Zakończył się pierwszy etap w procesie budowy mostu energetycznego pomiędzy Polską a Litwą. Zostały już podpisane umowy z wykonawcami, ale teraz czeka ich trudna faza pozyskiwania zgód, pozwoleń i decyzji środowiskowych. Inwestycja jest warta ponad 1,7 mld zł i ma się zakończyć do 2015 r. Połączy kraje nadbałtyckie z polską i europejską siecią.
Po
polskiej stronie projekt obejmuje, poza budową połączenia pomiędzy
Ełkiem a Alytusem, także 10 innych inwestycji. Podpisano już 10 umów, z
czego trzy są już w fazie realizacji. Jest to projekt istotny nie tylko
dla naszego kraju, ale i dla całej Unii Europejskiej. Po pierwsze, łączy
kraje nadbałtyckie z siecią Europy Zachodniej, po drugie, przez
zamknięcie tzw. pierścienia bałtyckiego, czyli połączenia systemów
energetycznych Norwegii, Szwecji, Finlandii, Danii, Niemiec, Polski,
państw bałtyckich i Rosji.Z uwagi na swoje znaczenie projekt otrzymał dofinansowanie z UE na poziomie 700 mln zł. Został też wpisany do osi projektów priorytetowych. Sama budowa jest względnie prosta, bo przeprowadzenie 100 km linii nie jest problemem technicznym, ale proces pozyskiwania zgód będzie skomplikowany.
– Linia przechodzi przez obszar 10 gmin. W każdej z tych gmin należy ustalić przebieg linii, wprowadzić do miejscowych planów, czyli przeprowadzić całą procedurę planistyczną, uzgodnić przebieg tej linii z ludźmi, czyli uzyskać prawo drogi, decyzję środowiskową, bo przechodzimy przez ważny środowiskowo dla Polski obszar – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Andrzej Kurpiewski, wiceprezes spółki LitPol Link, spółki, która została powołana do wykonania tego projektu.
Jednym z poważniejszych problemów są uwarunkowania środowiskowe. W północno-wschodniej Polsce znajduje się wiele wrażliwych obszarów. Do tego wykonawcy muszą pogodzić swoje plany z projektami drogi Via Baltica (łącząca Polskę z Estonią), planowanej trasy kolejowej Rail Baltica (Warszawa – Helsinki) oraz trasy tranzytowej dla gazociągu Polska – Litwa, który może powstać w przyszłości.
15 lutego podpisana została kluczowa umowa z litewską firmą ABB, która zbuduje tzw. wstawkę prądu stałego. Jest to urządzenie, które umożliwi połączenie działających w niezsynchronizowany sposób sieci polskiej i litewskiej. Koszt tej wstawki to 100 mln euro – jest to jedno z najdroższych jednostkowych urządzeń w całym projekcie. Umożliwi ono przesyłanie 500 MW mocy w obydwie strony.
W drugim etapie zdolność przesyłowa połączenia może zostać zwiększona do 1 tys. MW. To względnie niewiele, bo obecnie w Polsce jest zainstalowanych ok. 25 tys. MW, ale most energetyczny z Litwą ma duże znaczenie dla północno-wschodniej części kraju.
– Poprawiamy zasilanie tego regionu, bezpieczeństwo dostaw, stabilność pracy systemu się zwiększa. Wstawka prądu stałego to element, na którym możemy sobie ustawić wartość, ustawiamy np. 500 MW i to wpływa, nie ma fluktuacji, to nie zależy od stanu systemu. Czyli jest to takie silne wsparcie systemowe – mówi Kurpiewski.
Cały projekt ma się zamknąć do końca 2015 r. i ma kosztować ok. 1,7 mld zł. Dokładne koszty budowy linii będą zależeć od jej przebiegu.
– Jeżeli są miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, jeżeli ta linia funkcjonuje w świadomości, są już wytyczone korytarze, jest mało właścicieli nieruchomości, to te koszty są mniejsze – wyjaśnia wiceprezes LitPol Link. Dodaje: – Mówimy też o warunkach glebowych, czy idziemy z linią nad lasem, czy linia idzie prosto, czy ma wiele załomów, a wtedy każdy załom to jest cięższy słup, poważniejszych fundament, elementy mocujące też są znacznie droższe.
Źródło: Newseria
Dyskusja o strategii energetycznej Polski i jej możliwej
zmianie były głównym tematem spotkania w kancelarii premiera m.in.
ministrów gospodarki, skarbu, spraw wewnętrznych oraz prezesa PGE.
–
Będzie to dyskusja nad naszą strategią energetyczną – zapowiadał
premier Donald Tusk przed spotkaniem. Mówił, że rozmowy będą dotyczyły
przede wszystkim uaktualnienia miksu energetycznego Polski w związku ze
zmianami, które zachodzą na rynku krajowym i globalnym.
Spotkanie odbyło się na wniosek wicepremiera i ministra gospodarki
Janusza Piechocińskiego. Oprócz Piechocińskiego i Tuska wzięli w nim
udział: szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, szef KPRM Jacek Cichocki, szef
PGE Krzysztof Kilian, szef Rady Gospodarki Jan Krzysztof Bielecki,
minister Skarbu Państwa Mikołaj Budzanowski.
„Tematami spotkania były również potrzeby inwestycyjne w tzw. miękką
infrastrukturę oraz odnawialne źródła energii. Zapadły też pewne
ustalenia przed szczytem energetycznym w Brukseli w maju. Premier mówił,
że będzie chciał przekonywać parterów w UE, że konkurencyjność
gospodarki wymaga niskich cen energii. Premier stwierdził, że państwo
jako właściciel spółek energetycznych chce wpływać na nie w ten sposób,
aby interes tych spółek był w zgodzie z interesem państwa” – podała KPRM
na swoich stronach internetowych.
Donald Tusk podkreślił, że kluczowe dla polskiej energetyki przez wiele
lat będą m.in. zasoby węgla brunatnego. Dodał, że jeżeli uda się
uzyskać w Europie, a także w Polsce, większą akceptację dla warunków
wykorzystywania tego rodzaju węgla dla energetyki, to nasz kraj będzie w
bardzo dobrej sytuacji – wynika z komunikatu KPRM.
Tusk oświadczył na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu, że chodzi
o dyskusję o urealnieniu „miksu” energetycznego (udziału poszczególnych
źródeł – przyp. red.) w związku ze zmianami, jakie zachodzą na rynku
krajowym, europejskim i globalnym. – Ceny energii lecą na łeb na szyję w
związku z kryzysem, koszty energii maleją, a koszty jej wytwarzania
rosną – mówił.
Premier podkreślił, że niezależnie od programu jądrowego, o którego
przerwaniu „nie ma mowy”, potencjału gazu łupkowego czy źródeł
odnawialnych (OZE), kluczowe jeszcze przez wiele lat będą dla Polski
zasoby węgla brunatnego. – Jeśli uda się uzyskać w Europie i w Polsce
większą akceptację dla warunków jego wykorzystywania w energetyce,
będziemy wygrani. Ale to będzie wymagało pewnej korekty strategii, stąd
dzisiejsze spotkanie – stwierdził szef rządu.
Przed majowym szczytem UE
Tusk zapowiedział, że to pierwsze z serii spotkań, które ma przygotować
Polskę do majowego szczytu Unii Europejskiej poświęconego energii. –
Zakładamy, że ta debata powinna przybliżyć nas do wymarzonego efektu,
jakim jest przekonanie partnerów w Europie, że konkurencyjność wymaga
niskich cen energii w Europie i to być może wpłynie na zmianę pewnych
paradygmatów w całej UE. Jeśli to by się dało uzyskać, to być może uda
się także skorygować na naszą korzyść pewne strategiczne plany np.
dotyczące wykorzystania węgla brunatnego – tłumaczył premier.
