Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28468907

ARP oferuje pożyczkę na zmniejszenie zużycia energii w małych i średnich przedsiębiorstwach
środa 2013-06-19

Agencja Rozwoju Przemysłu oferuje Energopożyczkę – do 300 tysięcy zł – dla małych i średnich przedsiębiorstw. Może być ona przeznaczona na cele związane z szeroko rozumianą poprawą efektywności energetycznej. Koszt takiej pożyczki to 6 proc. w skali roku, a maksymalny okres spłaty – 72 miesiące.

Przedstawiciele ARP podkreślają, że Energopożyczka może stanowić znaczące ułatwienie dla przedsiębiorców. Dziś finansoanie poprawy efektywności energetycznej stanowi problem, ponieważ nie jest to opłacalne dla banków. Dodatkową barierą są wysokie koszty przygotowania wniosku o finansowanie, związane z koniecznością przeprowadzenia audytu energetycznego.

Eksperci podkreślają, że od efektywności energetycznej zależy w znacznym stopniu rozwój przedsiębiorczości, tym bardziej małe i średnie przedsiębiorstwa powinny dbać o koszty z tym związane. Znaczącemu zredukowaniu strat energii i zmniejszeniu wydatków służą m.in. innowacyjne urządzenia energooszczędne.

– Firmy korzystające z Energopożyczki mogą przeznaczyć środki na wszystkie działania związane z poprawianiem efektywności energetycznej w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, więc katalog tutaj jest dość szeroki – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Wojciech Dąbrowski, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu.

Energopożyczka jest realizowana na mocy umowy zawartej w czerwcu 2010 r. między Agencją Rozwoju Przemysłu a Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości. Dążenie do zwiększenia efektywności energetycznej przedsiębiorstw wynika z realizacji rządowej strategii polityki energetycznej, opisanej w dokumencie "Polityka energetyczna Polski do 2030 r.". Zgodnie z wytycznymi tego dokumentu udział odnawialnych źródeł energii w Polsce ma się zwiększyć do 15 proc. w 2020 r. i 20 proc. w 2030 r.

Prezes ARP podkreśla jednak, że trudno mówić o konkretnych kwotach, jakie mogą zaoszczędzić firmy korzystające z energopożyczki.

– Trzeba podejść każdorazowo do projektu, ocenić zużycie energii elektrycznej w ramach ogrzewania lub procesu produkcyjnego. To są tak różne projekty, że nie można w jednoznaczny sposób ocenić skali osiągniętego efektu – mówi Dąbrowski.

Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości oferuje pomoc w wypełnianiu wniosku o pożyczkę oraz pokrycie kosztów audytu.

– Cały czas jesteśmy otwarci, zbieramy wnioski. Formularz można pobrać na stronie internetowej. Sam wniosek również można pobrać drogą elektroniczną. Służymy również pomocą w opracowaniu wniosku – zapewnia Wojciech Dąbrowski, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu.

Źródło: Newseria

PSEW: prezydencki projekt o ochronie krajobrazu zablokuje rozwój energetyki wiatrowej
wtorek 2013-06-18

Prezydent skierował do konsultacji społecznych projekt zmierzający do ograniczenia możliwości stawiania wiatraków. O ich lokalizacji będą decydowały samorządy wojewódzkie na podstawie audytów krajobrazu, których łączny koszt ma wynieść około 6,4 mln zł w ciągu trzech lat. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej obawia się, że oddanie decyzji w sprawie zezwoleń na takie inwestycje w ręce marszałków województw zablokuje w praktyce powstawanie nowych siłowni.

– Istnieje konieczność prawnego uregulowania kwestii związanych z korzystaniem przez nas wszystkich z krajobrazu. Wzorce europejskie są dość dobrze pomyślane i można je wdrożyć do polskiego prawa. Niepokoją natomiast rozwiązania szczegółowe, które są charakterystyczne akurat dla projektu ustawy, która jest opracowywana w Polsce. W naszej ocenie dążą do wyeliminowania energetyki wiatrowej z krajobrazu polskiego – mówi Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Kancelaria Prezydenta RP skierowała do konsultacji społecznych projekt ustawy o ochronie krajobrazu („o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu”), w którym chce zaostrzenia zasad lokalizacji elektrowni wiatrowych. Autorzy projektu przyznają, że siłownie, „zwłaszcza średniej i dużej mocy, będą stanowiły co do zasady dominantę krajobrazową”. Nie sprecyzowano jednak, co należy rozumieć pod pojęciem wiatraków o średniej i dużej mocy. W Polsce najbardziej rentowne są te mające 2–3 MW.

