Osoby planujące zakup mieszkania lub domu w 2013 roku będą
mogły skorzystać z dopłat do kredytów bankowych udzielanych w ramach
nowego programu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej (NFOŚiGW). Warunkiem uzyskania dopłaty jest wysoki standard
energetyczny wybranego domu lub mieszkania. Jak sprawdzić klasę
energetyczną budynku i jakie rozwiązania zastosować, by była ona jak
najwyższa – dowiemy się z kampanii „Energooszczędność w moim domu”.
Program
dopłat do kredytów na energooszczędne domy i mieszkania wystartuje w
pierwszym kwartałe 2013 roku. O dofinansowanie będą mogły starać się
osoby zainteresowane nie tylko zakupem lub budową domów, ale także
mieszkań w budynkach wielorodzinnych. Wysokość dopłaty będzie
uzależniona od osiągniętego wskaźnika zapotrzebowania budynku lub
mieszkania na energię użytkową do ogrzewania.
Przedstawiciele budownictwa zrównoważonego zainicjowali kampanię
edukacyjną, poprzez którą będą wyjaśniać, jak sprawdzić klasę
energetyczną budynku oraz jakie rozwiązania zastosowane w budynku mają
wpływ na osiągnięcie wysokich standardów wymaganych przez NFOŚiGW.
- W ramach kampanii „Energooszczędność w moim domu” będziemy wyjaśniać,
co to jest dom energooszczędny, przyjazny dla środowiska i zdrowia
ludzi – mówi Justyna Biernacka, Green Business Coordinator ze Skanska
Residential Development Poland, firmy należącej do Grupy Skanska, która
realizuje już na świecie projekty ekologicznego budownictwa
mieszkaniowego. - Zależy nam, by jak najwięcej osób miało świadomość, że
mieszkanie w domu, który został zaprojektowany zgodnie z zasadami
zrównoważonego budownictwa przekłada się na oszczędności finansowe,
środowisko, a także komfort i zdrowie mieszkańców.
Kampanię zapoczątkuje badanie, które zweryfikuje poziom wiedzy Polaków w
zakresie sposobów zwiększania standardu energetycznego budynku i
mieszkania. Badanie wykaże m.in. jakie znaczenie ma dla nas sposób
zaprojektowania i wykonania budynku, w którym mieszkamy; czy zwracamy
uwagę na wykorzystane materiały i technologie; czy jesteśmy skłonni
zainwestować w rozwiązania oszczędzające energię i wreszcie – czy znamy
metody ograniczenia zużycia energii cieplnej. Wykorzystując wyniki
badania opracowane zostaną artykuły, w których eksperci wyjaśnią, jak
budować w sposób energooszczędny i na co zwrócić uwagę wybierając dom
lub mieszkanie o wysokim standardzie energetycznym.
- Dziś dom energooszczędny kojarzy się w Polsce głównie z wysokim
kosztem budowy, mniej mówi się o korzyściach - mówi arch. Monika
Kupska-Kupis z firmy Velux produkujacej okna dachowe. - Od 2009 roku
prowadzimy projekt Model Home 2020, w ramach którego powstało 6
zeroenergetycznych budynków modelowych w 5 krajach europejskich. Projekt
ten potwierdza, że stosując standardowe i ogólnodostępne materiały
budowlane, a także wykorzystując odnawialne źródła energii można
zbudować dom energooszczędny. Mieszkańcy tych domów podkreślają, że
oprócz korzyści ekonomicznych ogromne znaczenie ma dla nich wysoki
komfort użytkowania.
Projekt "Energooszczędność w moim domu" został zainicjowany przez firmy
reprezentujące sektor budownictwa zrównoważonego: IRA – Inteligentne
Rozwiązania Automatyki, NSG Group (właściciel marki Pilkington),
Philips, Rockwool, Skanska Residential Development Poland, Velux.
Patronat merytoryczny nad kampanią objęły następujące instytucje:
Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Instytut na
Rzecz Ekorozwoju, Polska Izba Gospodarcza Energii Odnawialnej oraz Green
Cross Poland. Kampanię realizuje agencja Effective Public Relations.
Źródło: EkoNews
- Większość planowanych bloków energetycznych powstanie, choć w
ich realizacji są opóźnienia - mówił w rozmowie z Dariuszem Ciepielą z
portalu wnp.pl Stanisław Ozga, analityk Domu Maklerskiego PKO BP. -
Mówiąc o tych inwestycjach należy pamiętać, że istotne jest także
bezpieczeństwo energetyczne kraju i jest to jeden z argumentów, którym
główny akcjonariusz krajowych grup energetycznych będzie kierował się
podejmując decyzje dot. budowy nowych mocy - tłumaczy.
Jak
stwierdził Stanisław Ozga, spadki cen energii, które miały miejsce w
2012r. z pewnością nie skłaniają do szybkiego rozpoczynania inwestycji. -
Nowe elektrownie działać będą jednak przez kilkadziesiąt lat. Powstaje
zatem pytanie o ścieżkę cen energii na kolejne lata i o to, czy obecna
sytuacja jest przejściowa, związana ze spowolnieniem gospodarczym oraz
skokowym zwiększeniem produkcji energii o niskich kosztach zmiennych -
dodaje.