Jak dodał szef rządu, oczekuje od Polskiej Grupy Energetycznej i agend
rządowych wizji, która w sposób odpowiedzialny pozwoli Polsce przyjąć
najnowocześniejsze rozwiązania dotyczące energetyki jądrowej. –
Strategicznie wydaje się, że w „miksie” energetycznym energetyka jądrowa
musi mieć swoje miejsce. Nie ma chyba dla rozwoju tej technologii
sensownej alternatywy – ocenił Tusk.
– Obserwujemy to, co się dzieje w konkretnych inwestycjach i chcemy
uniknąć takiego przypadku jak w Finlandii – inwestycji bardzo długo
trwającej, której koszty przekraczają początkowe wyobrażenie inwestorów –
tłumaczył też szef rządu. Chodzi o budowę reaktora w elektrowni
Olkiluoto, która ma już kilka lat opóźnienia, a koszty okażą się
prawdopodobnie dwukrotnie wyższe niż 3 mld euro, na które opiewał
podpisany 10 lat temu kontrakt.
Plany rządu dotyczą budowy przez PGE dwóch elektrowni jądrowych o mocy
po ok. 3000 MW każda. Według aktualnej strategii PGE pierwszy blok
jądrowy miałby ruszyć ok. 2024 r.
Źródło: TVP Parlament
Koalicja na Rzecz Klimatu i Czystego Powietrza (Climate and
Clean Air Coalition to Reduce Short-Lived Climate Pollutants – CCAC) to
inicjatywa zarządzana przez Program Środowiskowy ONZ. Skupia państwa,
które podejmują działania na rzecz ograniczania zanieczyszczeń
wynikających z uwalniania rożnych gazów cieplarnianych do atmosfery, co
ostatecznie wpływa na zmiany klimatu. Polska jest pierwszym krajem UE z
Europy Środkowo-Wschodniej, który został partnerem Koalicji.
Nie tylko CO2 powoduje zmiany klimatu
Mimo iż globalne negocjacje klimatyczne koncentrują się wokół dyskusji o
ograniczaniu emisji CO2, jest powszechnie wiadome, że to nie tylko
dwutlenek węgla przyczynia się do zmian klimatu. Bardziej niebezpieczne
są tzw. zanieczyszczenia krótkotrwałe (short-lived climate pollutants
SLCPs),wśród których znajdują się m.in. metan, sadza i fluorowęglowodory
(HFC). Te ostatnie nie tylko przyczyniają się do wzrostu temperatury na
Ziemi, ale mają również negatywny wpływ na zdrowie człowieka. Właśnie
po to żeby ograniczać emisje tych zanieczyszczeń, została powołana
Koalicja na Rzecz Klimatu i Czystego Powietrza. Stanowi ona prestiżowe
forum międzynarodowe działające w obszarze polityki klimatycznej i
ochrony jakości powietrza i stawia sobie za cel uzupełnienie głównych
wątków dyskusji jaka toczy się na forum UNFCCC.
Znaczenie innych niż tylko CO2 zanieczyszczeń w procesie zmian klimatu
dostrzega również polski rząd. Podczas spotkania Koalicji w Paryżu,
Polska została jej pełnoprawnym partnerem.
Ochrona powietrza w Polsce i poprawa jego jakości, w tym szczególnie w
trakcie okresu grzewczego to tematy będące w absolutnym centrum mojego
zainteresowania - powiedziała Beata Jaczewska, wiceminister środowiska,
która uczestniczyła w spotkaniu Koalicji w Paryżu.
Właśnie ze względu na problemy, jakie mamy w Polsce związane z jakością
powietrza, tj. smog w miastach, trujące i przez to bardzo szkodliwe dla
zdrowia emisje z nielegalnego spalania odpadów, czy wciąż
niewystarczająco ograniczane emisje metanu z kopalń węgla zdecydowaliśmy
się na przyłączenie Koalicji. Liczę że doświadczenia innych krajów w
tym zakresie pomogą nam wypracować najlepsze praktyki dla Polski, z
których być może będą chciały skorzystać także inne kraje rozwijające
się, co w efekcie poprawi jakość powietrza na całym świecie – dodała
minister Jaczewska.
Polska od lat angażuje się w działania na rzecz poprawy jakości
powietrza oraz realizuje programy mające na celu ograniczanie emisji, w
tym krótkotrwałych zanieczyszczeń powietrza. Wdrażamy przepisy unijne,
podnosimy standardy jakości powietrza w kraju i chcemy uczestniczyć w
podejmowaniu podobnych inicjatyw na świecie. Koalicję uważam za istotne
forum aktywności w tym zakresie i jestem bardzo zadowolona, że tak
chętnie przyjęto nas do grona jej partnerów – powiedziała minister
Jaczewska.
Do zadań Koalicji należy m.in. podnoszenie świadomości społecznej w
obszarze krótkotrwałych zanieczyszczeń oraz wsparcie krajowych działań
na rzecz redukcji szkodliwych substancji. Polska może pochwalić się
uruchomieniem w ostatnim czasie, wspólnie z Narodowym Funduszem Ochrony
Powietrza i Gospodarki Wodnej, programu KAWKA. W jego ramach samorządy
mogą starać się o dotacje na działania poprawiające jakość powietrza.
Liczę, że KAWKA przyczyni się do ograniczenia smogu w miastach i poprawy
jakości powietrza, m.in. w Krakowie czy na terenie Śląska, które
szczególnie potrzebują tego typu inicjatyw – dodała wiceminister
Jaczewska.
Polska pierwszym partnerem Koalicji spośród państw Europy Środkowo-Wschodniej
Koalicja CCAC powstała w lutym 2012 r. z inicjatywy USA i kilku innych
państw oraz UNEP (Program Środowiskowy ONZ). Celem inicjatywy jest
wzmocnienie działań globalnych w zakresie redukcji emisji krótkotrwałych
zanieczyszczeń powietrza (short-lived climate pollutants SLCPs), takich
jak: metan, sadza oraz fluorowane węglowodory (HFC). Europejskimi
członkami Koalicji są: Komisja Europejska, Dania, Finlandia, Szwecja,
Holandia, Niemcy, Austria, Francja, Włochy i Wielka Brytania. Polska
jest pierwszym krajem członkowskim spośród państw Europy
Środkowo-Wschodniej, który został partnerem Koalicji.
Polskie działania na rzecz ochrony klimatu
Polska, jako sygnatariusz Konwencji klimatycznej od 1994 r., z nadwyżką
realizuje zobowiązania wynikające z Protokołu z Kioto. Ograniczyliśmy
emisję dwutlenku węgla o 30% przy zobowiązaniach na poziomie 6%. W
grudniu 2008 r. Polska była gospodarzem Konferencji ONZ ds. Zmian
Klimatu – COP14, która odbyła się w Poznaniu. W listopadzie tego roku
będziemy ponownie gościć konferencję ONZ – COP19, tym razem w Warszawie.
Polski rząd aktywnie uczestniczy w najważniejszych dyskusjach i
decyzjach w obszarze polityki klimatycznej, w tym w wypracowaniu nowego,
globalnego porozumienia klimatycznego. Jego ramy mają zostać ustalone w
trakcie COP19 w Warszawie.
O programie KAWKA
W celu zwiększenie efektywności podejmowanych przez administrację
samorządową działań na rzecz poprawy jakości powietrza w polskich miast
został opracowany Program Priorytetowy „KAWKA - Likwidacja niskiej
emisji wspierająca wzrost efektywności energetycznej i rozwój
rozproszonych odnawialnych źródeł energii”. W jego ramach Narodowy
Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) przeznaczy 400
mln zł na programy poprawy jakości powietrza. Dodatkowe pieniądze będą
pochodzić od wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki
wodnej. Program ruszył 28 lutego br. Więcej informacji – zobacz na stronie.
