Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28434274

Grupa Azoty: ceny gazu są stabilne, ale będziemy szukać dostaw z innych źródeł
wtorek 2013-04-02

Władze Grupy Azoty spodziewają się w tym roku skokowego wzrostu przychodów, a co za tym idzie, również zysków. Największym wyzwaniem będzie konsolidacja z Zakładami Azotowymi w Puławach. Spółka będzie się też koncentrować na dywersyfikowaniu dostaw gazu.

Największym wyzwaniem dla Grupy Azoty do końca tego roku będzie konsolidacja z Zakładami Azotowymi "Puławy" S.A. Aktualnie Zakłady Azotowe w Tarnowie-Mościcach posiadają 83,7 proc. akcji spółki z Puław. Planowane jest stworzenie silnych podstaw największej grupy chemicznej w Polsce.

– To ogromne przedsięwzięcie i duże wyzwanie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jerzy Marciniak, prezes Grupy Azoty. – Znowu nastąpi skokowe zwiększenie przychodów. Myślę, że za tym również pójdzie wzrost wyników zysku netto i zysku operacyjnego.

Jak podkreśla, na korzyść Grupy przemawia ustabilizowana cena gazu. Zapowiada, że ważne w tym kontekście są zdywersyfikowane dostawy surowca do należących do Grupy zakładów. Celem jest to, by również "Puławy" otrzymywały gaz z różnych źródeł.

– Już w tej chwili mamy trochę gazu ze złóż lokalnych. W skali grupy to jest 9 proc., w skali zakładów w Tarnowie to jest 60 proc. – mówi prezes Grupy. – Mamy umowy zawarte z dostawcami gazu z Niemiec, mamy również umowy zawarte na gaz z rewersu jamalskiego. To będziemy intensyfikować. Chcielibyśmy, aby Puławy po skonsolidowaniu się z nami też miały taki procent gazu zdywersyfikowanego – dodaje Marciniak.

W dłuższej perspektywie Grupa Azoty liczy na tańszy gaz dzięki transakcjom na giełdzie gazu. Aktualnie jednak zbyt mały obrót nie pozwala czerpać z niego korzyści.

– W petrochemikaliach jest trudny czas, stąd nasze duże zaangażowanie we współpracy z Lotosem, bo tam widzimy szanse na to, aby w dalszej przyszłości rozwiązać problem surowców petrochemicznych – zapowiada prezes.

Chodzi o wspólną inwestycję w instalację petrochemiczną w Gdańsku. W tej chwili spółki analizują opłacalność projektu, który może być wart 6 mld zł. Wyniki analiz mają być znane w najbliższych miesiącach, wtedy zostanie podjęta decyzja o realizacji inwestycji.

Jerzy Marciniak ostrożnie wypowiada się na temat współpracy z rosyjskim akcjonariuszem.

– Rosjanie są bardzo aktywni na rynku nawozowym – mówi prezes Grupy Azoty. – Acron jest naszym akcjonariuszem w prawie 10 proc., to jest istotny akcjonariusz. Traktujemy go jak każdego z najwyższym szacunkiem, z najwyższym honorem, dostarczając informacje. Czasem ma poglądy odmienne niż inni akcjonariusze, takie jednak jest prawo rynku.

W ubiegłym roku Azoty Tarnów próbował przejąć rosyjski koncern. Grupa Acron starała się o to za pośrednictwem luksemburskiej spółki Norica Holding. Wrogiemu przejęciu udało się zapobiec. Walne zgromadzenie akcjonariuszy Azotów Tarnów zadecydowało o podwyższeniu kapitału spółki. To pozwoliło spółce tarnowskiej przejąć Zakłady Azotowe w Puławach.

Źródło: Newseria

Glacjolog: poziom oceanu światowego rośnie o ok. 3 mm rocznie
wtorek 2013-04-02

Poziom światowego oceanu podnosi się o ok. 3 mm rocznie. Dzieje się to nie tylko za sprawą topnienia lodowców, ale i rozszerzalności cieplnej wody. O badaniach nad topnieniem lodowców opowiada polski glacjolog uczestniczący w międzynarodowym projekcie ice2sea.

W prowadzonym od 4 lat projekcie badawczym Unii Europejskiej ice2sea biorą udział 24 zespoły z różnych krajów, w tym dwa zespoły z Polski - z Uniwersytetu Śląskiego, a także z Instytutu Geofizyki PAN w Warszawie. Naukowcy chcą zbadać udział lodowców w podnoszeniu poziomu mórz. Wyniki prac w ramach projektu ice2sea mają pomóc w opracowaniu raportu dotyczącego skutków zmian klimatycznych. Projekt ma trwać jeszcze do końca tego roku.

"Poziom oceanu światowego podnosi się w skali rzędu 3-3,5 mm rocznie" - podsumowuje dotychczasowe wyniki projektu ice2sea prof. Jacek Jania z Wydziału Nauk o Ziemi UŚ. Jak dodaje badacz, takie obserwacje wynikają w wielu analiz mierników poziomu morza rozsianych po całym świecie, jak i z danych satelitarnych. "Pod koniec ubiegłej dekady zanotowano jednak pewne spowolnienie wzrostu, które wiąże się z mniejszym topnieniem Grenlandii" - dodaje.

Prof. Jania wyjaśnia, że według opracowanych przez ekspertów z ice2sea modeli, wzrost poziomu wód nie będzie dramatyczny - pod koniec tego wieku poziom wody ma być średnio wyższy o 60-120 cm niż obecnie. "To dość dobra wiadomość" - komentuje naukowiec z UŚ. Jednak zaznacza, że taki wzrost poziomu wód może być dużym problemem np. w portach, a najbardziej odczują go np. mieszkańcy Holandii, Bangladeszu, Florydy czy Singapuru i niskich atoli, jak np. Malediwy.

Dodaje, że dla portów i miast nadmorskich na polskim Wybrzeżu dodatkowym zagrożeniem mogą być wysokie fale sztormowe, także związane z ociepleniem. W pierwszej dekadzie XXI wieku częstość sztormów była trzykrotnie większa niż jeszcze pół wieku temu.

