Władze Grupy Azoty spodziewają się w tym roku skokowego wzrostu
przychodów, a co za tym idzie, również zysków. Największym wyzwaniem
będzie konsolidacja z Zakładami Azotowymi w Puławach. Spółka będzie się
też koncentrować na dywersyfikowaniu dostaw gazu.
Największym
wyzwaniem dla Grupy Azoty do końca tego roku będzie konsolidacja z
Zakładami Azotowymi "Puławy" S.A. Aktualnie Zakłady Azotowe w
Tarnowie-Mościcach posiadają 83,7 proc. akcji spółki z Puław. Planowane
jest stworzenie silnych podstaw największej grupy chemicznej w Polsce.
– To ogromne przedsięwzięcie i duże wyzwanie – mówi Agencji
Informacyjnej Newseria Jerzy Marciniak, prezes Grupy Azoty. – Znowu
nastąpi skokowe zwiększenie przychodów. Myślę, że za tym również pójdzie
wzrost wyników zysku netto i zysku operacyjnego.
Jak podkreśla, na korzyść Grupy przemawia ustabilizowana cena gazu.
Zapowiada, że ważne w tym kontekście są zdywersyfikowane dostawy surowca
do należących do Grupy zakładów. Celem jest to, by również "Puławy"
otrzymywały gaz z różnych źródeł.
– Już w tej chwili mamy trochę gazu ze złóż lokalnych. W skali grupy to
jest 9 proc., w skali zakładów w Tarnowie to jest 60 proc. – mówi
prezes Grupy. – Mamy umowy zawarte z dostawcami gazu z Niemiec, mamy
również umowy zawarte na gaz z rewersu jamalskiego. To będziemy
intensyfikować. Chcielibyśmy, aby Puławy po skonsolidowaniu się z nami
też miały taki procent gazu zdywersyfikowanego – dodaje Marciniak.
W dłuższej perspektywie Grupa Azoty liczy na tańszy gaz dzięki
transakcjom na giełdzie gazu. Aktualnie jednak zbyt mały obrót nie
pozwala czerpać z niego korzyści.
– W petrochemikaliach jest trudny czas, stąd nasze duże zaangażowanie
we współpracy z Lotosem, bo tam widzimy szanse na to, aby w dalszej
przyszłości rozwiązać problem surowców petrochemicznych – zapowiada
prezes.
Chodzi o wspólną inwestycję w instalację petrochemiczną w Gdańsku. W
tej chwili spółki analizują opłacalność projektu, który może być wart 6
mld zł. Wyniki analiz mają być znane w najbliższych miesiącach, wtedy
zostanie podjęta decyzja o realizacji inwestycji.
Jerzy Marciniak ostrożnie wypowiada się na temat współpracy z rosyjskim akcjonariuszem.
– Rosjanie są bardzo aktywni na rynku nawozowym – mówi prezes Grupy
Azoty. – Acron jest naszym akcjonariuszem w prawie 10 proc., to jest
istotny akcjonariusz. Traktujemy go jak każdego z najwyższym szacunkiem,
z najwyższym honorem, dostarczając informacje. Czasem ma poglądy
odmienne niż inni akcjonariusze, takie jednak jest prawo rynku.
W ubiegłym roku Azoty Tarnów próbował przejąć rosyjski koncern. Grupa
Acron starała się o to za pośrednictwem luksemburskiej spółki Norica
Holding. Wrogiemu przejęciu udało się zapobiec. Walne zgromadzenie
akcjonariuszy Azotów Tarnów zadecydowało o podwyższeniu kapitału spółki.
To pozwoliło spółce tarnowskiej przejąć Zakłady Azotowe w Puławach.
Źródło: Newseria
Poziom światowego oceanu podnosi się o ok. 3 mm rocznie. Dzieje
się to nie tylko za sprawą topnienia lodowców, ale i rozszerzalności
cieplnej wody. O badaniach nad topnieniem lodowców opowiada polski
glacjolog uczestniczący w międzynarodowym projekcie ice2sea.
W
prowadzonym od 4 lat projekcie badawczym Unii Europejskiej ice2sea
biorą udział 24 zespoły z różnych krajów, w tym dwa zespoły z Polski - z
Uniwersytetu Śląskiego, a także z Instytutu Geofizyki PAN w Warszawie.
Naukowcy chcą zbadać udział lodowców w podnoszeniu poziomu mórz. Wyniki
prac w ramach projektu ice2sea mają pomóc w opracowaniu raportu
dotyczącego skutków zmian klimatycznych. Projekt ma trwać jeszcze do
końca tego roku.
"Poziom oceanu światowego podnosi się w skali rzędu 3-3,5 mm rocznie" -
podsumowuje dotychczasowe wyniki projektu ice2sea prof. Jacek Jania z
Wydziału Nauk o Ziemi UŚ. Jak dodaje badacz, takie obserwacje wynikają w
wielu analiz mierników poziomu morza rozsianych po całym świecie, jak i
z danych satelitarnych. "Pod koniec ubiegłej dekady zanotowano jednak
pewne spowolnienie wzrostu, które wiąże się z mniejszym topnieniem
Grenlandii" - dodaje.
Prof. Jania wyjaśnia, że według opracowanych przez ekspertów z ice2sea
modeli, wzrost poziomu wód nie będzie dramatyczny - pod koniec tego
wieku poziom wody ma być średnio wyższy o 60-120 cm niż obecnie. "To
dość dobra wiadomość" - komentuje naukowiec z UŚ. Jednak zaznacza, że
taki wzrost poziomu wód może być dużym problemem np. w portach, a
najbardziej odczują go np. mieszkańcy Holandii, Bangladeszu, Florydy czy
Singapuru i niskich atoli, jak np. Malediwy.
Dodaje, że dla portów i miast nadmorskich na polskim Wybrzeżu
dodatkowym zagrożeniem mogą być wysokie fale sztormowe, także związane z
ociepleniem. W pierwszej dekadzie XXI wieku częstość sztormów była
trzykrotnie większa niż jeszcze pół wieku temu.