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Sąd UE w Luksemburgu oddalił polską skargę przeciw decyzji
Komisji Europejskiej z 2011 r. dotyczącej przejściowych zasad przydziału
bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w całej Unii. Polska chciała
unieważnienia tej decyzji.
Decyzja
Komisji KE 2011/278/UE z 27 kwietnia 2011 r. (tzw. decyzja
benchmarkowa) dotyczy przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w
latach 2013-20.
Jak poinformowała Monika Sekuła z Krajowego Ośrodka Bilansowania i
Zarządzania Emisjami, decyzja KE oznacza, że Polska będzie mogła w
latach 2013-2020 rozdzielić pomiędzy instalacje ok. 477 mln uprawnień do
emisji. Dla porównania w Niemczech może zostać rozdzielonych 1 mld 402
mln uprawnień do emisji, w Wielkiej Brytanii – 626 mln takich uprawnień.
– Liczby te mogą jeszcze zostać zmniejszone z uwagi na możliwość
zastosowania współczynnika korygującego lub międzysektorowego
współczynnika korygującego – zastrzegła Sekuła.
W skardze przeciw Komisji Europejskiej Polska zawarła cztery zarzuty
dotyczące decyzji z 27 kwietnia 2011 r. Zasadniczo sprowadzają się one
do zaniżenia przydziału bezpłatnych uprawnień dla Polski.
Polska zarzuciła Komisji, że w swojej decyzji nie uwzględniła specyfiki
paliwowej poszczególnych państw członkowskich i że wyliczyła wskaźniki
emisyjności przy wykorzystaniu referencyjnej wydajności gazu ziemnego
oraz przyjęła to paliwo jako paliwo referencyjne.
Drugi zarzut dotyczył tego, że Komisja nie uwzględniła zróżnicowanej
sytuacji w poszczególnych regionach UE i przez to naruszyła zasadę
równego traktowania.
Polska zarzuciła też KE, że naruszyła zasadę proporcjonalności,
ponieważ w swojej decyzji określiła wskaźniki emisyjności na poziomie
bardziej restrykcyjnym niż wymagają tego cele dyrektywy 2003/87
ustanawiającej system handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych we
Wspólnocie.
Czwarty zarzut dotyczył naruszenia przepisów dyrektywy 2003/87 i braku kompetencji Komisji do przyjęcia zaskarżonej decyzji.
W czwartek Sąd UE nie podzielił tych zarzutów i oddalił w całości polską skargę.
Od wyroku Sądu UE przysługuje odwołanie – w terminie dwóch miesięcy – do Trybunału Sprawiedliwości.
Źródło: TVP Parlament
Wciąż jest szansa na uzyskanie unijnego wsparcia na
sfinansowanie inwestycji związanych z wykorzystaniem odnawialnych źródeł
energii oraz produkcją energii odnawialnej. Chodzi głównie o programy
realizowane przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej. Forma pomocy oraz jej wysokość zależy m.in. od tego, kto składa
wniosek oraz jaki jest cel finansowania.
Działania,
których celem jest dofinansowanie inwestycji związanych z odnawialnymi
źródłami energii oraz projektów termomodernizacyjnych cieszą się dużym
zainteresowaniem. Świadczy o tym fakt, że skończyły się już środki
znajdujące się w puli programu Infrastruktura i Środowisko.
Zainteresowanym pozostały dziś regionalne programy operacyjne,
realizowane przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej. Uzyskanie pomocy finansowej obwarowane jest jednak kilkoma
warunkami.
– To zależy od tego, kto byłby beneficjentem, na terenie jakiego
województwa prowadzona byłaby inwestycja i jaki byłby ogólnie rzecz
biorąc typ projektu – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną
Newseria Jurgita Kraużlis, konsultantka Centralnego Punktu
Informacyjnego Funduszy Europejskich.
W niektórych województwach nawet i te środki zdążyły się już wyczerpać,
co oznacza, że w roku 2013 nie będą tam organizowane żadne konkursy.
Tam, gdzie pieniądze są, konkursy zostały już ogłoszone lub wkrótce
zostaną rozpisane. O dofinansowanie będą mogły się starać zarówno
samorządy, wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe, jak i organizacje
pozarządowe, a nawet osoby fizyczne. Od formy prawnej i organizacyjnej
wnioskodawcy zależy wielkość ewentualnej pomocy.
– Jeśli chodzi o jednostki samorządu terytorialnego to jest możliwość
dofinansowania maksymalnie w zależności od typu projektu do 85 proc.
wartości całej inwestycji – mówi Kraużlis.
Wysokość wsparcia w przypadku przedsiębiorstw uzależniona jest m.in. od
ich wielkości. Na inne pieniądze może liczyć duża fabryka, na jeszcze
inne drobny przedsiębiorca. Generalna zasada mówi, że inwestycje
związane z dostosowaniem firmy do wymogów ustawy o ochronie środowiska
czy też z montażem urządzeń i instalacji odnawialnych źródeł energii
mogą być dofinansowywane maksymalnie do 70 proc. wartości projektu.
Różna też może być forma pomocy.
– To mogą być zarówno dotacje, jak i fundusze pożyczkowe, a także
pożyczki preferencyjne na korzystniejszych warunkach niż w przypadku
banków komercyjnych – wylicza konsultantka Centralnego Punktu
Informacyjnego Funduszy Europejskich. – Oprócz tego Narodowy Fundusz
Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej umożliwia także dopłaty do
kredytów.
Informacje na temat możliwości uzyskania wsparcia na inwestycje
związane z odnawialnymi źródłami energii, jak i na projekty
modernizacyjne, można znaleźć na stronie internetowej
www.funduszeeuropejskie.gov.pl. Swoją pomoc oferują także konsultanci
Punktów Informacyjnych Funduszy Europejskich we wszystkich większych
miastach w całej Polsce.
Źródło: Newseria
Historycznie niskie ceny prądu sprzyjają uwolnieniu rynku
energii dla gospodarstw domowych. Zdaniem prezesa Urzędu Regulacji
Energetyki sytuacja gospodarcza kraju sprawia, że niewielkie jest
ryzyko, że po uwolnieniu ceny prądu wzrosną. Jest więc duża szansa, że w
połowie roku ogłosi, że od stycznia 2014 roku polski rynek energii
będzie w pełni konkurencyjny.
–
Biorąc pod uwagę tylko ceny hurtowe prądu, to chyba najlepszy czas na
uwolnienie cen. Może się taki nigdy nie powtórzyć. Ceny energii w hurcie
w Polsce są historycznie niskie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria
Marek Woszczyk, prezes URE. – Jesteśmy w okresie spowolnienia
gospodarczego, a to raczej studzi apetyty sprzedających, w tym
sprzedających prąd, do podnoszenia cen. Zatem ryzyko, że po ewentualnym
uwolnieniu cen energii spod reżimu regulacyjnego te stawki mogłyby
wzrosnąć, jest zerowe.
Rynek wolny dla gospodarstw domowych musi być dla nich rynkiem
bezpiecznym, co oznacza rzeczywistą konkurencję i łatwość zmiany
dostawcy. Tutaj także, w ocenie prezesa URE, jest coraz lepiej.
– Od początku roku dynamika przyrostu odbiorców, którzy zdecydowali się
na zmianę sprzedawcy jest imponująca. Zarówno w segmencie już dobrze
obeznanym z rynkiem, mówię tutaj o odbiorcach przemysłowych, jak w
segmencie gospodarstw domowych – podkreśla Marek Woszczyk.