Jak wyjaśnia glacjolog, za wzrost poziomu wód odpowiada w znacznej mierze - ponad 50 proc. - topnienie mas lodowych zgromadzonych w lądolodach i lodowcach. Najwięcej wody do oceanów dostarczają głównie topniejące lodowce Arktyki i Grenlandii. Poziom morza podnoszą także liczne góry lodowe obłamujące się z lodowców do wody. Stosunkowo niewiele wody przybywa w oceanach w wyniku topnienia mas lodowych z Antarktydy. Jak wyjaśnia prof. Jania, Antarktyda jest odizolowana od innych części świata chociażby zimnym Prądem Wiatrów Zachodnich, tymczasem Arktyka jest otwarta na oddziaływanie Atlantyku i łatwiej reaguje na zmiany temperatur. "Jeśli uruchomiłaby się dynamiczna odpowiedź lodowców Antarktydy na ocieplenie, wzrost poziomu wód w oceanach następowałby w znacznie szybszym tempie"- zaznacza glacjolog.

Jak wyjaśnia glacjolog, topnienie mas lodowych to nie jedyna przyczyna wzrostu poziomu wód. W ponad 40 proc. zjawisko to wynika z rozszerzalności cieplnej wody. Okazuje się, że woda w wyniku globalnego ocieplenia zwiększa swoją temperaturę, a razem z nią - rośnie objętość tej cieczy. Rozszerzalność cieplną można łatwo obserwować na przykładzie rtęci czy alkoholu w termometrze.

 Prof. Jania opowiada, że badania glacjologów - tym razem prowadzone już nie przez badaczy z ice2sea - mogą pomóc nie tylko w prognozowaniu poziomu wód, ale i również w rozwikłaniu zagadki długich i mroźnych zim w Europie - chociażby takiej zimy, jak w tym roku. Okazuje się, że ilość lodu morskiego w Arktyce - a więc lodu, który powstaje na powierzchni wody - ma wpływ na rozwój wyżów i przepływu ciepłego oceanicznego powietrza nad Europą. Dlatego jeśli zimą w Arktyce jest niewiele lodu morskiego, w Europie możemy się spodziewać długiej i chłodnej zimy. Natomiast duża ilość lodu morskiego w Arktyce zwiększa prawdopodobieństwo że zimy będą miały tu łagodniejszy przebieg.

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Resort rolnictwa zamierza przygotować uczniów do pracy przy biogazowniach. Nawet 200 tys. miejsc pracy w energetyce odnawialnej
wtorek 2013-04-02

Ministerstwo rolnictwa nie przeznaczy pieniędzy na budowę biogazowni, mimo sukcesu, jaki odniósł program dotacji sprzed dwóch lat. Szef resortu Stanisław Kalemba zdecydował, że to zadanie leży w gestii Ministerstwa Gospodarki. Natomiast pod jego okiem powstaje projekt edukacyjny dla uczniów szkół rolniczych, przygotowujący ich do pracy przy biogazowniach. Takich miejsc pracy związanych z energetyką odnawialną może powstać nawet 200 tys. do 2035 roku.

– Pracujemy nad programem dotyczącym przygotowania uczniów do pracy przy instalacjach biogazowych. Chcemy wprowadzić go przede wszystkim w tych szkołach rolniczych, gdzie są gospodarstwa pozwalające na zainwestowanie w biogazownie. Ci absolwenci pójdą do pracy, wrócą do swoich wiosek i już będą mieli gruntowną wiedzę – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Stanisław Kalemba, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Poprzedni szef resortu rolnictwa, Marek Sawicki, zapowiadał kontynuację programu „Różnicowanie w działalności nierolniczej" (Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013) dla inwestujących w biogazownie. Chętnych na dotację w wysokości 500 tys. złotych było więcej niż spodziewano się w ministerstwie. Jednak obecny minister zdecydował o zmianie kierunku działania.

Założeniem nowego projektu jest stworzenie w około 20 szkołach rolniczych (minimum po 1 w każdym województwie) odpowiedniego zaplecza dydaktycznego w postaci mikro- lub małych instalacji OZE, wykorzystujących energię m.in.: z biomasy, wiatru, słońca, wody, płytkiej geotermii (pompy ciepła).

Dzięki temu ma powstać odpowiednia baza dydaktyczna do teoretycznego oraz praktycznego kształcenia młodzieży w szkołach rolniczych w zawodzie technik systemów i urządzeń energetyki odnawialnej. Ministerstwo rolnictwa uzyskało już akceptację szefa resortu gospodarki oraz ministra edukacji narodowej do kształcenia w tym zawodzie w zespołach szkół rolniczych.

– Prace są dosyć zaawansowane, mogą ruszyć w ciągu kilku miesięcy. Jednak lepiej nie obiecywać takich rozwiązań bez pokrycia, a znaleźć rozwiązanie i pieniądze. Oprócz środków budżetowych szukamy teraz również możliwości zainteresowania firm prywatnych, bo to też jest propagowanie tego typu działań i inwestycji. Jesteśmy w stanie wdrożyć ten program w naszych szkołach – przekonuje Stanisław Kalemba.

Andrzej Kassenberg, prezes Instytutu na Rzecz Ekorozwoju, chwali pomysł. Informuje, że rozwój sektorów związanych z energetyką odnawialną i energooszczędnością w Polsce może przynieść kilkaset tysięcy miejsc pracy w perspektywie do 2035 roku.

– Będą to lokalne miejsca pracy, głównie przy produkcji, instalowaniu urządzeń i ich konserwacji. To daje szansę zwłaszcza młodym ludziom, którzy nie będą zmuszeni do emigracji do dużych miast czy za granicę, bo będą mogli zatrudnić się w swojej rodzinnej miejscowości. Ważne jest więc to, by dostosować szkolnictwo do wymogów rynku i kształcić uczniów pod tym kątem – mówi Andrzej Kassenberg.

Przypomina, że podstawy prawne do stworzenia zawodu instalatora urządzeń energetyki odnawialnej daje projekt ustawy o OZE. W ubiegłym tygodniu minister gospodarki poinformował, że projekt lada dzień zostanie skierowany do procedowania w Sejmie.