Pytany o możliwość wystąpienia deficytów energii w najbliższych latach
Stanisław Ozga odpowiedział: - Analizy PSE mówią o ryzyku ograniczenia
poboru mocy w Polsce ok. 2015-2016r. oraz o ryzyku możliwego deficytu w
szczycie na poziomie ok. 500 MW. Ryzyko wystąpienia deficytów mocy można
jednak ograniczyć. Widoczne są działania Operatora w postaci przetargów
na odpłatne ograniczenie mocy (negawaty) czy nowe połączenia
transgraniczne. Z drugiej strony wzrost zużycia energii może być
mniejszy niż prognozowano ze względu na większą efektywność
energetyczną, a zużycie energii może rozłożyć się na godziny
pozaszczytowe.
Źródło: EkoNews
Komisja Europejska rozpoczęła internetowe konsultacje społeczne
w sprawie niekonwencjonalnych paliw kopalnych, m.in. gazu łupkowego.
Wszyscy zainteresowani mogą przekazywać swoje opinie do 23 marca 2013 r.
Do
podzielenia się poglądami na temat wydobywania gazu łupkowego
zaproszone są osoby prywatne, przedsiębiorcy, organizacje oraz
instytucje publiczne. Konsultacje społeczne są częścią procesu, w
efekcie którego Komisja Europejska zaproponuje rozwiązania dotyczące
wydobywania węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych na terenie Unii.
Karta informacyjna (w języku angielskim): http://ec.europa.eu/environment/consultations/uff%5Fen.htm
Formularz konsultacyjny w języku polskim: http://ec.europa.eu/yourvoice/ipm/forms/dispatch?form=SHALEGAS&lang=pl
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Cena pozwoleń na emisję CO2 w UE spadła wczoraj do historycznie
niskiego poziomu poniżej 5 euro za tonę. Komisja Europejska wezwała
rządy i PE do pilnego przyjęcia jej propozycji naprawy unijnego rynku
CO2, by pobudzić inwestycje w odnawialne źródła energii.
Aby
zaradzić niskiej cenie pozwoleń i pobudzić zielone inwestycje, Komisja
Europejska chce zawiesić aukcje części pozwoleń na emisję CO2. W
listopadzie KE zaproponowała, by w latach 2013-2015 zmniejszyć liczbę
sprzedawanych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla na unijnym rynku ETS o
900 mln pozwoleń, by o tyle samo zwiększyć ją w kolejnych latach do 2020
r. Jest to tzw. backloading, któremu sprzeciwia się Polska; wątpliwości
mają też inne kraje.
- Ceny CO2 osiągnęły rekordowo niski poziom i nie są już silnym bodźcem
dla tych, którzy chcieliby inwestować w niskowęglowe technologie,
efektywność energetyczną i czystą energię - powiedział na
poniedziałkowej konferencji prasowej w Brukseli Isaac Valero-Ladron,
rzecznik komisarz UE ds. klimatu Connie Hedegaard.
Jak zaznaczył, na rynku jest zbyt dużo pozwoleń na emisję CO2, dlatego
traderzy i analitycy przewidują, że ceny nadal będą spadać. - Musimy coś
zrobić. Namawiam państwa członkowskie i Parlament Europejski do
szybkiego działania i determinacji - apelował Valero-Ladron.
PE będzie głosował nad propozycją KE w marcu lub kwietniu; później
zawieszeniem aukcji CO2 zajmą się ministrowie z krajów członkowskich.
Komisja Europejska chciałaby, aby głosowanie ministrów nad jej
propozycją odbyło się tak szybko, jak to możliwe.
Valero-Ladron podkreślił, nie wymieniając żadnego kraju z nazwy, że są
rządy, które są przeciwne propozycji. Dodał, że m.in. Niemcy i Wielka
Brytania nie zajęły jeszcze stanowiska w tej sprawie. - Chcemy, żeby
wszystkie kraje UE uznały, że wspierają silny unijny rynek handlu
emisjami CO2 (...). Chcemy, żeby państwa, które jeszcze nie przyjęły
stanowiska w tej sprawie, zrobiły to - oświadczył rzecznik komisarz ds.
klimatu.
Polska od początku sprzeciwia się planowi Komisji Europejskiej w
sprawie pozwoleń na emisję CO2, argumentując, że to administracyjna
ingerencja w rynek. Według przedstawionej niedawno przez ministra
środowiska Marcina Korolca analizy, nasz kraj może stracić przez
zawieszenie aukcji o 900 mln pozwoleń na emisję CO2 ok. 1 mld euro
przychodów budżetowych w latach 2013-20. Ponadto obawy Polski i innych
krajów budzi upoważnienie KE do dostosowywania harmonogramu aukcji, gdy
uzna to za stosowne z punktu widzenia funkcjonowania ETS.
13 grudnia propozycję KE opóźnienia aukcji dyskutował komitet ds. zmian
klimatycznych złożony z ekspertów z krajów UE. Jak wskazywały unijne
źródła, kraje nie miały skrystalizowanego poglądu na temat propozycji
Komisji.
Źródło: Ekonews
Jak powiedział w ubiegły piątek wicepremier i minister
gospodarki Janusz Piechociński, na bieżący tydzień zostało zaplanowane
spotkanie zespołów resortów gospodarki, skarbu i środowiska w sprawie
tzw. trójpaku energetycznego.