Projekt ma być odpowiedzią na apele starostów suwalskiego, ełckiego, gołdapskiego, oleckiego i sejneńskiego w sprawie podjęcia działań zmierzających do uregulowania stanu prawnego dotyczącego lokalizacji farm wiatrowych. Wyrażono w nim niepokój, że „liczne farmy wiatrowe umiejscowione w północno-wschodniej Polsce, gdzie walory przyrodnicze i krajobrazowe zaliczają się do jednych z najbardziej atrakcyjnych w kraju, zdecydowanie już ograniczyły i ograniczać będą rozwój działalności turystycznej i agroturystycznej”.

Jeśli projekt wejdzie w życie, o lokalizacji wiatraków będą decydowały samorządy wojewódzkie na podstawie audytów krajobrazu. W ten sposób wyznaczą obszary krajobrazu chronionego, gdzie nie będzie można stawiać obiektów o charakterze dominant („obiektów o wiodącym oddziaływaniu wizualnym w krajobrazie”).

– Proponowane rozwiązania odbierają gminom możliwość podejmowania decyzji lokalizacyjnych, czyli odbierają władztwo planistyczne, które jest podstawą porządku konstytucyjnego w Polsce, i przenoszą te decyzje na poziom wojewódzki. To jest prawie niemożliwe, żeby z poziomu województwa regulować kwestie krajobrazowe na poziomie każdej gminy, każdej miejscowości – przestrzega Wojciech Cetnarski.

Zdaniem prezesa PSEW w Polsce istnieją podobne parki narodowe, rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, obszary chronionego krajobrazu, dlatego wprowadzanie dodatkowych stref nie ma uzasadnienia.

– Przestrzegamy przed nadregulacją, czyli wprowadzaniem nowych stref ochrony krajobrazowej i przed przeniesieniem tych decyzji na poziom wojewódzki, bo dla gmin to będzie olbrzymi problem. Do tej pory to one decydowały o tym, jak ma wyglądać przestrzeń wokół nich. Oczywiście można wprowadzić dodatkową formę nadzoru nad ich decyzjami i dołożyć do tego komponent krajobrazowy. Ale powinien być to proces, który jest inicjowany w gminach i podlega ewentualnie ocenie na poziomie województwa, a nie zaczyna się w województwie i tam kończy – podkreśla prezes PSEW-u.

Dodatkowo, koszty opracowania audytów krajobrazowych dla wszystkich województw w skali kraju mają wynieść około 6,4 mln zł w ciągu trzech lat. Wydatki samorządu województwa na wykonanie audytów krajobrazowych zostaną pokryte z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

W uzasadnieniu do projektu ustawy jest napisane, że koszt ten został wyliczony w oparciu o koszty wykonania opracowania „Energetyka wiatrowa w kontekście ochrony krajobrazu przyrodniczego i kulturowego w województwie kujawsko-pomorskim” przez Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Na Pomorzu i Kujawach samorządowcy walczyli z marszałkiem województwa o możliwość stawiania elektrowni wiatrowych, a inwestycje w ten rodzaj energetyki zostały wstrzymane.

Prezes PSEW-u zwraca uwagę, że jest punkt zawarty w projekcie ustawy, który warto wprowadzić w życie.

– W ocenach oddziaływania na środowisko powinno się jednoznacznie określić, jak wprowadzać ocenę oddziaływania projektów wiatrowych na krajobraz. Dzisiaj takich rozwiązań nie ma, a w naszej opinii powinny być i dobrze, że inicjatywa prezydencka zmierza w tym kierunku – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Wojciech Cetnarski.