Źródło: Newseria

Klimatyczne konsultacje KE
piątek 2013-03-29

Minister Środowiska zaprasza do udziału w konsultacjach Komisji Europejskiej w sprawie kształtu nowego porozumienia dotyczącego redukcji emisji gazów cieplarnianych, które zacznie obowiązywać po 2020 r. Konsultacje prowadzone są w internecie i potrwają do 26 czerwca br.

Celem konsultacji jest rozpoczęcie debaty publicznej z udziałem państw członkowskich, instytucji Unii Europejskiej oraz wszystkich zainteresowanych podmiotów na temat kształtu nowego porozumienia klimatycznego. Na podstawie zebranych opinii Komisja opracuje stanowisko Unii Europejskiej w sprawie nowej, globalnej umowy klimatycznej.

Nowe porozumienie klimatyczne ma zostać wypracowane przed końcem 2015 r., a zacznie obowiązywać w 2020 r. Jego ramy będą dyskutowane podczas tegorocznej 19. Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu COP19, która odbędzie się w Warszawie (11-22.11.2013). Porozumienie to, po raz pierwszy w historii, obejmie wszystkie państwa. Obecne, publiczne konsultacje zbiegają się w czasie z przewidywaną na bieżący rok intensyfikacją negocjacji klimatycznych.

Więcej informacji nt. konsultacji, w tym sposobu dostarczenia zgłoszenia znajduje się na stronie Komisji Europejskiej pod adresem: http://ec.europa.eu/clima/consultations/0020/index_en.htm.

Źródło: Ministerstwo Środowiska

Enea opanowała problemy z biogazownią w Liszkowie i otwiera kolejną
czwartek 2013-03-28

Biogazownie to opłacalny biznes – uważa prezes Enei. Mimo problemów z instalacją w Liszkowie, której groziło nawet zamknięcie, spółka nie rezygnuje z tego źródła energii. Jeszcze w II kwartale roku ruszy nieco mniejsza biogazownia w Gorzesławiu. Produkcja biogazu będzie jeszcze bardziej opłacalna, gdy wejdą w życie nowe regulacje dotyczące „zielonej” energii.

– Każdy pilotaż, jak ten w Liszkowie, jest lekcją dla grupy, dla zespołu, który je realizuje. I na pewno wykorzystamy te doświadczenia – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Krzysztof Zamasz, prezes Enei. – Również chętnie będziemy się nimi dzielili z potencjalnymi inwestorami, którzy w takie biogazownie wchodzą, bo rynek jest dość interesujący i sporo jest takich projektów.

W Liszkowie (gm. Rojewo, woj. kujawsko-pomorskie) powstała jedna z pierwszych biogazowni w Polsce i od początku budziła kontrowersje jako największa tego typu inwestycja w Polsce. Instalację o mocy 2,1 MW postawiła spółka Agrogaz, a w 2010 r. sprzedała ją spółce Enea. Początkowo biogazownia miała wykorzystywać surowce z miejscowej gorzelni, ale ta przestała działać. Sprowadzano więc inne substraty do produkcji biogazu, co sprawiło, że okoliczni mieszkańcy skarżyli się na wydobywający się z biogazowni fetor.

Rafał Żurowski, wójt gminy Rojewo, zapewnia, że sytuacja poprawiła się.

– Firma Elektrownie Wodne Grupa Enea wywiązuje się z programu naprawczego, czego najlepszym dowodem jest znaczące obniżenie uciążliwości odorowej w gminie – wyjaśnia Newserii Rafał Żurowski. – Zostało wykonane również przykrycie zbiorników na poferment. Planowane są także prace mające poprawić infrastrukturę drogową przy „lagunach pofermentacyjnych".

Enea przygotowuje się do otwarcia kolejnej, równie dużej biogazowni we wsi Gorzesław (pow. oleśnicki, woj. dolnośląskie). Budowa instalacji o mocy 1,6 MW została zakończona w grudniu minionego roku. Po przyłączeniu do sieci i rozruchu technologicznym, biogazownia rozpocznie produkcję energii elektrycznej w II kwartale tego roku. Łączna moc elektrowni biogazowych w grupie Enea osiągnie wówczas ok. 3,7 MW.

– W porównaniu do innych energetycznych projektów, te są małe, nawet mikroskopijne, ale o dobrej rentowności. I nasza grupa jest nimi zainteresowana – informuje Krzysztof Zamasz.

Produkcja „zielonej” energii będzie jeszcze bardziej opłacalna, gdy wejdzie w życie ustawa o odnawialnych źródłach energii (OZE). W projekcie tzw. trójpaku energetycznego resort gospodarki proponuje wyższy niż dotychczas współczynnik korekcyjny dla biogazu rolniczego, czyli wyższe wsparcie dla producentów tego typu energii.

– Na ustawę o OZE czekamy już bardzo długo. Liczę na to, że w końcu doczekamy się jej. Chcemy, żeby dawała przede wszystkim komfort i bezpieczeństwo realizacji inwestycji o tak dużych nakładach, o tak długim horyzoncie zwrotu, w celu pewnej klarowności dla inwestorów, dla banków, dla instytucji finansujących te projekty – wyjaśnia Krzysztof Zamasz i dodaje, że Enea uczestnicy w konsultacjach nad tym projektem.

21 marca Komisja Europejska ogłosiła decyzję o skierowaniu przeciwko Polsce sprawy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości za brak ustawy o OZE. Termin wdrożenia unijnej dyrektywy w tej sprawie minął w grudniu 2010 roku. Komisja wnioskuje o karę dla Polski w wysokości ponad 133 tys. euro dziennie.

Źródło: Newseria

„Dziennikarze dla klimatu”
czwartek 2013-03-28

Pod takim hasłem rozpoczął się dziś konkurs na materiały dziennikarskie, które w najbardziej interesujący i kompetentny sposób przedstawią kwestie zmian klimatu. Liczę, że konkurs przyczyni się do rzetelnej dyskusji w mediach o klimacie i potrzebie jego ochrony. Taka dyskusja jest nam bardzo potrzeba – powiedziała Beata Jaczewska, wiceminister środowiska podczas konferencji inaugurującej przedsięwzięcie.

Organizatorzy konkursu czekają zarówno na artykuły, audycje radiowe, jak i programy telewizyjne. Prace powinny przyczyniać się do popularyzacji idei wykorzystania odnawialnych źródeł energii i edukacji społeczeństwa.

