Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28468357

Minister środowiska o konferencji klimatycznej
środa 2013-08-14

Podczas listopadowej konferencji klimatycznej COP19 w Warszawie Polska będzie podmiotem, a nie przedmiotem negocjacji dotyczących nowej międzynarodowej umowy ws. zmian klimatu - mówił podczas konferencji prasowej minister środowiska Marcin Korolec.

Korolec powiedział, że organizacja konferencji klimatycznej (dziewiętnastej w historii i drugiej w Polsce) to największe wydarzenie międzynarodowe w tym roku, jeżeli chodzi o liczbę uczestników. Zaznaczył, że Polska będzie sprawować funkcje prezydencji konferencji, co wzmocni jej pozycję na arenie międzynarodowej.

Minister poinformował, że do prezydencji nie należy tylko formalne prowadzenie obrad, ale przede wszystkim obowiązek wypracowywania kompromisu pomiędzy 194 stronami, a przede wszystkim największymi graczami.

Korolec wskazał, że formalnie konferencja zacznie się 11 listopada i potrwa do 22 listopada. Formalnie, bowiem w pierwszej części będą brać udział negocjatorzy i urzędnicy, a zasadnicza, polityczna część rozpocznie się 19 listopada. - W trakcie spotkania w Warszawie będziemy określać funkcje, fundamenty, najważniejsze elementy nowej umowy i będziemy się wspólnie zastanawiać, w jaki sposób nowa umowa musi dotyczyć wszystkich 194 państw konwencji - powiedział.

Dodał, że w tym roku mają się rozpocząć negocjacje nowego porozumienia w sprawie zmian klimatu. - Fakt, że początek tych negocjacji będzie miał miejsce w Polsce w mojej ocenie jest niezwykle ważny (...). Ze względu na nasze interesy nie ma ważniejszego procesu w systemie Narodów Zjednoczonych, w który powinniśmy się angażować (...). Albo będziemy podmiotem, albo przedmiotem tych negocjacji. Wydaje mi się, że nie mamy wyjścia - wyjaśnił.

Poinformował, że decyzja o konferencji w Warszawie i jej dacie zapadła jeszcze w 2008 r. podczas podobnej konferencji w Poznaniu. Zgodnie z danymi resortu, maksymalny koszt konferencji określono na 100 mln zł. Według Korolca około jedna dziesiąta tej kwoty zostanie przeznaczona na zapewnienie bezpieczeństwa, a 26,4 mln zł ma pokryć koszty wynajęcia Stadionu Narodowego.

Korolec powiedział, że spotkanie w Warszawie będzie pierwszym tego typu, w którym udział wezmą przedstawiciele przemysłu. - W drugim tygodniu (...) będziemy mieć dyskusję pomiędzy przedstawicielami organizacji pozarządowych z przedstawicielami przemysłu, zwłaszcza energochłonnego - wyjaśnił. - Mamy wstępne zapewnienia o udziale w tym spotkaniu liderów z pierwszych stron gazet - poinformował.

Wiceminister spraw wewnętrznych Marcin Jabłoński mówił o kwestiach bezpieczeństwa. Zapewnił, że MSW będzie w stanie zabezpieczyć zarówno konferencję, jak i obchody święta 11 listopada. W COP19 zaangażowane ma być prawdopodobnie kilka tysięcy policjantów i kilkuset funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Jabłoński poinformował, że w maju br. powołano specjalny zespół w Komendzie Głównej Policji, który koordynuje działania związane z przygotowaniem COP19.

- Musimy być przygotowani na różny przebieg wydarzeń, w związku z tym najistotniejsze plany zostały opracowane - powiedział. Dodał, że powołany będzie też specjalny sztab operacyjny w Legionowe. Za bezpieczeństwo na stadionie będą odpowiedzialne służby ONZ. Oznacza to, że stadion będzie strefą eksterytorialną.

W ocenie prezesa spółki Pl.2012+ Marcina Herry konferencja klimatyczna potwierdza nie tylko wielofunkcyjność stadionu, ale także jego zdolności organizacyjne. Herra powiedział, że rozmowy z resortem środowiska i przygotowania do nich trwały 210 godzin. Ich skutkiem jest umowa. - Ta umowa jest (...) z punktu widzenia rozliczenia neutralna dla Stadionu Narodowego. Natomiast cieszy nas to, że być może poprzez skuteczne negocjowanie warunków umów z poszczególnymi delegacjami osiągniemy też wynik dodatni na poziomie przychodów, które będą wykazane w wyniku tegorocznym - wyjaśnił prezes.

