Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28453930

Biogaz niemal za grosze
wtorek 2008-12-16

W Szewni koło Zamościa powstała pierwsza w kraju przydomowa biogazownia. Do urządzenia trzeba wrzucić trochę zboża, buraków albo słomy, żeby otrzymać gaz pięciokrotnie tańszy od ziemnego.

Janusz Usidus, Adam Kryłowicz i Kazimierz Chrzanowski pracowali nad tą konstrukcją 7 lat. – Choć o bioenergii mówi się od dawna, to wciąż niewiele osób jest zainteresowanych inwestowaniem – zauważa Janusz Usidus. Dlatego większą część pieniędzy na realizację pomysłu konstruktorzy musieli wyłożyć z własnych kieszeni. Instalacja mieści się w budynku gospodarczym.

– Żeby ogrzać mieszkanie, wystarczy raz dziennie wrzucić biomasę do specjalnego pojemnika – tłumaczy Adam Kryłowicz. Może to być słoma, buraki, ziemniaki albo inne rośliny. W wyniku fermentacji metanowej powstaje energia cieplna i gaz.

- Podobne urządzenia do tej pory widziałem tylko przy oczyszczalniach ścieków. Mam nadzieję, że takie biogazownie zdobędą popularność – podkreśla prof. Andrzej Chmielewski, dyrektor naczelny Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej w Warszawie.

Barierą może być koszt urządzenia, który wyniesie ok. 30 tys. zł. W zakupie pomocne mogą być dotacje unijne. - Potrzebna jest też pomoc z budżetu państwa. Jednak każda zmiana rządu niesie za sobą zmianę poglądów na temat źródeł odnawialnych energii – komentuje prof. Andrzej Chmielewski.

Wicepremier Waldemar Pawlak planuje wdrożenie programu budowy przynajmniej jednej biogazowni w każdej gminie. Dla Lubelszczyzny oznaczałoby to powstanie ponad 200 takich urządzeń do 2020 roku.

źródło: kurierlubelski.pl

Obejrzyj śmieszne obrazki w dziale humor!

Co możesz zrobić dla klimatu?

Komentarze użytkowników
 Arkadiusz S.~2008-12-19 08:42:40217.98.12.253
Treść - maks. 2000 znaków.
A policzyłem sobie, płacę 200 zł miesięcznie za energię, gdybym kupił to urządzenie to sam koszt zakupu zwróciłby mi się w 13 roku. Po tym czasie urządzenie zapewne wymagało by kosztownego generalnego remontu...
Czy zmniejszyłbym jednak emisję CO2?
No cóż praw fizyki i chemii (tak jak i ekonomii) bym nie zmienił - na ugotowanie jajka musiałbym spalić tyle samo metanu z biogazu jak i z gazu ziemnego - tyle samo zwróciłbym do atmosfery CO2. Gorzej, moje "zbiogazowane" resztki w naturze nie uległby tak dogłębnej fermentacji jak w ww. instalacji. Od 10-30 procent węgla więcej niż w resztkach z powyższej instalacji uległoby w naturze pogrzebaniu na miliony lat... To samo owies - gdybym go zjadł lub zjadł moje zwierzęta gospodarskie nim odżywiane, to bym wbudował węgiel w swoje ciało - także ograniczył emisje o 10-30% w porównaniu ze spalonym biogazem...
Gaz ziemny w porównaniu z biogazem mimo, że ten korzysta z CO2 atmosfery, z bieżącej a nie historycznej energii Słońca, niewiele się więc się różni jeśli chodzi o bilans energetyczny czy emisyjny, bo koszt energetyczny uzyskania i przesyłu gazu ziemnego w przeliczeniu na 1 obywatela, jest jeszcze ciągle śmiesznie niski w porównaniu z produkcją biogazu...
No cóż ekonomia to jest to co jest najsłabszą stroną ekologistów, zajmuje marginalne miejsce w całości ich rozważań - przeszkadza im wyraźnie...
Dam przykład na to ostrzejszy: w wyniku stosowania obecnych nowoczesnych pestycydów w warzywach w USA umiera na raka na pewno ok 15-20 osób rocznie. Jeśli nawet przyjmiemy, że naprawdę jest to 100 (!) razy więcej, to i tak jest to maksymalnie 2000 osób. Natomiast przejście na uprawę nawet tylko w połowie bezpestycydową, spowoduje poprzez podwyżki cen warzyw co najmniej o 7% mniejszą ich konsumpcję w USA, a to zwiększy śmiertelność (np. na raka) minimum o 13 tys. osób...