Rok 2013 pod znakiem klimatu

Temat zmian klimatu będzie w Polsce w tym roku szczególnie istotny. W listopadzie Warszawa będzie gospodarzem najważniejszego forum dyskusji o światowej polityce klimatycznej – 19. Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu COP19. To właśnie w trakcie szczytów COP podejmowane są kluczowe decyzje dotyczące globalnej polityki klimatycznej. Podczas tegorocznej konferencji w Warszawie mają zostać wypracowane ramy dla nowego porozumienia, które, po raz pierwszy w historii, obejmie wszystkie państwa.

O konkursie

Organizatorem ogólnopolskiego konkursu dla dziennikarzy jest Klub Publicystów Ochrony Środowiska EKOS przy ZG Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Partnerem wydarzenia jest Niemiecka Fundacja Federalna Środowisko (Deutsche Bundesstiftung Umwelt). Szczegółowe informacje o konkursie są dostępne na stronie: www.dziennikarzedlaklimatu.pl.

Źródło: Ministerstwo Środowiska

Prąd z Polski może popłynąć na południe
czwartek 2013-03-28

W kwietniu zapadną decyzje dotyczące łączenia polskiego rynku energii z rynkami południowymi – czeskim, słowackim i węgierskim oraz rumuńskim. Operatorzy tych systemów analizują, w jaki sposób można połączyć giełdy. Dzięki temu będzie możliwe przesyłanie prądu po niższych stawkach pomiędzy poszczególnymi krajami.

Chodzi o tzw. market coupling, czyli mechanizm łączenia rynków, obszarów działania giełd, w którym wykorzystywany jest wspólny algorytm kalkulacji cen. Od 2010 roku w ten sposób połączone zostały rynki energii Polski i Skandynawii (połączenie SwePol Link). Dzięki temu energia elektryczna płynie od rynku z ceną niższą do rynku z ceną wyższą. Teraz nadszedł czas na połączenie z południowymi sąsiadami.

– Analizujemy możliwości dołączenia się, przede wszystkim badamy je pod kątem zharmonizowania procesów na południu, czyli na połączeniu z Czechami i ze Słowacją oraz na połączeniu ze Szwecją. Do końca pierwszego kwartału daliśmy sobie czas na przestudiowanie, czy ten projekt jest dla nas wykonalny i wówczas zadecydujemy o dalszych krokach – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Konrad Purchała, dyrektor Biura Rozwoju Rynku Energii, PSE Operator.

Mechanizm market coupling łączący rynki Czech, Słowacji i Węgier został uruchomiony w 2012 roku i okazał się rozwiązaniem korzystnym dla uczestników rynku energii elektrycznej. Pod koniec stycznia tego roku Polska i Rumunia zadeklarowały chęć przyłączenia się tego mechanizmu. Byłby to krok w kierunku budowy Europejskiego Wewnętrznego Rynku Energii (Internal Electricity Market – IEM).

Najważniejszym warunkiem, jaki trzeba będzie spełnić, to właśnie zharmonizowanie rynków północnego i południowego. W przeciwnym razie ich uczestnicy będą musieli wybierać, na którym parkiecie złożą swoje oferty.

– Coupling [z ang. połączenie] południowy odbywa się o godzinie 11.00, a ten na północy, czyli na połączeniu ze Szwecją – o godzinie 12.00. Jeżeli uda nam się zapewnić uczestnikom rynku możliwość złożenia zleceń o godzinie 11.00, otrzymania wyników i złożenia następnie nowych zleceń na godzinę 12.00, to istnieje zagrożenie, że płynność na naszym rynku zostanie rozdzielona pomiędzy coupling południowy i północny – informuje Konrad Purchała.

Trwają więc rozmowy z Czechami, Słowakami i Węgrami oraz Szwedami mające doprowadzić do zunifikowania godziny transakcji.

– Chcemy doprowadzić do tego, żebyśmy o godzinie 12.00 alokowali jednocześnie zdolności przesyłowe na granicy północnej i południowej. To wymagałoby przekonania naszych przyjaciół z południa, żeby przesunęli się do godziny 12.00 oraz uzgodnień z Nord Pool Spot [giełda norweska] lub z innymi uczestnikami rynku – wyjaśnia przedstawiciel PSE Operator.

Według niego, europejski regulator, czyli ACER [Agencja ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki] ma być zainteresowany tym, by market coupling o godzinie 12.00 mógł połączyć Polskę z Nord Pool Spot oraz obecny coupling trójstronny, czyli Czechy, Słowację i Węgry. Podobne sygnały PSE Operator otrzymuje ze strony Nord Pool Spot.

Market coupling jest nowoczesną metodą międzynarodowego handlu energią elektryczną. W systemie tym zdolności przesyłowe pomiędzy krajami nie są przedmiotem odrębnej aukcji, lecz są udostępniane łącznie z energią poprzez transakcje realizowane na współpracujących ze sobą giełdach energii, działających po obu stronach granicy.

Łączenia rynków energii elektrycznej wymaga Unia Europejska, ponieważ ma to zagwarantować większą konkurencyjność i bezpieczeństwo dostaw energii.

Źródło: Newseria

Konkurs „Zayed Future Energy Prize”
czwartek 2013-03-28

Trwa konkurs „Zayed Future Energy Prize”, którego celem jest uhonorowanie dokonań w zakresie energii odnawialnych i zrównoważonego rozwoju technologicznego. W przedsięwzięciu mogą wziąć udział firmy, organizacje pozarządowe, uczelnie oraz osoby indywidualne.

Konkurs jest organizowany przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. W tym roku odbędzie się już piąta edycja przedsięwzięcia. Termin nadsyłania zgłoszeń upływa 5 sierpnia br. Szczegółowe informacje o konkursie są dostępne na stronie organizatora: https://www.zayedfutureenergyprize.com/en/.