Jak wyjaśnia glacjolog, za wzrost poziomu wód odpowiada w znacznej
mierze - ponad 50 proc. - topnienie mas lodowych zgromadzonych w
lądolodach i lodowcach. Najwięcej wody do oceanów dostarczają głównie
topniejące lodowce Arktyki i Grenlandii. Poziom morza podnoszą także
liczne góry lodowe obłamujące się z lodowców do wody. Stosunkowo
niewiele wody przybywa w oceanach w wyniku topnienia mas lodowych z
Antarktydy. Jak wyjaśnia prof. Jania, Antarktyda jest odizolowana od
innych części świata chociażby zimnym Prądem Wiatrów Zachodnich,
tymczasem Arktyka jest otwarta na oddziaływanie Atlantyku i łatwiej
reaguje na zmiany temperatur. "Jeśli uruchomiłaby się dynamiczna
odpowiedź lodowców Antarktydy na ocieplenie, wzrost poziomu wód w
oceanach następowałby w znacznie szybszym tempie"- zaznacza glacjolog.
Jak wyjaśnia glacjolog, topnienie mas lodowych to nie jedyna przyczyna
wzrostu poziomu wód. W ponad 40 proc. zjawisko to wynika z
rozszerzalności cieplnej wody. Okazuje się, że woda w wyniku globalnego
ocieplenia zwiększa swoją temperaturę, a razem z nią - rośnie objętość
tej cieczy. Rozszerzalność cieplną można łatwo obserwować na przykładzie
rtęci czy alkoholu w termometrze.
Prof. Jania opowiada, że badania glacjologów - tym razem prowadzone
już nie przez badaczy z ice2sea - mogą pomóc nie tylko w prognozowaniu
poziomu wód, ale i również w rozwikłaniu zagadki długich i mroźnych zim w
Europie - chociażby takiej zimy, jak w tym roku. Okazuje się, że ilość
lodu morskiego w Arktyce - a więc lodu, który powstaje na powierzchni
wody - ma wpływ na rozwój wyżów i przepływu ciepłego oceanicznego
powietrza nad Europą. Dlatego jeśli zimą w Arktyce jest niewiele lodu
morskiego, w Europie możemy się spodziewać długiej i chłodnej zimy.
Natomiast duża ilość lodu morskiego w Arktyce zwiększa
prawdopodobieństwo że zimy będą miały tu łagodniejszy przebieg.
Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl
Ministerstwo rolnictwa nie przeznaczy pieniędzy na budowę
biogazowni, mimo sukcesu, jaki odniósł program dotacji sprzed dwóch lat.
Szef resortu Stanisław Kalemba zdecydował, że to zadanie leży w gestii
Ministerstwa Gospodarki. Natomiast pod jego okiem powstaje projekt
edukacyjny dla uczniów szkół rolniczych, przygotowujący ich do pracy
przy biogazowniach. Takich miejsc pracy związanych z energetyką
odnawialną może powstać nawet 200 tys. do 2035 roku.
–
Pracujemy nad programem dotyczącym przygotowania uczniów do pracy przy
instalacjach biogazowych. Chcemy wprowadzić go przede wszystkim w tych
szkołach rolniczych, gdzie są gospodarstwa pozwalające na zainwestowanie
w biogazownie. Ci absolwenci pójdą do pracy, wrócą do swoich wiosek i
już będą mieli gruntowną wiedzę – mówi Agencji Informacyjnej Newseria
Stanisław Kalemba, minister rolnictwa i rozwoju wsi.
Poprzedni szef resortu rolnictwa, Marek Sawicki, zapowiadał kontynuację
programu „Różnicowanie w działalności nierolniczej" (Programu Rozwoju
Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013) dla inwestujących w biogazownie.
Chętnych na dotację w wysokości 500 tys. złotych było więcej niż
spodziewano się w ministerstwie. Jednak obecny minister zdecydował o
zmianie kierunku działania.
Założeniem nowego projektu jest stworzenie w około 20 szkołach
rolniczych (minimum po 1 w każdym województwie) odpowiedniego zaplecza
dydaktycznego w postaci mikro- lub małych instalacji OZE,
wykorzystujących energię m.in.: z biomasy, wiatru, słońca, wody,
płytkiej geotermii (pompy ciepła).
Dzięki temu ma powstać odpowiednia baza dydaktyczna do teoretycznego
oraz praktycznego kształcenia młodzieży w szkołach rolniczych w zawodzie
technik systemów i urządzeń energetyki odnawialnej. Ministerstwo
rolnictwa uzyskało już akceptację szefa resortu gospodarki oraz ministra
edukacji narodowej do kształcenia w tym zawodzie w zespołach szkół
rolniczych.
– Prace są dosyć zaawansowane, mogą ruszyć w ciągu kilku miesięcy.
Jednak lepiej nie obiecywać takich rozwiązań bez pokrycia, a znaleźć
rozwiązanie i pieniądze. Oprócz środków budżetowych szukamy teraz
również możliwości zainteresowania firm prywatnych, bo to też jest
propagowanie tego typu działań i inwestycji. Jesteśmy w stanie wdrożyć
ten program w naszych szkołach – przekonuje Stanisław Kalemba.
Andrzej Kassenberg, prezes Instytutu na Rzecz Ekorozwoju, chwali
pomysł. Informuje, że rozwój sektorów związanych z energetyką odnawialną
i energooszczędnością w Polsce może przynieść kilkaset tysięcy miejsc
pracy w perspektywie do 2035 roku.
– Będą to lokalne miejsca pracy, głównie przy produkcji, instalowaniu
urządzeń i ich konserwacji. To daje szansę zwłaszcza młodym ludziom,
którzy nie będą zmuszeni do emigracji do dużych miast czy za granicę, bo
będą mogli zatrudnić się w swojej rodzinnej miejscowości. Ważne jest
więc to, by dostosować szkolnictwo do wymogów rynku i kształcić uczniów
pod tym kątem – mówi Andrzej Kassenberg.
Przypomina, że podstawy prawne do stworzenia zawodu instalatora
urządzeń energetyki odnawialnej daje projekt ustawy o OZE. W ubiegłym
tygodniu minister gospodarki poinformował, że projekt lada dzień
zostanie skierowany do procedowania w Sejmie.
Źródło: Newseria
Minister Środowiska zaprasza do udziału w konsultacjach Komisji
Europejskiej w sprawie kształtu nowego porozumienia dotyczącego
redukcji emisji gazów cieplarnianych, które zacznie obowiązywać po 2020
r. Konsultacje prowadzone są w internecie i potrwają do 26 czerwca br.
