Mimo odrzucenia przez europarlamentarzystów propozycji
wycofania z rynku 900 mln uprawnień na emisję dwutlenku węgla, Komisja
Europejska nie rezygnuje z tego pomysłu. Opublikowała pierwszy raport
podsumowujący tzw. trzeci okres rozliczeniowy, który rozpoczął się na
początku tego roku. Wynika z niego, że nadwyżka uprawnień wynosi prawie 2
miliardy. To sprawia, że ich ceny są niskie, a przedsiębiorstwom nie
opłaca się inwestowanie w ekologiczne technologie. Na początku lipca
odbędzie się kolejne głosowanie w tej sprawie.
–
Europa jest w głębokim kryzysie, a Komisja Europejska chce zwiększenia
cen energii elektrycznej. Jestem zdziwiony tym, że Komisja forsuje dalej
ten nieracjonalny i niepotrzebny projekt – mówi Agencji Informacyjnej
Newseria Marcin Korolec, szef resortu środowiska.
Parlament Europejski odrzucił 16 kwietnia br. propozycję Komisji
Europejskiej dotyczącą tzw. backloadingu. Zakłada ona zawieszenie 900
milionów pozwoleń na emisję CO2 po 2013 roku. Miałoby to zmniejszyć ich
liczbę na rynku i tym samym podbić cenę, by firmy chętniej przestawiały
się na niskoemisyjne technologie. A to z kolei miałoby zmniejszyć tempo
ocieplania klimatu.
– Decyzja Parlamentu Europejskiego, która odrzucała propozycje
backloadingu jest w pewnym sensie zdarzeniem rewolucyjnym – uważa
minister. – Po raz pierwszy PE odrzucił jakąś propozycję Komisji w
obszarze klimatu. A stało się tak dlatego, że ta propozycja jest
nieracjonalna i narusza interesy i prawa PE.
W ocenie europosła Konrada Szymańskiego, backloading oznaczałby ok. 4
mld złotych kosztów dla polskiego budżetu i miliardowe straty dla
przemysłu. Podniesienie cen emisji CO2 miałoby również przyczynić się do
utraty ponad 2,5 miliona miejsc pracy w całej UE.
– Backloading jest niepotrzebny z naszego punktu widzenia, bo jest
rozwiązaniem administracyjnym. A nie rozumiem, dlaczego w sposób
administracyjny mamy wpływać na podwyższanie cen energii, kiedy mamy
kryzys w Europie i powinniśmy walczyć o tanią energię – komentuje Marcin
Korolec.
Jednak Connie Hedegaard, komisarz ds. działań w dziedzinie klimatu w
Komisji Europejskiej, nie wycofuje się z tego pomysłu. W ubiegły piątek
Komisja opublikowała pierwszy raport dotyczący tzw. trzeciego okresu
rozliczeniowego EU ETS (europejski system handlu uprawnieniami do
emisji). Wynika z niego, że emisja gazów cieplarnianych z instalacji
stacjonarnych (czyli np. elektrowni) uczestniczących w systemie
zmniejszyła się o 2 proc. w roku ubiegłym.
– Złą wiadomością jest to, że nierównowaga podaży i popytu pogorszyły
się jeszcze bardziej w dużej mierze z powodu rekordowego wykorzystania
międzynarodowych jednostek. Na początku trzeciej fazy mamy nadwyżkę
prawie dwóch miliardów uprawnień. Te fakty podkreślają potrzebę szybkiej
decyzji Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej w sprawie
backloadingu – podkreśla w komunikacie Connie Hedegaard.
Zdaniem ministra środowiska system nie wymaga ingerencji. Nadwyżka
powstała w wyniku kryzysu, ograniczenia produkcji i wykorzystania
energii. Na skutek działania sił rynkowych po wyjściu z kryzysu cena CO2
wzrośnie.
– W Brukseli mamy dużo wątków do dyskusji na temat polityki
klimatycznej: backloadingu, czyli projekt KE, który mówi o
administracyjnym sterowaniu cenami uprawnień. Mamy równolegle do tego
propozycje KE, żeby podwyższyć cele do roku 2020. I mamy znowu kolejną
inicjatywę KE, żeby dyskutować już teraz o celach na rok 2030. Trzy
dyskusje prowadzone są równolegle. Trudno się w tym połapać – uważa
Marcin Korolec.
Źródło: Newseria
W ramach kampanii edukacyjnej Komisji Europejskiej do 14
czerwca trwa konkurs „Świat, jaki lubisz”. Uczestnicy będą mogli
zgłaszać swoje pomysły na niskoemisyjne rozwiązania, które wpływają na
redukcję gazów cieplarnianych i poprawiają jakość życia. Autorzy
zwycięskich projektów zostaną nagrodzeni podczas ceremonii w Kopenhadze w
październiku 2013 roku. Dodatkowo została przewidziana nagroda dla
zwycięskich projektów pochodzących z pięciu państw: Bułgarii, Litwy,
Polski, Portugalii i Włoch. Nagrodzone projekty pochodzące z tych państw
zostaną zaprezentowane na billboardach w ramach ogólnokrajowych
kampanii.
-
Konkurs to doskonała okazja, aby nie tylko dyskutować o zmianie
klimatu. Zgłaszając projekty, uczestnicy pomogą nam pokazać, że
tworzenie świata, jaki lubimy i klimatu, który nam odpowiada, jest
zadaniem wykonalnym, na które możemy sobie pozwolić. Nie sprawi to
bynajmniej, że nasze życie stanie się szare i monotonne – mówi Connie
Hedegaard, Komisarz UE ds. działań w dziedzinie klimatu.
Konkurs rozpoczął się 11 lutego, a zgłoszenia do udziału można składać do 14 czerwca 2013. Inicjatywa nie zakłada żadnych barier i dodatkowych kryteriów determinujących wzięcie w nim udziału. Można zgłaszać różne projekty: małe i duże, realizowane zarówno przez osoby prywatne, jak i organizacje mające siedzibę w państwie członkowskim UE. Każdy ze zgłoszonych pomysłów musi spełniać tylko jeden warunek: głównym celem zgłaszanej inicjatywy musi być ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Takim projektem mogą być np.: rower o napędzie elektrycznym służący do transportu towarów, innowacyjny proces produkcyjny zmniejszający emisję gazów cieplarnianych i wysokość rachunków za energię, czy zrównoważone rozwiązania w zakresie budownictwa lub ogrzewania.
W całej Europie istnieje wiele praktycznych przykładów niskoemisyjnych
działań, które są korzystne dla klimatu, a jednocześnie poprawiają
jakość naszego życia. Konkurs „Świat, jaki lubisz” ma na celu stworzenie
platformy do zaprezentowania takich projektów oraz uhonorowania tych
najbardziej kreatywnych, praktycznych i skutecznych.
O co w tym wszystkim chodzi
W maju i czerwcu na stronie internetowej world-you-like.europa.eu
będzie można zagłosować na najbardziej kreatywną i inspirującą
inicjatywę spośród tych, które znajdą się na liście finalistów. Spośród
dziesięciu najbardziej popularnych projektów jury pod przewodnictwem
Connie Hedegaard wyłoni trzech zwycięzców, którzy zostaną uhonorowani
podczas ceremonii przyznania nagród Sustainia w Kopenhadze w
październiku 2013 r. Gospodarzem uroczystości będzie partner kampanii –
organizacja Sustainia, która działa na rzecz zrównoważonego rozwoju. Na
jej czele stoi Arnold Schwarzenegger. Zadaniem organizacji Sustaina jest
wyszukiwanie i popularyzacja wartościowych, dostępnych rozwiązań.
