Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28467992

Bałtyk emituje więcej CO2, niż może pochłonąć
środa 2013-08-21

Bałtyk zaskoczył naukowców. Wbrew obiegowym opiniom, każdego roku emituje on około 75 mln ton CO2 do atmosfery, a pochłania 60 mln ton. Jeśli podobnie zachowują się inne morza przybrzeżne, będzie trzeba zmodyfikować warunki brzegowe modeli klimatycznych.

„Wśród oceanografów panuje uzasadnione i ugruntowane przekonanie, że oceany i morza pochłaniają około 1/3 emitowanego przez ludzi dwutlenku węgla (CO2). Aż 20 proc. udziału w tej absorbcji mają morza szelfowe, czyli takie, których głębokość nie przekracza 200 metrów" - powiedział PAP dyrektor Instytutu Oceanologii PAN prof. Janusz Pempkowiak.

Według dotychczasowej wiedzy właśnie w takich morzach jak Bałtyk absorbcja CO2 powinna być szczególnie intensywna. Prof. Pempkowiak, wraz z dr Karolem Kulińskim, postanowił zweryfikować tę obiegową opinię i zbadać, jak dużo dwutlenku węgla Bałtyk w rzeczywistości pochłania z atmosfery.

„Doszliśmy do wniosku, że opłaca się ustalić, jaką rolę pełni Morze Bałtyckie w procesie absorbcji CO2. Jesteśmy przekonani, że takie oszacowanie jest istotne dla prognozowania przyszłych zmian klimatycznych” – wyjaśnił prof. Pempkowiak.

Naukowcy określili np. ile substancji chemicznych zawierających węgiel Bałtyk wymienia z Morzem Północnym oraz jak duży jest strumień związków węgla z rzek do Bałtyku. Wzięli pod uwagę jeszcze 10 innych komponentów obiegu węgla w Morzu Bałtyckim. Okazało się, że Bałtyk w rocznym rozrachunku emituje do atmosfery więcej CO2, niż absorbuje.

„Okazało się, że Bałtyk absorbuje ok. 60 mln ton CO2, głównie w rejonach pełnomorskich. Emituje zaś blisko 75 mln ton w ujściach rzek i w rejonach pełnomorskich” - tłumaczy rozmówca PAP. W rezultacie każdego roku do atmosfery Morze Bałtyckie emituje 15 mln ton CO2.

Dlaczego Bałtyk sam emituje dwutlenek węgla? Prof. Pempkowiak wyjaśnia, że z wodami rzek do Bałtyku dostaje się mnóstwo związków organicznych, które są wymywane z gleby lub trafiają do wody ze ściekami. W wodzie morskiej ulegają one mineralizacji, czego efektem jest wytrącanie się CO2. To właśnie ten nadmiar jest emitowany do atmosfery.

Najwięcej dwutlenku węgla Bałtyk emituje jesienią i zimą. Sytuacja odwraca się między kwietniem a październikiem, kiedy żyjące w nim mikroskopijne roślinki, określane jako fitoplankton, intensywnie poszukują dwutlenku węgla, aby móc się dynamicznie rozwijać.

„Do mórz szelfowych trafiają substancje odżywcze: azotany, fosforany. One umożliwiają wzrost fitoplanktonu czyli tzw. produkcji pierwotnej. Chcąc zwiększyć swoją masę, te maleńkie rośliny pochłaniają dwutlenek węgla. Kiedy zabraknie go już w wodzie morskiej, to jest absorbowany z atmosfery” – powiedział prof. Pempkowiak.

Nie wszystkie morza absorbują i emitują porównywalne ilości CO2. Do Morza Śródziemnego wpływają zaledwie dwie duże rzeki i niewiele zanieczyszczeń. Dlatego akurat ono absorbuje więcej CO2, niż emituje.

Zdaniem prof. Pempkowiaka również inne morza, o których sądzi się, że absorbują dużo CO2, powinno się ponownie zbadać pod tym względem. "Sporo pomiarów wykonano na Morzu Żółtym, Morzu Chińskim, Morzu Czarnym i Północnym. Jednak miejsca, w ujściach rzek, w których zachodzą procesy związane z emisją i pochłanianiem CO2, są bardzo rzadko badane przez naukowców" - mówi uczony.