-
Mam nadzieję, że rozstrzygniemy wreszcie dylematy wokół "trójpaku"
energetycznego. Wydaje się, że mamy zdiagnozowane różnice interesów i
trzeba to rozstrzygnąć. Za długo już dyskutujemy w tej sprawie. Musi być
czytelny sygnał do tych, którzy chcą w tym obszarze inwestować co do
stabilnych warunków inwestycji na lata - powiedział minister
Piechociński.
Poinformował także, że celem jest jak najszybsze przedłożenie projektu
rządowego. - Jest potrzebne szybkie rozstrzygnięcie polityczne i
przeniesienie go do projektu ustawy i przedłożenie Parlamentowi, ale
rząd musi wystąpić w tej sprawie jako jedno, podobnie jak Parlament. Bo
będzie to przedmiotem sporu nie tylko pomiędzy energetyką konwencjonalną
i OZE, ale i wewnątrz OZE.
Pytany, czy jest pomysł, by procedować oddzielnie rozwiązania dla
morskich farm wiatrowych, odpowiedział: "Nic na ten temat nie wiem.
Wiem, że jesteśmy z "trójpakiem" znacząco spóźnieni i zdajemy sobie
sprawę, że także w procedurze parlamentarnej te sprawy będą napotykać na
wielkie spory i wywoływać emocje. Chcielibyśmy projekt rządowy
przedłożyć jak najszybciej".
Piechociński mówił wcześniej, że głównym problemem w tzw. trójpaku
energetycznym - czyli projektów Prawa energetycznego, gazowego i ustawy o
odnawialnych źródłach energii (OZE), który przygotowuje rząd - jest
kwestia poziomu wsparcia finansowego dla odnawialnych źródeł energii i
rozłożenia akcentów między energetyką odnawialną a klasyczną.
Według ostatnich ocen MG "trójpak" powinien trafić do Sejmu do końca I
kwartału br. Zdaniem szefa sejmowej podkomisji ds. energetyki Andrzeja
Czerwińskiego (PO) oznacza to, że po doliczeniu czasu potrzebnego na
prace parlamentarne, "trójpak" prawdopodobnie wszedłby w życie dopiero z
początkiem 2014 roku.
Źródło: Ekonews
W
styczniu 2012 r. przedstawiciele PKP Energetyka informowali o planach
budowy trzech elektrociepłowni gazowych o łącznej mocy 125 MWe (dwie
jednostki po 50 MWe w Olszynce Grochowskiej i na Odolanach, a blok 25
MWe w Przemyślu). PKP Energetyka miała także kilka projektów biogazowni.
W styczniu 2013 r. spółka podpisała z BGE porozumie zakładające
przejęcie przez BGE projektów czterech biogazowni.
PKP Energetyka to największy ogólnopolski alternatywny dostawca energii
elektrycznej. W 2011 r. spółka osiągnęła około 2,96 mld zł przychodów
ze sprzedaży oraz blisko 71 mln zł zysku netto. W tym czasie sprzedała
niemal 5,4 TWh energii elektrycznej. W trakcie pierwszych trzech
kwartałów 2012 roku spółka sprzedała 4,18 TWh energii elektrycznej, tym
samym zwiększyła obrót o 5,3 proc. w stosunku do analogicznego okresu w
roku wcześniejszym.
Źródło: www.ekonows.pl
Jeśli farmy wiatrowe miałyby wkraczać na tereny Natura 2000 w
sposób niebezpieczny dla przyrody, to należy poszukać innych lokalizacji
– uważa prof. Andrzej Kraszewski, były minister środowiska. Jest on
jednak zdania, że sam fakt przynależenia do obszarów chronionych nie
powinien przesądzać o wstrzymaniu rozwoju energetyki wiatrowej na danym
terenie. Problem w tym, że w województwach, które charakteryzują się
największą wietrznością, jest też najwięcej terenów podlegających
Naturze 2000.
Z
analizy Polish Wind Energy Consulting wynika, że województwa
charakteryzujące się największą wietrznością (lubuskie,
zachodniopomorskie, warmińsko-mazurskie, podlaskie oraz podkarpackie)
cechują się również najwyższym odsetkiem obszarów Natura 2000.
Przykładowo w województwie podlaskim przeszło 50 proc. terenu jest
objęte ochroną w sieci Natura 2000.
– Tak się składa, że wietrzne obszary Polski znajdują się tam, gdzie
mogą istnieć użytki ekologiczne, które należy chronić i sprawdzać, czy
rzeczywiście są one z tego punktu widzenia niebezpieczne dla przyrody –
przyznaje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria prof. Andrzej
Kraszewski, były minister środowiska. W takich przypadkach, wg
profesora, należy szukać innych lokalizacji.
Zdaniem ministra środowiska Marcina Korolca istnieje potrzeba
dodatkowego uregulowania „rozprzestrzeniania się niektórych źródeł
odnawialnych pod kątem ochrony krajobrazu".
– Jeśli chodzi o ochronę krajobrazu, to zastanawiamy się w tej chwili
jak najlepiej wdrożyć Europejską Konwencję Krajobrazową Rady Europy.
Będziemy się starać kompleksowo podejść do kwestii ochrony krajobrazu w
Polsce, kwestii, która do tej pory nie była odpowiednio wysoko na liście
priorytetów – dodaje Paweł Mikusek, rzecznik ministerstwa.