Klimatyczne spotkanie
W ramach ogólnoeuropejskiej kampanii informacyjnej Świat, jaki lubisz.
Klimat, który Ci odpowiada, europejska komisarz ds. działań w dziedzinie
klimatu Connie Hedegaard otwiera serię wydarzeń publicznych, aby
zaangażować Europejczyków w debatę na temat zmian klimatu oraz zachęcić
do podjęcia indywidualnych działań mogących je ograniczyć. Już 17 maja w
Centrum Nauki Kopernik w Warszawie komisarz Hedegaard weźmie udział w
konferencji „Wizje świata, jaki lubisz: Przechodzenie na gospodarkę
niskoemisyjną w Polsce”.
O kampanii
Konkurs jest częścią kampanii „Świat, jaki lubisz. Klimat, który Ci
odpowiada”. Od momentu inauguracji w październiku 2012 r. kampanię
śledzi ponad 20 tys. użytkowników mediów społecznościowych. Przyłączyło
się do niej ponad 130 oficjalnych partnerów, w tym władze publiczne,
organizacje pozarządowe, środowiska akademickie i przedsiębiorstwa.
Celem kampanii jest zaprezentowanie istniejących oszczędnych rozwiązań
zbliżających nas do osiągnięcia unijnego celu zakładającego zmniejszenie
do 2050 r. emisji gazów cieplarnianych o 80-95 proc., a także
zachęcanie do opracowywania nowych rozwiązań.
Więcej informacji na temat kampanii i konkursu, w tym kryteria
selekcji, można znaleźć na stronie internetowej kampanii oraz na
Facebooku i Twitterze:
http://world-you-like.europa.eu/pl/
www.facebook.com
twitter.com https://twitter.com/EUClimateAction#worldulike
Informacje na temat nagrody przyznawanej przez organizację Sustainia można znaleźć w serwisie internetowym: www.sustainia.me
Opis i plan działań Komisji znajduje się na stronie internetowej Dyrekcji Generalnej ds. Działań w dziedzinie Klimatu pod adresem: ec.europa.eu/clima
Źródło: ulicaekologiczna.pl
Rok bez elektryczności, zakupów, samochodu i produkowania
śmieci? 20-23 maja 2013 do Polski przyjeżdża Colin Beavan, No Impact
Man, autor książki i bohater filmu o tym samym tytule. O tym jak i po co
przez rok radykalnie ograniczał swój ślad ekologiczny, czy i jak da się
tego dokonać opowie podczas spotkań w Łodzi, Krakowie i Warszawie.
Colin
Beavan (aka No Impact Man) jest amerykańskim dziennikarzem, autorem
książek oraz postacią medialną. Popularność zyskał dzięki eksperymentowi
opisanemu w książce „No Impact Man”, w którym przez rok starał się
ograniczyć ślad ekologiczny swój i swojej rodziny, przez m.in.
zrezygnowanie z używania papieru i jednorazowych opakowań, radykalne
ograniczenie konsumpcji, korzystanie wyłącznie z produktów lokalnych,
rezygnację z transportu indywidualnego itp.
Magazyn Time uznał go za autora jednego z 10 najbardziej inspirujących
blogów związanych z ochroną środowiska, wg MSN był jednym z najbardziej
wpływowych mężczyzn roku 2008, zaś Elle wymienił go wśród tak zwanych
„Eco-illuminators”, osób otwierających oczy na problemy związane z
ochroną środowiska.
No Impact przyjeżdża do Polski w związku z pierwszą edycją Eksperymentu
No Impact Week, realizowanego w Polsce przez Fundację Sendzimira jako
Tydzień inny niż wszystkie. W sumie w Eksperymencie w Polsce wzięło już
udział ponad 400 osób.
Spotkania z Colinem Beavanem odbędą się w Krakowie (20 maja), łodzi (21
maja) i Warszawie (23 maja). Zapewnione zostanie tłumaczenie na język
polski. Wstęp wolny.
Kraków, Akademia Górniczo-Hutnicza, ul. Kawiory 26 A, Budynek D-11, sala 216 – 20 maja, godz. 16:30
Łódź, Uniwersytet Łódzki, Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, ul. POW 3/5, sala E306– 21 maja, godz. 15:00
Warszawa, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, ul. Szpitalna 5/5 – 23 maja, godz. 10:00
Więcej informacji na stronie: www.innytydzien.pl
Na wykłady obowiązuje rejestracja: http://moje-ankiety.pl/respond-42403.html
Źródło: ulicaekologiczna.pl
Według ministra środowiska, projekt ustawy dotyczącej wydobycia
gazu łupkowego w Polsce powinien być przyjęty przez rząd do końca
czerwca. Zdaniem Marcina Korolca, ustawa wejdzie w życie do końca roku.
Nowe przepisy mają dotyczyć zarówno prawa podatkowego, jak i
geologicznego.
–
Myślę, że projekt ustawy zostanie przyjęty przez polski rząd do końca
tego półrocza, jeszcze w czerwcu – mówi Agencji Informacyjnej Newseria
minister środowiska Marcin Korolec. – Następnie będzie dyskutowany w
parlamencie. Sądzę, że przed końcem roku ustawa zostanie uchwalona i
podpisana przez pana prezydenta.
Nowe regulacje mają objąć zarówno prawo geologiczne, jak i prawo
podatkowe. Resort środowiska pracuje nad znowelizowaniem m.in. Prawa
geologicznego i górniczego. Z kolei kwestie podatkowe znajdują się w
gestii Ministerstwa Finansów. Zgodnie z zapowiedziami, „government
take”, czyli maksymalne obciążenia dla przedsiębiorców nie przekroczą 40
proc. zysków brutto z produkcji gazu i ropy.
– Poziom regulacyjny i prawo podatkowe będą dyskutowane łącznie. Nawet
jeśli są opisane w dwóch różnych aktach prawnych – wyjaśnia Korolec.
Obaw resortu środowiska nie budzą decyzje koncernów o wycofywaniu się z
Polski. W ostatnim tygodniu taką decyzję podjęły dwie amerykańskie
firmy, zajmujące się poszukiwaniem gazu łupkowego: Talisman Energy i
Marathon Oil. Wcześniej zrezygnował Exxon Mobil. Według niektórych
ekspertów, przyczyną były planowane nadmierne obciążenia podatkowe i
brak stabilnych regulacji prawnych.
– Konsolidacja na tym rynku będzie następowała i jest to proces
naturalny – twierdzi minister środowiska. – Ponadto przedsiębiorstwa,
które decydują się na wyjście z Polski, odstępują koncesje innym
podmiotom.
Koncesje Exxon Mobil przejął francuski koncern Total i polski Orlen Upstream.
– Problemem nie są odejścia firm, lecz to, że te które u nas działają,
podejmują stosunkowo mało wysiłku, jeśli chodzi o realne wiercenia. Tych
wierceń realnie było dosłownie kilka. Tymczasem, żeby mieć wiedzę, ile
tego gazu mamy i czy rzeczywiście możemy się o niego oprzeć, to musimy
mieć do czynienia z dziesiątkami i setkami odwiertów – mówi Korolec.
Minister środowiska nie zgadza się z twierdzeniem, że przyczyną niskiej ilości odwiertów jest brak odpowiednich przepisów.