Dyrektor Instytutu Oceanologii PAN przypomina, że dwutlenek węgla w ostatnich latach przyciąga szczególną uwagę, dlatego że jest jednym z gazów cieplarnianych. "Ocieplenie klimatu mniej więcej w 70 proc. wynika ze zwiększenia stężenia dwutlenku węgla w atmosferze" - wyjaśnia.

Jeżeli okaże się, że morza absorbują znacznie mniej dwutlenku węgla, niż sądzono, to będzie trzeba również zmniejszyć szacunki dotyczące ładunku CO2 absorbowanego przez oceany. "To spowoduje, że przewidywania dotyczące stężenia CO2 w atmosferze za 10 czy 20 lat mogą ulec przewartościowaniu" - zauważa rozmówca PAP.

Ma to ogromne znaczenie bo - jak tłumaczy prof. Pempkowiak - stężenie CO2 w atmosferze jest bardzo istotnym czynnikiem, branym pod uwagę podczas przygotowywania modeli klimatycznych. Te z kolei pozwalają prognozować, jakie będą temperatury w różnych miejscach globu w nadchodzących latach. Zdaniem uczonego, takie przewartościowanie poglądów w świecie naukowym jest nieuchronne, ale zanim nastąpi, musi upłynąć jeszcze kilka lat.

Badania prowadzono w ramach projektu BALTEX sponsorowanego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, oraz w ramach programu „Baltic-C”, w którym uczestniczyły różne państwa Unii Europejskiej m.in. Szwecja, Finlandia i Niemcy. Badania trwały około siedmiu lat i zakończyły się w 2011 roku.

Źródło:PAP - Nauka w Polsce

Czy stać nas na brnięcie w energetykę węglową?
wtorek 2013-08-20
Nie możemy inwestować miliardów złotych w kopalnie, bo wkrótce będziemy musieli importować węgiel - podkreślają eksperci rynku energetycznego.

Jego wydobycie w Polsce jest coraz bardziej nieefektywne i nieopłacalne. Dotowanie i budowanie nowych kopalń jest więc sprzeczne z ideą bezpieczeństwa energetycznego i uniezależniania się od dostaw surowców z innych krajów.

- Polskie górnictwo jest nieefektywne. 70 proc. kosztów wydobycia stanowią płace. Sektor górniczy wytwarza zaledwie 3 proc. polskiego PKB brutto, a na tonę wydobywanego węgla aż sześć ton jest marnowanych - wylicza dr Michał Wilczyński, ekspert ds. paliw i energii, były Główny Geolog Kraju.

W raporcie "Zmierzch węgla kamiennego w Polsce" opublikowanym przez Instytut na rzecz Ekorozwoju, ekspert dowodzi, że reformy sektora górnictwa węgla kamiennego od 1990 roku sprowadzały się do ogromnych dotacji publicznych, przy spadającym wydobyciu i rosnących kosztach. Przytacza raport Najwyższej Izby Kontroli z roku 2011, który wskazuje, że "wydobycie węgla kamiennego w Polsce nosi cechy gospodarki rabunkowej".

Podkreśla, że wydobycie tego surowca w Polsce będzie trwało do 2050 roku, ale będzie ono tylko na poziomie 28 mln ton rocznie. Przypomina, że w roku 1990 w kraju było 70 kopalń i wydobywano 120 mln ton węgla, a dzisiaj jest ich 30 i wydobywamy prawie o połowę mniej - 70 mln ton.

- Ten spadek jest stały i konsekwentny. Dlatego mówię o zmierzchu węgla kamiennego, bo nie możemy inwestować miliardów w elektrownie węglowe mając świadomość, że paliwo do nich będziemy importować. Polski węgiel nie jest w stanie kosztowo konkurować np. z australijskim czy południowoafrykańskim. Tam wydobywa się węgiel na powierzchni, czyli odkrywkowo - tłumaczy dr Michał Wilczyński.

W opinii m.in. Greenpeace metoda odkrywkowa dewastuje środowisko, przyczynia się do degradacji pól uprawnych, łąk, lasów oraz obszarów chronionych, powoduje opadanie wód gruntowych i zwykle prowadzi do wywłaszczenia ludzi i konieczności ich przesiedlania.

