecie, jakie z tego wynikają zagrożenia dla gospodarki, przyrody, dla naszego życia.

Termin nadsyłania prac upływa 11 października 2013 roku.

Więcej informacji:

http://www.dziennikarzedlaklimatu.pl

kontakt: biuro@dziennikarzedlaklimatu.pl

telefon: 515 111 490 oraz 22 663 12 33

Źródło: www.dziennikarzedlaklimatu.pl

Na polską giełdę gazu może wejść Gazprom. PGNiG ma mniej niż 1,5 roku, by stać się konkurencyjnym
wtorek 2013-05-28

Rozwój odnawialnych źródeł energii, a także konieczność liberalizacji rynku sprawiają, że rośnie zapotrzebowanie na błękitne paliwo i zmienia się rola gazowego monopolisty, jakim jest PGNiG. Koncernowi rośnie konkurencja w postaci spółek energetycznych zajmujących się do tej pory sprzedażą prądu. Należy też liczyć się z tym, że na polską giełdę gazu może wejść Gazprom.

– Liberalizacja rynku to jest postulat przede wszystkim dużych przedsiębiorstw elektroenergetycznych oraz firm z sektora chemicznego i paliwowego. Wszystkie spółki energetyczne mają koncesje na obrót paliwami gazowymi i chcą dostarczać swoim klientom również gaz. Takie działania są już podejmowane przez Eneę, Energę czy Tauron – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jerzy Kurella, doradca zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego ds. projektów energetycznych.

Ekspert przypomina, że przedsiębiorstwa te nie będą konkurencyjne, dopóki będą pozyskiwały surowiec od jednego dostawcy, na rynku regulowanym. Zwłaszcza, że mamy tu do czynienia z ograniczeniem swobody kontraktowej pomiędzy odbiorcą gazu i dostawcą. Umowy łączące Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo z odbiorcami są na ogół długoletnimi porozumieniami z klauzulami typu take or pay [bierz lub płać – red.].

– To stanowi zagrożenie dla swobody konkurencji, dla obniżki cen gazu dla przedsiębiorstw komercyjnych – podkreśla Jerzy Kurella. – Zwłaszcza, że PGNiG jest całkowitym monopolistą – 96 proc. wolumenu gazu jest pozyskiwane z tej spółki. To wyjątkowa sytuacja na rynku europejskim i nie do utrzymania na dłuższą metę.

Tym bardziej, że Polska stoi przed ryzykiem płacenia wysokich kar za niewdrożenie dyrektyw europejskich, zobowiązujących ją do liberalizacji rynku gazowego. Za każdy dzień niedostosowania polskiego prawodawstwa do prawa UE, Trybunału Sprawiedliwości może naliczyć karę w wysokości do 270 tys. euro dziennie (liczone od dnia ogłoszenia orzeczenia TS). Dlatego uwolnienie rynku jest koniecznością.

– Nie można jednak nie brać pod uwagę sytuacji politycznej. Ryzyko jest takie, że w momencie liberalizacji rynku i swobodnego handlu na Towarowej Giełdzie Energii jest możliwość wejścia na rynek innych istotnych graczy, którzy posiadają gaz ziemny. Pytanie jest, czy zawsze to są gracze, których my, mając na względzie bezpieczeństwo energetyczne kraju, chcielibyśmy widzieć – mówi ekspert.

Z ekonomicznego punktu widzenia nie ma wątpliwości, że liberalizacja rynku opłaci się przede wszystkim konsumentom błękitnego paliwa.

– Przykłady rynku brytyjskiego i holenderskiego, gdzie nastąpiła całkowita liberalizacja rynku energetycznego, w tym rynku gazowego, pokazują, że ceny energii, gazu dla odbiorców końcowych spadły. A przedsiębiorstwa sprzedające paliwo mają jednak środki finansowe na dokonywanie niezbędnych inwestycji – zaznacza Jerzy Kurella.

Aby dać czas PGNiG na przygotowanie się do nowych warunków, obligo gazowe (czyli wymóg, by przedsiębiorstwo sprzedawało poprzez giełdę określoną ilość surowca), nie jest wprowadzone od razu w najwyższej wysokości, tylko stopniowo.

– Mamy niecałe 1,5 roku, żeby przedsiębiorstwo, jakim jest PGNiG mogło dostosować swoje struktury, służby sprzedażowe i cała firmę do tego, co nieuniknione. To wbrew pozorom bardzo niewiele czasu aby dokonać fundamentalnych zmian nie tylko w PGNiG ale i na polskim rynku gazu – uważa doradca BGK.

Zgodnie z obligiem gazowym od 1 lipca tego roku (pod warunkiem wejścia w życie do tego czasu nowelizacji Prawa energetycznego) zostanie wprowadzony obowiązek sprzedawania 30 proc. gazu poprzez Towarową Giełdę Energii. Następnie od 1 stycznia 2014 roku 50 proc. i docelowo – od 1 lipca 2014 roku – 70 proc. paliwa.

– Aby mówić o rzeczywistej liberalizacji rynku, musimy budować interkonektory [gazowe połączenia między państwami – red.] oraz infrastrukturę przesyłową, żeby – jeśli przedsiębiorcy zakontraktują gaz u innych dostawców niż PGNiG – była faktyczna możliwość dostarczenia tego gazu – zaznacza Jerzy Kurella.

Źródło: Newseria