Poszukiwanie i rozwój technologii środowiskowych, które przyczyniają się do budowy zrównoważonej gospodarki to obszar szczególnie ważny dla Ministerstwa Środowiska. Resort już od ponad trzech lat prowadzi program „GreenEvo – Akcelerator Zielonych Technologii” oraz wspiera przedsięwzięcie „GEKON – Generator Koncepcji Ekologicznych”. Celem pierwszego jest promocja polskich technologii środowiskowych na rynkach zagranicznych. Do tej pory laureatami GreenEvo zostało 40 polskich firm. GEKON z kolei wspiera finansowo konsorcja naukowo-przemysłowe w obszarze poszukiwania i wdrożenia technologii przyjaznych środowisku. W pierwszym naborze do programu GEKON zostało zgłoszonych 366 wniosków (więcej informacji zobacz pod adresem).

Źródło: Ministerstwo Środowiska

Tauron: sytuacja na rynku certyfikatów jest nienormalna, państwo powinno interweniować
środa 2013-03-27

Rynek „zielonej” energii czeka na zmiany, ponieważ ceny za prąd stały się nieprzewidywalne. Resort gospodarki zapowiedział możliwość interwencyjnego skupu zielonych certyfikatów, dzięki temu państwo regulowałoby ten rynek. Pomysł popiera prezes Grupy Tauron, czołowej energetycznej polskiej spółki.

– To, co się zadziało na rynku certyfikatów jest nienormalne i interwencyjny skup powinien być jednym z rozwiązań ad hoc. Powinniśmy również pomyśleć o działaniu ustawowym, docelowym – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dariusz Lubera, prezes grupy Tauron.

Tak prezes grupy skomentował propozycję wiceministra gospodarki Jerzego Witolda Pietrewicza, dotyczącą wdrożenia rozwiązań stabilizujących rynek energii elektrycznej. Chodzi o możliwość uruchomienia interwencyjnego skupu zielonych certyfikatów. Są to prawa majątkowe, które co roku muszą kupować spółki sprzedające energię odbiorcom, jeśli nie produkują jej wystarczająco dużo z odnawialnych źródeł. Ma to mobilizować do produkcji ekologicznej energii. Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat jej produkcja była większa niż ustawowy obowiązek.

Dodatkowo część spółek zamiast kupować zielone certyfikaty, wolała odprowadzać tzw. opłatę zastępczą. To sprawiło, że doszło do akumulacji certyfikatów na rynku, a cena jaką trzeba za nie zapłacić spadła nawet do 30 proc. ich wartości. Stąd pomysły na zmianę systemu wsparcia produkcji energii z odnawialnych źródeł.

– Wyobrażam to sobie tak, żeby wyposażyć ministra gospodarki ustawowo w możliwość reagowania w zależności od tego, jaka jest sytuacja na rynku. I na przykład podwyższać obowiązek zakupu, który by zwiększał popyt na zielone certyfikaty. Zresztą nie tylko w obszarze zielonych certyfikatów. Podobna sytuacja może się pojawić w przypadku tych żółtych, w związku z tym rozwiązania docelowe są bardzo potrzebne – przekonuje Dariusz Lubera.

Zmiana systemu leży w interesie energetycznych spółek, ponieważ przekłada się to na ich zyski. Stąd też Tauron, podobnie jak np. PGE, wypowiada umowy dostawcom biomasy, ponieważ już nie opłaca się dorzucanie jej do kotłów z węglem w ramach tzw. współspalania.

Zmiany są niezbędne, jeśli Polska chce wypełnić unije zobowiązania. Do 2020 roku w finalnym zużyciu energii co najmniej 15,5 proc. ma pochodzić z odnawialnych źródeł energii, czyli prawie dwukrotnie więcej niż obecnie.

Źródło: Newseria

Resort środowiska: nowe Prawo wodne nie obciąży spółek energetycznych
wtorek 2013-03-26

Projekt Prawa wodnego z końcem marca miał trafić do parlamentu, ale w resorcie środowiska dopiero trwają prace nad jego założeniami. Dyskusje dotyczą głównie wysokości i sposobu naliczania opłat, jakie spółki energetyczne będą musiały płacić za korzystanie z wody.

Już od niemal roku trwają rozmowy z właścicielami hydroelektrowni. Takie instalacje mają m.in. Enea, Energa i Tauron, PGE oraz prywatni przedsiębiorcy. Według Urzędu Regulacji Energetyki w Polsce jest 765 elektrowni wodnych o zainstalowanej mocy ok. 958 MW.

– Opłaty będziemy musieli wprowadzić, nie ma innego wyboru. Wynika to z art. 9 Ramowej Dyrektywy Wodnej. Natomiast trwają dyskusje dotyczące bardzo szczegółowych przepisów bezpośrednio zainteresowanych stron. Czasami są to bardzo przeciwstawne opinie, więc może się okazać, że będzie opóźnienie, jeżeli będziemy szukać kompromisu w deklaracjach dotyczących gospodarowania wodami – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Stanisław Gawłowski, wiceminister środowiska.

Wśród propozycji pojawiły się takie mówiące o opłatach w wysokości od 0,01 do 0,5 grosza. Stanisław Gawłowski zapewnia, że szuka rozwiązania, które nie będzie „szczególnie zauważalnym obciążeniem dla koncernów energetycznych”.

– Nie o to chodzi, żeby dzisiaj kogokolwiek opłatą wystraszyć. To raczej będzie symboliczna wielkość. Ta opłata nie wpłynie na rynek energetyczny w Polsce, ale jednak pozwoli na to, żeby ci, którzy korzystają z wody, z infrastruktury hydrotechnicznej, ponosili również koszty utrzymania tej infrastruktury – tłumaczy Stanisław Gawłowski.

Właściciele małych elektrowni wodnych zwracają uwagę, że naliczanie opłat za korzystanie z wody do celów energetycznych w zależności od ilości wykorzystanej wody (według pozwoleń wodno-prawnych) może spowodować nierówne traktowanie podmiotów. W zależności od warunków naturalnych (ułożenia geograficznego terenu, na którym znajduje się elektrownia) ta sama ilość wykorzystanej wody daje różny efekt energetyczny.

– Będziemy szukać kompromisu bezpośrednio z użytkownikami, bo ta opłata będzie dotyczyć wszystkich. Dzisiaj część z nich już ponosi opłatę. Zwolniona jest energetyka i rolnictwo, i z nimi będziemy jeszcze o tym dyskutować – zapowiada minister.