- Chcąc sięgnąć w Polsce do zasobów głębokich, musimy mieć świadomość wysokich kosztów, ponieważ wzrasta gwałtownie temperatura. Warunki pracy są nieludzkie - 40 stopni na głębokości tysiąca metrów, zawartość metanu podnosi ryzyko wybuchu. Koszty byłyby ogromne i specjaliści wiedzą, że nie sięgniemy po te zasoby głębokie - podkreśla były Główny Geolog Kraju.

Elektrownie węglowe to projekty obliczone na minimum 40 lat pracy. A ponieważ zasoby polskiego węgla kurczą się, i trzeba liczyć się z koniecznością zwiększania importu tego surowca, inwestowanie w kopalnie to "błędne decyzje, które będą nieodwracalne".
- Nasze zasoby przemysłowe kurczą się od dwudziestu paru lat w gwałtownym tempie. Proces odchodzenia od węgla, dla przykładu u naszych sąsiadów w Niemczech, trwa już 40 lat - mówi dr Michał Wilczyński.

Dlatego - jego zdaniem - konieczna jest wizja tego, jaki powinien być polski miks energetyczny. Jej wyrazem miała być opublikowana przez Komisję Europejską mapa drogowa przejścia do konkurencyjnej gospodarki niskoemisyjnej we Wspólnocie do 2050 r. Polska jako jedyny kraj UE zawetował jej przyjęcie. Resort środowiska tłumaczył, że zabrakło "analizy skutków głębokich redukcji emisji gazów cieplarnianych dla poszczególnych państw członkowskich, a wizja niemal całkowitej eliminacji emisji z sektora elektroenergetycznego jest mało realistyczna".

- Ta polityka dotyczy nie tylko kwestii ochrony zdrowia obywateli, bo polepszy się w ten sposób stan jakości powietrza, ale również jest to myślenie o wykorzystywaniu lokalnych zasobów, by zwiększyć naszą niezależność, a więc i bezpieczeństwo energetyczne - mówi Agencji Informacji Newseria dr Michał Wilczyński.

Rośnie konkurencja o dostęp do surowców takich jak ropa naftowa, węgiel kamienny ze strony Chin, Indii i innych krajów rozwijających się. Rozwijanie odnawialnych źródeł energii wydaje się więc racjonalnym rozwiązaniem.

- Jeżeli w Niemczech w tzw. zielonej energetyce cztery miliony prywatnych obywateli sprzedają energię elektryczną z mikroinstalacji, jeżeli powstało tam 380 tys. miejsc pracy i mają wielokrotnie czystsze powietrze od nas, to pytanie jest, czy nas stać na brnięcie w energetykę węglową? - podsumowuje dr Michał Wilczyński.

Źródło:cire.pl

Wystartowała nowa strona o łupkach
wtorek 2013-08-20

W ramach kampanii "Porozmawiajmy o łupkach" wystartowała nowa strona internetowa Ministerstwa Środowiska poświęcona gazowi łupkowemu.

Strona powstała w ramach kampanii "Porozmawiajmy o łupkach", realizowanej przez Ministerstwo Środowiska i współfinansowanej ze środków Unii Europejskiej oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Znajdują się na niej informacje o najważniejszych elementach kampanii, w tym przede wszystkim o planowanych na październik 2013 r. wysłuchaniach publicznych.

Pod adresem lupki.mos.gov.pl można znaleźć także informacje na temat: stanu prac poszukiwawczych w Polsce, obowiązujących i planowanych przepisów prawnych, środowiskowych aspektów prowadzonych prac.

Strona kampanii umożliwia również zadanie dowolnego pytania n temat gazu łupkowego. Odpowiedzi na wszystkie pytania będą udzielać eksperci z dziedziny geologii i ochrony środowiska.

Treści na stronie będą stale aktualizowane i rozwijane. Już wkrótce pojawi się na niej przystępne kompendium wiedzy na temat gazu łupkowego.