Kontrowersje wzbudza również to, czy decyzja o tym, gdzie staną
wiatraki, ma zapadać na poziomie gminy czy województwa. Inwestorzy
borykają się z protestami mieszkańców w wielu miejscowościach.
– Problem z wiatrakami nie leży w tym, kto ma kompetencje w
podejmowaniu tych decyzji, dlatego że tu niewiele można zmienić.
Obowiązujące prawo oceny oddziaływania na środowisko jest dobre. Problem
polega na tym, czy te inwestycje są postrzegane przez lokalne
społeczności jako tak uciążliwe, że chcą je odsunąć od siebie, od domu –
uważa prof. Andrzej Kraszewski.
Przepisy regulują dopuszczalny poziom emitowanego hałasu, nie zaś
konkretne odległości, w jakich można stawiać siłownie. Zgodnie z
rozporządzeniem ministra środowiska na terenie zabudowy mieszkaniowej w
porze nocnej hałas może wynosić maksymalnie 45 dB. Tyle emituje
elektrownia wiatrowa o mocy ok. 1 MW oddalona od budynku o 350 m. To
tyle, ile hałasu dociera do ludzkiego ucha z drogi o dużym ruchu
pojazdów oddalonej o 5 km.
Wielu inwestorów przyjmuje, że turbiny mogą powstawać w odległości ok.
500 metrów od domów. Posłowie i niektórzy lokalni włodarze proponują
wprowadzenie sztywnych odległości na poziomie 1000 lub 1500 metrów.
Jednak przy każdej tego typu inwestycji należy przeprowadzić ocenę
oddziaływania na środowisko. I, jak przekonuje prof. Kraszewski, te
regulacje sprawdziły się, nie należy zatem wprowadzać tu zmian. Także
tych dotyczących przeniesienia kompetencji w tym zakresie na inny
szczebel administracyjny.
– Poziom gminy jest bardzo ważny i nie wolno w żadnym wypadku narzucać
żadnej decyzji dotyczącej tego, co się będzie działo na jej terenie. Z
drugiej strony, istnieją inwestycje, które mogą mieć wpływ na środowisko
i pewne decyzje w zakresie pieczy o środowisko zapadają zwykle na
poziomie wojewódzkim. Pewne elementy tej decyzji powinny być
konsultowane na poziomie wojewódzkim, tak jak odbywa się to teraz –
przekonuje były minister środowiska.
Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej, jak i wielu ekspertów,
jest zdania, że wprowadzenie minimalnych odległości na poziomie 1500
metrów kompletnie zablokuje rozwój energetyki wiatrowej w Polsce, a
ustalenie jej na poziomie 1000 metrów uniemożliwi osiągnięcie nawet
minimalnych wytycznych związanych z rozwojem OZE.
Źródło: www.ekonews.pl
Obecna polityka energetyczna UE nie dotrwa do roku 2020, ponieważ nie wytrzyma zderzenia z realiami. Nie można prowadzić polityki, która jest polityką wysokich cen energii w sytuacji, kiedy zmiany na rynku światowym prowadzą do obniżenia cen gazu - mówi Bolesław Jankowski, wiceprezes EnergSys Badania Systemowe.
Pojawiła się opinia, że ok. 2020 r. polityka energetyczna Unii Europejskiej musi się zmienić. To uzasadnione oczekiwania?
- Moim zdaniem obecna polityka energetyczna UE nie dotrwa do roku 2020, ponieważ nie wytrzyma zderzenia z realiami. Nie można prowadzić takiej polityki, która jest polityką wysokich cen energii w sytuacji, kiedy zmiany na rynku światowym prowadzą do obniżenia cen gazu. Niedługo rewolucja łupkowa obejmie również ropę naftową. To będzie miało potężne konsekwencje dla całego światowego rynku energii. Niedawno szef Międzynarodowej Agencji Energii (MAE) wyraźnie wskazywał, że polityka unijna prowadzi do utraty konkurencyjności przez przemysł europejski. Pytanie czy stać nas na prowadzenie takiej polityki? Moim zdaniem nie.
Słychać opinie, że kolejne kraje wprowadzą system handlu emisjami, jak Australia, Kalifornia a także Chiny, Rosja i Ukraina.
- Moim zdaniem są to raczej życzenia. Owszem, rządom jest wygodnie mieć jakiś straszak na obywateli, a różne grupy interesu starają się ugrać coś dla siebie. Fakty są takie, że od konferencji klimatycznej ONZ w Kopenhadze dominuje trend odwrotny. Kanada wystąpiła z protokołu z Kioto, czyli nie dość, że nie włącza się w nowe inicjatywy, to wyłącza się z już istniejących, oceniając, że są one całkowicie nieskuteczne i szkodliwe dla gospodarki. Inne kraje deklarują tylko takie redukcje jakie są sensowne dla całej gospodarki. W przypadku Australii sądzę, że są to chwilowe działania, wynikające z układu politycznego, które w dłuższej perspektywie zostaną zmienione. Nie widzę obecnie podstaw do tego, aby uważać, że inne kraje dołączą się do globalnej polityki klimatycznej.