Źródło: Newseria

Pod wiatr
piątek 2013-06-14

Finansowanie prac nad miejscowym planem zagospodarowania przez prywatnego inwestora jest nielegalne - pisze resort środowiska w liście przekazanym RIO.

Sprawa dotyczy budowy farm wiatrowych.

Zdaniem posła Sławomira Zawiślaka, który skierował w tej sprawie interpelację do ministra środowiska, w wielu gminach inwestorzy mają tak wielki zapał do budowy farm wiatrowych, że finansują i realizują całość prac przygotowawczych, polegających na sporządzeniu pełnej dokumentacji niezbędnej do uchwalenia studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, jak i planu zagospodarowania przestrzennego.

- To nie jest sytuacja zdrowa - uważa parlamentarzysta i dodaje, że przy lokowaniu tego typu instalacji są pomijanie konsultacje społeczne. - W praktyce wygląda to tak, że dana społeczność jest niemalże stawiana przed faktem dokonanym - samorząd bez przeprowadzenia właściwych konsultacji podejmuje sam decyzję za daną społeczność i nie liczy się z argumentami osób sprzeciwiających się budowie - tłumaczy poseł.

Sprawą zajęło się ministerstwo środowiska. W piśmie przesłanym 17 maja do Krajowej Rady RIO resort podtrzymał stanowisko przedstawione wcześniej przez ministerstwo transportu. Zgodnie z nim „finansowanie sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego przez podmiot inny, niż wymieniony w przepisie art. 21 ustawy z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, stanowi działanie nielegalne, pozbawione w obecnych przepisach sankcji".

Według ministerstwa transportu wszelkie próby finansowania planów miejscowych lub wręcz przekazywania ich projektów w formie darowizny „należy uznać za mechanizm korupcjogenny".

Ponadto resort transportu przypomniał, że inwestycja w postaci budowy urządzenia produkcyjnego energii elektrycznej nie stanowi realizacji celu publicznego w rozumieniu art. 6 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami i jest od lat uregulowany w praktyce orzeczniczej i nie budzi obecnie wątpliwości (przykładowo wyroki: wyrok NSA z dnia 3 listopada 2010 r. w sprawie II OSK 1412/09, wyrok WSA w Bydgoszczy z dnia 24 marca 2010 r. w sprawie II SA/Bd 33/10, wyrok WSA w Krakowie z dnia 30 stycznia 2009 r. w sprawie II SA/Kr 735/08, wyrok WSA w Kielcach z dnia 30 października 2008 r. w sprawie II SA/Ke 343/08).

Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że w 2011 r. moc zainstalowana w energetyce wiatrowej w Polsce osiągnęła 1616 MW przy ilości 526 instalacji. Do sieci elektroenergetycznej przyłączono prawie 2000 MW elektrowni wiatrowych.

Zgodnie z ˝Krajowym planem działania w zakresie energii ze źródeł odnawialnych˝ moc farm wiatrowych w 2015 r. ma wynieść 3350 MW przy produkcji 7541 GWh, a w 2020 r. 6650 MW, z czego 550 MW stanowić będą małe instalacje wiatrowe.

Według oficjalnej informacji prezesa URE produkcja energii elektrycznej ze źródeł wiatrowych w 2011 r. wyniosła ponad 3 TWh, co stanowi około 25% energii elektrycznej wytworzonej ze wszystkich źródeł OZE, wynoszącej 11,78 TWh. W 2020 r. szacuje się, że produkcja energii elektrycznej ze źródeł wiatrowych wyniesie około 15 TWh, co stanowić będzie około 48% energii elektrycznej wytworzonej ze wszystkich źródeł OZE.

Źródło: Serwis Samorządowy PAP

Jutro Światowy Dzień Wiatru. PSEW: wiatraki są jednymi z najnowocześniejszych technologii
piątek 2013-06-14

Dzięki nowym technologiom, pojawiającym się w energetyce wiatrowej, stopniowo spadają koszty stawiania wiatraków lądowych, co powinno wpłynąć na dalszy rozwój branży. Dodatkowo dobre warunki wietrzne i geologiczne sprawiają, że w Polsce może powstać 6 tys. MW takich elektrowni w ciągu następnych siedmiu lat. Perspektywy dla morskiej energetyki wiatrowej są jeszcze lepsze, ale potrzeba co najmniej pięciu lat zanim powstaną pierwsze takie farmy na Bałtyku.