Opłaty za korzystanie z wody są już pobierane np. w Belgii, we Włoszech, Francji i Rumunii. W Norwegii i Szwecji, gdzie udział energii elektrycznej wyprodukowanej w elektrowniach wodnych jest największy, takie opłaty nie są stosowane.

Ustawa Prawo wodne obowiązuje 10 lat, w tym czasie była już wielokrotnie zmieniana. Wynikało to m.in. z konieczności implementacji przepisów prawa Unii Europejskiej (dwie duże nowelizacje w 2005 i 2011 roku wprowadzające Ramową Dyrektywę Wodną i Dyrektywę Powodziową). Wprowadzane w ostatnich latach zmiany ustawy nie wyeliminowały wszystkich problemów prawnych, a naruszyły jej spójność i uczyniły nieprzejrzystą. Dlatego podjęto decyzję o opracowaniu założeń nowej ustawy Prawo wodne.

Źródło: Newseria

Dopłaty do budownictwa energooszczędnego – już wkrótce
poniedziałek 2013-03-25

W ciągu miesiąca ruszy nowy program dofinansowań do budynków energooszczędnych. To nawet 50 tys. zł dla budujących domy i 16 tys. dofinansowania dla kupujących mieszkania. Minister środowiska Marcin Korolec wziął udział w konferencji poświęconej programowi, zorganizowanej przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW).

Umowę z NFOŚiGW podpisało dzisiaj siedem banków - Bank Polskiej Spółdzielczości, SGB-Bank, Bank Ochrony Środowiska, Bank Zachodni WBK, Getin Noble Bank, Nordea Bank Polska i Deutsche Bank PBC. Gościem uroczystości był Prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz.

Dopłaty do kredytów na domy i mieszkania energooszczędne to pierwszy ogólnopolski instrument wsparcia dla budujących budynki mieszkalne o niskim zużyciu energii. Program skierowany jest do osób fizycznych budujących dom jednorodzinny lub kupujących dom/mieszkanie od dewelopera.

Minister Marcin Korolec: - Inwestycja w energooszczędne budownictwo się opłaca. Z jednej strony to niższe koszty utrzymania domów i mieszkań. Z drugiej – bardziej czyste powietrze w polskich miastach, dzięki niższemu zapotrzebowaniu na energię potrzebną do ogrzania budynków.

Program o budżecie 300 mln zł realizowany będzie w latach 2013-2018 przy współpracy z 7 bankami wyłonionymi w wyniku naboru. Dofinansowanie będzie miało formę bezzwrotnej, częściowej spłaty kapitału kredytu bankowego zaciągniętego na budowę / zakup domu lub zakup mieszkania. Dotacja będzie wypłacana na konto kredytowe beneficjenta po zakończeniu realizacji przedsięwzięcia i potwierdzeniu uzyskania wymaganego standardu energetycznego przez budynek.

Z programu będą mogły skorzystać zarówno osoby, które budują samodzielnie, jak i te, które kupują dom lub mieszkanie od dewelopera. Wysokość dopłaty będzie uzależniona od osiągniętego wskaźnika zapotrzebowania budynku na energię użytkową potrzebną do jego ogrzewania, a nie od jego powierzchni. W zależności od wysokości tego współczynnika szacuje się, że dotacja wyniesie od 30 tys. do 50 tys. zł brutto dla domów jednorodzinnych oraz od 11 tys. do 16 tys. zł brutto dla mieszkań. Użytkownicy takich budynków zyskają podwójnie – także w postaci niższych rachunków za ogrzewanie.

Źródło: Ministerstwo Środowiska

Cena gazu powinna spadać – twierdzi prezes Urzędu Regulacji Energetyki
czwartek 2013-03-21

Najbliższe lata upłyną pod znakiem taniejącego gazu – uważa Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Sprzyjać temu ma perspektywa wzrostu wydobycia surowca ze złóż niekonwencjonalnych, co oznacza np. możliwość importu z Ameryki Północnej tańszego gazu łupkowego. Znaczenie ma też rozwój wolnego hurtowego rynku gazu w Polsce oraz perspektywa wydobywania u nas gazu z łupków.

– Skoro będą pojawiały się nowe źródła dostarczania paliwa gazowego, możemy liczyć na to, że będą to źródła tańsze. Gaz łupkowy z Ameryki Północnej wywrócił do góry nogami filozofię funkcjonowania światowego rynku gazu. Osobiście stawiam, że ten gaz będzie jednak taniał – mówi Agencji Informacyjnej Newseria prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Do dywersyfikacji kierunków dostaw surowca przyczyni się z pewnością budowany od dwóch lat gazoport w Świnoujściu. Terminal LNG ma zwiększyć tym samym poziom bezpieczeństwa energetycznego kraju, ale i regionu, ponieważ ma to być punkt przeładunkowy, a zarazem regazyfikacyjny skroplonego gazu ziemnego. Ułatwi on import gazu z wielu kierunków, co zwiększy niezależność energetyczną Polski. Nie jest jednak jasne, czy jego funkcjonowanie wpłynie na obniżkę cen.

– Co do cen, to już rynek będzie wyznaczał ich poziom – mówi Marek Woszczyk. – Mam nadzieję, że do tego czasu będzie już w Polsce w pełni konkurencyjny rynek, co najmniej na poziomie hurtowym. Cieszę się, że ostatnie moje decyzje dotyczące zwolnienia z taryfikacji obrotu hurtowego gazem w Polsce jednak pozytywnie odbiły się na płynności rynku gazu – dodaje.

Choć – jak podkreśla – o płynności obrotu hurtowego gazem w Polsce na razie trudno mówić. Mimo to widać było reakcję uczestników rynku na decyzję prezesa URE.

– Giełda po około półtoramiesięcznym okresie funkcjonowania zanotowała jedynie trzy transakcje. Tuż po decyzji o wycofaniu się z regulowania cen na poziomie obrotu hurtowego, tych transakcji mamy tam zdecydowanie więcej, wzrósł też wolumen obrotu i myślę, że będzie już tylko rósł – przekonuje Marek Woszczyk.

Prezes URE uważa także, że pozytywny wpływ na poziom płynności hurtowego obrotu gazem będzie miało obligo gazowe. Jest to wymagany prawnie procent wolumenu gazu, który musi być sprzedawany na giełdzie.