Proszę zauważyć, że aby wdrożyć światowy system redukcji emisji CO2, to trzeba zbudować silne mechanizmy kontrolne. Jeżeli zmienimy ekonomię tak, że emisja CO2 będzie kosztowała dużo, to pojawi się szara strefa, gdyż produkcja bez ponoszenia kosztów za emisję CO2 będzie niezwykle rentowna, podobnie jak teraz produkcja narkotyków. Żeby temu zapobiec i żeby chronić uczciwe firmy trzeba będzie stworzyć potężne mechanizmy kontrolne i siłowe, zdolne wymusić płacenie za emisje CO2 na całym świecie. W istocie taki system byłby bardzo podobny do pobierania haraczu przez grupy przestępcze za tzw. ochronę, czyli za samą możliwość prowadzenia działalności gospodarczej: "jeśli chcesz produkować to płać". A jeśli uda się z CO2 to znaczy że opłatami można obciążyć wszystko: korzystanie z wody, powietrza, chodzenie po ziemi, oglądanie widoków, każde wprowadzenie zmian w otoczeniu. To byłby koniec wolności gospodarczej i wolności obywateli. Dziwi mnie, że ludzie tego nie widzą i nie protestują.
Jeśli obecna polityka energetyczna UE nie dotrwa do 2020 r. to w jakim kierunku się ona zmieni? Nastąpi powrót do węgla, zwiększy się rola gazu?
- To będzie polegało raczej na dryfowaniu i w efekcie cele z zakresu OZE zostaną złagodzone, podobnie jak stało się z celami redukcyjnymi w ramach protokołu z Kioto, gdzie nie wszystkie kraje zaczęły poważnie podchodzić do wypełniania tych zobowiązań. Działania unijne wymuszające działania w kierunku gospodarki niskoemisyjnej stracą impet i przestaną się liczyć jako czynnik dominujący. Nie jest też wykluczone, że postulat zastąpienia systemu EU ETS podatkiem węglowym zyska zwolenników. Takie rozwiązanie może być bowiem postrzegane jako korzystne dla zadłużonych budżetów krajowych. Ma tez taka zaletę, że łatwiej planować przychody i kontrolować wysokość podatku na poziomie krajowym.
Źródło: Ekonews
Wydarzenia z ostatnich kilku dni pokazują, że Rosja staje się jednym z najważniejszych graczy na światowym rynku energetyki jądrowej.
15
stycznia br. czeski CEZ poinformował o podpisaniu przez spółki CEZ
Bohunice i JAVYS memorandum z rosyjską grupą Rosatom, na mocy którego
Rosjanie otrzymają wgląd w stan prac nad budową nowych bloków jądrowych w
słowackiej elektrowni Jaslovské Bohunice. Docelowo Rosatom może wykupić
od CEZ 49 proc. akcji w spółce mającej zbudować na Słowacji nowe bloki
jądrowe.
CEZ posiada 49 proc. akcji w spółce JESS (Jadrová energetická spoločnosť Slovenska), 51 proc. należy do słowackiej spółki państwowej JAVYS (Jadrová a vyraďovacia spoločnost). Spółka JESS powstała w celu przygotowania projektu budowy nowych bloków jądrowych w elektrowni Jaslovské Bohunice.
Także 15 stycznia br. pojawiła się informacja, że Rosja pożyczy Bangladeszowi 500 mln dolarów na prace studyjne oraz szkolenie kadr dla elektrowni jądrowej, którą Rosjanie mają wybudować w tym kraju. Umowę podpisali w Moskwie prezydent Rosji Władimir Putin i premier Bangladeszu Hasina Wazed.
Jak podał Reuters, po spotkaniu z Hasiną Wazed Putin oświadczył, że Rosja dostarczy nie tylko nowoczesną technologię, ale zapewni także wsparcie finansowe dla prac poprzedzających właściwą budowę elektrowni jądrowej w Ruppur. Elektrownię składającą się z dwóch bloków z rosyjskimi reaktorami VVER ma wybudować koncern Rosatom.
Rosjanie mają doświadczenia w energetyce jądrowej w tym rejonie świata. Na południu Indii budują elektrownię jądrową Kudankulam, gdzie będą dwa reaktory VVER o mocy 1000 MW każdy. Elektrownia ma być oddana do eksploatacji w 2013 r.
Kilka dni wcześniej zależna od Rosatomu rosyjska spółka ARMZ poinformowała, że przejmie 100 proc. akcji kanadyjskiego producenta uranu Uranium One. Już w 2010 r. ARMZ kupiła pakiet 25 proc. plus jedną akcję kanadyjskiej spółki. Uranium One jest drugim co do wielkości kanadyjskim producentem uranu, prowadzi także eksploatację uranu w Australii, Stanach Zjednoczonych, RPA i Kazachstanie. Jak zapewnia Rosatom, po przejęciu Uranium One posiada drugie co do wielkości na świecie zasoby uranu, szacowane na 632 tys. ton. Rosyjska grupa przekonuje, że posiada 17 proc. rynku produkcji paliwa jądrowego i dostarcza paliwo do 74 reaktorów w 15 państwach.
Na początku 2012 r. rozpoczęła się budowa Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej (BEJ) w obwodzie kaliningradzkim. Mają tam stanąć dwa reaktory o łącznej mocy 2400 MW. Pierwszy blok ma powstać w 2016 r., a drugi w 2018 r.
Źródło: Ekonews
Na pierwszej w tym roku sesji plenarnej Parlament Europejski omówi sprawozdanie poseł Leny Bobińskiej-Kolarskiej w sprawie uwarunkowań wspomagania ze środków funduszy kohezyjnych rozwoju sieci gazociągowych.