Konferencje klimatyczne ONZ (tzw. COPy - Conferences of the Parties) to doroczne globalne szczyty, podczas których negocjuje się zakres działań na rzecz polityki klimatycznej. Polska organizowała już wcześniej szczyt klimatyczny ONZ. W 2008 r. Poznań gościł ponad 10 tys. osób, w tym przedstawicieli organizacji pozarządowych i blisko 190 delegatów z państw członkowskich Narodów Zjednoczonych. Wybór Polski jako gospodarza tegorocznej konferencji klimatycznej ONZ został zatwierdzony podczas szczytu klimatycznego w Dausze w 2012 roku.

Źródło:tvpparlament.pl

Będą rosły ceny i zużycie ciepła
środa 2013-08-14

W najbliższych latach zużycie, a także koszt ciepła w Polsce mają wzrosnąć. Odpowiedzią na coraz większe zapotrzebowania mogą być spalarnie odpadów, dzięki którym możliwe jest zamienianie energii w nich zawartej w energię cieplną i elektryczną.

Polska ma rozbudowaną infrastrukturę, technologię oraz wystarczającą ilość surowca potrzebnego do takich inwestycji.

- UE korzysta z energii z odpadów praktycznie od początku XX wieku. My, jeśli chodzi o ich spalarnie, wypadamy blado dlatego, że nowe przepisy weszły w życie niedawno i postulat zamieniania energii zawartej w odpadach w energię cieplną czy elektryczną ma szanse się zmaterializować dopiero teraz - mówi Tomasz Uciński, prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Koszalinie.

To, co znajduje się w odpadach, a powstało z ropy naftowej, trudno składować i deponować na składowiskach, to musi być zmienienie w energię. Jest dużo nowoczesnych spalarni w krajach UE.

Tym bardziej, że wraz z przystąpieniem do UE Polska zobowiązała się do osiągnięcia określonych poziomów odzysku odpadów oraz ograniczenia ilości tych biodegradowalnych kierowanych na składowiska.

- Już niedługo za składowanie odpadów komunalnych w ziemi będziemy płacić wysokie kary. Bardziej będzie się opłacało stawiać instalacje termicznej obróbki, które z jednej strony zagospodarują te odpady komunalne, a z drugiej, pozwolą nieco zmniejszyć koszty poprzez sprzedaż energii cieplnej i elektrycznej - mówił niedawno Przemysław Hewelt, menedżer firmy doradczej Grant Thornton.

Co więcej, składowanie niektórych odpadów jest marnowaniem energii, która może być z nich wyprodukowana. Tym bardziej, że jak przekonuje prezes PGK Koszalin, Polska ma duże możliwości, by w ten sposób je wykorzystywać.

- Mamy 10 mln ton odpadów komunalnych, tyle podają roczniki. Z tego można wykorzystać na energię około 5 mln ton. To jest dużo paliwa, które potencjalnie można spożytkować zamiast składować na składowiskach - uważa Tomasz Uciński.

Dodatkowym atutem jest istniejąca już infrastruktura.

- Z poprzedniego systemu zostały nam sieci ciepłownicze, które są w małych miastach i w dużych aglomeracjach, takich jak Warszawa. To ułatwia sprzedaż ciepła do miejskiego systemu ciepłowniczego i obniża koszty przetwarzania odpadów na energię. Mamy także technologie, ponieważ są w Polsce producenci pieców do spalania odpadów - przekonuje Tomasz Uciński.
Choć ze względu na wiek i wysoką emisję zanieczyszczeń (emisję dwutlenku węgla, dwutlenku siarki, tlenków azotu i pyłów), większość źródeł ciepła i sieci w Polsce wymagają modernizacji lub zastąpienia nowymi jednostkami.

Jak podaje Urząd Regulacji Energetyki, majątek przedsiębiorstw ciepłowniczych jest w dużym stopniu zdekapitalizowany. W roku 2010 wskaźnik jego zużycia wynosił ok. 60 proc. Z kolei wysoki stopień dekapitalizacji infrastruktury sieciowej oznacza coraz większe straty przesyłowe.

- Pozostaje kwestia decyzji, rachunku ekonomicznego i zdecydowania się, gdzie inwestycje mają powstać. Jest jedna spalarnia w Warszawie, na 60 tys. ton, w trakcie realizacji jest pięć następnych, zbudowanych również przy pomocy środków unijnych. Jeżeli chodzi o zwrot nakładów, to wszystko zależy od lokalnych uwarunkowań. Liczy się, że w ciągu około 20 lat taka inwestycja powinna się zwrócić - mówi Tomasz Uciński.