- Nasza strona została przygotowana z myślą o osobach najbardziej zainteresowanych poszukiwaniami gazu łupkowego w Polsce, mieszkańcach terenów objętych koncesjami, urzędnikach samorządowych, dziennikarzach. Mam nadzieję, że będą z niej chętnie korzystać - mówi Piotr Woźniak, główny geolog kraju i wiceminister środowiska.

Kampania "Porozmawiajmy o łupkach" obejmuje dwa regiony: Polskę północną (woj. pomorskie, kujawsko-pomorskie i warmińsko-mazurskie) i Lubelszczyznę (woj. lubelskie).

Adresatami kampanii są w pierwszej kolejności mieszkańcy obu regionów, ale większość działań jest skierowana do wszystkich stron zaangażowanych w proces poszukiwań niekonwencjonalnych złóż gazu, w tym do przedstawicieli administracji samorządowej, organów ochrony środowiska, organizacji pozarządowych, firm poszukiwawczych, naukowców itp.

Najważniejszym punktem kampanii będą dwa wysłuchania publiczne, których celem będzie umożliwienie wymiany poglądów na temat gazu łupkowego.

Dzięki temu działaniu mieszkańcy terenów objętych poszukiwaniami oraz inne zaproszone osoby będą mieli okazję przedstawić swoją opinię dotyczącą trwających w regionie prac oraz innych zagadnień związanych z niekonwencjonalnymi złożami gazu.

Przedstawiciele Ministerstwa Środowiska wysłuchają wszystkich wystąpień i na ich podstawie opracują dokument, który wskaże najważniejsze potrzeby, oczekiwania, nadzieje i obawy zaangażowanych stron oraz niezbędne działania na przyszłość.

Źródło: portalsamorzadowy.pl

„Zjadamy” naszą planetę w zastraszająco szybkim tempie.
wtorek 2013-08-20

Od 20 sierpnia żyjemy na ekologiczny kredyt. Jeśli nie ograniczymy naszej konsumpcji oraz nie zmienimy naszych codziennych nawyków, Ziemia nie będzie w stanie nas utrzymać. – alarmuje międzynarodowa organizacja ekologiczna WWF.

„20 sierpnia, przypada dzień, w którym przekroczymy poziom zużycia zasobów Ziemi, na których odtworzenie nasza planeta potrzebuje 12 miesięcy.” – czytamy w informacji prasowej WWF.

Organizacja ekologiczna mierzy regularnie tzw. ślad ekologiczny ludzkości, który określa wpływ człowieka na środowisko naturalne. Ślad ten określa, ile lądu i wody ludzie potrzebują, by zaspokoić swoje potrzeby oraz ile potrzebuje natura, żeby zaabsorbować wyprodukowany przez nas CO2. Wielkość śladu ekologicznego zależy m.in. od wzrostu liczby ludności, poziomu konsumpcji na osobę i sposobu wykorzystania zasobów naturalnych.

– Na nasz ślad ekologiczny składają się emisje CO2, wynikające z działalności ludzi, wielkość pól przeznaczonych pod uprawy i hodowlę zwierząt, ilość drewna pozyskiwanego z lasów oraz poławianych ryb i owoców morza, a także budowa infrastruktury – mówi Paweł Średziński z WWF Polska. – WWF regularnie mierzy zapotrzebowanie ludzkości na zasoby naturalne Ziemi i co 2 lata publikuje „Living Planet Report”. Z ubiegłorocznego raportu wynika, że konsumujemy o 50 proc. więcej zasobów, niż Ziemia jest w stanie nam zapewnić. Jeżeli ten trend zostanie utrzymany, w 2030 roku będziemy potrzebować więcej niż dwóch planet, aby ludzkość mogła przetrwać. W tym roku zużyliśmy zasoby Ziemi w dniu 20 sierpnia. – dodaje Średziński.

Organizacja ekologiczna alarmuje, że rosnąca konsumpcja nie idzie w parze z zasobnością środowiska naszej Planety. W 1961 roku, gdy powstała międzynarodowa organizacja WWF, ludzkość wykorzystywała jedynie 2/3 zasobów naturalnych Ziemi, nasz ślad ekologiczny był znacznie niższy, a konsumpcja bardziej zrównoważona.

