Agencja Rozwoju Przemysłu oferuje Energopożyczkę – do 300
tysięcy zł – dla małych i średnich przedsiębiorstw. Może być ona
przeznaczona na cele związane z szeroko rozumianą poprawą efektywności
energetycznej. Koszt takiej pożyczki to 6 proc. w skali roku, a
maksymalny okres spłaty – 72 miesiące.
Przedstawiciele
ARP podkreślają, że Energopożyczka może stanowić znaczące ułatwienie
dla przedsiębiorców. Dziś finansoanie poprawy efektywności energetycznej
stanowi problem, ponieważ nie jest to opłacalne dla banków. Dodatkową
barierą są wysokie koszty przygotowania wniosku o finansowanie, związane
z koniecznością przeprowadzenia audytu energetycznego.
Eksperci podkreślają, że od efektywności energetycznej zależy w
znacznym stopniu rozwój przedsiębiorczości, tym bardziej małe i średnie
przedsiębiorstwa powinny dbać o koszty z tym związane. Znaczącemu
zredukowaniu strat energii i zmniejszeniu wydatków służą m.in.
innowacyjne urządzenia energooszczędne.
– Firmy korzystające z Energopożyczki mogą przeznaczyć środki na
wszystkie działania związane z poprawianiem efektywności energetycznej w
ramach prowadzonej działalności gospodarczej, więc katalog tutaj jest
dość szeroki – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Wojciech Dąbrowski,
prezes Agencji Rozwoju Przemysłu.
Energopożyczka jest realizowana na mocy umowy zawartej w czerwcu 2010
r. między Agencją Rozwoju Przemysłu a Polską Agencją Rozwoju
Przedsiębiorczości. Dążenie do zwiększenia efektywności energetycznej
przedsiębiorstw wynika z realizacji rządowej strategii polityki
energetycznej, opisanej w dokumencie "Polityka energetyczna Polski do
2030 r.". Zgodnie z wytycznymi tego dokumentu udział odnawialnych źródeł
energii w Polsce ma się zwiększyć do 15 proc. w 2020 r. i 20 proc. w
2030 r.
Prezes ARP podkreśla jednak, że trudno mówić o konkretnych kwotach,
jakie mogą zaoszczędzić firmy korzystające z energopożyczki.
– Trzeba podejść każdorazowo do projektu, ocenić zużycie energii
elektrycznej w ramach ogrzewania lub procesu produkcyjnego. To są tak
różne projekty, że nie można w jednoznaczny sposób ocenić skali
osiągniętego efektu – mówi Dąbrowski.
Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości oferuje pomoc w wypełnianiu wniosku o pożyczkę oraz pokrycie kosztów audytu.
– Cały czas jesteśmy otwarci, zbieramy wnioski. Formularz można pobrać
na stronie internetowej. Sam wniosek również można pobrać drogą
elektroniczną. Służymy również pomocą w opracowaniu wniosku – zapewnia
Wojciech Dąbrowski, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu.
Źródło: Newseria
Prezydent skierował do konsultacji społecznych projekt
zmierzający do ograniczenia możliwości stawiania wiatraków. O ich
lokalizacji będą decydowały samorządy wojewódzkie na podstawie audytów
krajobrazu, których łączny koszt ma wynieść około 6,4 mln zł w ciągu
trzech lat. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej obawia się, że
oddanie decyzji w sprawie zezwoleń na takie inwestycje w ręce marszałków
województw zablokuje w praktyce powstawanie nowych siłowni.
–
Istnieje konieczność prawnego uregulowania kwestii związanych z
korzystaniem przez nas wszystkich z krajobrazu. Wzorce europejskie są
dość dobrze pomyślane i można je wdrożyć do polskiego prawa. Niepokoją
natomiast rozwiązania szczegółowe, które są charakterystyczne akurat dla
projektu ustawy, która jest opracowywana w Polsce. W naszej ocenie dążą
do wyeliminowania energetyki wiatrowej z krajobrazu polskiego – mówi
Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki
Wiatrowej.