Koszy inwestycji są uzależnione m.in. od tego, na jakim terenie budowana jest spalarnia.

- Jest to koszt w granicach od 50 do kilkuset milionów euro. Są spalarnie, które w UE są budowane za 55 mln euro, ale są takie, które są budowane za 150 mln euro. Wiele zależy także od technologii. Najważniejszą kwestią w tym procesie jest to, żeby odpady racjonalnie zamienić w energię, ale jest także kwestia oczyszczania spalin. Normy emisyjne są takie, żeby nie szkodzić środowisku naturalnemu i to jest cel podstawowy, który przyświeca tej technologii - tłumaczy prezes PGK w Koszalinie.

Za takimi inwestycjami przemawia fakt, że po 2007 r. zużycie ciepła sieciowego zaczęło rosnąć. Według prognozy Agencji Rynku Energii wzrośnie ono w latach 2010-2030 o 15 proc.

Źródło: newseria.pl

Nie zgadzają się na różne dopłaty do solarów
wtorek 2013-08-13

Producenci i dystrybutorzy słonecznych kolektorów próżniowych postulują do NFOŚiGW i ministra środowiska o uzależnienie wysokości dopłat do poszczególnych systemów solarnych, bazując na ich zdolności do realnego ograniczenia emisji CO2 do atmosfery.

Niepokoje producentów i dystrybutorów słonecznych kolektorów próżniowych wywołały wprowadzone przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zmiany zasad przyznawania dotacji w ramach programu dopłat do kolektorów słonecznych.

Ich zdaniem bowiem nowe przepisy faworyzując kolektory płaskie, zniszczą rynek urządzeń solarnych i ograniczą wybór konsumenta.

Rynek kolektorów słonecznych podzielony jest pomiędzy dwie technologie: kolektorów płaskich (70% rynku) i kolektorów próżniowych (30%). Obydwa systemy mają swoje wady i zalety. Zdaniem przedstawicieli branży kolektorów próżniowych, nie ma jednak absolutnie żadnego powodu, aby uznać wyższość kolektorów płaskich nad próżniowymi.

Tymczasem od 1 października 2013 roku dopłaty do tej technologii próżniowej będa dużo niższe niż do kolektorów płaskich. Co już spotkało się ze sprzeciwami i krytyką.

- Ustawowym obowiązkiem NFOŚiGW jest finansowanie ochrony środowiska poprzez wspomaganie wykorzystywanych lokalnych źródeł energii odnawialnej oraz wprowadzanie bardziej przyjaznych dla środowiska nośników energii. Obecne działania NFOŚiGW ograniczają, a nie wspomagają, proekologiczne inwestycje konsumentów poprzez faktyczne odebranie im prawa wyboru odpowiadającego ich indywidualnym potrzebom towaru - mówi Natalia Grzędzińska, radca prawny z warszawskiej Kancelarii Krassowski.

Producenci i dystrybutorzy słonecznych kolektorów obawiając się strat, wystosowali pisma do NFOŚiGW i ministra środowiska, w których postulują uzależnienie wysokości dopłat do poszczególnych systemów solarnych, bazując na ich zdolności do realnego ograniczenia emisji CO2 do atmosfery.

Skierowali również wniosek do UOKiK o zbadanie zgodności nowych przepisów z prawem i ustalenie, czy nie ograniczają one wolnej konkurencji. Ponadto opublikowane zostało oficjalne stanowisko producentów, dystrybutorów i instalatorów próżniowych kolektorów słonecznych w sprawie zmian zasad programu. Podpisali je przedstawiciele ponad 40 firm.

Źródło: portalsamorzadowy.pl

Atomowe przepychanki
piątek 2013-08-09

Budowa pierwszej elektrowni atomowej w Polsce wciąż budzi duże emocje, ale nie da się ukryć, że w tej sprawie nadal jest za mało konkretów, więcej zaś słownych przepychanek ze strony przeciwników i zwolenników atomówki.

Od wskazania przez Polską Grupę Energetyczną trzech lokalizacji budowy pierwszej elektrowni atomowej w Polsce minęło niemal dwa lata. Minister Hanna Trojanowska poinformowała, że projekt programu polskiej energetyki jądrowej przewiduje wybór miejsca, w którym powstanie pierwsza siłownia do końca II etapu jego realizacji, czyli 31 grudnia 2016 roku.