Celem
konsultacji jest rozpoczęcie debaty publicznej z udziałem państw
członkowskich, instytucji Unii Europejskiej oraz wszystkich
zainteresowanych podmiotów na temat kształtu nowego porozumienia
klimatycznego. Na podstawie zebranych opinii Komisja opracuje stanowisko
Unii Europejskiej w sprawie nowej, globalnej umowy klimatycznej.
Nowe porozumienie klimatyczne ma zostać wypracowane przed końcem 2015
r., a zacznie obowiązywać w 2020 r. Jego ramy będą dyskutowane podczas
tegorocznej 19. Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian
Klimatu COP19, która odbędzie się w Warszawie (11-22.11.2013).
Porozumienie to, po raz pierwszy w historii, obejmie wszystkie państwa.
Obecne, publiczne konsultacje zbiegają się w czasie z przewidywaną na
bieżący rok intensyfikacją negocjacji klimatycznych.
Więcej informacji nt. konsultacji, w tym sposobu dostarczenia
zgłoszenia znajduje się na stronie Komisji Europejskiej pod adresem: http://ec.europa.eu/clima/consultations/0020/index_en.htm.
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Biogazownie to opłacalny biznes – uważa prezes Enei. Mimo
problemów z instalacją w Liszkowie, której groziło nawet zamknięcie,
spółka nie rezygnuje z tego źródła energii. Jeszcze w II kwartale roku
ruszy nieco mniejsza biogazownia w Gorzesławiu. Produkcja biogazu będzie
jeszcze bardziej opłacalna, gdy wejdą w życie nowe regulacje dotyczące
„zielonej” energii.
–
Każdy pilotaż, jak ten w Liszkowie, jest lekcją dla grupy, dla zespołu,
który je realizuje. I na pewno wykorzystamy te doświadczenia – mówi
Agencji Informacyjnej Newseria Krzysztof Zamasz, prezes Enei. – Również
chętnie będziemy się nimi dzielili z potencjalnymi inwestorami, którzy w
takie biogazownie wchodzą, bo rynek jest dość interesujący i sporo jest
takich projektów.
W Liszkowie (gm. Rojewo, woj. kujawsko-pomorskie) powstała jedna z
pierwszych biogazowni w Polsce i od początku budziła kontrowersje jako
największa tego typu inwestycja w Polsce. Instalację o mocy 2,1 MW
postawiła spółka Agrogaz, a w 2010 r. sprzedała ją spółce Enea.
Początkowo biogazownia miała wykorzystywać surowce z miejscowej
gorzelni, ale ta przestała działać. Sprowadzano więc inne substraty do
produkcji biogazu, co sprawiło, że okoliczni mieszkańcy skarżyli się na
wydobywający się z biogazowni fetor.
Rafał Żurowski, wójt gminy Rojewo, zapewnia, że sytuacja poprawiła się.
– Firma Elektrownie Wodne Grupa Enea wywiązuje się z programu
naprawczego, czego najlepszym dowodem jest znaczące obniżenie
uciążliwości odorowej w gminie – wyjaśnia Newserii Rafał Żurowski. –
Zostało wykonane również przykrycie zbiorników na poferment. Planowane
są także prace mające poprawić infrastrukturę drogową przy „lagunach
pofermentacyjnych".
Enea przygotowuje się do otwarcia kolejnej, równie dużej biogazowni we
wsi Gorzesław (pow. oleśnicki, woj. dolnośląskie). Budowa instalacji o
mocy 1,6 MW została zakończona w grudniu minionego roku. Po przyłączeniu
do sieci i rozruchu technologicznym, biogazownia rozpocznie produkcję
energii elektrycznej w II kwartale tego roku. Łączna moc elektrowni
biogazowych w grupie Enea osiągnie wówczas ok. 3,7 MW.
– W porównaniu do innych energetycznych projektów, te są małe, nawet
mikroskopijne, ale o dobrej rentowności. I nasza grupa jest nimi
zainteresowana – informuje Krzysztof Zamasz.
Produkcja „zielonej” energii będzie jeszcze bardziej opłacalna, gdy
wejdzie w życie ustawa o odnawialnych źródłach energii (OZE). W
projekcie tzw. trójpaku energetycznego resort gospodarki proponuje
wyższy niż dotychczas współczynnik korekcyjny dla biogazu rolniczego,
czyli wyższe wsparcie dla producentów tego typu energii.
– Na ustawę o OZE czekamy już bardzo długo. Liczę na to, że w końcu
doczekamy się jej. Chcemy, żeby dawała przede wszystkim komfort i
bezpieczeństwo realizacji inwestycji o tak dużych nakładach, o tak
długim horyzoncie zwrotu, w celu pewnej klarowności dla inwestorów, dla
banków, dla instytucji finansujących te projekty – wyjaśnia Krzysztof
Zamasz i dodaje, że Enea uczestnicy w konsultacjach nad tym projektem.
21 marca Komisja Europejska ogłosiła decyzję o skierowaniu przeciwko
Polsce sprawy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości za brak ustawy o
OZE. Termin wdrożenia unijnej dyrektywy w tej sprawie minął w grudniu
2010 roku. Komisja wnioskuje o karę dla Polski w wysokości ponad 133
tys. euro dziennie.
Źródło: Newseria
Pod takim hasłem rozpoczął się dziś konkurs na materiały
dziennikarskie, które w najbardziej interesujący i kompetentny sposób
przedstawią kwestie zmian klimatu. Liczę, że konkurs przyczyni się do
rzetelnej dyskusji w mediach o klimacie i potrzebie jego ochrony. Taka
dyskusja jest nam bardzo potrzeba – powiedziała Beata Jaczewska,
wiceminister środowiska podczas konferencji inaugurującej
przedsięwzięcie.
Organizatorzy
konkursu czekają zarówno na artykuły, audycje radiowe, jak i programy
telewizyjne. Prace powinny przyczyniać się do popularyzacji idei
wykorzystania odnawialnych źródeł energii i edukacji społeczeństwa.