– Moim zdaniem przyczyną są warunki geologiczne. Potrzeba też czasu,
byśmy nauczyli się współpracować z firmami wydobywczymi. A regulacje
dotyczące prawa geologicznego w krótkim czasie będą gotowe – przekonuje
rozmówca Newserii.
Źródło: Newseria
Jak ogłosili naukowcy z obserwatorium Mauna Loa, poziom koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze sięgnął 400 ppm (cząstek na milion). Nigdy wcześniej w historii człowieka, stężenie dwutlenku węgla nie było tak wysokie.
Przekroczenie
tego krytycznego poziomu oznacza, że zahamowanie wzrostu średniej
globalnej temperatury może być jeszcze trudniejsze, niż prognozowano do
tej pory. Bez odejścia od paliw kopalnych i głębokiej transformacji w
kierunku czystej energii, katastrofalnych skutków zmian klimatu nie uda
się powstrzymać – przypomina organizacja ekologiczna WWF Polska.
Konieczność obniżenia emisji gazów cieplarnianych rysuje się teraz
jeszcze wyraźniej, jako jedyna odpowiedź, na jaką możemy sobie pozwolić –
mówi Monika Marks z WWF Polska. - Ostatnim razem, kiedy poziom
koncentracji CO2 w atmosferze był tak wysoki, jak dziś, średnia
temperatura na Ziemi była około 3-4 stopnie wyższa. A ostatnim razem,
kiedy globalna temperatura była tak wysoka, poziom morza sięgał 40
metrów wyżej niż dzisiaj.
Poziom koncentracji CO2 stopniowo wzrasta od 200 lat, osiągając 280 ppm
na początku rewolucji przemysłowej i 316 ppm w 1958, kiedy
obserwatorium Mauna Loa rozpoczęło pomiary (wizualizacja tych pomiarów
znana jest jako tzw. krzywa Keelinga). Stacja obserwacyjna,
zlokalizowana jest 3,4 km npm, z dala od wielkich źródeł zanieczyszczeń.
Jest to pierwszy tak wysoki poziom koncentracji CO2 od około 4,5
miliona lat. Kiedy w pliocenie stężenie wynosiło między 365 a 415 ppm,
świat był o wiele cieplejszy. Średnie stężenie w roku 2012 wynosiło
393,82 ppm. Średni roczny wzrost wyniósł w 2012 r. 2,66 ppm. To drugi
najszybszy przyrost stężenia CO2 w historii pomiarów (pierwszy w 1998).
Zdaniem naukowców nie ma żadnych wątpliwości, że to człowiek jest
odpowiedzialny za wzrastający poziom koncentracji CO2 w atmosferze.
Większość antropogenicznych emisji pochodzi z sektora energetycznego,
przede wszystkim ze spalania paliw kopalnych. Jeśli poziom stężenia
dwutlenku węgla w atmosferze będzie wzrastał, możemy spodziewać się że
letnie temperatury, które dotychczas notowane były jako rekordowe, staną
się przeciętne dla tej pory roku. Ekstremalne susze staną się normą.
Nawałnice i powodzie będą coraz częstsze.
Społeczności i rządy całego świata już dziś zmagają się z suszami,
utratą plonów, ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi. Nawet w bogatych
państwach, takich jak USA. Jeśli poziom koncentracji CO2 będzie nadal
rosnąć wysiłki związane z przystosowaniem do zmian klimatu mogą okazać
się bezowocne. Ale ten trend może ulec zmianie, jeśli dokonamy
właściwych wyborów.
Szybki zwrot w kierunku odnawialnych źródeł energii, wsparty znaczącym
wzrostem efektywności energetycznej pomoże znacznie ograniczyć emisje
CO2, a dzięki temu ustabilizować i ograniczyć koncentrację CO2 w
atmosferze – tłumaczy Marks. - Koszt produkcji energii elektrycznej ze
źródeł odnawialnych znacząco spadł, a w 2011 r. inwestycje w odnawialne
źródła przekroczyły inwestycje w produkcję energii ze źródeł kopalnych,
po raz pierwszy. Odnawialna energia może stać się nową normą. Jednak
wymaga zobowiązań ze strony rządów, jeśli ma się to stać szybko i mieć
wystarczająco duży zasięg.
Źródło: WWF
Polska zdecydowała się podnieść standard energetyczny dla
nowych budynków użyteczności publicznej – informuje WWF Polska. Dzięki
temu roczne koszty utrzymania 900 obiektów finansowanych z budżetu
państwa spadną o prawie 23 miliony złotych. Jak podkreślają eksperci
Instytutu Techniki Budowlanej, którzy przygotowali analizę prezentującą
skutki wejścia w życie regulacji, zwrot takiej inwestycji nastąpi już po
8 latach.
Zmiany
w przepisach powstały w wyniku uzgodnień pomiędzy Ministerstwami
Gospodarki, Finansów oraz Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej.
Analitycy Instytutu oceniają, że w Polsce rocznie wydaje się około 900
decyzji o pozwoleniu na budowę obiektów użyteczności publicznej.
Doprowadzenie ich do wyższego standardu energetycznego będzie wiązało
się z dodatkowym wydatkiem rzędu 100 zł za metr kwadratowy, co oznacza,
że w 2014 roku nakłady na ten cel wyniosą prawie 171 mln zł. Jak
podkreślają eksperci koszty te ze względu na rozwój technologii
pozwalających na efektywne wykorzystanie odnawialnych źródeł energii
będą jednak systematycznie spadać, by w 2018 roku osiągnąć pułap 139 mln
zł.
Jak wynika z analizy Instytutu Techniki Budowlanej nowe uregulowania
doprowadzą do obniżenia rachunków związanych z kosztami utrzymania i
eksploatacji budynków. Wyższy standard energetyczny zapewni
energooszczędnym obiektom zmniejszone zapotrzebowanie na energię
wykorzystywaną do ogrzewania, wentylacji i przygotowania ciepłej wody
użytkowej. Będzie się to wiązało z rocznymi oszczędnościami na poziomie
9,8 mln zł. Z kolei niższe koszty oświetlenia budynków pozwolą na
redukcję wydatków sięgającą 13 mln zł. Oznacza to, że w połączeniu ze
spadkiem zapotrzebowania na energię do ich chłodzenia kwota rocznych
oszczędności wyniesie blisko 23 mln zł. Dzięki temu energooszczędne
obiekty skonstruowane w myśl nowych przepisów zwrócą się po około 8
latach eksploatacji.
Należy podkreślić, że budynki odpowiadają za 40 procent łącznego
zużycia energii w Unii Europejskie - mówi Monika Marks z WWF Polska. - W
związku z tym, cieszy nas fakt, że przedstawiciele administracji
centralnej zaczynają dostrzegać potencjał w stosowaniu nowoczesnych
rozwiązań w obiektach użyteczności publicznej. Wypracowane porozumienie
pozwoli nie tylko zmniejszyć straty energii w budynkach, ale również
przyczyni się do poprawy stanu środowiska naturalnego poprzez redukcję
emisji CO2 do atmosfery. Co więcej przyniesie znaczne ograniczenie
wydatków związanych z ich użytkowaniem. Sektor publiczny odgrywa ważną
wzorcową rolę i powinien jako pierwszy podjąć działania, wykazując tym
samym, że efektywność energetyczna się po prostu opłaca.
Źródło: WWF
Ponad 67 milionów euro wynosi alokacja z funduszy EOG na
planowany, otwarty nabór wniosków o dofinansowanie projektów
ukierunkowanych na poprawę efektywności energetycznej w budynkach i
wzrost produkcji ze źródeł odnawialn
ych.