Tyle tylko, że tak naprawdę trudno jeszcze mówić o konkretach, za to wciąż żywe są słowne przepychanki ze strony zwolenników i przeciwników atomówki.

PGE cały czas bardzo mocno podkreśla, że działania, które prowadzi w zakresie informacji dotyczącej budowy elektrowni w Polsce nie mają kampanijnego ani marketingowego wydźwięku.

- Koncentrujemy się na działaniach edukacyjno-informacyjnych na terenie gmin wskazanych jako potencjalne lokalizacje. Współpraca z samorządami opiera się na informowaniu o istotnych dla projektu działaniach i zdarzeniach - podkreśla Joanna Zając z PGE EJ 1 sp z o.o.

Dodaje, że jednym z obszarów takiej bieżącej współpracy są badania lokalizacyjne i środowiskowe.

- PGE EJ1 uczestniczy w ważnych dla lokalnych społeczności wydarzeniach, takich jak np. dni gminy, podczas których mieszkańcy otrzymują informacje na temat energetyki jądrowej, biorą udział w spotkaniach z ekspertami i w konkursach na temat EJ na specjalnie przygotowanym stoisku - podsumowuje.

Dla nadmorskich gmin nie ma jednak wystarczająco dobrych argumentów, które mogłyby je przekonać do budowy elektrowni atomowej. Najgłośniej swój sprzeciw wyrażają Gąski, a do ich protestu przyłączają się pozostałe, między innymi Kołobrzeg.

- Tak naprawdę obawy w nadmorskich gminach w związku z planowaną budową elektrowni atomowej wciąż istnieją. Bez względu bowiem na to, w której miejscowości ona powstanie, nikt nie jest w stanie dać gwarancji mieszkańcom, którzy żyją z turystyki i rybołówstwa, że nie odstraszy to przyjezdnych gości i tym samym odbierze im możliwości zarobku - zaznacza Michał Kujaczyński, rzecznik prasowy prezydenta Kołobrzegu.
Całą sytuację krótko komentuje natomiast Henryk Bieńkowski, sekretarz gminy Mielno.

- Przytoczę jeden argument na nie dla elektrowni jądrowej w Gąskach. Mój kolega z Berlina powiedział, ze nie przyjedzie do mnie na weekend, jeżeli będę sąsiadem takiej elektrowni mówi Henryk Bieńkowski.

Jak podkreśla z kolei Tadeusz Pasusiak z komitetu obywatelskiego Nie dla Atomu w Lubiatowie, nikt nie może zapewnić mieszkańcom gminy, na terenie której działałaby elektrownia ani stuprocentowego bezpieczeństwa, ani nowych miejsc pracy i tym samym wymiernych korzyści finansowych.

- Nie ma czegoś takiego jak turystyka atomowa i nigdy nie będzie. Co więcej, żadna technologia nie zapewni ochrony przed radioaktywnymi odpadami, przede wszystkim zaś nie da stuprocentownej gwarancji bezpieczeństwa i tego, że w Polsce nie wydarzy się to co w Fukushimie - zaznacza Pasusiak. -

 - Zarówno PGE jak i rząd mówią o korzyściach finansowych dla regionów, w którym powstanie elektrownia, tylko w tym momencie pojawia się pytanie dlaczego niszczyć to, co już istnieje, a więc turystykę czy rybołówstwo, dobrze funkcjonuje i przynosi zyski, na rzecz tego, co nieznane i niesprawdzone - dodaje.

Źródło: portalsamorzadowy.pl
Powinniśmy się przyzwyczajać do upałów. W kolejnych latach będzie jeszcze cieplej
czwartek 2013-08-08

Trwające upały nie zaskakują klimatologów.Podkreślają oni, że notowane w ostatnich dniach temperatury są uciążliwe, ale nie rekordowo wysokie, bo wyższe były notowane jeszcze w pierwszej połowie ubiegłego wieku. 

W ostatnich latach obserwujemy jednak nagromadzenie bardzo ciepłych okresów letnich - wysokie temperatury utrzymują się kilka lub kilkanaście dni. Do tego jednak musimy zacząć się przyzwyczajać.

- Takie lata już bywały w naszej historii, więc to nie jest nic nienormalnego - mówi prof. dr hab. Krzysztof Błażejczyk, klimatolog z Zakładu Geoekologii i Klimatologii, Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk. - Ostatnie 10-15 lat to nagromadzenie bardzo ciepłych okresów letnich, kiedy są długie fale upałów i jednocześnie dosyć wysokie temperatury, chociaż nie te najbardziej rekordowe. Dla klimatologa nie jest to zaskoczenia, aczkolwiek jest to uciążliwe.