Rok 2013 pod znakiem klimatu
Temat zmian klimatu będzie w Polsce w tym roku szczególnie istotny. W
listopadzie Warszawa będzie gospodarzem najważniejszego forum dyskusji o
światowej polityce klimatycznej – 19. Konferencji Narodów Zjednoczonych
w sprawie Zmian Klimatu COP19. To właśnie w trakcie szczytów COP
podejmowane są kluczowe decyzje dotyczące globalnej polityki
klimatycznej. Podczas tegorocznej konferencji w Warszawie mają zostać
wypracowane ramy dla nowego porozumienia, które, po raz pierwszy w
historii, obejmie wszystkie państwa.
O konkursie
Organizatorem ogólnopolskiego konkursu dla dziennikarzy jest Klub
Publicystów Ochrony Środowiska EKOS przy ZG Stowarzyszenia Dziennikarzy
Polskich. Partnerem wydarzenia jest Niemiecka Fundacja Federalna
Środowisko (Deutsche Bundesstiftung Umwelt). Szczegółowe informacje o
konkursie są dostępne na stronie: www.dziennikarzedlaklimatu.pl.
Źródło: Ministerstwo Środowiska
W kwietniu zapadną decyzje dotyczące łączenia polskiego rynku
energii z rynkami południowymi – czeskim, słowackim i węgierskim oraz
rumuńskim. Operatorzy tych systemów analizują, w jaki sposób można
połączyć giełdy. Dzięki temu będzie możliwe przesyłanie prądu po
niższych stawkach pomiędzy poszczególnymi krajami.
Chodzi
o tzw. market coupling, czyli mechanizm łączenia rynków, obszarów
działania giełd, w którym wykorzystywany jest wspólny algorytm
kalkulacji cen. Od 2010 roku w ten sposób połączone zostały rynki
energii Polski i Skandynawii (połączenie SwePol Link). Dzięki temu
energia elektryczna płynie od rynku z ceną niższą do rynku z ceną
wyższą. Teraz nadszedł czas na połączenie z południowymi sąsiadami.
– Analizujemy możliwości dołączenia się, przede wszystkim badamy je pod
kątem zharmonizowania procesów na południu, czyli na połączeniu z
Czechami i ze Słowacją oraz na połączeniu ze Szwecją. Do końca
pierwszego kwartału daliśmy sobie czas na przestudiowanie, czy ten
projekt jest dla nas wykonalny i wówczas zadecydujemy o dalszych krokach
– mówi Agencji Informacyjnej Newseria Konrad Purchała, dyrektor Biura
Rozwoju Rynku Energii, PSE Operator.
Mechanizm market coupling łączący rynki Czech, Słowacji i Węgier został
uruchomiony w 2012 roku i okazał się rozwiązaniem korzystnym dla
uczestników rynku energii elektrycznej. Pod koniec stycznia tego roku
Polska i Rumunia zadeklarowały chęć przyłączenia się tego mechanizmu.
Byłby to krok w kierunku budowy Europejskiego Wewnętrznego Rynku Energii
(Internal Electricity Market – IEM).
Najważniejszym warunkiem, jaki trzeba będzie spełnić, to właśnie
zharmonizowanie rynków północnego i południowego. W przeciwnym razie ich
uczestnicy będą musieli wybierać, na którym parkiecie złożą swoje
oferty.
– Coupling [z ang. połączenie] południowy odbywa się o godzinie 11.00, a
ten na północy, czyli na połączeniu ze Szwecją – o godzinie 12.00.
Jeżeli uda nam się zapewnić uczestnikom rynku możliwość złożenia zleceń o
godzinie 11.00, otrzymania wyników i złożenia następnie nowych zleceń
na godzinę 12.00, to istnieje zagrożenie, że płynność na naszym rynku
zostanie rozdzielona pomiędzy coupling południowy i północny – informuje
Konrad Purchała.
Trwają więc rozmowy z Czechami, Słowakami i Węgrami oraz Szwedami mające doprowadzić do zunifikowania godziny transakcji.
– Chcemy doprowadzić do tego, żebyśmy o godzinie 12.00 alokowali
jednocześnie zdolności przesyłowe na granicy północnej i południowej. To
wymagałoby przekonania naszych przyjaciół z południa, żeby przesunęli
się do godziny 12.00 oraz uzgodnień z Nord Pool Spot [giełda norweska]
lub z innymi uczestnikami rynku – wyjaśnia przedstawiciel PSE Operator.
Według niego, europejski regulator, czyli ACER [Agencja ds. Współpracy
Organów Regulacji Energetyki] ma być zainteresowany tym, by market
coupling o godzinie 12.00 mógł połączyć Polskę z Nord Pool Spot oraz
obecny coupling trójstronny, czyli Czechy, Słowację i Węgry. Podobne
sygnały PSE Operator otrzymuje ze strony Nord Pool Spot.
Market coupling jest nowoczesną metodą międzynarodowego handlu energią
elektryczną. W systemie tym zdolności przesyłowe pomiędzy krajami nie są
przedmiotem odrębnej aukcji, lecz są udostępniane łącznie z energią
poprzez transakcje realizowane na współpracujących ze sobą giełdach
energii, działających po obu stronach granicy.
Łączenia rynków energii elektrycznej wymaga Unia Europejska, ponieważ
ma to zagwarantować większą konkurencyjność i bezpieczeństwo dostaw
energii.
Źródło: Newseria
Trwa konkurs „Zayed Future Energy Prize”, którego celem jest
uhonorowanie dokonań w zakresie energii odnawialnych i zrównoważonego
rozwoju technologicznego. W przedsięwzięciu mogą wziąć udział firmy,
organizacje pozarządowe, uczelnie oraz osoby indywidualne.
Konkurs
jest organizowany przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. W tym roku
odbędzie się już piąta edycja przedsięwzięcia. Termin nadsyłania
zgłoszeń upływa 5 sierpnia br. Szczegółowe informacje o konkursie są
dostępne na stronie organizatora: https://www.zayedfutureenergyprize.com/en/.