Komitet ds. Wyboru Projektów dla Programu Operacyjnego PL04
Oszczędzanie energii i promowanie odnawialnych źródeł energii,
zatwierdził kryteria wyboru projektów - dokumenty do pobrania
opublikowane są na stronie internetowej Ministerstwa. Przyjęte kryteria
zostały przekazane do konsultacji do Biura Mechanizmów Finansowych w
Brukseli i mogą ulec zmianom w wyniku zgłoszonych uwag.
Ogłoszenie naboru jest planowane na koniec maja 2013 roku.
Zobacz szczegóły i dokumenty
Źródło: Ministerstwo Środowiska
Ministerstwo Gospodarki rozmawia z przedsiębiorcami i
instytucjami mogącymi powołać fundusz, który stabilizowałby rynek
zielonych certyfikatów. Miały one zachęcać do inwestowania w nowoczesne,
ekologiczne technologie, jednak ten instrument okazał się nieskuteczny i
mało przewidywalny. Dlatego ministerstwo chce, by jeszcze w tym roku
przy wsparciu ze strony państwa powstał fundusz, za pomocą którego
możliwa byłaby interwencja na rynku.
–
Rynek zielonych certyfikatów jest kryzysowy i niestabilny, a to nie
sprzyja rozwojowi energetyki odnawialnej – podkreśla w rozmowie z
Agencją Informacyjną Newseria Jerzy Witold Pietrewicz, wiceminister
gospodarki.
Od niemal roku zielone certyfikaty taniały tak mocno, że
przedsiębiorcom zajmującym się sprzedażą energii elektrycznej odbiorcom
końcowym, nie opłacało się inwestować w zielone technologie. Mogli kupić
te świadectwa pochodzenia energii elektrycznej wytworzonej w
odnawialnych źródłach energii po ok. 100 zł/MWh, czyli taniej niż
zapłaciliby za pozyskanie własnych certyfikatów (muszą określoną ich
liczbę uzyskać i przedstawić do umorzenia Prezesowi Urzędu Regulacji
Energetyki lub uiścić opłatę zastępczą, która wynosi ok. 280 zł/MWh).
– Państwo powinno zrobić wszystko, żeby ten rynek ustabilizować. Takie
działania podejmujemy. Mają one w dużej mierze mają charakter
długofalowy. Natomiast dla decyzji inwestycyjnych potrzebna jest też
krótkookresowa stabilność rynku – uważa wiceminister.
Stąd poszukiwanie rozwiązań instytucjonalnych i pomysł utworzenia
specjalnego funduszu stabilizującego. Miałby on skupować zielone
certyfikaty w przypadku dużej nadpodaży i spadku cen. Zdaniem
wiceministra, państwo nie powinno mocno ingerować w rynek, więc taka
instytucja mogłaby zostać powołana przez jego uczestników.
– Ma to być system dobrowolny dla uczestników rynku, nie będziemy
regulowali go żadną ustawą. W związku z tym on musi być do przyjęcia dla
stron, one muszą widzieć w tym swój interes, dlatego też rozmawiamy z
rynkiem na ten temat i odbiór jest bardzo pozytywny – mówi Jerzy Witold
Pietrewicz.
Rząd zamierza wspierać utworzenie funduszu licząc, że nastąpi to jeszcze w tym roku.
– Uczestnicy rynku mogliby tworzyć odpis np. od zielonych certyfikatów,
który zasilałby fundusz stabilizacyjny. Jego przeznaczeniem byłaby rola
interwencyjna, a więc niedopuszczanie do nadmiernych wahań cenowych na
tym rynku. Kluczowa jest kwestia zasilania, czyli środki finansowe. W
naszej ocenie mogłoby to być partnerstwo publiczno-prywatne – informuje
Jerzy Witold Pietrewicz.
Wówczas, według resortu, naturalnym partnerem publicznym wydaje się być
Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Tu jednak
przeszkodą mogą okazać się unijne przepisy mówiące o dopuszczalności
pomocy publicznej tylko w określonych sytuacjach. Trwają analizy, czy
taka formuła jest możliwa do zastosowania.
Zielone certyfikaty są to prawa majątkowe, które co roku muszą kupować
spółki sprzedające energię odbiorcom, jeśli nie produkują jej
wystarczająco dużo z odnawialnych źródeł. Ma to mobilizować do produkcji
ekologicznej energii. Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat jej produkcja
była większa niż ustawowy obowiązek. Dodatkowo część spółek, zamiast
kupować zielone certyfikaty, wolała odprowadzać tzw. opłatę zastępczą.
To sprawiło, że doszło do akumulacji certyfikatów na rynku, a cena, jaką
trzeba za nie zapłacić, spadła nawet do 30 proc. ich wartości. Stąd
pomysły na zmianę systemu wsparcia produkcji energii z odnawialnych
źródeł.
Źródło: Newseria
Komisja Europejska nadal popiera pomysł backloadingu na rynku
CO2. Technologie niskoemisyjne to przyszłość, a gospodarki, które zaczną
je stosować jak najwcześniej, w dłuższej perspektywie czasu skorzystają
na tym w znaczącym stopniu – mówi Janez Potočnik, komisarz UE ds.
środowiska.
Parlament
Europejski odrzucił 16 kwietnia br. propozycję Komisji Europejskiej
dotyczącą tzw. backloadingu na rynku emisji CO2. Co sądzi pan o decyzji
Parlamentu Europejskiego?
- Jestem rozczarowany. Europa potrzebuje prężnego rynku emisji CO2,
ponieważ jest to najlepszy sposób osiągnięcia wyznaczonych przez nas
celów klimatycznych oraz przyspieszenia procesu wprowadzania w życie
innowacji. Może się to wydawać paradoksalne, ponieważ inne rynki emisji
CO2 na świecie zdają się zmierzać w odwrotnym kierunku.
Nie zapominajmy jednak, że to nie koniec. W chwili obecnej propozycja
powróciła do komisji Parlamentu Europejskiego ds. środowiska w celu
dalszego rozpatrzenia.
Widać wyraźnie, że powinniśmy zastanowić się nad sposobem, w jaki
Parlament zagłosował w zeszłym miesiącu i starannie przemyśleć dalsze
kroki. Stanowisko Rady Europy będzie tutaj istotnym czynnikiem, zaś
państwa członkowskie już omawiają zaistniałą sytuację na tym forum.
Tutaj, w Komisji, jesteśmy niezmiennie przekonani, że w krótszej
perspektywie czasu backloading pomoże przywrócić zaufanie do
europejskiego systemu handlu emisjami (EU ETS), a także zapełnić
powstałą pustkę do czasu podjęcia przez nas decyzji w sprawie
zastosowania środków o bardziej formalnym charakterze. W każdym
przypadku istnieć będą również inne możliwości.
Politycy i przedstawiciele przemysłu z wielu krajów UE dowodzą, że
ograniczenie emisji CO2 będzie miało szkodliwy wpływ na gospodarki
krajów europejskich. Czy zgadza się pan z tym stwierdzeniem?