Jak podkreśla, rekordy letnich temperatur pochodzą jeszcze z pierwszej połowy ubiegłego wieku, więc o znaczącym ociepleniu nie możemy mówić. Najwyższą odnotowano 29 lipca 1921 roku w Prószkowie na Opolszczyźnie. Słupki rtęci wskazały wówczas 40,2°C.

Zdaniem prof. Błażejczyka, w Polsce z perspektywy wielu lat daje się wyróżnić dwie "oazy gorąca". Pierwsza to Kotlina Sandomierska i przedgórze Karpat - Tarnów, Sandomierz, Tarnobrzeg. Natomiast druga to Dolny Śląsk i okolice Opola, czyli tzw. Brama Morawska. Nie ma jednak reguły. W poprzednich latach zdarzało się, że biegunem ciepła była Suwalszczyzna, lub - tak jak teraz zachodnio-północna część Polski.

Zmiany temperatur dotyczą nie tylko okresów letnich. Również zimy stają się coraz cieplejsze.

- Zimą to jest nawet bardziej widoczne. Temperatura zimy jest średnio około 2 stopni wyższa niż była jeszcze 50 czy 70 lat temu. W okresach letnich temperatury są o niecały stopień wyższe - wyjaśnia klimatolog. - Najbardziej uciążliwe w tej chwili jest to, że są takie długie fale upałów, które trwają tydzień, czasami więcej i temperatura się utrzymuje na tym wysokim poziomie, nie dając wychłodzenia organizmu i powietrza, także i nocą.

Zmiany przypisuje się efektowi cieplarnianemu. Jednak - jak wyjaśnia prof. Krzysztof Błażejczyk - jest to proces bardzo naturalny i bez efektu cieplarnianego nie byłoby dzisiaj życia na Ziemi. Temperatury wahałaby się w granicach -18 stopni, co uniemożliwiałoby naturalny wzrost roślin (dzięki naturalnemu efektowi cieplarnianemu jest to ok. +15 stopni). Człowiek poprzez swoją działalność tylko ten efekt przyspiesza, jednak w skali globalnej przyrost z tego powodu jest niewielki, sięga 1-2 stopni (z dodatkowych 32 stopni, które są zasługą efektu cieplarnianego).

- Efekt cieplarniany powoduje rozchwianie pewnych procesów w atmosferze, powodując czasami długotrwałe, intensywne i głęboko wkraczające w kontynent Europy i nie tylko, fale gorąca, a także fale ciepła zimą, intensywne opady, itd. - tłumaczy klimatolog z PAN.

W związku z tym na całym świecie można obserwować ekstremalne zjawiska pogodowe, m.in. w południowo-wschodniej i wschodniej Azji.

- Także basem Morza Karaibskiego i Ameryka Południowa, część Ameryki Północnej - tam takie zjawiska jak huragany, tornada czy tajfuny są jeszcze bardziej intensywne, występują z większym nasileniem - mówi prof. Błażejczyk.

Źródło: newseria.pl

Najpierw ustawa, potem stawianie wiatraków
środa 2013-08-07

Ponad 90 proc. terenów woj. warmińsko-mazurskiego powinno zostać wyłączonych z planów budowy wiatraków, informuje "Nasz Dziennik", powołując się na raport sporządzony na wniosek samorządowców przez specjalistyczną firmę z Kielc.

Powód, to niezwykłej wartości walory przyrodnicze i turystyczne tych terenów. Na 90 proc. obszaru wogóle nie powinno się budować elektrowni wiatrowych, a na 9 proc. terenów można je lokować tylko z bardzo poważnymi ograniczeniami. Stawiać wiatraki bez szkód dla ludzi i przyrody można jedynie na 0,5 proc. terenu województwa.

 Podobną opinię dotyczącą terenów woj. podlaskiego wydała niedawno Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Białymstoku. W jej ocenie wiatraki powinny znajdować się przynajmniej dwa kilometry od domów mieszkalnych.

Warmińsko-mazurski urząd marszałkowski wystosował do wszystkich marszałków województw w Polsce stanowisko w sprawie moratorium na budowę elektrowni wiatrowych. Ci wspólnie skierowali je do rządu i prezydenta. Samorząd Warmii i Mazur chce, aby do czasu uchwalenia przez parlament ustawy, która szczegółowo regulowałaby kwestie lokowania wiatraków, wstrzymano takie inwestycje.

Źródło: PAP