Kancelaria Prezydenta RP skierowała do konsultacji społecznych projekt
ustawy o ochronie krajobrazu („o zmianie niektórych ustaw w związku ze
wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu”), w którym chce zaostrzenia
zasad lokalizacji elektrowni wiatrowych. Autorzy projektu przyznają, że
siłownie, „zwłaszcza średniej i dużej mocy, będą stanowiły co do zasady
dominantę krajobrazową”. Nie sprecyzowano jednak, co należy rozumieć pod
pojęciem wiatraków o średniej i dużej mocy. W Polsce najbardziej
rentowne są te mające 2–3 MW.
Projekt ma być odpowiedzią na apele starostów suwalskiego, ełckiego,
gołdapskiego, oleckiego i sejneńskiego w sprawie podjęcia działań
zmierzających do uregulowania stanu prawnego dotyczącego lokalizacji
farm wiatrowych. Wyrażono w nim niepokój, że „liczne farmy wiatrowe
umiejscowione w północno-wschodniej Polsce, gdzie walory przyrodnicze i
krajobrazowe zaliczają się do jednych z najbardziej atrakcyjnych w
kraju, zdecydowanie już ograniczyły i ograniczać będą rozwój
działalności turystycznej i agroturystycznej”.
Jeśli projekt wejdzie w życie, o lokalizacji wiatraków będą decydowały
samorządy wojewódzkie na podstawie audytów krajobrazu. W ten sposób
wyznaczą obszary krajobrazu chronionego, gdzie nie będzie można stawiać
obiektów o charakterze dominant („obiektów o wiodącym oddziaływaniu
wizualnym w krajobrazie”).
– Proponowane rozwiązania odbierają gminom możliwość podejmowania
decyzji lokalizacyjnych, czyli odbierają władztwo planistyczne, które
jest podstawą porządku konstytucyjnego w Polsce, i przenoszą te decyzje
na poziom wojewódzki. To jest prawie niemożliwe, żeby z poziomu
województwa regulować kwestie krajobrazowe na poziomie każdej gminy,
każdej miejscowości – przestrzega Wojciech Cetnarski.
Zdaniem prezesa PSEW w Polsce istnieją podobne parki narodowe,
rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, obszary chronionego krajobrazu,
dlatego wprowadzanie dodatkowych stref nie ma uzasadnienia.
– Przestrzegamy przed nadregulacją, czyli wprowadzaniem nowych stref
ochrony krajobrazowej i przed przeniesieniem tych decyzji na poziom
wojewódzki, bo dla gmin to będzie olbrzymi problem. Do tej pory to one
decydowały o tym, jak ma wyglądać przestrzeń wokół nich. Oczywiście
można wprowadzić dodatkową formę nadzoru nad ich decyzjami i dołożyć do
tego komponent krajobrazowy. Ale powinien być to proces, który jest
inicjowany w gminach i podlega ewentualnie ocenie na poziomie
województwa, a nie zaczyna się w województwie i tam kończy – podkreśla
prezes PSEW-u.
Dodatkowo, koszty opracowania audytów krajobrazowych dla wszystkich
województw w skali kraju mają wynieść około 6,4 mln zł w ciągu trzech
lat. Wydatki samorządu województwa na wykonanie audytów krajobrazowych
zostaną pokryte z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej.
W uzasadnieniu do projektu ustawy jest napisane, że koszt ten został
wyliczony w oparciu o koszty wykonania opracowania „Energetyka wiatrowa w
kontekście ochrony krajobrazu przyrodniczego i kulturowego w
województwie kujawsko-pomorskim” przez Instytut Geografii i
Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Na Pomorzu i Kujawach samorządowcy
walczyli z marszałkiem województwa o możliwość stawiania elektrowni
wiatrowych, a inwestycje w ten rodzaj energetyki zostały wstrzymane.
Prezes PSEW-u zwraca uwagę, że jest punkt zawarty w projekcie ustawy, który warto wprowadzić w życie.
– W ocenach oddziaływania na środowisko powinno się jednoznacznie
określić, jak wprowadzać ocenę oddziaływania projektów wiatrowych na
krajobraz. Dzisiaj takich rozwiązań nie ma, a w naszej opinii powinny
być i dobrze, że inicjatywa prezydencka zmierza w tym kierunku – mówi
Agencji Informacyjnej Newseria Wojciech Cetnarski.