Jak wynika z monitoringu URE, w minionym roku, czyli od końca grudnia
2011 r. do końca grudnia 2012 r., liczba zmieniających dostawcę w
gospodarstwach domowych wzrosła o 433,2 proc. Na koniec grudnia 2012 r.
wyniosła ponad 76 tys. W tym samym okresie o 200,8 proc. zwiększyła się
również liczba zmieniających dostawcę energii w pozostałych grupach. Na
koniec grudnia 2012 r. liczba ta równała się ponad 65 tys. To jednak
wciąż niewielki procent wszystkich odbiorców prądu w kraju (15,5 mln).
Do końca kwietnia mają zostać dopracowane ostateczne zasady i warunki
dotyczące uwolnienia cen energii dla gospodarstw domowych (taryfa G).
– To jest mój ostateczny termin i oczekiwanie, zarówno od operatorów
systemów dystrybucyjnych, jak i spółek obrotu, że to co przez ostatnie
półtora roku udało się nam wypracować powinno być poprawione tak, by
miało przełożenie na rzeczywistość, czyli żeby było dostępne dla
przeciętnego Kowalskiego – podkreśla prezes.
Dopiero wówczas będzie możliwe podjęcie decyzji o liberalizacji rynku.
– Z powodów ekonomicznych dobrze by było uwolnić te ceny już w połowie
roku. Ostatnie zatwierdzone przeze mnie taryfy obowiązują do 30 czerwca
tego roku. Trzeba się zmierzyć z pytaniem, co po tej dacie, czy jeszcze
taryfy regulowane, czy może już nie – przypomina Woszczyk. – Gdyby ceny
miałyby być uwolnione od 1 stycznia, to w połowie roku taka decyzja
musiałaby być komunikowana przez prezesa URE, ale czy to będzie możliwe,
to zależy od spełnienia trzech warunków.
Chodzi m.in. o sytuację odbiorcy wrażliwego (czyli np. znajdującego się w trudnej sytuacji finansowej).
– Po pierwsze, należy wprowadzić, i to na poziomie ustawowym, system
ochrony odbiorcy wrażliwego, słabego ekonomicznie, który po uwolnieniu
cen mógłby zostać odcięty od prądu – mówi prezes URE. – Parlament
debatuje nad wdrożeniem przepisów o wsparciu takiej kategorii odbiorców
dodatkiem energetycznym.
Drugi warunek, który musi zostać spełniony przed uwolnieniem cen
energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, dotyczy gwarancji, że po
zmianie sprzedawcy na nowego odbiorcę będzie dalej obowiązywała jedna
umowa, tzw. umowa kompleksowa, dotycząca zarówno sprzedaży, jak i
dystrybucji energii.
– To zwiększa poziom korzyści ekonomicznych po stronie odbiorcy. Łatwo
sobie wyobrazić, że przy jednej umowie mamy do opłacenia tylko jedną
fakturę, więc niższe koszty manipulacyjne – tłumaczy Marek Woszczyk.
Trzeci warunek to tzw. sytuacje awaryjne, jak np. bankructwo dostawcy prądu, którego wybrał konsument.
– Dzisiaj takie kwestie są niedostatecznie uregulowane przez prawo.
Często możemy nie mieć pojęcia o tym, że utraciliśmy sprzedawcę energii,
bo on zbankrutował. Rodzi się pytanie, co się dzieje z nami, co z naszą
sytuacją finansową? Czy nagle pobieramy ten prąd nielegalnie, czy go w
ogóle mamy – wyjaśnia prezes URE i dodaje: – Jeśli chodzi o jedną umowę o
zmianie sprzedawcy i kwestie awaryjne, próbujemy je doregulować w
drodze konsensusu rynkowego.
Źródło: Newseria
Nowy instrument na Towarowej Giełdzie Energii oraz ingerencja
resortu gospodarki w system zielonych certyfikatów mają ustabilizować, a
w konsekwencji podwyższyć ich ceny. Dzięki temu sprzedawcy energii z
jednej strony uzyskaliby większą przewidywalność tych stawek. A z
drugiej zmobilizowałoby ich to do inwestowania w odnawialne źródła
energii.
–
Do końca I kwartału przedstawimy projekt, teraz rozpoczynamy procedurę
zatwierdzania regulaminów zmieniających obrót na tym rynku. Z naszej
strony będzie on gotowy do rozpoczęcia procedowania w pierwszym tygodniu
marca – tak Ireneusz Łazor, prezes Towarowej Giełdy Energii mówi o tzw.
forwardzie. To rynek terminowy świadectw pochodzenia energii ze źródeł
odnawialnych (OZE), czyli instrument mający być jednym z elementów
stabilizujących ceny na rynku zielonych certyfikatów (praw majątkowych).
Od niemal roku te prawa majątkowe taniały tak mocno, że przedsiębiorcom
zajmującym się sprzedażą energii elektrycznej odbiorcom końcowym, nie
opłacało się inwestować w zielone technologie. Mogli kupić świadectwa
pochodzenia energii elektrycznej wytworzonej w odnawialnych źródłach
energii po ok. 100 zł/MWh, czyli taniej, niż zapłaciliby za pozyskanie
własnych certyfikatów (muszą określoną ich liczbę uzyskać i przedstawić
do umorzenia Prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki lub uiścić opłatę
zastępczą, która wynosi ok. 280 zł/MWh).
– Chcemy zaproponować ten instrument w dłuższym horyzoncie czasowym,
aby pozwolić po pierwsze stabilizować cenę, po drugie, dać możliwość
uczestnikom rynku wyceny tego instrumentu w dłuższym horyzoncie –
zapewnia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Ireneusz Łazor.
Na parkiecie mają być notowane kontrakty miesięczne, kwartalne i
roczne, co pozwoliłoby na zakup certyfikatów np. w momencie, gdy ich
ceny są niskie. Dodatkowo sprzedawcy energii uzyskaliby większą
przewidywalność tych stawek.
Również resort gospodarki dąży do tego, by ceny zielonych certyfikatów
były bardziej stabilne i przewidywalne. Rozważa m.in. interwencyjny skup
tych praw majątkowych, co miałoby np. podbić ich cenę.
Jednym z pomysłów Ministerstwa Gospodarki jest także wprowadzenie
obowiązku sprzedaży części zielonych certyfikatów przez producentów
energii ze źródeł odnawialnych na giełdzie. Wówczas rynek forward
zyskałby jeszcze na znaczeniu, ponieważ wytwórcy „zielonej" energii będą
zabezpieczać sprzedaż, i to nie tylko na rok, ale nawet kilka lat do
przodu.
Zdaniem prezesa TGE jest to dobry kierunek, by zażegnać kryzys na rynku zielonych certyfikatów.
– Rynek jest regulowany z jednej strony po to, by doprowadzić do
bezpiecznego, sprawnego obrotu i rozliczenia transakcji, aby w jednym
miejscu była koncentracja podaży i popytu. Ale trzeba też pamiętać o
tym, że każdy system w miarę rozwoju należy modyfikować. I to jest próba
modyfikacji regulacji, w jakich porusza się ten rynek – uważa Ireneusz
Łazor.
Po zapowiedziach resortu gospodarki indeks zielonych certyfikatów
podskoczył (z ok. 100 zł/MWh na 124 zł/ MWh). Na czwartkowej sesji
osiągnął poziom 156,10 zł/MWh.
Źródło: Newseria
Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej
(NFOŚiGW) przeznaczy 400 mln zł na poprawę jakości powietrza w ramach
programu KAWKA. Dodatkowe pieniądze będą pochodzić od wojewódzkich
funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej. Dziś Ministerstwo
Środowiska i NFOŚiGW ogłosili start programu.
Najważniejszym
celem działań w zakresie ochrony powietrza jest pilne ograniczenie
emisji zanieczyszczeń, w tym spełnienie standardów jakości powietrza
określonych w dyrektywie 2008/50/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 21
maja 2008 r. w sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla
Europy (CAFE). Obecnie, 23 państwa członkowskie mają problemy z
dotrzymaniem standardów jakości powietrza określonych w dyrektywie CAFE.