Poszukiwanie i rozwój technologii środowiskowych, które przyczyniają
się do budowy zrównoważonej gospodarki to obszar szczególnie ważny dla
Ministerstwa Środowiska. Resort już od ponad trzech lat prowadzi program
„GreenEvo – Akcelerator Zielonych Technologii” oraz wspiera
przedsięwzięcie „GEKON – Generator Koncepcji Ekologicznych”. Celem
pierwszego jest promocja polskich technologii środowiskowych na rynkach
zagranicznych. Do tej pory laureatami GreenEvo zostało 40 polskich firm.
GEKON z kolei wspiera finansowo konsorcja naukowo-przemysłowe w
obszarze poszukiwania i wdrożenia technologii przyjaznych środowisku. W
pierwszym naborze do programu GEKON zostało zgłoszonych 366 wniosków
(więcej informacji zobacz pod adresem).
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Rynek „zielonej” energii czeka na zmiany, ponieważ ceny za prąd
stały się nieprzewidywalne. Resort gospodarki zapowiedział możliwość
interwencyjnego skupu zielonych certyfikatów, dzięki temu państwo
regulowałoby ten rynek. Pomysł popiera prezes Grupy Tauron, czołowej
energetycznej polskiej spółki.
–
To, co się zadziało na rynku certyfikatów jest nienormalne i
interwencyjny skup powinien być jednym z rozwiązań ad hoc. Powinniśmy
również pomyśleć o działaniu ustawowym, docelowym – mówi Agencji
Informacyjnej Newseria Dariusz Lubera, prezes grupy Tauron.
Tak prezes grupy skomentował propozycję wiceministra gospodarki Jerzego
Witolda Pietrewicza, dotyczącą wdrożenia rozwiązań stabilizujących
rynek energii elektrycznej. Chodzi o możliwość uruchomienia
interwencyjnego skupu zielonych certyfikatów. Są to prawa majątkowe,
które co roku muszą kupować spółki sprzedające energię odbiorcom, jeśli
nie produkują jej wystarczająco dużo z odnawialnych źródeł. Ma to
mobilizować do produkcji ekologicznej energii. Jednak w ciągu ostatnich
dwóch lat jej produkcja była większa niż ustawowy obowiązek.
Dodatkowo część spółek zamiast kupować zielone certyfikaty, wolała
odprowadzać tzw. opłatę zastępczą. To sprawiło, że doszło do akumulacji
certyfikatów na rynku, a cena jaką trzeba za nie zapłacić spadła nawet
do 30 proc. ich wartości. Stąd pomysły na zmianę systemu wsparcia
produkcji energii z odnawialnych źródeł.
– Wyobrażam to sobie tak, żeby wyposażyć ministra gospodarki ustawowo w
możliwość reagowania w zależności od tego, jaka jest sytuacja na rynku.
I na przykład podwyższać obowiązek zakupu, który by zwiększał popyt na
zielone certyfikaty. Zresztą nie tylko w obszarze zielonych
certyfikatów. Podobna sytuacja może się pojawić w przypadku tych
żółtych, w związku z tym rozwiązania docelowe są bardzo potrzebne –
przekonuje Dariusz Lubera.
Zmiana systemu leży w interesie energetycznych spółek, ponieważ
przekłada się to na ich zyski. Stąd też Tauron, podobnie jak np. PGE,
wypowiada umowy dostawcom biomasy, ponieważ już nie opłaca się
dorzucanie jej do kotłów z węglem w ramach tzw. współspalania.
Zmiany są niezbędne, jeśli Polska chce wypełnić unije zobowiązania. Do
2020 roku w finalnym zużyciu energii co najmniej 15,5 proc. ma pochodzić
z odnawialnych źródeł energii, czyli prawie dwukrotnie więcej niż
obecnie.
Źródło: Newseria
Projekt Prawa wodnego z końcem marca miał trafić do parlamentu,
ale w resorcie środowiska dopiero trwają prace nad jego założeniami.
Dyskusje dotyczą głównie wysokości i sposobu naliczania opłat, jakie
spółki energetyczne będą musiały płacić za korzystanie z wody.
Już
od niemal roku trwają rozmowy z właścicielami hydroelektrowni. Takie
instalacje mają m.in. Enea, Energa i Tauron, PGE oraz prywatni
przedsiębiorcy. Według Urzędu Regulacji Energetyki w Polsce jest 765
elektrowni wodnych o zainstalowanej mocy ok. 958 MW.
– Opłaty będziemy musieli wprowadzić, nie ma innego wyboru. Wynika to z
art. 9 Ramowej Dyrektywy Wodnej. Natomiast trwają dyskusje dotyczące
bardzo szczegółowych przepisów bezpośrednio zainteresowanych stron.
Czasami są to bardzo przeciwstawne opinie, więc może się okazać, że
będzie opóźnienie, jeżeli będziemy szukać kompromisu w deklaracjach
dotyczących gospodarowania wodami – mówi Agencji Informacyjnej Newseria
Stanisław Gawłowski, wiceminister środowiska.
Wśród propozycji pojawiły się takie mówiące o opłatach w wysokości od
0,01 do 0,5 grosza. Stanisław Gawłowski zapewnia, że szuka rozwiązania,
które nie będzie „szczególnie zauważalnym obciążeniem dla koncernów
energetycznych”.
– Nie o to chodzi, żeby dzisiaj kogokolwiek opłatą wystraszyć. To
raczej będzie symboliczna wielkość. Ta opłata nie wpłynie na rynek
energetyczny w Polsce, ale jednak pozwoli na to, żeby ci, którzy
korzystają z wody, z infrastruktury hydrotechnicznej, ponosili również
koszty utrzymania tej infrastruktury – tłumaczy Stanisław Gawłowski.
Właściciele małych elektrowni wodnych zwracają uwagę, że naliczanie
opłat za korzystanie z wody do celów energetycznych w zależności od
ilości wykorzystanej wody (według pozwoleń wodno-prawnych) może
spowodować nierówne traktowanie podmiotów. W zależności od warunków
naturalnych (ułożenia geograficznego terenu, na którym znajduje się
elektrownia) ta sama ilość wykorzystanej wody daje różny efekt
energetyczny.
– Będziemy szukać kompromisu bezpośrednio z użytkownikami, bo ta opłata
będzie dotyczyć wszystkich. Dzisiaj część z nich już ponosi opłatę.
Zwolniona jest energetyka i rolnictwo, i z nimi będziemy jeszcze o tym
dyskutować – zapowiada minister.