Obecnie przeciętny mieszkaniec naszej planety potrzebuje 2,7 ha powierzchni Ziemi, aby zaspokoić swoje zapotrzebowanie na zasoby naturalne. Polacy potrzebują aż 4 ha! – tłumaczy Średziński. Coraz większy ślad ekologiczny pozostawiają kraje o rosnącym zaludnieniu, takiej jak Chiny, Indie, Brazylia i Indonezja. Według ekologów wpływ ma na to kondycja finansowa danego państwa – im bogatszy kraj tym większy ślad ekologiczny. Wynika to z siły nabywczej i poziomu konsumpcji, znacznie wyższego niż w ubogich krajach.

Pozostaje pytanie: skąd czerpiemy te zasoby? Z biedniejszych krajów. Mieszkańcy bogatych krajów żyją na koszt ubogich państw, przy jednoczesnym braku skutecznych mechanizmów ochrony środowiska w tych krajach.


Źródło:Ekologia.pl

Dla ochrony powietrza
poniedziałek 2013-08-19

Rada Ministrów przyjęła założenia do projektu ustawy o substancjach zubożających warstwę ozonową oraz o niektórych fluorowanych gazach cieplarnianych, przedłożone przez Ministra Środowiska.

Proponowane rozwiązania mają przyczynić się do ograniczenia emisji do atmosfery niektórych fluorowanych gazów cieplarnianych i substancji zubożających warstwę ozonową pochodzących przede wszystkim z urządzeń chłodniczych, klimatyzacyjnych i ochrony przeciwpożarowej.

Fluorowane gazy cieplarniane (substancje HFC, PFC i SF6) są stosowane jako czynniki chłodnicze, środki spieniające i gaśnicze, gazy pędne w aerozolach oraz rozpuszczalniki. Ich emisja do atmosfery wpływa na ocieplanie się klimatu. Z kolei gazy niszczące warstwę ozonową to freony i halony (tzw. substancje zubożające warstwę ozonową). Ich stosowanie np. w lodówkach jest jednak obecnie już coraz rzadsze.

Projekt nowej ustawy ma ograniczyć emisję szkodliwych gazów do atmosfery. Zgodnie z przyjętymi założeniami będzie się to odbywać przede wszystkim przez:

1) kontrolę szczelności urządzeń i systemów ochrony przeciwpożarowej zawierających te substancje i gazy;

2) odzysk substancji zubożających warstwę ozonową oraz fluorowanych gazów cieplarnianych z urządzeń, systemów ochrony przeciwpożarowej oraz gaśnic i systemów klimatyzacji w niektórych pojazdach silnikowych;

3) zakazy wprowadzania do obrotu substancji, produktów i urządzeń zawierających substancje zubożające warstwę ozonową lub od nich uzależnionych, z pewnymi wyjątkami.

W założeniach określono także, że podmioty wprowadzające do Polski produkty, urządzenia, systemy ochrony przeciwpożarowej oraz gaśnice (zawierające fluorowane gazy cieplarniane), a także pojemniki zawierające te gazy – będą musiały umieszczać na nich etykiety w języku polskim.

Przewidziano także utworzenie Centralnego Rejestru Operatorów Urządzeń i Systemów Ochrony Przeciwpożarowej. Będzie on zawierał m.in. informacje o podmiotach stosujących urządzenia ochrony przeciwpożarowej, a także o rodzaju ilości substancji zubażającej warstwę ozonową lub fluorowanego gazu cieplarnianego, zawartych w stosowanych przez nich urządzeniach.

Osoby serwisujące urządzenia zawierające fluorowane gazy cieplarniane lub substancje zubożające warstwę ozonową, będą musiały posiadać odpowiedni certyfikat wydawany bezterminowo. Projekt założeń do ustawy przewiduje także certyfikat dla przedsiębiorstw.

W projekcie ustawy zostaną uregulowane kwestie sprawozdawczości w odniesieniu do substancji zubożających warstwę ozonową oraz fluorowanych gazów cieplarnianych. Na podmioty przywożące tego typu substancje do Polski oraz je wywożące zostanie nałożony obowiązek przekazywania rocznych sprawozdań do wyspecjalizowanej jednostki. Obowiązek ten dotyczyć będzie także podmiotów stosujących substancje i gazy przy produkcji, instalacji, serwisowaniu lub konserwacji gaśnic oraz systemów klimatyzacji w niektórych pojazdach, a także prowadzących ich odzysk, recykling, regenerację lub niszczenie.