– Prace w parlamencie nad obligiem gazowym trwają, ale wydaje się w tej chwili być przesądzone – twierdzi Woszczyk. – Możemy się jeszcze zastanawiać nad poziomem tego obowiązku, niemniej jednak to na pewno będzie bardzo duży, znaczący czynnik poprawiający poziom płynności hurtowego obrotu gazem w Polsce – podkreśla.

Źródło: Newseria

Zasady budowania elektrowni atomowej spółki energetyczne mają ustalić w kwietniu
środa 2013-03-20

PGE, KGHM, Enea i Tauron, czyli spółki które zamierzają wspólnie budować elektrownię jądrową, szczegóły współpracy mają ustalić w kwietniu. Rozmowy dotyczą głównie sposobu finansowania tej kosztownej inwestycji. Prezes Tauronu, podobnie jak PGE, wskazują na brytyjskie rozwiązania, gdzie państwo udziela wsparcia atomowemu projektowi. Bez dodatkowego źródła finansowania powstanie takiej siłowni w Polsce nie będzie możliwe – uważają przedstawiciele spółek.

– Trwają prace zespołów roboczych. W pierwszej fazie wejdziemy do spółki razem z partnerami – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dariusz Lubera, prezes Tauronu. – Najpóźniej w kwietniu powinna nastąpić pierwsza faza naszego wspólnego przedsięwzięcia zakończona ustaleniem, w jaki sposób wchodzimy do spółki PGE Energia Jądrowa.

We wrześniu minionego roku Polska Grupa Energetyczna, Tauron, KGHM Polska Miedź oraz Enea podpisały list intencyjny, który zakłada, że spółki ustalą projekt umowy nabycia udziałów w PGE EJ 1. To spółka celowa odpowiadająca za bezpośrednie przygotowanie procesu inwestycyjnego budowy i eksploatacji pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Termin ważności listu intencyjnego w sprawie partnerstwa dla budowy elektrowni atomowej upływa 4 maja.

Umowa ma regulować prawa i obowiązki każdej ze stron przy realizacji projektu, przy założeniu, że Polska Grupa Energetyczna będzie pełnić rolę wiodącą w całym przedsięwzięciu.

– Na tym etapie nie ma większych problemów. Rozmowy dotyczą normalnej wyceny, uzgodnień, przeprowadzenia due dilligence spółki [wszechstronnego badania pod kątem biznesowym i finansowym – red.] – wyjaśnia Dariusz Lubera. – Przed nami decyzje kluczowe, na jakim poziomie będziemy chcieli objąć akcje i czy to się przełoży na udziały w inwestowaniu i finansowaniu.

Podczas wcześniejszych rozmów z Newserią prezes Tauronu zapowiadał, że udział spółki w mocach przyszłej elektrowni mógłby wynosić 400-600 MW.

– Jesteśmy zainteresowani, by do miksu energetycznego Tauronu wprowadzić kilkaset megawatów energii jądrowej, kiedy ona się pojawi. Nie przesądzałbym dzisiaj, czy to będzie 300, czy to będzie 600 MW. Muszą się tutaj wypowiedzieć wszyscy potencjalni udziałowcy, a przede wszystkim lider – Polska Grupa Energetyczna – uważa Dariusz Lubera.

Zdaniem prezesa Tauronu, mimo udziału w inwestycji największych spółek Skarbu Państwa, finansowo spółki te nie udźwigną tej inwestycji bez dodatkowego wsparcia.

– Nakłady są tak potężne, że nawet gdy je skumulujemy, to i tak bez wejścia kogoś z zewnątrz to będzie za mało – tłumaczy. – Ostatnia wypowiedź premiera Tuska po spotkaniu jądrowym jest jednoznaczna. Energetyka jądrowa w Polsce będzie budowana i rozwijana. Natomiast odrębną kwestią jest, w jaki sposób państwo wesprze ten projekt.

Prezes przywołuje przykład Wielkiej Brytanii, gdzie francuski EDF, który chce budować nowe bloki jądrowe, negocjuje z rządem nowy typ długoterminowego kontraktu. To tzw. contracts for difference (kontrakt na różnicach cenowych), gdzie rząd gwarantuje, że dopłaci producentowi, jeśli rynkowa cena energii będzie niższa niż ta ustalona w umowie. Ale gdy stawka będzie wyższa, producent zwróci nadwyżkę.

Na podobne wsparcie liczą przedstawiciele energetycznych spółek. Niedawno prezes PGE wskazywał na możliwość wykorzystania brytyjskich doświadczeń przy budowie polskiej elektrowni. Podobnie wypowiada się prezes Tauronu.

– My zupełnie inaczej widzimy zaangażowanie państwa, a więc stworzenie mechanizmu, dzięki któremu w długim horyzoncie czasowym po sfinansowaniu i oddaniu do użytku inwestycji, będzie miała zapewniony okres zwrotu – wyjaśnia Dariusz Lubera. – Brytyjczycy mogą wyznaczyć w Europie wzorzec, który moglibyśmy również i w Polsce zaaplikować. Mówimy tutaj o cenie referencyjnej, zapewniającej zwrot zainwestowanego kapitału i w zależności od tego, jak ceny rynkowe się kształtują.

Podkreśla, że to nad tego typu rozwiązaniami toczą się rozmowy, a nie są to dyskusje o „prostym wsparciu budżetu państwa poprzez gwarancje ministra finansów czy inne gwarancje rządowe”.

Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami PGE uruchomienie pierwszego bloku jądrowego ma nastąpić w 2024 roku, natomiast cała elektrownia o mocy 3 tys. MW ma zostać oddana do użytku dwa lata później. Druga elektrownia, o tej samej mocy, ruszy w 2029 roku. Jej koszt jest szacowany na ponad 50 mld zł.

Źródło: Newseria

Ceny zielonych certyfikatów cały czas niskie. Ustawa o OZE wciąż nie trafiła do Sejmu
wtorek 2013-03-19

Ceny zielonych certyfikatów są tak niskie, że przedsiębiorcom nie opłaca się inwestowanie w odnawialne źródła energii. Dlatego wiceminister gospodarki Jerzy Witold Pietrewicz zapowiedział wdrożenie rozwiązań stabilizujących ten rynek. Jego poprzednik przypomina, że gotowe rozwiązania już są zapisane – w projekcie ustawy o odnawialnych źródłach energii. Prace nad nią ostatnio spowolniły mimo, że minister gospodarki zapowiadał ich przesłanie do Sejmu przed końcem marca.