– Do funkcjonowania elektrowni wiatrowych wchodzi technologia informatyczna. Pojawiają się pierwsze rozwiązania pozwalające poszczególne turbiny łączyć sieciami informatycznymi i zarządzać ich pracą tak, aby optymalizować produktywność całej farmy wiatrowej. Są do tego odpowiednie oprogramowania komputerowe – informuje Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Dodaje, że na przestrzeni ostatnich 10 lat nastąpił olbrzymi postęp technologiczny. I trudno porównywać dzisiejsze wiatraki, z tymi, które były produkowane 5-10 lat temu.

– Producenci turbin skupiają się nad ich efektywnością energetyczną, czyli jak najskuteczniej energię wiatru zamienić w elektryczną i tutaj postęp jest znaczący. Uzyskano to przede wszystkim dzięki nowym materiałom, nowym projektom wirników, łopat oraz innych komponentów. Turbiny wiatrowe są absolutnie w ścisłej czołówce nowoczesnych technologii – zapewnia Wojciech Cetnarski.

Dzięki uzyskaniu efektu skali i rozwojowi technologicznemu możliwe jest uzyskanie znaczących oszczędności w kosztach produkcji.

– Do zarządów największych firm produkujących turbiny wiatrowe dołączyli menadżerowie, którzy do tej pory pracowali w przemyśle samochodowym. Tam proces optymalizacji kosztów produkcji zaczął się na dobre już 20 lat temu. I dziś mamy już wyraźne tego rezultaty. Spodziewamy się, że te doświadczenia, będą mogły być również wykorzystane przy produkcji turbin wiatrowych, co doprowadzi do dalszego spadku kosztów tych urządzeń – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Wojciech Cetnarski.

Zdaniem prezesa PSEW-u, Polska ma porównywalny do Niemiec potencjał do instalacji elektrowni wiatrowych pod względem warunków naturalnych. A Niemcy produkują najwięcej energii z wiatru spośród krajów Unii Europejskiej. Według danych zebranych w „Energy Transition (The German Energiewende)” przez Heinrich Böll Foundation, udział lądowej energetyki wiatrowej w zasobach energetycznych Niemiec wynosi ok. ośmiu procent. Do 2020 roku nasi zachodni sąsiedzi planują potrojenie udziału elektrowni wiatrowych (lądowych i morskich) w bilansie energetycznym. Szczyt rozwoju niemieckiej energetyki wiatrowej przypadł na 2002 rok, gdy zainstalowano około 3,2 GW nowych źródeł energii. Od tamtej pory rynek się ustabilizował. Corocznie uruchamia się nowe farmy wiatrowe wytwarzające nieco poniżej 2 GW.

Polskie plany są mniej ambitne: według rządowych wyliczeń zawartych w „Krajowym planie działania w zakresie energii ze źródeł odnawialnych" przygotowanym przez resort gospodarki, w Polsce do 2020 r. ponad 6 tys. MW mocy będzie wytwarzanych przez instalacje wiatrowe.

– Ten cel jest jak najbardziej do osiągnięcia, a możliwe jest również znaczne jego przekroczenie, jeśli warunki rynkowe będą temu sprzyjać – uważa Wojciech Cetnarski. – Infrastruktura sieciowa jest drugim po wietrze wskaźnikiem umożliwiającym lub uniemożliwiającym budowę wiatraków. Tam gdzie w Polsce wieje, niestety infrastruktura przesyłowa jest najsłabsza. Stąd np. możliwość rozwoju energetyki wiatrowej jest ograniczona nie przez wiatr, a przez infrastrukturę sieciową.

Zdaniem prezesa z geograficznego punktu widzenia łatwiej będzie rozwijać morską energetykę wiatrową (offshore).