Zanieczyszczenie powietrza w miastach wynika przede wszystkim z tzw.
niskiej emisji. Jest ona powodowana przez zanieczyszczenia pochodzące z
lokalnych kotłowni węglowych i domowych pieców grzewczych.
W celu zwiększenie efektywności podejmowanych przez administrację
samorządową działań naprawczych, opracowano Program Priorytetowy „KAWKA -
Likwidacja niskiej emisji wspierająca wzrost efektywności energetycznej
i rozwój rozproszonych odnawialnych źródeł energii” na kwotę 400 mln
zł. W jego ramach 400 mln zł przekaże NFOŚiGW do dyspozycji wojewódzkim
funduszom ochrony środowiska i gospodarki wodnej. One na zasadach
partnerskich również będą brały udział we współfinansowaniu tego
programu. Dodatkowo wyłożą kilkaset milionów złotych, by poprawiać
jakość powietrza, ważną z punktu widzenia zdrowia mieszkańców - wyjaśnia
Małgorzata Skucha, Prezes Zarządu Narodowego Funduszu Ochrony
Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Samorządy będą mogły się ubiegać o wsparcie w ramach programu KAWKA w
latach 2013 – 2015, a ich wydatkowanie powinno nastąpić do końca 2018 r.
Środki, które można pozyskać to konkretna pomoc finansowa dla
samorządów i obywateli. Pomoc, która z jednej strony wesprze władze
lokalne w tworzeniu programów ograniczania niskiej emisji. Z drugiej
strony w ramach KAWKI mieszkańcy będą mogli otrzymać wsparcie finansowe,
m.in. na wymianę przestarzałych pieców do ogrzewania. Liczę, że program
przyczyni się do ograniczenia smogu w miastach i poprawy jakości
powietrza - powiedział Marcin Korolec, Minister Środowiska
W ramach programu NFOŚiGW będzie współfinansował, razem z wojewódzkimi
funduszami, programy ochrony powietrza dla stref, w których przekroczone
zostały limity - przede wszystkim pyłu PM2,5, pyłu PM10 i
benzo(a)piranu. Tam, gdzie takie stężenia są przekroczone, tworzone będą
programy naprawcze, mające zapobiegać tym zanieczyszczeniom, a dzięki
inwestycjom zmniejszać się będzie szkodliwa niska emisja – wyjaśniała
Małgorzata Skucha, Prezes Zarządu NFOŚiGW w trakcie prowadzonych przez
Fundusz konsultacji społecznych.
Kwota dofinansowania wyniesie do 90 proc. kosztów kwalifikowanych, w
tym do 45 proc. kosztów przedsięwzięcia ze środków udostępnionych przez
NFOŚiGW. Zaangażowanie środków WFOŚIGW w realizację niniejszego programu
priorytetowego stanowi do 45 kosztów kwalifikowanych. Przy określaniu
wysokości dofinansowania uwzględnia się przepisy dotyczące
dopuszczalności pomocy publicznej.
Dofinansowane zostaną przedsięwzięcia zlokalizowane na obszarze miasta
powyżej 10 tys. mieszkańców (to ograniczenie nie dotyczy miejscowości
uzdrowiskowych).
Dotacje będą mogły być przeznaczone m.in. na przedsięwzięcia, mające na
celu ograniczanie niskiej emisji związane z podnoszeniem efektywności
energetycznej oraz wykorzystaniem układów wysokosprawnej kogeneracji i
odnawialnych źródeł energii. Przedsięwzięcia te to w szczególności:
likwidacja lokalnych źródeł ciepła, tj.: indywidualnych kotłowni lub
palenisk węglowych, kotłowni zasilających kilka budynków oraz kotłowni
osiedlowych i podłączenie obiektów do miejskiej sieci ciepłowniczej lub
ich zastąpienie przez źródło o wyższej niż dotychczas sprawności
wytwarzania ciepła spełniające wymagania emisyjne określone przez
właściwy organ.
w przypadku likwidacji palenisk indywidualnych zakres przedsięwzięcia
może m.in. obejmować wykonanie wewnętrznej instalacji c.o. i c.w.u. lub
instalacji gazowej;
rozbudowa sieci ciepłowniczej w celu podłączenia istniejących obiektów
(ogrzewanych ze źródeł lokalnych przy wykorzystywaniu paliwa stałego) do
centralnego źródła ciepła wraz z podłączeniem obiektu do sieci;
zastosowanie kolektorów słonecznych celem obniżenia emisji w lokalnym źródle ciepła opalanym paliwem stałym;
termomodernizacja budynków wielorodzinnych, zgodnie z zakresem
wynikającym z wykonanego audytu energetycznego, wyłącznie jako element
towarzyszący przebudowie lub likwidacji lokalnego źródła ciepła
opalanego paliwem stałym.
Program KAWKA będzie służył wypełnieniu celów dyrektywy Parlamentu
Europejskiego z 2008 r. w sprawie jakości powietrza i czystszego
powietrza dla Europy CAFE (Clean Air for Europe). Polska jest
zobowiązana m.in. ograniczyć emisję zanieczyszczeń do powietrza i w ten
sposób poprawić jego jakość.
Szczegółowe informacje na temat programu KAWKA są dostępne na stronie NFOŚiGW.
O dyrektywie CAFE (Clean Air for Europe)
Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/50/WE z 21 maja 2008 r. w
sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla Europy (Clean Air
for Europe - CAFE) weszła w życie 11 czerwca 2008 r. Dyrektywa CAFE
koncentruje się głównie wokół zagadnienia pyłu zawieszonego PM2,5 (pył o
średnicach cząstek nieprzekraczających 2,5 mikrometra), wyznaczając
jednocześnie bardzo ambitne standardy jakości powietrza. CAFE określa
wartości dopuszczalne dla takich substancji, jak: pył zawieszony PM10,
dwutlenek siarki, dwutlenek azotu, tlenek węgla, benzen, ołów. Dyrektywa
umożliwia ponadto państwom członkowskim wzmocnienie istniejących
przepisów, szczególnie dotyczących przygotowania oraz wdrożenia planów i
programów w zakresie poprawy jakości powietrza.
Programy ochrony powietrza
Zgodnie z polskim prawodawstwem dla stref, w których stwierdzono
przekroczenia poziomów docelowych i dopuszczalnych zanieczyszczeń,
zarząd województwa opracowuje programy ochrony powietrza. Następnie
sejmik województwa przyjmuje program w drodze uchwały, która stanowi akt
prawa miejscowego. Obecnie w kraju realizowanych jest 87 programów
ochrony powietrza, w których horyzont czasowy działań naprawczych sięga
roku 2015-2020.
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Największe koncerny paliwowe świata – Gazprom, a teraz Shell – zawieszają plany wydobycia ropy w Arktyce.
W
środę przedstawiciele firmy Shell ogłosili, że koncern rezygnuje z
planów poszukiwań i wydobycia ropy na wodach Arktyki u wybrzeży Alaski
do końca 2013 r. Oficjalnie decyzja ta tłumaczona jest koniecznością
przygotowania planów i sprzętu do prac w następnych latach. Zdaniem
organizacji Greenpeace Shell nie ma odpowiednich środków do
przeprowadzenia operacji w sposób bezpieczny dla pracowników platfrom
wiertniczych i środowiska naturalnego. W poprzednim roku podobną decyzję
podjęli szefowie innego giganta paliwowego przymierzającego się do
wydobycia arktycznej ropy – Gazpromu.