– Bardzo dużo dopłacamy do energii odnawialnej, do pozyskiwanych biokomponentów przywożonych z zagranicy. To jest dramat dla Polski i dla polskiego systemu energetycznego. Stąd raptowny spadek cen zielonych certyfikatów. A ustawa o odnawialnych źródłach energii [OZE] doskonale rozwiązuje te problemy. Gdyby dziś była ta ustawa, to nie mielibyśmy problemu z cenami zielonych certyfikatów – uważa Mieczysław Kasprzak, były wiceminister gospodarki odpowiedzialny za OZE.

Polskie Towarzystwo Gospodarcze Bioenergii „Polbio” alarmowało w ubiegłym tygodniu, że w wyniku akumulacji certyfikatów na rynku, cena jaką trzeba za nie zapłacić spadła do 30 proc. ich wartości. Od niemal roku te prawa majątkowe taniały tak mocno, że przedsiębiorcom zajmującym się sprzedażą energii elektrycznej odbiorcom końcowym nie opłacało się inwestować w zielone technologie. Mogą bowiem kupić świadectwa pochodzenia energii elektrycznej wytworzonej w odnawialnych źródłach energii po ok. 135 zł/MWh, czyli taniej niż zapłaciliby za pozyskanie własnych certyfikatów (muszą określoną ich liczbę uzyskać i przedstawić do umorzenia Prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki lub uiścić opłatę zastępczą, która wynosi ok. 280 zł/MWh).

Zdaniem Mieczysława Kasprzaka, tym tendencjom zapobiegłaby ustawa o OZE, za którą jeszcze do początku lutego był odpowiedzialny jako wiceminister gospodarki. W projektowanym dokumencie zaproponowano zmiany w funkcjonowaniu modelu wspierania energii ze źródeł odnawialnych, czyli tzw. zielonych certyfikatów. Miałyby one zagwarantować zrównoważony i bardziej racjonalny rozwój OZE.

– Dziwię się, że minister finansów i inni spowolnili dzisiaj te działania. Technologie związane z OZE tanieją z roku na rok. Kto szybciej w nie zainwestuje, ten będzie dłużej zbierał owoce z tych inwestycji – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Mieczysław Kasprzak. – Szkoda, że ustawa, która już została wynegocjowana, nie może być uchwalona, bo widzę, że nastąpiło bardzo duże spowolnienie od listopada.

Zdaniem Mieczysława Kasprzaka do uzgodnienia zostało jeszcze „tylko kilka rzeczy” i projekt ustawy mógłby wreszcie trafić do parlamentu.

– To jest dobra ustawa, która stwarza szanse rozwoju energetyki odnawialnej. A do 2020 roku mamy mieć 15,5 proc. energii z tych źródeł – przypomina. – Jeżeli będziemy zwlekać z jej wprowadzeniem, to inni nas zostawią daleko w ogonie. Poza tym przyjdzie nam płacić duże kary, bo UE nam tego nie podaruje.

Nad Polską wisi groźba sankcji za brak regulacji dotyczących odnawialnych źródeł energii. Komisja Europejska nie złożyła jeszcze wniosku do Trybunału, ale rozpoczęła procedurę. Termin na uchwalenie tych przepisów Polska miała do 5 grudnia 2010 roku.

Szef resortu gospodarki Janusz Piechociński zapewniał, że projekt ustawy o OZE (będący częścią pakietu energetycznego, w którego skład wchodzą także Prawo energetyczne i Prawo gazowe) z końcem pierwszego kwartału zostanie przekazany do Sejmu.

Źródło: Newseria

KGHM szuka oszczędności w zużyciu i kosztach energii
wtorek 2013-03-19

KGHM chce nawet o kilkanaście procent obniżyć zużycie energii elektrycznej. W tym celu wdraża cały program inwestycji, które mają zwiększyć efektywność energetyczną spółki. Dziś KGHM jest drugim w kraju, po PKP, konsumentem energii. Jak podkreślają władze koncernu, koszty z tym związane stanowią coraz większy „kawałek tortu”, jakim są ogólne koszty działalności.

KGHM Polska Miedź SA należy do największych w Polsce odbiorców energii. Zarówno elektrycznej, jak i cieplnej. Każdego roku zużywa ok. 2,5 TWh, ustępując pod tym względem jedynie Polskim Kolejom Państwowym.

– Naszym priorytetem stało się, byśmy mogli rozwijać się, przynajmniej bez wzrostu kosztów energii. Przed nami więc wyzwanie: obniżenie zużycia energii elektrycznej – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dorota Włoch, wiceprezes KGHM Polska Miedź SA.

Dlatego spółka pracuje nad wdrażaniem kolejnych technologii, które pozwolą ograniczyć jej zużycie energii, redukując jednocześnie nadmierne koszty działania przedsiębiorstwa: począwszy od drobnych usprawnień, po duże projekty modernizacyjne, pozwalające na większe oszczędności.

– To jest wiele rzeczy, od drobnych usprawnień, poprzez kolejność włączania urządzeń, aż do pomysłów na duże modernizacje. Każdy kilowat jest dla nas ważny – podkreśla Dorota Włoch.

Jednym z przykładów jest budowa dwóch nowych elektrociepłowni w Polkowicach i Głogowie na potrzeby własne. Kolejnym jest specjalistyczny system klimatyzacji, instalowany ze względu na to, że wydobycie miedzi wymaga sięgnięcia do coraz głębszych pokładów w kopalni.

Ten projekt, podobnie jak cały program oszczędności energii, został opracowany przez kadrę inżynierską KGHM-u. Zarząd spółki twierdzi, że będzie go sukcesywnie wdrażać. Pierwsze efekty podejmowanych działań mają być widoczne jeszcze w tym roku. Docelowo pomoże to zwiększyć efektywność energetyczną o kilka lub nawet kilkanaście procent.

Źródło: Newseria