Źródło: Newseria
Finansowanie prac nad miejscowym planem zagospodarowania przez
prywatnego inwestora jest nielegalne - pisze resort środowiska w liście
przekazanym RIO.
Sprawa dotyczy budowy farm wiatrowych.
Zdaniem
posła Sławomira Zawiślaka, który skierował w tej sprawie interpelację
do ministra środowiska, w wielu gminach inwestorzy mają tak wielki zapał
do budowy farm wiatrowych, że finansują i realizują całość prac
przygotowawczych, polegających na sporządzeniu pełnej dokumentacji
niezbędnej do uchwalenia studium uwarunkowań i kierunków
zagospodarowania przestrzennego, jak i planu zagospodarowania
przestrzennego.
- To nie jest sytuacja zdrowa - uważa parlamentarzysta i dodaje, że
przy lokowaniu tego typu instalacji są pomijanie konsultacje społeczne. -
W praktyce wygląda to tak, że dana społeczność jest niemalże stawiana
przed faktem dokonanym - samorząd bez przeprowadzenia właściwych
konsultacji podejmuje sam decyzję za daną społeczność i nie liczy się z
argumentami osób sprzeciwiających się budowie - tłumaczy poseł.
Sprawą zajęło się ministerstwo środowiska. W piśmie przesłanym 17 maja
do Krajowej Rady RIO resort podtrzymał stanowisko przedstawione
wcześniej przez ministerstwo transportu. Zgodnie z nim „finansowanie
sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego przez
podmiot inny, niż wymieniony w przepisie art. 21 ustawy z dnia 27 marca
2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, stanowi działanie
nielegalne, pozbawione w obecnych przepisach sankcji".
Według ministerstwa transportu wszelkie próby finansowania planów
miejscowych lub wręcz przekazywania ich projektów w formie darowizny
„należy uznać za mechanizm korupcjogenny".
Ponadto resort transportu przypomniał, że inwestycja w postaci budowy
urządzenia produkcyjnego energii elektrycznej nie stanowi realizacji
celu publicznego w rozumieniu art. 6 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o
gospodarce nieruchomościami i jest od lat uregulowany w praktyce
orzeczniczej i nie budzi obecnie wątpliwości (przykładowo wyroki: wyrok
NSA z dnia 3 listopada 2010 r. w sprawie II OSK 1412/09, wyrok WSA w
Bydgoszczy z dnia 24 marca 2010 r. w sprawie II SA/Bd 33/10, wyrok WSA w
Krakowie z dnia 30 stycznia 2009 r. w sprawie II SA/Kr 735/08, wyrok
WSA w Kielcach z dnia 30 października 2008 r. w sprawie II SA/Ke
343/08).
Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że w 2011 r. moc
zainstalowana w energetyce wiatrowej w Polsce osiągnęła 1616 MW przy
ilości 526 instalacji. Do sieci elektroenergetycznej przyłączono prawie
2000 MW elektrowni wiatrowych.
Zgodnie z ˝Krajowym planem działania w zakresie energii ze źródeł
odnawialnych˝ moc farm wiatrowych w 2015 r. ma wynieść 3350 MW przy
produkcji 7541 GWh, a w 2020 r. 6650 MW, z czego 550 MW stanowić będą
małe instalacje wiatrowe.
Według oficjalnej informacji prezesa URE produkcja energii elektrycznej
ze źródeł wiatrowych w 2011 r. wyniosła ponad 3 TWh, co stanowi około
25% energii elektrycznej wytworzonej ze wszystkich źródeł OZE,
wynoszącej 11,78 TWh. W 2020 r. szacuje się, że produkcja energii
elektrycznej ze źródeł wiatrowych wyniesie około 15 TWh, co stanowić
będzie około 48% energii elektrycznej wytworzonej ze wszystkich źródeł
OZE.
Źródło: Serwis Samorządowy PAP
Dzięki nowym technologiom, pojawiającym się w energetyce
wiatrowej, stopniowo spadają koszty stawiania wiatraków lądowych, co
powinno wpłynąć na dalszy rozwój branży. Dodatkowo dobre warunki
wietrzne i geologiczne sprawiają, że w Polsce może powstać 6 tys. MW
takich elektrowni w ciągu następnych siedmiu lat. Perspektywy dla
morskiej energetyki wiatrowej są jeszcze lepsze, ale potrzeba co
najmniej pięciu lat zanim powstaną pierwsze takie farmy na Bałtyku.