W ciągu ostatnich siedmiu lat firma Shell wydała około 4,5 miliardów
dolarów na poszukiwania ropy u wybrzeży Alaski. W wyniku szeregu
wypadków, jakie miały miejsce w ubiegłym roku, działania koncernu stały
się przedmiotem kontroli przeprowadzonych przez amerykańskie
ministerstwo spraw wewnętrznych.
Greenpeace przypomina, że najpoważniejsze z nich doprowadziły do utraty
kontroli nad dwoma platformami wiertniczymi. Ostatni takim wypadek
wydarzył się 31 grudnia zeszłego roku, gdy statek wiertniczy Kulluk
zerwał się z liny cumowniczej podczas sztormu i osiadł na
niezamieszkanej wyspie.
– Wielomiliardowa inwestycja Shella leży dziś w gruzach, podobnie jak
reputacja tej firmy. To przecież Shell miał być firmą najlepiej
przygotowaną to wierceń w tych ekstremalnych warunkach, a tu widać, że
na arktyczne temperatury, góry lodowe i sztormy po prostu ‘nie ma
mocnych’. I dobrze. Spalenie ropy znajdującej się pod lodami Arktyki
przyśpieszyłoby tylko zmiany klimatu, dlatego jedynym sensownym
rozwiązaniem jest uczynienie Arktyki terenem wolnym od przemysłowej
eksploatacji. Na zawsze. Podobnie jak udało się to zrobić z Antarktyką –
mówi Maciej Muskat, dyrektor polskiego Greenpeace.
Greenpeace od dwóch lat prowadzi kampanię zmierzającą do powstrzymania
takich gigantów paliwowych jak Shell i Gazprom przed wydobyciem ropy z
terenów Arkyki i postuluje utworzenie na tym obszarze Arktycznego
Sanktuarium Przyrody. Byłoby to miejsce objęte zakazem działalności
przemysłowej. Od kilkudziesięciu lat taką ochroną objęte są tereny wokół
bieguna południowego. W ramach tej kampanii Greenpeace przeprowadził
szereg działań przeciw obu firmom – okupację siedziby Shella w Hadze,
okupację siedziby Gazpromu w Moskwie, akcje na platformach wiertniczych
na dalekiej północy i stacjach benzynowych w całej Europie.
Żródło: ekologia.pl
Do 2017 r. PSE Operator chce zainwestować 8 mld złotych w
rozwój systemu energetycznego. Przede wszystkim w nowe linie przesyłowe,
których ma powstać nawet kilka tysięcy kilometrów. Podłączą one do
systemu energetycznego m.in. nowe farmy wiatrowe na północy Polski.
Powstaną również nowe połączenia transgraniczne, w tym współfinansowany
przez UE most energetyczny Polska-Litwa.
–
Tylko niewielka część tych środków będzie przeznaczana na modernizację
istniejącego majątku, bowiem ten majątek przez lata utrzymywany był w
dobrzm stanie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Henryk Majchrzak,
prezes zarządu PSE Operator.
Według Majchrzaka, świadczy o tym fakt, że od kilku lat nie odnotowano
ani jednego przypadku przerwy w dostawach energii z przyczyn leżących po
stronie sieci przesyłowej. Obecnie spółka eksploatuje ok. 13 tys.
kilometrów linii najwyższych napięć, czyli 220 i 400 kV. Prezes PSE
Operator podkreśla jednak, że utrzymanie sieci w dobrym stanie nie
wystarczy, bo potrzebne są nowe inwestycje. Zarówno nowo powstające
elektrownie konwencjonalne, jak i energetyka odnawialna potrzebują sieci
przesyłowych, by rozprowadzać produkowaną energię. Zwłaszcza na północy
Polski duże będzie zapotrzebowanie ze strony farm wiatrowych.
Innym obszarem inwestycji są połączenia transgraniczne, których Polska ma obecnie wyjątkowo mało.
– Są one potrzebne dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego. W
każdym trudnym momencie połączenia z sąsiadami służą bilansowaniu mocy i
utrzymaniu równowagi każdego z subsystemów, które wchodzą w skład
całego jednolitego europejskiego systemu energetycznego – tłumaczy
Henryk Majchrzak.
Operator finansuje większość inwestycji z własnych środków,
pozyskiwanych dzięki wpływom taryfowym oraz zwrotowi kapitału z
istniejących linii. Część pieniędzy będzie pochodziła z kredytów. Są
jednak projekty, takie jak rozbudowa sieci związanej z mostem
energetycznym Polska-Litwa, które dofinansowuje Unia Europejska. W
przypadku tego konkretnego przedsięwzięcia prawie połowa środków
pochodzi z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.
– Liczę na to, że w ramach nowej perspektywy finansowej obejmującej
kolejny okres 5-6 lat uzyskamy znowu pewną pulę środków istotną do tego,
żeby zamknąć ten projekt docelowo – mówi prezes zarządu PSE Operator.
Zgodnie z zapowiedziami polskich i litewskich spółek zaangażowanych w
budowę mostu, inwestycja – warta ok. 1,7 mld zł – zostanie zakończona
zgodnie z planem, czyli jeszcze w 2015 roku.
Według Henryka Majchrzaka w branży energetycznej nie można mówić o
zastoju. Po trzyletnich przygotowaniach spółka weszła w fazę regularnego
organizowania przetargów, a średnio raz w miesiącu ogłasza duży projekt
inwestycyjny.
Źródło: Newseria
W listopadzie br. Polska będzie gospodarzem najważniejszego forum dyskusji o światowej polityce klimatycznej – konferencji ONZ COP19. Marcin Korolec, minister środowiska i jednocześnie prezydent szczytu ogłasza dziś konkurs dla studentów uczelni artystycznych na projekt logo tego wydarzenia.
Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu COP19
odbędzie się na Stadionie Narodowym w Warszawie (11-22.11.2013). W
wydarzeniu udział weźmie kilkanaście tysięcy osób z ponad 190 krajów, w
tym polityków, przedstawicieli organizacji pozarządowych i naukowych
oraz reprezentantów biznesu.
To bez wątpienia najważniejsze światowe spotkanie poświęcone ochronie
klimatu w tym roku. Podczas COP19 rozpoczniemy pracę nad tym, jak
mierzyć się ze zmianami klimatu po zakończeniu obowiązywania Protokołu z
Kioto. Chcemy zapewnić wydarzeniu stosowną oprawę, także artystyczną.
Zależy mi na tym, by jeden ze studentów polskich uczelni artystycznych
zaprojektował logo, które będzie symbolem tego ważnego, światowego
wydarzenia. Dla zwycięzcy to szansa zaprezentowania się na arenie
międzynarodowej - mówi Marcin Korolec, minister środowiska. Zapraszam do
udziału w konkursie na stworzenie logo konferencji COP19, które przez
dwa jesienne tygodnie będzie wizytówką Polski i Warszawy, prezentowaną w
mediach na całym świecie – dodaje minister Korolec.
Inspiracją dla młodych artystów niech będzie hasło: „Who cares? I care”
– mówi Beata Jaczewska, podsekretarz stanu w resorcie. Doskonale oddaje
ono nasze intencje, które chcemy promować przy okazji COP19. Środowisko
naturalne należy do każdego z nas, i każdy z nas o to dobro wspólne
powinien się troszczyć. Liczę, że hasło pomoże stworzyć niepowtarzalne
projekty, które uwrażliwią odbiorcę na potrzeby środowiska – dodaje
wiceminister Jaczewska.
Konkurs na logo konferencji COP19 jest skierowany do studentów uczelni
artystycznych. Zwycięski projekt będzie stanowił podstawę do opracowania
całego systemu identyfikacji wizualnej konferencji. Na zgłaszanie prac
uczestnicy mają czas do 25 marca br.