- Nie. Jestem głęboko przekonany, że technologie niskoemisyjne to
przyszłość, a gospodarki, które zaczną je stosować jak najwcześniej, w
dłuższej perspektywie czasu skorzystają na tym w o wiele większym
stopniu. Europa posiada coś, co często nazywam cichą większością
podmiotów wprowadzających innowacje - przedsiębiorców, firm i
pracowników etatowych, którzy tworzą najbardziej wyrafinowane
technologie i opracowują nowe metody produkcji, które dostarczać będą
rozwiązań potrzebnych nam w gospodarce przyszłości. Europa znana jest z
bogatych tradycji w tej dziedzinie, choć w chwili obecnej istnieje
zagrożenie, że niektórzy spośród naszych partnerów handlowych pozostawią
nas w tyle.
Źródło: wnp.pl
„Solidarność” grozi strajkiem generalnym, jeśli rząd nie spełni
jej postulatów. Jednym z nich jest stworzenie specjalnej ustawy
wspierającej przedsiębiorstwa energochłonne. Tymczasem posłowie od
miesięcy pracują nad nowelizacją Prawa energetycznego, gdzie
przewidziane są ulgi dla takich firm.
NSZZ
„Solidarność" domaga się w swoich postulatach przesłanych do premiera,
by rząd przygotował ustawę dającą wsparcie przedsiębiorstwom
energochłonnym. Konkretnych rozwiązań jednak związek nie przedstawił.
– Sama propozycja nie jest nowa. Ona zresztą wychodzi naprzeciw
zaleceniom, rekomendacjom Komisji Europejskiej. My do tego się
przygotowujemy – przekonuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria
Jerzy Witold Pietrewicz, wiceminister gospodarki odpowiedzialny za
energetykę odnawialną.
W ramach tzw. małego trójpaku energetycznego, czyli nowelizacji Prawa
energetycznego, posłowie proponują, by odbiorcy przemysłowi z
odpowiednich branż zostali częściowo zwolnieni z obowiązku zakupu
zielonych certyfikatów. W tym roku wynosi on 12 proc. wolumenu zużytej
energii. W katalogu tych branż znaleźli się m.in. producenci węgla
kamiennego lub rud metali nieżelaznych, papieru, chemikaliów, a także
żywności. Skorzystać z ulg mogą przedsiębiorcy zużywający przynajmniej
100 GWh energii rocznie, której koszt wyniósł nie mniej niż 3 proc. w
zależności od poziomu energochłonności swojej produkcji.
– Będziemy mieli trzy przedziały, w zależności od tego, czy udział
energii jest mniejszy bądź większy, ta pomoc będzie wyższa. Dotyczy to
ulgi w zakresie zielonych certyfikatów, gdzie obowiązki związane z
uiszczaniem ich będą do 80 proc. mniejsze – informuje wiceminister.
Zgodnie z tymi propozycjami, odbiorcom energochłonnym zakres obowiązku
uzyskania i umorzenia świadectw pochodzenia będzie zmniejszony o 80
proc., jeśli koszt energii przekracza 12 proc. wartości jego produkcji; o
40 proc., jeśli koszt energii wynosi między 7 a 12 proc. wartości jego
produkcji i o 20 proc., jeśli ten koszt jest pomiędzy 3 a 7 proc.
wartości produkcji.
– To są propozycje resortu gospodarki. Znalazły się w tzw. małym
trójpaku energetycznym. W związku z tym jest szansa, że bardzo szybko
wejdą w życie – mówi Jerzy Witold Pietrewicz. – Wbrew pozorom takich
przedsiębiorców w Polsce nie jest dużo. Mogę powiedzieć, że w każdym z
tych przedziałów jest to kilkanaście firm.
Zielone certyfikaty to prawa majątkowe. Co roku przedsiębiorcy
zajmującym się sprzedażą energii elektrycznej odbiorcom końcowym,
określoną ich liczbę muszą uzyskać i przedstawić do umorzenia Prezesowi
Urzędu Regulacji Energetyki. Jeśli tego nie zrobią, muszą uiścić opłatę
zastępczą, która wynosi ok. 280 zł/MWh. Jest to dowód, że część energii,
którą wytworzyli pochodzi z odnawialnych źródeł energii (OZE). Jeśli
dana firma nie produkuje energii z OZE, może zapłacić za taki certyfikat
innej.
Nowością jest to, że same przedsiębiorstwa, które do tej pory kupowały
energię, będą mogły kupić i umorzyć certyfikaty (teraz robią to tylko
sprzedawcy energii). To może oznaczać, że będą mniej płacili za prąd, bo
kupią na rynku tańsze certyfikaty. Dodatkowo będą musieli przedstawić
mniejszą liczbę tych świadectw niż sprzedawcy energii, co także
przyniesie oszczędności.
Źródło: Newseria
Nawet sto tysięcy ludzi na ziemi zajmuje się hodowlą ok. 2,5
mln reniferów. Przetrwaniu ich wielowiekowej tradycji i kultury
zagrażają zmiany klimatu i coraz większe zainteresowanie surowcami w
rozmarzającej Arktyce.
Dla
ogromnej grupy mieszkańców rejonu arktycznego i subarktycznego
"renifery to praktycznie wszystko - pozwalają się najeść, ubrać, są
środkiem transportu i punktem odniesienia do świata, gdyż zajmowanie się
tymi zwierzętami wymusza na ludziach koczowniczy tryb życia" -
tłumaczył w rozmowie z PAP dyrektor Międzynarodowego Centrum Hodowli
Reniferów (ICR) w Norwegii, Anders Oskal.
Właśnie z powodu migracji reniferów nigdy nie udomowiono w takim
stopniu, jak krów czy świń. Zwierzęta te migrują niemal przez okrągły
rok w poszukiwaniu letnich pastwisk, okolic, gdzie przetrwają zimę,
miejsc godów i rozrodu. Ich hodowcy poddają się temu rytmowi i też
wędrują. "To bardzo tradycyjne, koczownicze życie, w bliskiej łączności z
naturą. Jest to jednocześnie model zarządzania Arktyką, dostosowany do
jej trudnych warunków" - zauważył Oskal.
Ludy północy wyjątkowo intensywnie odczuwają zmiany związane z
ociepleniem, zauważane także w innych częściach Ziemi. Ocieplenie ma na
hodowców reniferów bezpośredni wpływ, gdyż przekłada się na cykle
pojawiania się i zanikania śniegu, dostępność i jakość pastwisk. Coraz
większym wyzwaniem będą cieplejsze lata, zmieniające się gatunki roślin i
długość sezonu wegetacji.
Od jakiegoś czasu eksperci badają ludy północy pod kątem zdolności do
przystosowania - podkreślił Oskal. Studenci wypytują pasterzy o ich
obserwacje związane ze zmianami w środowisku; na uczelniach powstają
instytuty badające problemy Arktyki i lokalne strategie adaptacji.
Naukowcy znają coraz więcej przykładów wykorzystania przez pasterzy
tradycyjnej wiedzy, pozwalającej dostosować się do nowych warunków, jak
choćby do owadów, często licznych i należących do niespotykanych
wcześniej gatunków, pojawiających się na północy podczas coraz
wilgotniejszego lata. Niektóre z tych owadów mogą zagrażać zdrowiu
zwierząt. Pasterze trzymają je na dystans, paląc specjalne odmiany mchu,
który daje intensywny dym, albo zatrzymując się w chłodniejszych,
wolnych od owadów okolicach, np. w korytach rzek, gdzie przez cały rok
trzyma wieczna zmarzlina.