-
Na tym etapie prac nad dokumentem nie ma szczegółowych propozycji, ale
ogólnie chodzi o wspieranie budowy interkonektorów, jak i sieci na
poziomie regionalnym i lokalnym - powiedział podczas konferencji
prasowej wiceprzewodniczący PE Jacek Protasiewicz. - Sądzę, że w
szczególności na przyjęciu w tej sprawie rozporządzenia Komisji
Europejskiej najbardziej skorzystałby region Polski Wschodniej.
Zaznaczył on, że projekt wzbudza kontrowersje wśród części deputowanych.
Dotychczas tego typu pomoc finansowa była przeznaczana wyłącznie na
rozwój energetyki OZE i sieci, służących tej energetyce.
Priorytety prezydencji irlandzkiej
Posłowie będą też debatować na temat oceny prezydencji cypryjskiej oraz programu bieżącej prezydencji irlandzkiej.
- Z punktu widzenia polskiego interesu, najbardziej istotne jest to, aby obecna prezydencja bardziej skutecznie prowadziła negocjacje w sprawie wieloletniego budżetu UE na okres 2014-2020 i trzymamy kciuki za znalezienie rozwiązania w lutym - dodał wiceprzewodniczący Protasiewicz. - Oceniam, że ze względów mentalnościowych, Irlandczycy mogą doprowadzić do konsensusu Brytyjczyków i uzyskania ich zgody na nowe propozycje.
Przypomniał on, że PE potwierdził w swojej większości, jak również ustami przewodniczącego PE Martina Schulza, że zbyt głęboki kompromis - oznaczający nadmierną redukcję budżetu - nie zyska akceptacji parlamentu. "Nie chcę spekulować, ale w rozmowach prywatnych liderzy głównych ugrupowań parlamentarnych zdecydowani są w takiej sytuacji na przyjęcie wariantu uchwalania jednorocznych budżetów" - podkreślił wiceprzewodniczący.
Według nieoficjalnych informacji, najnowsza propozycja przewodniczącego Rady Europejskiej Rermana van Rompuy’a dotyczy cięć budżetu o 75 mld euro. Taka wielkość możliwa jest do zaakceptowania przez PE.
Ostrożniej z ratingami
W środę ma zostać przegłosowany przez PE projekt rozporządzenia KE, określający zasady publikacji agencji ratingowych w sprawie ratingów krajów. Chodzi o bardziej odpowiedzialną ich działalność, także pod groźbą wytoczenia postępowania w arbitrażu gospodarczym (zarówno przez państwa, jak i innych emitentów obligacji), za rażąco nieobiektywną lub błędną ocenę.
Źródło: wnp.pl
Starostowie z Ełku, Olecka, Gołdapi, Sejn i Suwałk napisali wspólny apel do władz regionalnych i krajowych z prośbą o legislacyjne uregulowanie zasad stawiania w Polsce farm wiatrowych.
Apel
w sprawie uregulowania zasad budowy farm wiatrowych podpisali
starostowie: suwalski Szczepan Ołdakowski, ełcki Krzysztof Piłat,
gołdapski Andrzej Ciołek, olecki Andrzej Stanisław Kisiel i sejneński
Andrzej Szturglewski. Wysłano go m.in. do władz regionalnych w
Warmińsko-mazurskiem i Podlaskiem oraz do kancelarii premiera i
prezydenta, a także do parlamentarzystów.
"Apel nie jest ani formą wyrażenia sprzeciwu, ani też aprobatą dla planowanych farm wiatrowych. Jest to jedynie chęć wypracowania jednakowych wytycznych w kwestiach prawnych oscylujących wokół problematyki farm wiatrowych" - wyjaśnia na stronie powiatu gołdapskiego jego starosta Andrzej Ciołek.
Starosta ełcki Krzysztof Piłat powiedział, że starostowie pisząc wspólny apel, mieli nadzieję, że "ktoś wreszcie serio potraktuje sprawę budowy wiatraków".
"My nie jesteśmy wiatrakom przeciwni. Farmy wiatrowe dają przecież gminom dochody. Ale chcemy wiedzieć, gdzie i jak je stawiać, by uniknąć zagrożeń i niebezpieczeństw dla ludzi" - powiedział Piłat. Dodał, że starostowie chcieliby przede wszystkim ustalenia, w jakiej odległości od domów mogłyby powstawać farmy wiatrowe.
"Ludzie, którzy mają mieć za miedzą wiatraki, protestują. Boją się, że to źle wpłynie na ich zdrowie. Musimy dbać i o środowisko biznesowe, i o naszych mieszkańców. Uregulowanie tej kwestii jest naprawdę ważną dla nas sprawą" - podkreślił Piłat.
Również starosta gołdapski podkreśla konieczność wprowadzenia przepisów, które określiłby minimalną odległość między farmami wiatrowymi a siedliskami ludzkimi. Zaznacza, że chodzi o taką odległość, która pozwoli "całkowicie wyeliminować wszelkie wątpliwości dotyczące różnorodnego negatywnego oddziaływania farm wiatrowych na zdrowie mieszkańców".
Apel pięciu starostów jest kolejną tego typu inicjatywą w Polsce północno-wschodniej. Jesienią o uregulowanie zasad budowy farm wiatrowych apelowali do premiera działacze ponad 70 stowarzyszeń, którzy podpisali się pod listem stowarzyszenia z Giżycka "Kochajmy Mazury". Kancelaria premiera odpowiedziała, że list ten przekazano ministerstwu gospodarki.