Za kontrolę przestrzegania ustawy będą odpowiadać Inspekcja Ochrony Środowiska oraz Państwowa Straż Pożarna.

Przygotowanie nowych regulacji było konieczne przede wszystkim ze względu na rozporządzenia wspólnotowe 1005/2009 w sprawie substancji zubożających warstwę ozonową i 842/2006 w sprawie niektórych fluorowanych gazów cieplarnianych oraz 10 rozporządzeń wykonawczych Komisji Europejskiej do tych dwóch rozporządzeń.

Nowa ustawa zastąpi ustawę z 20 kwietnia 2004 r. o substancjach zubożających warstwę ozonową (Dz.U. 2004 nr 121 poz. 1263).

Źródło: mos.gov.pl

W Europie coraz więcej dwutlenku węgla.
poniedziałek 2013-08-19

Europejskie lasy wykazują oznaki coraz mniejszej zdolności pochłaniania dwutlenku węgla i tym samym oczyszczania atmosfery - stwierdzili naukowcy. Od roku 2005 ilość atmosferycznego CO2 pochłanianego przez lasy systematycznie spada.

W artykule opublikowanym w fachowym czasopiśmie "Nature Climate Change" naukowcy z kilku czołowych ośrodków badawczych w Europie wskazali na kilka przyczyn tego niepokojącego zjawiska: spadek liczby dużych i zdrowych drzew, stałe zmniejszanie się powierzchni lasów oraz zmiany klimatu i zjawiska naturalne, takie jak pożary.

Coraz więcej zanieczyszczeń

Pochłanianie związków węgla przez drzewa i emisja tlenu odgrywa kluczową rolę w oczyszczaniu atmosfery z zanieczyszczeń przemysłowych i komunalnych, których jest coraz więcej. Ponadto lasy są niezbędnym ogniwem w naturalnym cyklu cyrkulacji węgla - niezbędnego dla życia pierwiastka - między lądami (geosferą i biosferą), morzem i atmosferą.

W artykule wskazano, że europejskie lasy powoli odradzają się po stuleciach ich rabunkowej eksploatacji i wyrębu. Realizowane są programy zalesiania, zwłaszcza po II wojnie światowej. Jednak procesy te są zbyt powolne aby sprostać wzrastającej szybko ilości zanieczyszczeń. W konsekwencji wiele lasów zbliża się do "progu nasycenia" związkami węgla.

- Oznacza to, że ilość pochłanianych przez lasy zanieczyszczeń nie wzrasta, a nawet nieco spada - powiedział jeden z współautorów artykułu dr Gert-Jan Nabuurs z holenderskiego Wageningen University. - Naszym zdaniem jest to pierwsza oznaka nasycenia - dodał.

Nasze lasy się "starzeją"

Naukowcy oceniają, że obecnie europejskie lasy pochłaniają ok. 10 proc. rocznej emisji gazów cieplarnianych przez kraje UE. Jednak Nabuurs wskazuje, że lasy sadzone w okresie ostatnich 70-80 lat "starzeją się" i zbliżają do wieku, w którym tempo przyrostu zielonej masy spada i tym samym spada możliwość absorbcji zanieczyszczeń.

W ciągu ostatnich 100 lat spalanie kopalnych surowców energetycznych (węgla, ropy i gazu) zwiększyło się wielokrotnie co spowodowało, że do atmosfery uwalniane są olbrzymie ilości związków węgla poprzednio związanego w geosferze.

Ponadto takie procesy jak urbanizacja i wyrąb lasów zmniejszyło zasięg biosfery, która usuwała nadmiar węgla z atmosfery poprzez fotosyntezę.

Procesy te szczególnie przybrały na sile w rezultacie burzliwego rozwoju gospodarek tzw. krajów wschodzących, takich jak Chiny, Indie i Brazylia.

Źródło: TVN24