Wyrazem przystosowania jest też selekcja, dzięki której zwierzęta
lepiej sobie radzą w lokalnych warunkach. Tak właśnie postępują Czukcze,
których renifery "są niczym kulturyści" - tłumaczył Oskal na
kwietniowej konferencji Arctic Science Summit Week w Krakowie. Samce
stają się duże i silne także dzięki kastracji. Później łatwiej im brnąć
nawet w bardzo wysokim śniegu.
Zdaniem dyrektora ICR tradycyjna wiedza pasterzy reniferów "to nie
muzeum, a wiedza przyszłości". Mogą z niej korzystać nie tylko hodowcy,
ale i politycy czy badacze, którzy chcą monitorować zmiany klimatu i
lepiej na nie reagować - mówił.
Jak podkreślają eksperci, ważniejsze od zmian klimatu będą ich
pośrednie konsekwencje, związane z topnieniem lodu morskiego w Arktyce i
otwieraniem nowych szlaków żeglownych, zmianami w łowiskach czy
napływem turystów.
Jednak przede wszystkim przyszłość bogatej kultury związanej z hodowlą
reniferów stoi pod znakiem zapytania dlatego, że zajmuje ona tereny
bogate w zasoby ropy i gazu, które z powodu ocieplenia stają się coraz
bardziej dostępne. "Na naszych oczach Arktyka staje się integralną
częścią globalnej ekonomii. Z powodu kryzysu paliwowego realizuje się
tam inwestycje, które jeszcze niedawno były nieopłacalne. Rozwój jest
coraz bardziej intensywny i zmienia życie ludzi z północy" - mówił
Oskal.
Oś konfliktu ma związek w rozwojem infrastruktury (np. budowy sieci
rurociągów) na terenach zajmowanych przez pastwiska i na szlakach
migracji reniferów.
"Zasoby są bardzo ważne dla arktycznych państw i całej ludzkości.
Trzeba też zrozumieć, że hodowla reniferów nie stoi w sprzeczności z
rozwojem regionu. Dlatego pytanie nie brzmi: +czy je wydobywać?+, ale:
+jak powinno się to robić?+ - podkreślił Oskal. - Włączenie społeczności
hodowców w procesy związane z rozwojem regionu już na najwcześniejszych
etapach pozwoli wykorzystać ich bogatą wiedzę na temat regionu i
pogodzić rozwój z interesami miejscowych".
Wyraźny konflikt widać na terenach zajmowanych przez Nieńców,
zamieszkujących północ Rosji, na styku Europy i azjatyckiej części
Syberii, gdzie na tradycyjne tereny wypasu wkroczyły firmy wydobywcze.
Skalę problemu pozwala ocenić projekt MODIL-NAO, realizowany przez
Norweski Instytut Polarny (NIP) wraz ze stowarzyszeniem Nieńców z
regionu Jasawiej. W ramach projektu zbierane są dane satelitarne czy
pochodzące z analiz, np. prawniczych. Wiedzy nt. warunków życia
miejscowych (np. hodowli reniferów, dostępności zwierzyny łownej,
struktury wydatków i przychodów, wpływu obecności instalacji
wydobywczych na tradycyjne życie w tundrze) dostarczają kwestionariusze
wypełniane przez samych Nieńców. W efekcie powstaje baza danych
obrazująca sposób wykorzystania ziemi przez jej tradycyjnych mieszkańców
i firmy wydobywcze.
"Tubylcy potrzebują wiedzy, by pertraktować z władzami oraz firmami i
uczestniczyć w podejmowaniu decyzji. Chodzi o wiedzę na temat ich zysków
i strat, rozwoju okolic oraz wpływu różnych procesów na ich tereny.
Władze i firmy nie dostarczają im wystarczającej liczby danych" -
podkreślał na krakowskiej konferencji Winfried Dallmann z NIP.
Dotychczasowe analizy pozwoliły ustalić, że rozwój przemysłu
wydobywczego w regionie powoduje degradację pastwisk i zmniejszanie ich
powierzchni. W tym samym czasie wśród społeczności Nieńców widać zanik
tradycyjnej wiedzy, zmianę tradycyjnych wartości, pojawia się bezrobocie
i alkoholizm. Miejscowi narzekają na składowanie odpadów w obrębie ich
pastwisk, kłusownictwo czy ataki bezpańskich psów na renifery.
Jednocześnie ustalono, że tubylcy mają minimalny (lub żaden) wpływ na
decyzje podejmowane w związku z eksploracją w rejonie i budową
instalacji wydobywczych. Problemem jest brak kontroli sposobów
wykorzystywania środowiska przez firmy. Firmy wydobywcze rozjeżdżają
letnie pastwiska reniferów, zanieczyszczają jeziora i rzeki. Tylko kilka
firm przestrzega zobowiązań wobec miejscowych. Przy dwóch poziomach
stanowienia prawa, krajowym i regionalnym, rozmywa się odpowiedzialność
związana z wymuszaniem respektowania prawa - podkreślił Dallman.
Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl
Rada Ministrów przyjęła dziś projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo geologiczne i górnicze oraz niektórych innych ustaw, przedłożony przez Ministra Środowiska. Reguluje on kwestie dotyczące podziemnego składowania dwutlenku węgla.
Technologia
wychwytywania i podziemnego składowania CO2 (ang.: Carbon Dioxide
Capture and Storage - CCS) polega na jego wychwyceniu różnymi metodami
głównie z instalacji przemysłowych, transportowaniu do miejsca
składowania i zatłoczeniu do izolowanej formacji geologicznej w celu
trwałego przechowywania. Zgodnie z przyjętym dziś projektem ustawy
technologia CCS będzie na razie stosowana jedynie w przedsięwzięciach
demonstracyjnych, które spełniają kryteria określone w decyzji Komisji
nr 2010/670/UE z 3 listopada 2010 r.Potrzebna koncesja
Zgodnie z projektem ustawy podziemne składowanie dwutlenku węgla, a także poszukiwanie lub rozpoznawanie kompleksów podziemnego składowania dwutlenku węgla będzie wymagało uzyskania pozwolenia (koncesji) udzielanej przez Ministra Środowiska. Koncesja będzie udzielana wyłącznie na potrzeby realizacji projektu demonstracyjnego. Koncesja na podziemne składowanie dwutlenku węgla będzie obejmować działalność związaną z eksploatacją podziemnego składowiska, a także okres po jego zamknięciu tj. zakończeniu zatłaczania dwutlenku węgla, związany z likwidacją instalacji oraz monitoringiem kompleksu podziemnego składowiska przez okres nie krótszy niż 20 lat od jego zamknięcia.
Po przekazaniu odpowiedzialności, KAPS CO2 będzie prowadził dalszy monitoring kompleksu podziemnego składowania dwutlenku węgla przez okres nie krótszy niż 30 lat.
Dodatkowe środki bezpieczeństwa
Istotnym rozwiązaniem jest obowiązek ustanowienia przez przedsiębiorcę zabezpieczenia finansowego związanego z podziemnym składowaniem dwutlenku węgla. Zadanie będzie realizowane z dwóch tytułów:
zabezpieczenia finansowego prowadzenia działalności polegającej na podziemnym składowaniu dwutlenku węgla oraz
zabezpieczenia środków związanego z przekazaniem odpowiedzialności za podziemne składowisko dwutlenku węgla Krajowemu Administratorowi Podziemnych Składowisk Dwutlenku Węgla (KAPS CO2.).
Dzięki wymienionym zabezpieczeniom możliwe będzie m.in. wypełnienie przez przedsiębiorcę obowiązków wynikających z koncesji na podziemne składowanie CO2, w tym np.: wymogów dotyczących bieżącego monitoringu składowiska czy jego zamknięcia.