–
Do funkcjonowania elektrowni wiatrowych wchodzi technologia
informatyczna. Pojawiają się pierwsze rozwiązania pozwalające
poszczególne turbiny łączyć sieciami informatycznymi i zarządzać ich
pracą tak, aby optymalizować produktywność całej farmy wiatrowej. Są do
tego odpowiednie oprogramowania komputerowe – informuje Wojciech
Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
Dodaje, że na przestrzeni ostatnich 10 lat nastąpił olbrzymi postęp
technologiczny. I trudno porównywać dzisiejsze wiatraki, z tymi, które
były produkowane 5-10 lat temu.
– Producenci turbin skupiają się nad ich efektywnością energetyczną,
czyli jak najskuteczniej energię wiatru zamienić w elektryczną i tutaj
postęp jest znaczący. Uzyskano to przede wszystkim dzięki nowym
materiałom, nowym projektom wirników, łopat oraz innych komponentów.
Turbiny wiatrowe są absolutnie w ścisłej czołówce nowoczesnych
technologii – zapewnia Wojciech Cetnarski.
Dzięki uzyskaniu efektu skali i rozwojowi technologicznemu możliwe jest uzyskanie znaczących oszczędności w kosztach produkcji.
– Do zarządów największych firm produkujących turbiny wiatrowe
dołączyli menadżerowie, którzy do tej pory pracowali w przemyśle
samochodowym. Tam proces optymalizacji kosztów produkcji zaczął się na
dobre już 20 lat temu. I dziś mamy już wyraźne tego rezultaty.
Spodziewamy się, że te doświadczenia, będą mogły być również
wykorzystane przy produkcji turbin wiatrowych, co doprowadzi do dalszego
spadku kosztów tych urządzeń – mówi Agencji Informacyjnej Newseria
Wojciech Cetnarski.
Zdaniem prezesa PSEW-u, Polska ma porównywalny do Niemiec potencjał do
instalacji elektrowni wiatrowych pod względem warunków naturalnych. A
Niemcy produkują najwięcej energii z wiatru spośród krajów Unii
Europejskiej. Według danych zebranych w „Energy Transition (The German
Energiewende)” przez Heinrich Böll Foundation, udział lądowej energetyki
wiatrowej w zasobach energetycznych Niemiec wynosi ok. ośmiu procent.
Do 2020 roku nasi zachodni sąsiedzi planują potrojenie udziału
elektrowni wiatrowych (lądowych i morskich) w bilansie energetycznym.
Szczyt rozwoju niemieckiej energetyki wiatrowej przypadł na 2002 rok,
gdy zainstalowano około 3,2 GW nowych źródeł energii. Od tamtej pory
rynek się ustabilizował. Corocznie uruchamia się nowe farmy wiatrowe
wytwarzające nieco poniżej 2 GW.
Polskie plany są mniej ambitne: według rządowych wyliczeń zawartych w
„Krajowym planie działania w zakresie energii ze źródeł odnawialnych"
przygotowanym przez resort gospodarki, w Polsce do 2020 r. ponad 6 tys.
MW mocy będzie wytwarzanych przez instalacje wiatrowe.
– Ten cel jest jak najbardziej do osiągnięcia, a możliwe jest również
znaczne jego przekroczenie, jeśli warunki rynkowe będą temu sprzyjać –
uważa Wojciech Cetnarski. – Infrastruktura sieciowa jest drugim po
wietrze wskaźnikiem umożliwiającym lub uniemożliwiającym budowę
wiatraków. Tam gdzie w Polsce wieje, niestety infrastruktura przesyłowa
jest najsłabsza. Stąd np. możliwość rozwoju energetyki wiatrowej jest
ograniczona nie przez wiatr, a przez infrastrukturę sieciową.
Zdaniem prezesa z geograficznego punktu widzenia łatwiej będzie rozwijać morską energetykę wiatrową (offshore).
