Jeszcze kilka lat temu Francuzi nie bardzo interesowali się zmianami klimatycznymi. Dziś aspirują do tytułu ekologicznego lidera Europy. Prezydent Nicolas Sarkozy rozpoczyna wręcz w tej sprawie prawdziwą rewolucję.
Sarkozy zapowiedział w transmitowanym w czwartek wieczorem przez telewizję wystąpieniu, że od 2010 r. we Francji obowiązywać będzie podatek od emisji dwutlenku węgla, czyli m.in. od paliwa samochodowego, gazu i węgla do ogrzewania domów. Wprowadzenie takiego podatku od dawna postulują eksperci w wielu krajach, ale dziś obowiązuje on tylko w bardzo proekologicznej Skandynawii oraz w Słowenii. Szwedzi, którzy zrobili ten krok jako pierwsi już w 1991 r., twierdzą, że dzięki podatkowi ich emisje spadły o 9 proc.
Ekologiczny entuzjazm Francuzów liczy sobie dopiero kilka lat. Prawie jednoosobowo rozbudził go Nicolas Hulot, autor popularnych telewizyjnych programów przyrodniczych. Przed wyborami prezydenckimi w 2007 r. był tak popularny, że mógł liczyć na około 15 proc. głosów i zastanawiał się nad startem.
Hulot ostatecznie nie wystartował, ale skłonił polityków do podpisania tzw. paktu ekologicznego swojego autorstwa. Sarkozy i inni zobowiązali się w nim m.in., że minister odpowiedzialny za ekologię będzie numerem dwa w rządzie i że właśnie wprowadzony zostanie podatek od emisji CO2, popularnie zwany podatkiem węglowym.
Rząd Sarkozy'ego zaczął od mniej kontrowersyjnych posunięć proekologicznych. Dla nabywców samochodów wprowadził w 2008 r. tzw. system bonus-malus - dopłaty dla tych, którzy kupują samochody emitujące małe ilości CO2, oraz kary dla nabywców wielkich, nieekologicznych pojazdów.
Kupujący samochód emitujący poniżej 100 g CO2 na 1 km dostają tysiąc euro, a nabywcy samochodów elektrycznych lub emitujących mniej niż 60 g/km mogą liczyć nawet na 5 tys. euro, czyli pokrycie znacznej części kosztów pojazdu. Z kolei nabywcy samochodów emitujących powyżej 250 g/km muszą dopłacić 2,6 tys. euro. Posunięcie okazało się dużym sukcesem - już w pierwszych miesiącach sprzedaż małych samochodów wzrosła o kilkanaście procent, dużych spadła aż o 27 proc.
Władze wprowadziły też inne zachęty, które mają ułatwić obywatelom proekologiczne życie - np. nieoprocentowane pożyczki na izolację domów lub przejście na ogrzewanie ze źródeł odnawialnych.
Żadna z dotychczasowych zmian prawnych nie była jednak tak kontrowersyjna, jak zapowiedziany właśnie podatek węglowy. Od miesięcy deliberowała nad nim specjalna grupa pod przewodnictwem byłego socjalistycznego premiera Michela Rocarda. Grupa doszła do wniosku, że podatek powinien wynosić 32 euro za tonę wyemitowanego CO2. Mieliby go płacić wszyscy obywatele i firmy nieobjęte europejskim systemem ETS, czyli niemuszące kupować pozwoleń na emisje na aukcjach.
Przeciętny obywatel Francji emituje kilka ton CO2 rocznie, lecz w przypadku tych, którzy dużo korzystają z samochodu czy ogrzewają się gazem, może to być kilkakrotnie więcej.
Francuzi są pomysłem Sarkozy'ego przerażeni. W sondażu dla tygodnika "Paris Match" 65 proc. Francuzów opowiedziało się przeciw podatkowi, a tylko 34 proc. było za. Opozycja - m.in. była socjalistyczna kandydatka na prezydenta Ségolene Royal - bije na alarm, że podatek jest niesprawiedliwy i nieefektywny, bo lepiej byłoby opodatkować wielkie firmy naftowe.
Zwykli Francuzi w czasach kryzysu nie chcą słyszeć o kolejnym podatku. Dlatego rząd częściowo ugiął się pod presją. Według ogłoszonego właśnie projektu podatek ma wynieść 17, a nie 32 euro od tony. Rząd obiecuje też zwrócić całą uzyskaną w ten sposób kwotę obywatelom w postaci odliczeń od podatku lub specjalnych dopłat dla tych, którzy podatków nie płacą.
Zwolennicy podatku, np. Partia Zielonych, są rozczarowani, że podatek będzie tak niski. Nicolas Hulot szacuje np., że podatek powinien do 2030 r. wzrosnąć do ok. 100 euro za tonę. Rząd zapowiada, że podatek będzie stopniowo podnoszony, ale nie mówi o ile.
Tak czy inaczej, rozwiązanie jest jednak rewolucyjne. - To zasadniczy krok. Musimy przejść z opodatkowywania pracy na podatki za korzystanie z energii i środowiska - mówi Hulot. - Najważniejsze, że to się zaczęło.
Zanim nowe przepisy wejdą w życie, musi je przyjąć parlament. Zapewne dojdzie tam do gorącej debaty. Kwestie ekologiczne mają jednak szerokie poparcie wśród posłów. W zeszłym roku przyjęli oni przepisy przewidujące, że do 2050 r. Francja zmniejszy emisję CO2 o 75 proc., a 23 proc. energii, czyli dwa razy więcej niż obecnie, będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych.
źródło: gazeta.pl
G-8: Zredukujemy emisję gazów o 50 proc. do połowy wieku.
komentarze [0]