Do ustawy (w dziale VI) dodano nowy rozdział 4a, w którym zawarto przepisy dotyczące wyłącznie podziemnego składowania dwutlenku węgla. Sprecyzowano warunki dotyczące lokalizacji podziemnego składowiska, ograniczając lokalizację wyłącznie do miejsc odpowiednich pod względem geologicznym i przyrodniczym, które będą gwarantować bezpieczeństwo zdrowia i życia ludzi oraz środowiska. Obszary lokalizacji kompleksów podziemnego składowania dwutlenku węgla zostaną wyznaczone w drodze rozporządzenia.
KAPS CO2
Zgodnie z projektem ustawy, w 2015 r. zostanie powołany Krajowy Administrator Podziemnych Składowisk Dwutlenku Węgla (KAPS CO2). Wykonywanie zadań KAPS CO2 zostanie powierzone Państwowemu Instytutowi Geologicznemu - Państwowemu Instytutowi Badawczemu. Jego zadaniem będzie m.in. nadzorowanie składowiska po jego zamknięciu. Do finansowania zadań KAPS CO2 będą wykorzystane środki pochodzące od przedsiębiorcy z zabezpieczenia środków oraz środki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
link do projektu ustawy
***
Projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo geologiczne i górnicze oraz niektórych innych ustaw wprowadza zmiany w innych ustawach, w tym m.in. w ustawie o odpadach, o swobodzie działalności gospodarczej, o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko, Prawo ochrony środowiska. Przewidziano również zmianę ustawy - Prawo energetyczne w zakresie przesyłu dwutlenku węgla.
Źródło: Ministerstwo Środowisk
Pilotowa instalacja aminowego usuwania dwutlenku węgla ze
spalin rozpoczęła 25 kwietnia br. pracę w Elektrowni Łaziska. To
pierwszy tego typu projekt badawczy w Polsce, prowadzony przez Grupę
Tauron przy współpracy Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla.
Podstawę
produkcji energii elektrycznej w Grupie Tauron stanowi węgiel kamienny -
obecnie ponad 90 proc. portfela wytwórczego holdingu opiera się na tym
paliwie. Dlatego Tauron rozwija czyste technologie węglowe, stawiając na
wysokosprawne i ekologiczne jednostki węglowe, jak również inwestując w
badania nad wychwytywaniem CO2. Tym samym Grupa realizuje zadania z
zakresu polityki środowiskowej Unii Europejskiej, która zakłada m.in.
ograniczenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery.
Ważnym projektem z tego obszaru jest pilotowa instalacja aminowego
usuwania CO2 ze spalin, która 25 kwietnia rozpoczęła pracę w Tauron
Wytwarzanie, oddział Elektrownia Łaziska.
- To pierwsze w Polsce zastosowanie tej technologii w funkcjonującej
elektrowni. Liczymy, że efekty badań pozwolą na minimalizację wpływu
działania instalacji na efektywność bloków energetycznych i przyczynią
się do obniżenia wskaźników emisyjności jednostek wytwórczych w Grupie -
mówi Dariusz Lubera, prezes zarządu Tauron Polska Energia.
Instalacja została zbudowana w systemie kontenerowym, który umożliwia
sprawny transport, a tym samym daje szerokie możliwości jej zastosowania
w różnych obiektach należących do Grupy TAURON.
- Przez najbliższy rok instalacja pozostanie na terenie Elektrowni
Łaziska i będzie współpracować z konwencjonalnym blokiem 200 MW.
Następnie zostanie przewieziona do Elektrowni Jaworzno III, gdzie będą
prowadzone badania na spalinach z kotła fluidalnego - mówi Stanisław
Tokarski, prezes zarządu Tauron Wytwarzanie.
Projekt instalacji pilotowej aminowego usuwania CO2 ze spalin prowadzą
specjaliści Grupy Tauron oraz Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla.
- Innowacyjna instalacja do usuwania dwutlenku węgla ze spalin powstała
w wyniku ścisłego współdziałania kadry inżynierskiej Taurona i
Instytutu. Ten twórczy efekt współpracy jest ważnym krokiem dla
energetyki w rozwoju niskoemisyjnych elektrowni węglowych i wytycza
kierunki dla ich dalszego rozwoju - mówi Marek Ściążko, dyrektor ICHPW.
Po zakończeniu realizacji zadania badawczego jednostka pilotowa dalej
będzie wykorzystywana do badań także na terenie innych bloków
energetycznych, ułatwiając tym samym wdrażanie instalacji wychwytywania
CO2 na skalę przemysłową.
Źródło: wnp.pl
Ani polscy konsumenci, ani przedsiębiorcy nie skorzystają na
proponowanych zmianach w europejskim systemie handlu uprawnieniami do
emisji dwutlenku węgla. A koszty jego funkcjonowania mają być wysokie.
Dlatego na propozycji Komisji Europejskiej, by sztucznie podnieść cenę
uprawnień, zyskałyby przede wszystkim zagraniczne koncerny energetyczne i
instytucje finansowe.
–
Wydaje się, że propozycja Komisji Europejskiej jest raczej ukłonem
wobec silnych grup nacisku, takich jak duże koncerny energetyczne czy
instytucje finansowe jak np. banki inwestycyjne, które mogą być głównymi
beneficjentami podwyżki cen za CO2 – mówi Agencji Informacyjnej
Newseria Jerzy Kurella, doradca zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego ds.
projektów energetycznych.
Na wzroście cen uprawnień do emisji CO2 skorzystają przede wszystkim
zachodnie koncerny energetyczne czy chemiczne, które już wykorzystują
zaawansowane i niskoemisyjne technologie (turbiny gazowe lub reaktory
jądrowe) i nie potrzebują nabywać dodatkowych uprawnień, wręcz
przeciwnie – mogą je odsprzedać. Zyskają też instytucje finansowe
handlujące uprawnieniami do emisji CO2, gdyż rynek ten to de facto rynek
papierów wartościowych, gdzie tak znaczące ograniczenie podaży
automatycznie spowoduje wzrost cen uprawnień i skokowy wzrost marż
finansowych za sprzedaż „dobra”, którego dostępność jest ograniczona.
Zdaniem eksperta na backloadingu zyskają więc istotni gracze branżowi,
co jednak w niewielkiej mierze – bądź wcale – przełoży się na korzyści
dla konsumenta. A i w niewielkiej skali doprowadzi do zwiększenia
efektywności polskich firm energetycznych.
Backloading to propozycja Komisji Europejskiej, która zakłada
administracyjną ingerencję w system emisji dwutlenku węgla (UE ETS). Ma
polegać na wycofaniu 900 mln uprawnień do emisji CO2 w latach 2013-2015 i
ponowne ich wprowadzenie na rynek w latach 2019-2020. W ubiegłym
tygodniu odbyło się głosowanie nad nią w Parlamencie Europejskim, gdzie
została odrzucona. Jednak zmiany systemu nadal są możliwe – ta
propozycja zostanie skierowana do Komisji Środowiska przed możliwym
ponownym głosowaniem w Parlamencie Europejskim.