– Jednak jest ona wciąż jeszcze technologią mniej dojrzałą niż ta
lądowa. W związku z tym jest droższa i ma jeszcze przed sobą pewien czas
niezbędny do tego, aby osiągnąć ten sam poziom efektywności czasowej,
jaką osiągnęła energetyka wiatrowa na lądzie – twierdzi Wojciech
Cetnarski
Barierą są nie tylko koszty technologii, ale także infrastruktury,
ponieważ przyłączenie farm wiatrowych na morzu jest droższe niż farm
wiatrowych na lądzie. Dlatego w ocenie prezesa PSEW pierwsze z nich
powstaną na Bałtyku za ok. sześć lat. Po pokonaniu tych barier jest
szansa na szybki rozwój offshore'u – Morze Bałtyckie ma znakomite
warunki do rozwoju energetyki wiatrowej, szczególnie w obszarze polskiej
strefy ekonomicznej, bo jest akwenem o niskim zasoleniu, w miarę
spokojnym i nie ma przypływów.
Światowy Dzień Wiatru został zainaugurowany w 2007 roku przez
Europejskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (EWEA). W około 75
krajach na całym świecie 15 czerwca odbywają się happeningi, wystawy,
konferencje i dni otwarte na farmach wiatrowych. Według wyliczeń EWEA do
końca 2012r. moc zainstalowana w energetyce wiatrowej na świecie
osiągnęła ok. 280 GW. W 2013 r. ma powstać kolejnych 50 GW. Liderem
zarówno pod względem nowych instalowanych turbin, jak i skumulowanej
mocy są Chiny.
Źródło: Newseria
Gminy czy osoby prywatne w przyszłości mogłyby sprzedawać firmom energetycznym energię produkowaną z biomasy czy odpadów - uważa prof. Jan Kiciński.
Na projekt "Opracowanie zintegrowanych technologii wytwarzania paliw i energii z biomasy, odpadów rolniczych i
innych" przeznaczono ponad 110 mln zł. Projekt realizuje konsorcjum, w
którego skład wchodzi Instytut Maszyn Przepływowych PAN w Gdańsku i
Energa S.A oraz kilkanaście zespołów badawczych z kilku uczelni wyższych
i instytutów badawczych jako współwykonawcy. "Jest to największy
projekt badawczy w Polsce" - komentuje kierownik projektu, prof. Jan
Kiciński z IMP PAN. Zespół otrzymał w maju nagrodę Prezesa Rady
Ministrów za osiągnięcia naukowo-techniczne.
"Chcemy zbudować nowoczesne instalacje kogeneracyjne, tzn. takie, które
wytwarzają i ciepło, i prąd dla gmin. Dziś w gminach mamy stare
kotłownie, które produkują tylko ciepło, a latem są zwykle wyłączane. A
my chcemy, żeby w nich powstawały nowe instalacje - tzw. kogeneratory
czy moduły ORC (Organic Rankine Cycle) - które pracują cały rok i oprócz
ciepła wytwarzają prąd" - wyjaśnia w rozmowie z PAP prof. Kiciński.
Eksperymentalna instalacja powstaje już w miejscowości Żychlin
(łódzkie). "Starą ciepłownię chcemy tam przekształcić w nowoczesny moduł
kogeneracyjny. W okolicy jest przemysł drzewny. Aż się prosi, żeby
wymyślić sposób wykorzystania tych zrębków i trocin" - komentuje
kierownik projektu.
Wyjaśnia, że w specjalnym piecu spalane byłyby drewniane odpady a
ciepło używane byłoby do podgrzewania tzw. czynnika niskowrzącego.
Badacz wyjaśnia, że czynniki niskowrzące używane są np. w lodówkach czy w
dezodorantach. Jest to ciecz, która wrze w temperaturze znacznie
niższej niż woda. Gwałtownie parując substancja ta napędza łopatki
mikroturbiny i wytwarza prąd. "A prąd jest znacznie droższy niż ciepło" -
komentuje prof. Kiciński.
Wyjaśnia, że na całym świecie podobne technologie są dopiero
opracowywane. Problemem jest m.in. czynnik niskowrzący, którego
właściwości nie są optymalne - uszkadza turbiny i jest szkodliwy dla
środowiska. Dla naukowców wyzwaniem jest także dostosowanie modułów do
indywidualnych instalacji - do wytwarzania odpowiednio dużej mocy czy do
spalania odpowiednich materiałów.