Opłaty za korzystanie z wody są już pobierane np. w Belgii, we
Włoszech, Francji i Rumunii. W Norwegii i Szwecji, gdzie udział energii
elektrycznej wyprodukowanej w elektrowniach wodnych jest największy,
takie opłaty nie są stosowane.
Ustawa Prawo wodne obowiązuje 10 lat, w tym czasie była już
wielokrotnie zmieniana. Wynikało to m.in. z konieczności implementacji
przepisów prawa Unii Europejskiej (dwie duże nowelizacje w 2005 i 2011
roku wprowadzające Ramową Dyrektywę Wodną i Dyrektywę Powodziową).
Wprowadzane w ostatnich latach zmiany ustawy nie wyeliminowały
wszystkich problemów prawnych, a naruszyły jej spójność i uczyniły
nieprzejrzystą. Dlatego podjęto decyzję o opracowaniu założeń nowej
ustawy Prawo wodne.
Źródło: Newseria
W ciągu miesiąca ruszy nowy program dofinansowań do budynków
energooszczędnych. To nawet 50 tys. zł dla budujących domy i 16 tys.
dofinansowania dla kupujących mieszkania. Minister środowiska Marcin
Korolec wziął udział w konferencji poświęconej programowi,
zorganizowanej przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej (NFOŚiGW).
Umowę
z NFOŚiGW podpisało dzisiaj siedem banków - Bank Polskiej
Spółdzielczości, SGB-Bank, Bank Ochrony Środowiska, Bank Zachodni WBK,
Getin Noble Bank, Nordea Bank Polska i Deutsche Bank PBC. Gościem
uroczystości był Prezes Związku Banków Polskich Krzysztof
Pietraszkiewicz.
Dopłaty do kredytów na domy i mieszkania energooszczędne to pierwszy
ogólnopolski instrument wsparcia dla budujących budynki mieszkalne o
niskim zużyciu energii. Program skierowany jest do osób fizycznych
budujących dom jednorodzinny lub kupujących dom/mieszkanie od
dewelopera.
Minister Marcin Korolec: - Inwestycja w energooszczędne budownictwo się
opłaca. Z jednej strony to niższe koszty utrzymania domów i mieszkań. Z
drugiej – bardziej czyste powietrze w polskich miastach, dzięki
niższemu zapotrzebowaniu na energię potrzebną do ogrzania budynków.
Program o budżecie 300 mln zł realizowany będzie w latach 2013-2018
przy współpracy z 7 bankami wyłonionymi w wyniku naboru. Dofinansowanie
będzie miało formę bezzwrotnej, częściowej spłaty kapitału kredytu
bankowego zaciągniętego na budowę / zakup domu lub zakup mieszkania.
Dotacja będzie wypłacana na konto kredytowe beneficjenta po zakończeniu
realizacji przedsięwzięcia i potwierdzeniu uzyskania wymaganego
standardu energetycznego przez budynek.
Z programu będą mogły skorzystać zarówno osoby, które budują
samodzielnie, jak i te, które kupują dom lub mieszkanie od dewelopera.
Wysokość dopłaty będzie uzależniona od osiągniętego wskaźnika
zapotrzebowania budynku na energię użytkową potrzebną do jego
ogrzewania, a nie od jego powierzchni. W zależności od wysokości tego
współczynnika szacuje się, że dotacja wyniesie od 30 tys. do 50 tys. zł
brutto dla domów jednorodzinnych oraz od 11 tys. do 16 tys. zł brutto
dla mieszkań. Użytkownicy takich budynków zyskają podwójnie – także w
postaci niższych rachunków za ogrzewanie.
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Najbliższe lata upłyną pod znakiem taniejącego gazu – uważa
Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Sprzyjać temu ma
perspektywa wzrostu wydobycia surowca ze złóż niekonwencjonalnych, co
oznacza np. możliwość importu z Ameryki Północnej tańszego gazu
łupkowego. Znaczenie ma też rozwój wolnego hurtowego rynku gazu w Polsce
oraz perspektywa wydobywania u nas gazu z łupków.
–
Skoro będą pojawiały się nowe źródła dostarczania paliwa gazowego,
możemy liczyć na to, że będą to źródła tańsze. Gaz łupkowy z Ameryki
Północnej wywrócił do góry nogami filozofię funkcjonowania światowego
rynku gazu. Osobiście stawiam, że ten gaz będzie jednak taniał – mówi
Agencji Informacyjnej Newseria prezes Urzędu Regulacji Energetyki.
Do dywersyfikacji kierunków dostaw surowca przyczyni się z pewnością
budowany od dwóch lat gazoport w Świnoujściu. Terminal LNG ma zwiększyć
tym samym poziom bezpieczeństwa energetycznego kraju, ale i regionu,
ponieważ ma to być punkt przeładunkowy, a zarazem regazyfikacyjny
skroplonego gazu ziemnego. Ułatwi on import gazu z wielu kierunków, co
zwiększy niezależność energetyczną Polski. Nie jest jednak jasne, czy
jego funkcjonowanie wpłynie na obniżkę cen.
– Co do cen, to już rynek będzie wyznaczał ich poziom – mówi Marek
Woszczyk. – Mam nadzieję, że do tego czasu będzie już w Polsce w pełni
konkurencyjny rynek, co najmniej na poziomie hurtowym. Cieszę się, że
ostatnie moje decyzje dotyczące zwolnienia z taryfikacji obrotu
hurtowego gazem w Polsce jednak pozytywnie odbiły się na płynności rynku
gazu – dodaje.
Choć – jak podkreśla – o płynności obrotu hurtowego gazem w Polsce na
razie trudno mówić. Mimo to widać było reakcję uczestników rynku na
decyzję prezesa URE.
– Giełda po około półtoramiesięcznym okresie funkcjonowania zanotowała
jedynie trzy transakcje. Tuż po decyzji o wycofaniu się z regulowania
cen na poziomie obrotu hurtowego, tych transakcji mamy tam zdecydowanie
więcej, wzrósł też wolumen obrotu i myślę, że będzie już tylko rósł –
przekonuje Marek Woszczyk.
Prezes URE uważa także, że pozytywny wpływ na poziom płynności
hurtowego obrotu gazem będzie miało obligo gazowe. Jest to wymagany
prawnie procent wolumenu gazu, który musi być sprzedawany na giełdzie.