– Ma to doprowadzić do wzrostu cen CO2 z obecnych niecałych 5 euro za
tonę do ponad 15, może 20 euro za tonę. Nie jestem przekonany, że
rzeczywiście tego typu administracyjne działanie Komisji Europejskiej
spowoduje, że nasze przedsiębiorstwa będą bardziej technologicznie
zaawansowane, będą inwestować w niskoemisyjne technologie – uważa Jerzy
Kurella. – Również nie wydaje mi się, że wzrost cen do uprawnień do
emisji CO2 – pobudzony metodami administracyjnymi – doprowadzi do
długookresowego wzrostu cen energii elektrycznej, co mogłoby spowodować
wzrost inwestycji polskich firm energetycznych.
Polska sprzeciwia się zmianom w systemie UE ETS, ponieważ
przedsiębiorcy alarmują, że jest zbyt kosztowny dla nich i nieefektywny.
Szef resortu środowiska, Marcin Korolec argumentuje również, że byłoby
to administracyjne ingerowanie w system rynkowy. Ekspert z Banku
Gospodarstwa Krajowego podkreśla, że w tym przypadku Polska staje się
orędownikiem stabilizacji prawa i pewności obrotu w stosunkach
gospodarczych.
– Propozycje Komisji Europejskiej dążące do zmian w systemie handlu
emisjami sprowadzają się faktycznie do próby obejścia prawa. Ale co
pewnie najważniejsze, naruszają – z wielkim trudem wywalczony –
kompromis wobec Pakietu klimatyczno-energetycznego podpisanego w 2008 r.
i który ma obowiązywać do 2020 r. – przypomina Jerzy Kurella.
Mimo sprzeciwu wobec propozycji KE, nie ma wątpliwości, że modernizacja
polskiego systemu elektroenergetycznego musi zostać przeprowadzone jak
najszybciej.
– Polskie przedsiębiorstwa energetyczne bazują na technologii z lat
70-tych, 80-tych, które są technologiami wysokoemisyjnymi i wysoko
energochłonnymi – podkreśla Jerzy Kurella.
Dlatego konieczne jest, aby inwestowały one w ekologiczne, nowoczesne
technologie. Jednak zdaniem eksperta nie należy przedsiębiorców
mobilizować do tego poprzez administracyjne manipulowanie przy
certyfikatach.
– Innowacyjność jest szansą dla Polski. Jestem przekonany, że państwo
powinno wspierać wszelkie działania przedsiębiorców związane z
nowoczesnymi technologiami. Kreatywność i innowacyjność powinny być
znakiem rozpoznawczym polskich przedsiębiorców i Polski jako prężnej
gospodarki nowej Europy. Alternatywą jest bycie krajem trzeciej
kategorii, ale wtedy – jako państwo – zapłacimy niewspółmiernie wysoką
cenę za obecne zaniechania. Wsparcie państwa to przede wszystkim dobre
prawo i programy rządowe związane z dofinansowywaniem przedsiębiorców,
którzy używają innowacyjnych technologii – konstatuje Jerzy Kurella. – W
tym kontekście wydaje się, że rozwiązania zaproponowane w tzw. trójpaku
energetycznym idą we właściwym kierunku i umożliwią prowadzenie
inwestycji, zwłaszcza w obszarze energetyki rozproszonej, która w dużej
mierze opiera się na nowoczesnych technologiach – i chociażby z tego
powodu winna otrzymać wsparcie administracji państwowej, ale może przede
wszystkim administracji samorządowej – podsumowuje Jerzy Kurella.
Europejski system handlu emisjami, wprowadzony na początku 2005 roku,
jest pierwszym na świecie międzynarodowym systemem typu
„ograniczenie-handel” (cap-and-trade) realizowanym na poziomie
przedsiębiorstw, opartym na handlu zezwoleniami na emisje dwutlenku
węgla (CO2) i innych gazów cieplarnianych. Ustalając cenę za każdą tonę
wyemitowanego węgla, europejski system handlu emisjami ma zachęcać do
inwestycji w technologie niskowęglowe. System miał zmusić zarządy
przedsiębiorstw do wzięcia pod uwagę kosztów emisji, by poszukiwały
innowacyjnych i mniej kosztownych sposobów walki ze zmianami klimatu.
Źródło: Newseria
Proces europejskich konsultacji ws. gazu łupkowego powinien być
transparentny i traktować wszystkie zainteresowane podmioty na równych
zasadach. Ministerstwo Środowiska od początku zgłaszało wątpliwości
dotyczące ankiety konsultacyjnej przedstawionej przez Komisję
Europejską, w tym opóźnionego tłumaczenia na język polski czy pytań
mogących sugerować odpowiedź. Krytycznie do ankiety odniosły się także
niektóre inne państwa członkowskie.
Pod
koniec marca Komisja Europejska zakończyła zbieranie ankiet w ramach
konsultacji społecznych w sprawie niekonwencjonalnych paliw kopalnych,
m.in. gazu łupkowego. Ministerstwo Środowiska od początku konsultacji
zgłaszało Komisji Europejskiej zastrzeżenia dotyczące ankiety, w tym
opóźnionego tłumaczenia na język polski czy pytań mogących sugerować
odpowiedź. W ankiecie wypełnionej przez MŚ wyrażono także obawę, że
wskazane uchybienia mogą skutkować niską przydatnością wyników
konsultacji. Uwagi były zgłaszane pisemnie i podczas spotkań roboczych -
formalnie i nieformalnie.
Opinię tę przedstawiciele ministerstwa przekazali również w ubiegłym
tygodniu podczas posiedzenia specjalnej grupy roboczej powołanej przy
Dyrekcji Generalnej ds. Środowiska Komisji Europejskiej (DG ENV),
poświęconej tematyce gazu łupkowego. Krytycznie do ankiety odniosły się
także niektóre inne państwa członkowskie.
Nic o nas bez nas
Ministerstwo intensywnie zabiegało o głos Polaków w tej ankiecie -
wysyłało listy do zainteresowanych organizacji, czy linkowało do ankiety
na portalach. Do podzielenia się poglądami na temat możliwości rozwoju
niekonwencjonalnych paliw kopalnych na terenie Unii Europejskiej
minister środowiska zapraszał m.in. przedsiębiorców prowadzących
poszukiwania, administrację samorządową, think-tanki, instytucje
naukowo-badawcze, jednostki nadzorowane przez Ministra Środowiska oraz
polskich parlamentarzystów i europarlamentarstów. Informacja na temat
konsultacji znalazła się także na stronie ministerstwa.
Opracowywanie wyników
W zeszłym tygodniu KE zapowiedziała, że część odpowiedzi udzielonych w
ramach konsultacji nie będzie brana pod uwagę, ale jeszcze nie
wyjaśniono, według jakiego klucza będzie przebiegać selekcja. Kwestia
weryfikacji danych była także poruszana w trakcie posiedzenia specjalnej
grupy roboczej powołanej przy DG ENV. Zgłoszenie uwag do opracowania
wyników będzie możliwe dopiero po przedstawieniu przez KE szczegółów w
tej sprawie.
Potrzeba rzetelnej wiedzy
Ministerstwo Środowiska, w przekazanej ankiecie wskazywało, że wyniki
tak prowadzonych konsultacji nie mogą stanowić jedynej podstawy do
podejmowania decyzji w zakresie przyszłego wydobywania węglowodorów w
Europie. Konieczne jest wykorzystanie w procesie decyzyjnym między
innymi dotychczasowych doświadczeń krajów UE w pracach
poszukiwawczo-wydobywczych i monitoringu środowiskowym. Istotne jest też
przeprowadzenie kampanii edukacyjno-informacyjnej, która dostarczy
mieszkańcom rzetelnych informacji.
Źródło: Ministerstwo Środowiska