Na Mazurach stoi obecnie ok. 100 wiatraków, na Suwalszczyźnie - ok. 80. W obu regionach planowana jest budowa kolejnych siłowni wiatrowych.
Źródło: Ekonews
Według najnowszych badań większość (56 proc.) Europejczyków uważa, że w ciągu ostatnich 10 lat jakość powietrza uległa pogorszeniu. We Włoszech twierdzi tak aż 81 proc. respondentów, a na Cyprze, we Francji, w Grecji, Rumunii, Hiszpanii i na Węgrzech taką opinię wyraża około 70-75 proc. uczestników sondażu. Badanie Eurobarometru, zatytułowane Attitudes of Europeans towards Air Quality (Poglądy Europejczyków na temat jakości powietrza), pokazało, że istnieje silne poparcie dla dalszych działań na poziomie UE.
Prawie
czterech na pięciu uczestników (79 proc.) jest zdania, że UE powinna
zaproponować dodatkowe środki w celu zmniejszenia zanieczyszczenia
powietrza. Uczestników sondażu zapytano, czy wiedzą o istnieniu unijnych
norm jakości powietrza i krajowych pułapów emisji, a spośród osób,
które znały oba instrumenty (25 proc. w obu przypadkach), ponad połowa
(58 proc i 51 proc.) była zdania, że powinny one zostać wzmocnione.
Wyniki zostaną wykorzystane do prowadzonego obecnie przez Komisję
przeglądu unijnej polityki w zakresie jakości powietrza, którego
zakończenie jest planowane na drugą połowę 2013 r.
Janez Potočnik, europejski komisarz ds. środowiska, powiedział: „Obywatele domagają się od nas działania, więc w 2013 r. dokonamy przeglądu polityki w zakresie jakości powietrza. Proszą też o więcej środków w kluczowych sektorach i o lepszą jakość informacji na temat skuteczności polityki. Aby sprostać tym wyzwaniom, musimy współpracować na wszystkich poziomach polityki – i podejmować działania następcze na poziomie lokalnym.”.
Ankieta ujawniła powszechne niezadowolenie z działań podejmowanych obecnie w celu rozwiązania problemów dotyczących jakości powietrza – siedmiu na dziesięciu Europejczyków (72 proc.) nie czuło się zadowolonych ze starań władz publicznych na rzecz poprawy jakości powietrza. Respondenci mieli również ogólne poczucie, że poziom informacji na temat jakości powietrza jest niewystarczający; prawie sześciu na dziesięciu (59 proc.) Europejczyków nie uważa się za odpowiednio poinformowanych o jakości powietrza, a 31 proc. uczestników w Hiszpanii i 27 proc. w Luksemburgu, na Cyprze i Łotwie w ogóle nie czuło się poinformowanych.
Jeśli chodzi o najskuteczniejszy sposób walki z zanieczyszczenia powietrza, 43 proc. zapytanych proponuje bardziej rygorystyczne kontrole emisji dla przemysłu i produkcji energii. Respondenci uważają, że największy wpływ na zanieczyszczenie powietrza mają emisje z pojazdów (96 proc.), przemysłu (92 proc.) i transportu międzynarodowego (86 proc.).
Wpływ zanieczyszczenia powietrza na zdrowie i przyrodę jest także powodem do niepokoju. Prawie 9 na 10 Europejczyków uważa, że choroby związane z jakością powietrza, takie jak choroby układu oddechowego oraz sercowo-naczyniowego, stanowią poważny problem. Około 8 proc. jako poważne problemy postrzega zakwaszenie i eutrofizację.
Samochody elektryczne i hybrydowe z napędem elektryczno-benzynowym są uważane za najbardziej korzystne dla jakości powietrza, a energia elektryczna – za najbardziej ekologiczny sposób ogrzewania gospodarstw domowych, przed biomasą drzewną, gazem i granulatem z biomasy. Siedmiu na dziesięciu uczestników uważa, że odnawialne źródła energii powinny być traktowane priorytetowo, jako główny sposób produkcji energii w przyszłości.
Około 85 proc. Europejczyków popiera zasadę „zanieczyszczający płaci”, zgodnie z którą ci, którzy zanieczyszczają powietrze, powinni również ponosić koszty negatywnych skutków dla zdrowia i środowiska. Pytani o to, co można robić indywidualnie w celu poprawy jakości powietrza, uczestnicy w większości (63 proc.) wymieniali ograniczenie korzystania z samochodów i zastępowanie starych urządzeń wykorzystujących energię bardziej efektywnymi (54 proc.), jako najważniejsze działania na poziomie jednostki.
Źródło: Ekonews
Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę o systemie zarządzania emisjami gazów cieplarnianych. Zmiany mają usprawnić finansowanie tzw. zielonych inwestycji w Polsce ze sprzedaży jednostek emisji gazów cieplarnianych.