– Prace w parlamencie nad obligiem gazowym trwają, ale wydaje się w tej
chwili być przesądzone – twierdzi Woszczyk. – Możemy się jeszcze
zastanawiać nad poziomem tego obowiązku, niemniej jednak to na pewno
będzie bardzo duży, znaczący czynnik poprawiający poziom płynności
hurtowego obrotu gazem w Polsce – podkreśla.
Źródło: Newseria
PGE, KGHM, Enea i Tauron, czyli spółki które zamierzają
wspólnie budować elektrownię jądrową, szczegóły współpracy mają ustalić w
kwietniu. Rozmowy dotyczą głównie sposobu finansowania tej kosztownej
inwestycji. Prezes Tauronu, podobnie jak PGE, wskazują na brytyjskie
rozwiązania, gdzie państwo udziela wsparcia atomowemu projektowi. Bez
dodatkowego źródła finansowania powstanie takiej siłowni w Polsce nie
będzie możliwe – uważają przedstawiciele spółek.
–
Trwają prace zespołów roboczych. W pierwszej fazie wejdziemy do spółki
razem z partnerami – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dariusz Lubera,
prezes Tauronu. – Najpóźniej w kwietniu powinna nastąpić pierwsza faza
naszego wspólnego przedsięwzięcia zakończona ustaleniem, w jaki sposób
wchodzimy do spółki PGE Energia Jądrowa.
We wrześniu minionego roku Polska Grupa Energetyczna, Tauron, KGHM
Polska Miedź oraz Enea podpisały list intencyjny, który zakłada, że
spółki ustalą projekt umowy nabycia udziałów w PGE EJ 1. To spółka
celowa odpowiadająca za bezpośrednie przygotowanie procesu
inwestycyjnego budowy i eksploatacji pierwszej polskiej elektrowni
jądrowej. Termin ważności listu intencyjnego w sprawie partnerstwa dla
budowy elektrowni atomowej upływa 4 maja.
Umowa ma regulować prawa i obowiązki każdej ze stron przy realizacji
projektu, przy założeniu, że Polska Grupa Energetyczna będzie pełnić
rolę wiodącą w całym przedsięwzięciu.
– Na tym etapie nie ma większych problemów. Rozmowy dotyczą normalnej
wyceny, uzgodnień, przeprowadzenia due dilligence spółki
[wszechstronnego badania pod kątem biznesowym i finansowym – red.] –
wyjaśnia Dariusz Lubera. – Przed nami decyzje kluczowe, na jakim
poziomie będziemy chcieli objąć akcje i czy to się przełoży na udziały w
inwestowaniu i finansowaniu.
Podczas wcześniejszych rozmów z Newserią prezes Tauronu zapowiadał, że
udział spółki w mocach przyszłej elektrowni mógłby wynosić 400-600 MW.
– Jesteśmy zainteresowani, by do miksu energetycznego Tauronu
wprowadzić kilkaset megawatów energii jądrowej, kiedy ona się pojawi.
Nie przesądzałbym dzisiaj, czy to będzie 300, czy to będzie 600 MW.
Muszą się tutaj wypowiedzieć wszyscy potencjalni udziałowcy, a przede
wszystkim lider – Polska Grupa Energetyczna – uważa Dariusz Lubera.
Zdaniem prezesa Tauronu, mimo udziału w inwestycji największych spółek
Skarbu Państwa, finansowo spółki te nie udźwigną tej inwestycji bez
dodatkowego wsparcia.
– Nakłady są tak potężne, że nawet gdy je skumulujemy, to i tak bez
wejścia kogoś z zewnątrz to będzie za mało – tłumaczy. – Ostatnia
wypowiedź premiera Tuska po spotkaniu jądrowym jest jednoznaczna.
Energetyka jądrowa w Polsce będzie budowana i rozwijana. Natomiast
odrębną kwestią jest, w jaki sposób państwo wesprze ten projekt.
Prezes przywołuje przykład Wielkiej Brytanii, gdzie francuski EDF,
który chce budować nowe bloki jądrowe, negocjuje z rządem nowy typ
długoterminowego kontraktu. To tzw. contracts for difference (kontrakt
na różnicach cenowych), gdzie rząd gwarantuje, że dopłaci producentowi,
jeśli rynkowa cena energii będzie niższa niż ta ustalona w umowie. Ale
gdy stawka będzie wyższa, producent zwróci nadwyżkę.
Na podobne wsparcie liczą przedstawiciele energetycznych spółek.
Niedawno prezes PGE wskazywał na możliwość wykorzystania brytyjskich
doświadczeń przy budowie polskiej elektrowni. Podobnie wypowiada się
prezes Tauronu.
– My zupełnie inaczej widzimy zaangażowanie państwa, a więc stworzenie
mechanizmu, dzięki któremu w długim horyzoncie czasowym po sfinansowaniu
i oddaniu do użytku inwestycji, będzie miała zapewniony okres zwrotu –
wyjaśnia Dariusz Lubera. – Brytyjczycy mogą wyznaczyć w Europie wzorzec,
który moglibyśmy również i w Polsce zaaplikować. Mówimy tutaj o cenie
referencyjnej, zapewniającej zwrot zainwestowanego kapitału i w
zależności od tego, jak ceny rynkowe się kształtują.
Podkreśla, że to nad tego typu rozwiązaniami toczą się rozmowy, a nie
są to dyskusje o „prostym wsparciu budżetu państwa poprzez gwarancje
ministra finansów czy inne gwarancje rządowe”.
Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami PGE uruchomienie pierwszego bloku
jądrowego ma nastąpić w 2024 roku, natomiast cała elektrownia o mocy 3
tys. MW ma zostać oddana do użytku dwa lata później. Druga elektrownia, o
tej samej mocy, ruszy w 2029 roku. Jej koszt jest szacowany na ponad 50
mld zł.
Źródło: Newseria
Ceny zielonych certyfikatów są tak niskie, że przedsiębiorcom
nie opłaca się inwestowanie w odnawialne źródła energii. Dlatego
wiceminister gospodarki Jerzy Witold Pietrewicz zapowiedział wdrożenie
rozwiązań stabilizujących ten rynek. Jego poprzednik przypomina, że
gotowe rozwiązania już są zapisane – w projekcie ustawy o odnawialnych
źródłach energii. Prace nad nią ostatnio spowolniły mimo, że minister
gospodarki zapowiadał ich przesłanie do Sejmu przed końcem marca.