Prof. Kiciński wyjaśnia, że rozwiązanie, nad którym pracuje jego
zespół, jest o wiele bardziej ekologiczne niż spalanie węgla. Odpady
takie jak zrębki czy trociny były dotychczas spalane by uzyskać ciepło.
Dzięki badaniom Polaków, z odpadów takich będzie można uzyskiwać ciepło i
prąd.
Naukowiec wyjaśnia, że praca jego zespołu nakierowana jest na potrzeby
gmin, które mogłyby się stać Autonomicznymi Regionami Energetycznymi
(ARE). "Chodzi o to, by gminy były samowystarczalne energetycznie i
mogły użytkować swoje odpady czy zasoby odnawialne (np. biomasę czy
rośliny energetyczne). Nie musiałyby wtedy brać z sieci energii
elektrycznej, która pochodzi ze spalania węgla" - zaznacza prof.
Kiciński.
Rozwój Autonomicznych Regionów Energetycznych to element polityki
energetycznej zmierzającej do produkcji energii elektrycznej w
rozproszeniu, czyli w małych lokalnych instalacjach, a nie tylko w
wielkich elektrowniach.
Zespół z IMP PAN, przy współpracy z zespołami z Politechniki Łódzkiej i
Gdańskiej, opracowuje też małe moduły ORC na potrzeby gospodarstw
indywidualnych. "Już przygotowujemy taką instalację. Za rok chcemy
rozpocząć jej wdrażanie. To propozycja dla odbiorców indywidualnych.
Ktoś, kto ma domek na wsi będzie mógł spalać, co chce - gaz, zrębki,
biomasę, a oprócz ciepła dostanie prąd" - mówi naukowiec i zaznacza, że
takie instalacje nie byłyby duże - spokojnie zmieściłyby się np. w
piwnicy.
Takie podejście do energetyki nazywa się energetyką obywatelską czy
prosumencką. "Obywatel staje się podmiotem procesu energetycznego - nie
tylko pobiera energię, ale i staje się jej producentem" - zaznacza
ekspert z IMP PAN i uważa, że takie podejście do energetyki "jest
nieuniknionym trendem". Jak tłumaczy prof. Kiciński, energetyka
prosumencka będzie miała sens, gdy rozwinięte będą tzw. smartgridy,
czyli inteligentne sieci, które umożliwią sprzedaż energii elektrycznej
przez lokalnych jej producentów. Prof. Kiciński zaznacza, że
przygotowywana jest już ustawa, która zobowiąże operatorów do kupna tak
wyprodukowanej energii. "Można sobie wyobrazić, że tysiące wytwórców
energii będą mogły przekazać do sieci nadwyżki energii elektrycznej, ale
w każdej chwili każdy będzie też mógł energię z sieci pobrać" - opisuje
badacz.
Badania realizowane są w ramach strategicznego programu "Zaawansowane
technologie pozyskiwania energii" prowadzonego przez Narodowe Centrum,
Badań i Rozwoju.
Źródło: Ludwika Tomala (PAP)
Gazu z łupków w Europie nie ma tyle, by mógł zagrozić pozycji
energii z atomu, system wsparcia dla źródeł odnawialnych należy
przemyśleć od nowa, tylko atom daje przewidywalność cen – mówili
przedstawiciele francuskich instytucji podczas spotkania w senackiej
komisji gospodarki.
Podczas
wtorkowej konferencji o doświadczeniach francuskiego sektora
nuklearnego, zorganizowanej przez senacką komisję gospodarki narodowej
przedstawiciele francuskiego parlamentu, rządu i innych instytucji
zaprezentowali m.in. działanie swojego sektora nuklearnego i korzyści,
jakie przynosi krajowi.
Odpowiadając na pytania senatorów Mario Pain z francuskiej Generalnej
Dyrekcji ds. Energii i Klimatu (DGEC) podkreślał, że dziś cena energii
elektrycznej z atomu we Francji kształtuje się na poziomie 37-42 euro za
MW i jest znacznie niższa od cen energii z jakiegokolwiek
niskowęglowego źródła, które zaczynają się od 80 euro. W dodatku atom
daje, jako jedyny całkowitą przewidywalność ceny na dziesięciolecia w
przód, w odróżnieniu np. od węgla, gdzie cena uprawnień do emisji CO2
jest niewiadomą – zauważył.