Nowe
prawo umożliwi państwowym jednostkom budżetowym finansowanie projektów w
ramach systemu zielonych inwestycji. Zostaną także zniesione obciążenia
dla beneficjentów korzystających ze wsparcia zielonych inwestycji w
obszarze monitorowania, raportowania o stanie przebiegu inwestycji. Poza
tym zmiany pozwolą przekazywać środki uzyskane ze sprzedaży jednostek
emisji gazów cieplarnianych (AAU) na inne cele niż krajowy system
zielonych inwestycji, czyli na inne rachunki Narodowego Funduszu Ochrony
Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Ustawodawca umożliwił także refinansowanie z tzw. rachunku klimatycznego kosztów poniesionych przez NFOŚiGW i wojewódzkie fundusze ochrony środowiska w związku z udzielonym przez te fundusze dofinansowaniem.
Nowe prawo wprowadza podział projektów pozytywnie ocenianych przez NFOŚiGW na podstawowe i rezerwowe, gdy limit środków zgromadzonych na rachunku klimatycznym nie pozwala na wsparcie wszystkich programów. Umieszczenie na liście rezerwowej oznacza, że projekt nie został definitywnie odrzucony, tak jak to było obecnie. Ponadto programy z listy rezerwowej będą miały szansę na dotację ze środków zgromadzonych na rachunku klimatycznym oraz innych środków NFOŚiGW.
Ustawa wejdzie w życie 14 dni od dnia ogłoszenia.
Polska na podstawie wykonania zobowiązań protokołu z Kioto (nasz kraj zredukował emisję gazów cieplarnianych o 30 proc. przy wymaganych 6 proc.) ma jedną z największych na świecie nadwyżek jednostek przyznanej emisji CO2 (jedna jednostka AAU odpowiada emisji jednej tony CO2). Jednostki te można sprzedawać krajom - stronom protokołu z Kioto. Może to być jednak trudniejsze po ustaleniach szczytu klimatycznego ONZ, który zakończył się na początku grudnia 2012 roku w Dausze. Państwa zadecydowały, że tzw. AAU-sy zostaną przeniesione do II okresu rozliczeniowego protokołu z Kioto (do 2020 roku), lecz wiele z nich zadeklarowało, że nie będzie ich kupowało.
Środki uzyskane ze sprzedaży AAU-sów gromadzone są na specjalnym rachunku klimatycznym, zarządzanym przez NFOŚiGW. Pieniądze są przeznaczane na tzw. zazielenianie, czyli inwestycje proekologiczne, przyczyniające się m.in. do zmniejszenia emisji CO2.
Do tej pory Polska podpisała osiem umów, na których zarobiła blisko 170 mln euro, czyli ok. 700 mln zł.
Źródło: Ekonews
Podziemne magazyny gazu są wypełnione w prawie 90 proc. Stosunkowo ciepła aura nie pozwala PGNiG na większą niż zwykle o tej porze sprzedaż gazu.
Surowiec
zgromadzony w podziemnych magazynach gazu to bardzo ważny element
bezpieczeństwa gazowego kraju. W przypadkach wzmożonego zapotrzebowania
na gaz (najczęściej w przypadku silnych mrozów) to właśnie magazyny
zapewniają dostawy paliwa dla wszystkich chętnych. Dość powiedzieć, że w
przypadku silnych mrozów zużycie dobowe gazu w naszym kraju może
przekroczyć 70 mln m3 surowca. W przypadku umiarkowanych chłodów jest to
zaledwie połowę tej wielkości.
Obecnie podziemne magazyny gazu mogą pomieścić nieco ponad 2 mld m3 surowca. Oznacza to, że znajduje się w nich obecnie około 1,8 mld gazu.
Paradoksalnie PGNiG nie martwi się małym zczerpaniem magazynów. Do końca 2012 roku obowiązywały bowiem taryfy na gaz, które powodowały, że nasz potentat na sprzedawanym gazie tracił. Ciepłe miesiące jesienne i grudzień powodowały małe zużycie gazu do celów grzewczych, co oznaczało niższą dla PGNiG stratę na sprzedaży.
Od nowego roku taryfy jeszcze zostały obniżone. Jednak wcześniej PGNiG udało się wywalczyć dwucyfrową obniżkę cen gazu kupowanego od Gazpromu (rocznie z kierunku rosyjskiego importujemy około 10 mld m3 surowca). Oznacza to, że PGNiG na sprzedawanym na krajowym rynku gazie zacznie w końcu zarabiać.
Nic więc dziwnego, że ewentualne ochłodzenie w PGNiG przyjęto by prawdopodobnie z zadowoleniem. Spółka mogłaby solidnie zarabiać. Jak dużo może sugerować 2010 rok, kiedy to mroźna zima miała bardzo pozytywny wpływ na wyniki finansowe potentata.
Źródło: Ekonews
Komisja Europejska rozpoczęła internetowe konsultacje społeczne w sprawie niekonwencjonalnych paliw kopalnych, m.in. gazu łupkowego. Wszyscy zainteresowani mogą przekazywać swoje opinie do 23 marca 2013 r.
Do
podzielenia się poglądami na temat wydobywania gazu łupkowego
zaproszone są osoby prywatne, przedsiębiorcy, organizacje oraz
instytucje publiczne. Konsultacje społeczne są częścią procesu, w
efekcie którego Komisja Europejska zaproponuje rozwiązania dotyczące
wydobywania węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych na terenie Unii.
Formularz konsultacyjny znajduje się pod adresem: http://ec.europa.eu/environment/ consultations_en.htm. Wkrótce pojawi sie także polskojęzyczna wersja formularza.
Źródło: Ministerstwo Środowiska