Więcej informacji:
Pobierz szczegółowy regulamin konkursu;
Dodatkowych informacji na temat konkursu udziela Departament Informacji
o Środowisku Ministerstwa Środowiska, tel. (022) 579 24 72, e-mail: dis@mos.gov.pl.
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Opłacalność elektrowni jądrowej w dużej mierze zależy od tego,
czy istnieje polityka klimatyczna i płacimy za emisję CO2 czy też nie.
Jeżeli, jak przewiduję, ta polityka nie utrzyma się w dłuższym okresie,
to nie widzę specjalnie uzasadnienia ekonomicznego do budowy elektrowni
jądrowej w Polsce – mówi Bolesław Jankowski, wiceprezes EnergSys Badania
Systemowe.
Bolesław
Jankowski wskazuje, że przed wiążącymi decyzjami dotyczącymi budowy
elektrowni jądrowej w Polsce potrzebne jest przesądzenie przynajmniej
dwóch kwestii: czy obecna polityka klimatyczna Unii Europejskiej będzie
kontynuowana i czy koszt uprawnień CO2 będzie znaczący. Druga kwestia to
pojawienie się gazu łupkowego i ewentualny rozwój energetyki gazowej. -
Należy brać pod uwagę nie tylko polski gaz łupkowy, może się okazać, że
rozwój rynku światowego pójdzie w takim kierunku, że spowoduje znaczący
spadek cen gazu na rynku międzynarodowym, w efekcie czego uzasadnione
będzie jego wykorzystanie do produkcji energii elektrycznej.
Potencjalnie jest to bardzo dobra opcja dla Polski, bo w oparciu o gaz
można zrealizować wszystkie koncepcje rozwoju energetyki rozproszonej,
która nie potrzebuje dużych źródeł wytwarzania i nie wymaga dużych
nakładów w infrastrukturę sieciową, jak to się dzieje w przypadku np.
budowy farm wiatrowych – ocenia Bolesław Jankowski.
Jak podkreśla Bolesław Jankowski, w oparciu o gaz można budować
niewielkie źródła lokalne. Gdyby takie źródła były oparte na wydobyciu
gazu krajowego to mogą odgrywać bardzo pozytywną rolę w aktywizacji
lokalnych terenów i poprawie ich sytuacji ekonomicznej. Taki model
bardzo korzystnie wpłynąłby również na funkcjonowanie systemu
elektroenergetycznego, ponieważ źródła, które są bliżej odbiorców
stabilizują pracę sieci.
- Obecnie nie można rozwijać rozproszonej energetyki gazowej, ponieważ
gaz jest bardzo drogi i jesteśmy uzależnieni od jednego dostawcy. Zmiany
na rynku światowym dają szansę, że rynek gazowy rozwinie się w takim
stopniu, że Polska będzie mogła na tym skorzystać – wskazuje Bolesław
Jankowski.
Źródło: EkoNews
Trwają prace nad modelem finansowym polskiej elektrowni atomowej. Polska Grupa Energetyczna, spółka wydelegowana przez rząd do wybudowania siłowni, liczy, że część środków na ten cel będzie pochodziła z państwowej kasy.
–
Jeżeli na świecie nie zbudowano ani jednego reaktora, który nie
zostałby w jakiś sposób wspomagany przez administrację państwową, a
wybudowano ich już ponad 400, to z jakiej racji pierwszy miałby powstać w
Polsce – zauważa Krzysztof Kilian, prezes spółki. W wywiadzie dla
"Parkietu" w połowie lutego szef resortu skarbu państwa Mikołaj
Budzanowski powiedział, że teraz nie ma możliwości, aby państwo
finansowo wsparło ten projekt.
Prezes Polskiej Grupy Energetycznej zwraca uwagę, że w rządowym
Programie polskiej energetyki jądrowej jest mowa o wsparciu ze strony
państwa. Jednak przyznaje, że trudno jeszcze dziś stwierdzić, jak
miałaby wyglądać ta pomoc, ponieważ spółka nadal pracuje nad modelem
finansowym tej wielomiliardowej inwestycji.
– Ministerstwo Gospodarki wypowie się dopiero, kiedy przedstawimy
model. Jednak taka pomoc jest niezbędna i administracja państwowa jest
tego świadoma – uważa Krzysztof Kilian.
Gwarancje rządu lub inne formy zabezpieczenia zwrotu zainwestowanego
kapitału mają być konieczne do pozyskania pieniędzy od zagranicznych
instytucji finansowych. Dziś PGE analizuje mechanizmy wsparcia stosowane
w innych państwach.
– Patrzymy z uwagą na Brytyjczyków, którzy też budują dwie duże
elektrownie jądrowe. Żeby je uruchomić, robią to, co my kiedyś w
kontraktach długoterminowych – zabezpieczaliśmy przez państwo cenę
energii. I w zależności od tego, czy to było in plus, czy in minus, to
albo my płaciliśmy, albo państwo nam płaciło za różnicę między
zabezpieczoną ceną energii – przypomina prezes PGE.
PGE przygląda się tym pracom i być może skorzysta z doświadczeń Brytyjczyków.
– Negocjują oni z Brukselą możliwość wdrożenia takiego wspomagania,
czyli ustalenia ceny, która pozwoli zbilansować strumienie pieniędzy,
jakie są potrzebne ażeby zbudować elektrownie – dodaje prezes. – Gdy
będziemy gotowi z naszym modelem finansowania, to musimy zapytać
administrację państwową, czy to, co przedstawimy jest do spełnienia i
czy w jakiś sposób państwo polskie będzie w tym uczestniczyło.
Równocześnie trwają prace nad tzw. atomowym sojuszem. Jesienią ub.r.
podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy PGE, KGHM, Tauron i Enea podpisały
list intencyjny w sprawie uczestnictwa w projekcie budowania pierwszej
polskiej elektrowni atomowej. Połączone siły jednych z największych
spółek Skarbu Państwa miały ułatwić przeprowadzenie inwestycji, której
koszt wyceniany jest nawet na 50 mld zł.
– Cały czas negocjujemy z potencjalnymi udziałowcami spółki, która
miałaby budować elektrownię jądrową. Kiedy się zakończą, będziemy mogli
poinformować opinię publiczną o ustaleniach. Jest jeszcze kilka miesięcy
– mówi Krzysztof Kilian.
Zgodnie z najnowszymi zapowiedziami PGE uruchomienie pierwszego bloku
jądrowego ma nastąpić w 2024 roku, natomiast cała elektrownia o mocy 3
tys. MW ma zostać oddana do użytku dwa lata później. Druga elektrownia, o
tej samej mocy, ruszy w 2029 roku.
Źródło: Newseria
Gdyby w 1600 gminach wiejskich wybudować biogazownie o mocy
jednego megawata, to wytworzona w ten sposób energia, dorówna blokowi
jądrowemu – uważa prof. Jan Popczyk z Politechniki Śląskiej.
Na
konferencji pn. „Energia odnawialna szansą dla gmin” prof. Popczyk
zauważył, że w kolejnym budżecie unijnym Polska otrzyma duże środki na
rozwój energetyki. Przy czym, jak podkreślił, na miejscu gmin byłby
bardzo czujny, gdyż pojawia się pytanie, kto te wielkie środki pozyska.
- W ostatnim czasie obserwuję zainteresowanie wielkimi elektrowniami
fotowoltaicznymi, w gminach szuka się wsparcia i w gminach szuka się
terenów – wyjaśnił naukowiec.
Dodał, że wolałby, aby za unijne pieniądze w gminach wymienione zostały
dachy eternitowe na dachy fotowoltaiczne. - Wtedy mielibyśmy
reelektryfikację wsi, ale nowoczesną. Nie za pomocą sieci, które się
uszkadzają, bo muszą się uszkadzać – tłumaczył.