Pain mówił też, że aby sfinansować projekty jądrowe inwestor musi mieć
absolutną pewność wsparcia ze strony państwa w długim okresie, choćby z
powodu najpoważniejszego ryzyka – politycznego, czyli możliwości zmiany
decyzji, co do energetyki jądrowej w danym państwie.
Gaz i atom się nie wykluczają
Senatorowie pytali m.in. o to, czy konkurencyjności energii jądrowej
nie zagrozi gaz łupkowy, jak to się dzieje w USA. – Nie sądzimy jednak,
że ilości gazu z łupków w Europie są wystarczająco duże, by zmienić
rynek i wystarczająco obniżyć cenę energii, aby mogła konkurować z
atomem. Być może w Europie mogłoby to się stać w Wielkiej Brytanii,
gdzie cena energii jest bardzo wysoka – mówił przedstawiciel francuskiej
DGEC.
Z kolei wiceprzewodniczący Parlamentarnego Biura ds. Oceny Opcji
Naukowych i Technologicznych Jean-Yves Le Deaut wskazywał, że wydaje
się, iż od gazu z łupków łatwiej eksploatować metan z pokładów węgla.
Podkreślił jednak, że gaz i atom nie wykluczają się wzajemnie, bo
produkcja energii z gazu w pierwszej kolejności będzie zastępować
produkcję energii z węgla.
Źródła odnawialne
Senatorowie dociekali także, czy energetyka jądrowa może efektywnie
współpracować z odnawialnymi źródłami energii (OZE) i jaki wobec tego
powinna być optymalna relacja udziału tych źródeł. Le Deaut wskazywał,
że Niemcy, które postanowiły odejść od atomu i postawiły na OZE stały
się wielkim importerem francuskiego prądu.
Z kolei Pain podkreślał, że OZE we Francji jest stosunkowo niewiele i
system energetyczny jest w stanie skompensować niestabilność ich
produkcji. Jednak, jego zdaniem, w Niemczech rynek energii elektrycznej
tak naprawdę nie działa, zdarza się bowiem, że ceny są negatywne – płaci
się OZE, które mają pierwszeństwo w dostępie do sieci za to, żeby nie
produkowały energii.
– Sądzimy, że system wsparcia dla OZE powinien zostać od nowa
przemyślany. Jak chcemy, żeby rynek energii działał prawidłowo, to
większa część energii na nim nie może być subwencjonowana. Trzeba odejść
od systemu subwencjonowanych taryf na rzecz systemu wspierania
inwestycji, która potem powinna już działać w warunkach rynkowych –
mówił Pain.
Lider energii jądrowej
Francja jest światowym liderem w wykorzystaniu energii jądrowej. 58
reaktorów produkuje niemal 80 proc. energii elektrycznej, niecałe 10
proc. pochodzi z elektrowni konwencjonalnych, a ponad 11 ze źródeł
odnawialnych, jak elektrownie wodne, wiatr i słońce.
Według specjalnego raportu francuskiego Trybunału Obrachunkowego z 2012
r., energetyka jądrowa we Francji nie ma ukrytych kosztów, całość
inwestycji w sektor wyniosła 120 mld euro (w wartości z 2010 r.), cena
energii z działających bloków w 2010 r. wynosiła 33 euro za MWh.
W ciągu 15 lat ma rosnąć do 40-45 euro z powodu dodatkowych inwestycji w
budowę nowych bloków, bezpieczeństwo, przedłużanie czasu eksploatacji
itp. Koszty likwidacji elektrowni i zarządzania odpadami są marginalne –
ocenił też Trybunał. Koszt energii z budowanego we Flamanville reaktora
najnowszego typu EPR oszacowano na ok. 75 euro za MWh, natomiast w
przypadku budowy serii 10 EPR-ów energia z nich kosztowałaby w granicach
50-55 euro za MWh.
Źródło: TVP Parlament