– Jednak jest ona wciąż jeszcze technologią mniej dojrzałą niż ta lądowa. W związku z tym jest droższa i ma jeszcze przed sobą pewien czas niezbędny do tego, aby osiągnąć ten sam poziom efektywności czasowej, jaką osiągnęła energetyka wiatrowa na lądzie – twierdzi Wojciech Cetnarski

Barierą są nie tylko koszty technologii, ale także infrastruktury, ponieważ przyłączenie farm wiatrowych na morzu jest droższe niż farm wiatrowych na lądzie. Dlatego w ocenie prezesa PSEW pierwsze z nich powstaną na Bałtyku za ok. sześć lat. Po pokonaniu tych barier jest szansa na szybki rozwój offshore'u – Morze Bałtyckie ma znakomite warunki do rozwoju energetyki wiatrowej, szczególnie w obszarze polskiej strefy ekonomicznej, bo jest akwenem o niskim zasoleniu, w miarę spokojnym i nie ma przypływów.

Światowy Dzień Wiatru został zainaugurowany w 2007 roku przez Europejskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (EWEA). W około 75 krajach na całym świecie 15 czerwca odbywają się happeningi, wystawy, konferencje i dni otwarte na farmach wiatrowych. Według wyliczeń EWEA do końca 2012r. moc zainstalowana w energetyce wiatrowej na świecie osiągnęła ok. 280 GW. W 2013 r. ma powstać kolejnych 50 GW. Liderem zarówno pod względem nowych instalowanych turbin, jak i skumulowanej mocy są Chiny.

Źródło: Newseria

Domowa produkcja energii z odpadów i biomasy
poniedziałek 2013-06-10

Gminy czy osoby prywatne w przyszłości mogłyby sprzedawać firmom energetycznym energię produkowaną z biomasy czy odpadów - uważa prof. Jan Kiciński.

Na projekt "Opracowanie zintegrowanych technologii wytwarzania paliw i energii z biomasy, odpadów rolniczych i innych" przeznaczono ponad 110 mln zł. Projekt realizuje konsorcjum, w którego skład wchodzi Instytut Maszyn Przepływowych PAN w Gdańsku i Energa S.A oraz kilkanaście zespołów badawczych z kilku uczelni wyższych i instytutów badawczych jako współwykonawcy. "Jest to największy projekt badawczy w Polsce" - komentuje kierownik projektu, prof. Jan Kiciński z IMP PAN. Zespół otrzymał w maju nagrodę Prezesa Rady Ministrów za osiągnięcia naukowo-techniczne.

"Chcemy zbudować nowoczesne instalacje kogeneracyjne, tzn. takie, które wytwarzają i ciepło, i prąd dla gmin. Dziś w gminach mamy stare kotłownie, które produkują tylko ciepło, a latem są zwykle wyłączane. A my chcemy, żeby w nich powstawały nowe instalacje - tzw. kogeneratory czy moduły ORC (Organic Rankine Cycle) - które pracują cały rok i oprócz ciepła wytwarzają prąd" - wyjaśnia w rozmowie z PAP prof. Kiciński.

Eksperymentalna instalacja powstaje już w miejscowości Żychlin (łódzkie). "Starą ciepłownię chcemy tam przekształcić w nowoczesny moduł kogeneracyjny. W okolicy jest przemysł drzewny. Aż się prosi, żeby wymyślić sposób wykorzystania tych zrębków i trocin" - komentuje kierownik projektu.

Wyjaśnia, że w specjalnym piecu spalane byłyby drewniane odpady a ciepło używane byłoby do podgrzewania tzw. czynnika niskowrzącego. Badacz wyjaśnia, że czynniki niskowrzące używane są np. w lodówkach czy w dezodorantach. Jest to ciecz, która wrze w temperaturze znacznie niższej niż woda. Gwałtownie parując substancja ta napędza łopatki mikroturbiny i wytwarza prąd. "A prąd jest znacznie droższy niż ciepło" - komentuje prof. Kiciński.

Wyjaśnia, że na całym świecie podobne technologie są dopiero opracowywane. Problemem jest m.in. czynnik niskowrzący, którego właściwości nie są optymalne - uszkadza turbiny i jest szkodliwy dla środowiska. Dla naukowców wyzwaniem jest także dostosowanie modułów do indywidualnych instalacji - do wytwarzania odpowiednio dużej mocy czy do spalania odpowiednich materiałów.