–
Bardzo dużo dopłacamy do energii odnawialnej, do pozyskiwanych
biokomponentów przywożonych z zagranicy. To jest dramat dla Polski i dla
polskiego systemu energetycznego. Stąd raptowny spadek cen zielonych
certyfikatów. A ustawa o odnawialnych źródłach energii [OZE] doskonale
rozwiązuje te problemy. Gdyby dziś była ta ustawa, to nie mielibyśmy
problemu z cenami zielonych certyfikatów – uważa Mieczysław Kasprzak,
były wiceminister gospodarki odpowiedzialny za OZE.
Polskie Towarzystwo Gospodarcze Bioenergii „Polbio” alarmowało w
ubiegłym tygodniu, że w wyniku akumulacji certyfikatów na rynku, cena
jaką trzeba za nie zapłacić spadła do 30 proc. ich wartości. Od niemal
roku te prawa majątkowe taniały tak mocno, że przedsiębiorcom zajmującym
się sprzedażą energii elektrycznej odbiorcom końcowym nie opłacało się
inwestować w zielone technologie. Mogą bowiem kupić świadectwa
pochodzenia energii elektrycznej wytworzonej w odnawialnych źródłach
energii po ok. 135 zł/MWh, czyli taniej niż zapłaciliby za pozyskanie
własnych certyfikatów (muszą określoną ich liczbę uzyskać i przedstawić
do umorzenia Prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki lub uiścić opłatę
zastępczą, która wynosi ok. 280 zł/MWh).
Zdaniem Mieczysława Kasprzaka, tym tendencjom zapobiegłaby ustawa o
OZE, za którą jeszcze do początku lutego był odpowiedzialny jako
wiceminister gospodarki. W projektowanym dokumencie zaproponowano zmiany
w funkcjonowaniu modelu wspierania energii ze źródeł odnawialnych,
czyli tzw. zielonych certyfikatów. Miałyby one zagwarantować
zrównoważony i bardziej racjonalny rozwój OZE.
– Dziwię się, że minister finansów i inni spowolnili dzisiaj te
działania. Technologie związane z OZE tanieją z roku na rok. Kto
szybciej w nie zainwestuje, ten będzie dłużej zbierał owoce z tych
inwestycji – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Mieczysław Kasprzak. –
Szkoda, że ustawa, która już została wynegocjowana, nie może być
uchwalona, bo widzę, że nastąpiło bardzo duże spowolnienie od listopada.
Zdaniem Mieczysława Kasprzaka do uzgodnienia zostało jeszcze „tylko
kilka rzeczy” i projekt ustawy mógłby wreszcie trafić do parlamentu.
– To jest dobra ustawa, która stwarza szanse rozwoju energetyki
odnawialnej. A do 2020 roku mamy mieć 15,5 proc. energii z tych źródeł –
przypomina. – Jeżeli będziemy zwlekać z jej wprowadzeniem, to inni nas
zostawią daleko w ogonie. Poza tym przyjdzie nam płacić duże kary, bo UE
nam tego nie podaruje.
Nad Polską wisi groźba sankcji za brak regulacji dotyczących
odnawialnych źródeł energii. Komisja Europejska nie złożyła jeszcze
wniosku do Trybunału, ale rozpoczęła procedurę. Termin na uchwalenie
tych przepisów Polska miała do 5 grudnia 2010 roku.
Szef resortu gospodarki Janusz Piechociński zapewniał, że projekt
ustawy o OZE (będący częścią pakietu energetycznego, w którego skład
wchodzą także Prawo energetyczne i Prawo gazowe) z końcem pierwszego
kwartału zostanie przekazany do Sejmu.
Źródło: Newseria
KGHM chce nawet o kilkanaście procent obniżyć zużycie energii
elektrycznej. W tym celu wdraża cały program inwestycji, które mają
zwiększyć efektywność energetyczną spółki. Dziś KGHM jest drugim w
kraju, po PKP, konsumentem energii. Jak podkreślają władze koncernu,
koszty z tym związane stanowią coraz większy „kawałek tortu”, jakim są
ogólne koszty działalności.
KGHM
Polska Miedź SA należy do największych w Polsce odbiorców energii.
Zarówno elektrycznej, jak i cieplnej. Każdego roku zużywa ok. 2,5 TWh,
ustępując pod tym względem jedynie Polskim Kolejom Państwowym.
– Naszym priorytetem stało się, byśmy mogli rozwijać się, przynajmniej
bez wzrostu kosztów energii. Przed nami więc wyzwanie: obniżenie zużycia
energii elektrycznej – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dorota
Włoch, wiceprezes KGHM Polska Miedź SA.
Dlatego spółka pracuje nad wdrażaniem kolejnych technologii, które
pozwolą ograniczyć jej zużycie energii, redukując jednocześnie nadmierne
koszty działania przedsiębiorstwa: począwszy od drobnych usprawnień, po
duże projekty modernizacyjne, pozwalające na większe oszczędności.
– To jest wiele rzeczy, od drobnych usprawnień, poprzez kolejność
włączania urządzeń, aż do pomysłów na duże modernizacje. Każdy kilowat
jest dla nas ważny – podkreśla Dorota Włoch.
Jednym z przykładów jest budowa dwóch nowych elektrociepłowni w
Polkowicach i Głogowie na potrzeby własne. Kolejnym jest specjalistyczny
system klimatyzacji, instalowany ze względu na to, że wydobycie miedzi
wymaga sięgnięcia do coraz głębszych pokładów w kopalni.
Ten projekt, podobnie jak cały program oszczędności energii, został
opracowany przez kadrę inżynierską KGHM-u. Zarząd spółki twierdzi, że
będzie go sukcesywnie wdrażać. Pierwsze efekty podejmowanych działań
mają być widoczne jeszcze w tym roku. Docelowo pomoże to zwiększyć
efektywność energetyczną o kilka lub nawet kilkanaście procent.
Źródło: Newseria