Jak zaznaczył, chodzi o to, aby zmienić grupy interesów, żeby
pieniądze, które są przewidziane na perspektywę 2014 – 2020 rzeczywiście
trafiły do gmin.
- Nie jestem skłonny inaczej rozpatrywać tej sprawy, jak tylko przez
pryzmat 105 tys. gospodarstw towarowych, w których możemy zbudować np.
mikrobiogazownie, jak przez pryzmat 115 tys. gospodarstw socjalnych,
gdzie mamy dachy eternitowe, miejsce pod instalacje fotowoltaiczne,
wiatrakowe i inne – stwierdził.
Jak dodał, nie jest też skłonny patrzeć na to inaczej, jak poprzez
pryzmat co najmniej kilkunastu tysięcy wsi, z których każda może bardzo
szybko stać się autonomiczną pod względem energetycznym. Zauważył, że
nie będzie miała przychodów z energii, ale nie będzie też miała
wydatków, które w przypadku energii są całkiem istotne.
Wreszcie, jak podkreślił, nie może tego rozpatrywać inaczej niż przez
pryzmat 1600 gmin wiejskich. - Tutaj wróćmy do programu, który w
Ministerstwie Gospodarki kiedyś już funkcjonował. Było takie hasło:
„Jedna biogazownia na gminę”. 1600 gmin z biogazownią po jednym
megawacie, to jest jeden blok jądrowy - wyliczył.
Dodał, że jest to 1600 gmin zmodernizowanych, gdyż gminy po wybudowaniu
biogazowni będą innymi gminami. - To jest co innego niż blok jądrowy,
który spowoduje nam wiele kłopotów - powiedział.
Zdaniem Jerzego Pietrewicza, wiceministra gospodarki, pomysły
przedstawione przez prof. Popczyka wydają się być szalenie kuszącą
wizją, ale – jak podkreślił – dla niego, jako ekonomisty, pojawia się
pytanie, jakim kosztem musiałaby być osiągnięta i kto za to zapłaci.
Według wiceministra w tej sytuacji potrzebne są rzetelne dane
porównawcze, na których powinno się bazować.
Z kolei Włodzimierz Ehrenhalt, wiceprezes zarządu Stowarzyszenie
Energii Odnawialnej (SEO) przedstawił pomysł, który - jak utrzymywał -
nie będzie generował kosztów w gminach.
- Samorządy mogą się stać właścicielami elektrowni czy urządzeń z typu
OZE oraz odpadów energii, nie powodując wzrostu zadłużenia gmin,
właściwie nie ponosząc żadnych kosztów, w sposób bardzo bezpieczny –
zapewnił.
Wyjaśnił, że chodzi o są farmy wiatrowe, farmy fotowoltaiczne,
biogazownie oraz niewielkie zakłady utylizacji odpadów połączone z
odzyskiem energii.
- Idea jest taka, że JST tworzy spółkę komunalną, a inwestor, czy
samotnie, czy wraz z bankiem, tworzy elektrownię OZE. Spółka komunalna
wykupuje udziały w spółce elektrowni OZE, czerpiąc dochody wyłącznie z
przychodów z energii elektrycznej i ciepła - tłumaczył.
Józef Lewandowski, prezes Polskiej Grupy Agencji Energetycznych
przekonywał, że zdecydowane zróżnicowanie wytwarzania energii jest w
Polsce nieuchronne. - OZE to przede wszystkim rozwój technologii, badań,
to postęp i nowoczesność - podkreślił. Jego zdaniem to również nowe
miejsca pracy.
- Jeżeli ktoś patrzy na rynek energetyczny jedynie pod kątem
zabezpieczenia odbiorców w energię, to proszę tylko spojrzeć na Niemcy -
oznajmił. - To jest przede wszystkim kierunek na gospodarkę,
przedsiębiorczość, miejsca pracy, na rozwój badań i nauki – dodał.
Stwierdził, że być może energia słoneczna za kilkadziesiąt lat zupełnie zmieni nasze wyobrażenie o energii.
Natomiast Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta
zapowiedział, że Kancelaria Prezydenta przygotowała pięć paneli
eksperckich poświęconych problematyce energii, z których pierwszy
odbędzie się 7 marca.
W jego ocenie, kwestia konfliktu, który powstaje np. w przypadku
energetyki wiatrowej może być rozwiązana jedynie poprzez formę
racjonalnej, publicznej rozmowy.
- Płaszczyzną dla debaty w tym zakresie jest formuła opracowywania i
przygotowywania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, czy w
ogóle planów zagospodarowywania przestrzennego, również studiów
uwarunkowań - zauważył.
Podobnego zdania jest Mariusz Poznański, przewodniczący Związku Gmin
Wiejskich RP (ZGW RP), który przyznał, że do energii odnawialnej trzeba
przede wszystkim przekonać mieszkańców. Poza tym – dodał – należy coś
zmienić w planowaniu przestrzennym, bo planowanie przestrzenne dzisiaj
jest nieprecyzyjne i niedokładne, i trudno jednoznacznie określić, gdzie
można takie elementy stawiać.
- W Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego pracujemy nad
tym, aby w nowej ustawie o prawie budowalnym znalazły się zapisy, które
jednoznacznie będą określały miejsca, gdzie tego typu inwestycje mogą
powstać i będą je chroniły pod względem prawnym - zadeklarował.
Konferencja pn. „Energia odnawialna szansą dla gmin” odbyła się w środę
w Warszawie. Zorganizowały ją: Stowarzyszenie Gmin Przyjaznych Energii
Odnawialnej (SGPEO), Związek Gmin Wiejskich Rzeczpospolitej Polskiej
(ZGWRP), Polską Izbę Gospodarczą Energii Odnawialnej (PIGEO), Polskie
Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) oraz Stowarzyszenie Energii
Odnawialnej (SE0).
Źródło: Serwis Samorządowy PAP
- Mikro i mała energetyka bazująca na dostępnych źródłach
odnawialnych to szansa na rozwój nie tylko społeczności lokalnej, ale
przede wszystkim samorządów – powiedział wicepremier, minister
gospodarki Janusz Piechociński, otwierając konferencję „Energia
odnawialna szansą dla gmin”. Spotkanie odbyło się 20 lutego 2013 r. w
MG.
Wicepremier
Piechociński nawiązał do trwających prac legislacyjnych nad projektem
ustaw energetycznych, przygotowanych w MG. – Rozwiązania dotyczące
odnawialnych źródeł energii są szczególnie istotne dla sektora. Po raz
pierwszy bowiem będą one zebrane w oddzielnej ustawie – powiedział.
Wicepremier podkreślił, że nowe propozycje w zakresie OZE mają wdrożyć
czytelny i efektywny system wsparcia dla producentów zielonej energii. –
Chcemy tym samym promować wszystkie technologie i zachęcać do
inwestowania w nowe moce wytwórcze, oparte na lokalnych i dostępnych
źródłach – wyjaśnił.
W jego opinii rozwój OZE w Polsce to duża szansa dla samorządów
terytorialnych na większą aktywność i konkurencyjność. – Mikro i mała
energetyka zlokalizowana zwykle w mniejszych miejscowościach to nie
tylko zatrudnienie dla okolicznych mieszkańców, ale również niezależność
od większych dostawców energii – dodał.
***
Konferencja „Energia odnawialna szansą dla gmin” została zorganizowana
przez Stowarzyszenie Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej (SGPEO),
Związek Gmin Wiejskich Rzeczpospolitej Polskiej (ZGWRP), Polską Izbę
Gospodarczą Energii Odnawialnej (PIGEO), Polskie Stowarzyszenie
Energetyki Wiatrowej (PSEW) oraz Stowarzyszenie Energii Odnawialnej
(SEO).
Patronat honorowy objął Minister Gospodarki.
Źródło: Ministerstwo Gospodarki