Prof. Kiciński wyjaśnia, że rozwiązanie, nad którym pracuje jego zespół, jest o wiele bardziej ekologiczne niż spalanie węgla. Odpady takie jak zrębki czy trociny były dotychczas spalane by uzyskać ciepło. Dzięki badaniom Polaków, z odpadów takich będzie można uzyskiwać ciepło i prąd.

Naukowiec wyjaśnia, że praca jego zespołu nakierowana jest na potrzeby gmin, które mogłyby się stać Autonomicznymi Regionami Energetycznymi (ARE). "Chodzi o to, by gminy były samowystarczalne energetycznie i mogły użytkować swoje odpady czy zasoby odnawialne (np. biomasę czy rośliny energetyczne). Nie musiałyby wtedy brać z sieci energii elektrycznej, która pochodzi ze spalania węgla" - zaznacza prof. Kiciński.

Rozwój Autonomicznych Regionów Energetycznych to element polityki energetycznej zmierzającej do produkcji energii elektrycznej w rozproszeniu, czyli w małych lokalnych instalacjach, a nie tylko w wielkich elektrowniach.

Zespół z IMP PAN, przy współpracy z zespołami z Politechniki Łódzkiej i Gdańskiej, opracowuje też małe moduły ORC na potrzeby gospodarstw indywidualnych. "Już przygotowujemy taką instalację. Za rok chcemy rozpocząć jej wdrażanie. To propozycja dla odbiorców indywidualnych. Ktoś, kto ma domek na wsi będzie mógł spalać, co chce - gaz, zrębki, biomasę, a oprócz ciepła dostanie prąd" - mówi naukowiec i zaznacza, że takie instalacje nie byłyby duże - spokojnie zmieściłyby się np. w piwnicy.

Takie podejście do energetyki nazywa się energetyką obywatelską czy prosumencką. "Obywatel staje się podmiotem procesu energetycznego - nie tylko pobiera energię, ale i staje się jej producentem" - zaznacza ekspert z IMP PAN i uważa, że takie podejście do energetyki "jest nieuniknionym trendem". Jak tłumaczy prof. Kiciński, energetyka prosumencka będzie miała sens, gdy rozwinięte będą tzw. smartgridy, czyli inteligentne sieci, które umożliwią sprzedaż energii elektrycznej przez lokalnych jej producentów. Prof. Kiciński zaznacza, że przygotowywana jest już ustawa, która zobowiąże operatorów do kupna tak wyprodukowanej energii. "Można sobie wyobrazić, że tysiące wytwórców energii będą mogły przekazać do sieci nadwyżki energii elektrycznej, ale w każdej chwili każdy będzie też mógł energię z sieci pobrać" - opisuje badacz.

Badania realizowane są w ramach strategicznego programu "Zaawansowane technologie pozyskiwania energii" prowadzonego przez Narodowe Centrum, Badań i Rozwoju.

Źródło: Ludwika Tomala (PAP)

Gaz łupkowy nie jest konkurencją dla energii jądrowej
środa 2013-06-05

Gazu z łupków w Europie nie ma tyle, by mógł zagrozić pozycji energii z atomu, system wsparcia dla źródeł odnawialnych należy przemyśleć od nowa, tylko atom daje przewidywalność cen – mówili przedstawiciele francuskich instytucji podczas spotkania w senackiej komisji gospodarki.

Podczas wtorkowej konferencji o doświadczeniach francuskiego sektora nuklearnego, zorganizowanej przez senacką komisję gospodarki narodowej przedstawiciele francuskiego parlamentu, rządu i innych instytucji zaprezentowali m.in. działanie swojego sektora nuklearnego i korzyści, jakie przynosi krajowi.

Odpowiadając na pytania senatorów Mario Pain z francuskiej Generalnej Dyrekcji ds. Energii i Klimatu (DGEC) podkreślał, że dziś cena energii elektrycznej z atomu we Francji kształtuje się na poziomie 37-42 euro za MW i jest znacznie niższa od cen energii z jakiegokolwiek niskowęglowego źródła, które zaczynają się od 80 euro. W dodatku atom daje, jako jedyny całkowitą przewidywalność ceny na dziesięciolecia w przód, w odróżnieniu np. od węgla, gdzie cena uprawnień do emisji CO2 jest niewiadomą – zauważył.

Pain mówił też, że aby sfinansować projekty jądrowe inwestor musi mieć absolutną pewność wsparcia ze strony państwa w długim okresie, choćby z powodu najpoważniejszego ryzyka – politycznego, czyli możliwości zmiany decyzji, co do energetyki jądrowej w danym państwie.

Gaz i atom się nie wykluczają

Senatorowie pytali m.in. o to, czy konkurencyjności energii jądrowej nie zagrozi gaz łupkowy, jak to się dzieje w USA. – Nie sądzimy jednak, że ilości gazu z łupków w Europie są wystarczająco duże, by zmienić rynek i wystarczająco obniżyć cenę energii, aby mogła konkurować z atomem. Być może w Europie mogłoby to się stać w Wielkiej Brytanii, gdzie cena energii jest bardzo wysoka – mówił przedstawiciel francuskiej DGEC.

Z kolei wiceprzewodniczący Parlamentarnego Biura ds. Oceny Opcji Naukowych i Technologicznych Jean-Yves Le Deaut wskazywał, że wydaje się, iż od gazu z łupków łatwiej eksploatować metan z pokładów węgla. Podkreślił jednak, że gaz i atom nie wykluczają się wzajemnie, bo produkcja energii z gazu w pierwszej kolejności będzie zastępować produkcję energii z węgla.

Źródła odnawialne

Senatorowie dociekali także, czy energetyka jądrowa może efektywnie współpracować z odnawialnymi źródłami energii (OZE) i jaki wobec tego powinna być optymalna relacja udziału tych źródeł. Le Deaut wskazywał, że Niemcy, które postanowiły odejść od atomu i postawiły na OZE stały się wielkim importerem francuskiego prądu.

Z kolei Pain podkreślał, że OZE we Francji jest stosunkowo niewiele i system energetyczny jest w stanie skompensować niestabilność ich produkcji. Jednak, jego zdaniem, w Niemczech rynek energii elektrycznej tak naprawdę nie działa, zdarza się bowiem, że ceny są negatywne – płaci się OZE, które mają pierwszeństwo w dostępie do sieci za to, żeby nie produkowały energii.

– Sądzimy, że system wsparcia dla OZE powinien zostać od nowa przemyślany. Jak chcemy, żeby rynek energii działał prawidłowo, to większa część energii na nim nie może być subwencjonowana. Trzeba odejść od systemu subwencjonowanych taryf na rzecz systemu wspierania inwestycji, która potem powinna już działać w warunkach rynkowych – mówił Pain.
Lider energii jądrowej

Francja jest światowym liderem w wykorzystaniu energii jądrowej. 58 reaktorów produkuje niemal 80 proc. energii elektrycznej, niecałe 10 proc. pochodzi z elektrowni konwencjonalnych, a ponad 11 ze źródeł odnawialnych, jak elektrownie wodne, wiatr i słońce.

Według specjalnego raportu francuskiego Trybunału Obrachunkowego z 2012 r., energetyka jądrowa we Francji nie ma ukrytych kosztów, całość inwestycji w sektor wyniosła 120 mld euro (w wartości z 2010 r.), cena energii z działających bloków w 2010 r. wynosiła 33 euro za MWh.

W ciągu 15 lat ma rosnąć do 40-45 euro z powodu dodatkowych inwestycji w budowę nowych bloków, bezpieczeństwo, przedłużanie czasu eksploatacji itp. Koszty likwidacji elektrowni i zarządzania odpadami są marginalne – ocenił też Trybunał. Koszt energii z budowanego we Flamanville reaktora najnowszego typu EPR oszacowano na ok. 75 euro za MWh, natomiast w przypadku budowy serii 10 EPR-ów energia z nich kosztowałaby w granicach 50-55 euro za MWh.

Źródło: TVP Parlament