AktualnościWydarzeniaEKO TeamKalkulator CO2 - nowy!!Efekt cieplarniany w liczbachCzłowiek i Ziemia - nasz wpływ na środowiskoEfekt cieplarniany - zrozumieć zjawisko i jego następstwaObserwowane zjawiska i ich konsekwencjeWnioski naukowców – raporty IPCCŹródła emisji gazów cieplarnianychCo będzie się działo w przyszłościCo można zrobić, aby zapobiec katastrofieSpojrzenie z drugiej strony – a może to lipa?Podsumowanie – pomóż wybrać Przyszłość!Co można zrobić dla klimatu?HumorO nasLinkiWspółpraca
Licznik odwiedzin: 28435899
Państwa wschodnioeuropejskie obawiają się obligatoryjnej redukcji CO2
poniedziałek 2008-07-07
Komisja Europejska przygotowuje pakiet klimatyczno-energetyczny, który ma pozwolić Unii Europejskiej na redukcję emisji CO2 o 20 proc. do 2020 r. w porównaniu z rokiem 1990.
Polska i siedem innych wschodnioeuropejskich państw UE wskazują, że planowane przez UE ograniczenia emisji dwutlenku węgla spowodują wzrost cen energii i negatywnie wpłyną na wzrost gospodarczy.
Warszawa - informuje Reuters - ostrzega, że unijne plany zmuszenia energetyki do kupowania na aukcjach wszystkich praw do emisji CO2 od 2013 roku spowodowałyby wzrost cen energii elektrycznej nawet o 70 proc.
Polski minister środowiska Maciej Nowicki powiedział Reutersowi, że Warszawa chce stopniowego wprowadzenia dla energetyki obowiązku kupna praw emisji CO2 na aukcjach - od 20 proc. w 2013 roku, ze wzrostem o 10 proc. rocznie w następnych latach.
Nowicki powiedział, że Polska, Węgry, Słowacja, Rumunia, Bułgaria, Łotwa, Litwa i Estonia przedstawiły wspólne stanowisko w sprawie specyficznych problemów z sektorem energetyki w szybko rozwijających się byłych gospodarkach komunistycznych.
Jednak unijny komisarz ds. środowiska Stawros Dimas uważa, że Polska zawyżyła koszty. "Nie zgadzamy się z ich kalkulacją" - powiedział Reutersowi i wyraził opinię, że możliwy jest wzrost cen o 10-15 proc. i to rozłożony w czasie.
Nowicki mówił, że zwiększone koszty ogrzewania mogą zmusić wielu Polaków do palenia tanim, ale bardzo zanieczyszczającym środowisko węglem. "Mielibyśmy wtedy smog, problemy z zanieczyszczeniem powietrza i nawet więcej CO2" - powiedział Nowicki.
Reuters informuje też, że Węgry zaapelowały do bogatszych państw UE o okazanie solidarności i przyjście państwom wschodnioeuropejskim z pomocą w uporaniu się z wysokimi początkowymi kosztami zmniejszenia uzależnienia od węgla.
źródło: Euro PAP
Czytaj więcej, co mogą zrobić politycy, by przeciwdziałać zmianom klimatu.
Polska i siedem innych wschodnioeuropejskich państw UE wskazują, że planowane przez UE ograniczenia emisji dwutlenku węgla spowodują wzrost cen energii i negatywnie wpłyną na wzrost gospodarczy.
Warszawa - informuje Reuters - ostrzega, że unijne plany zmuszenia energetyki do kupowania na aukcjach wszystkich praw do emisji CO2 od 2013 roku spowodowałyby wzrost cen energii elektrycznej nawet o 70 proc.
Polski minister środowiska Maciej Nowicki powiedział Reutersowi, że Warszawa chce stopniowego wprowadzenia dla energetyki obowiązku kupna praw emisji CO2 na aukcjach - od 20 proc. w 2013 roku, ze wzrostem o 10 proc. rocznie w następnych latach.
Nowicki powiedział, że Polska, Węgry, Słowacja, Rumunia, Bułgaria, Łotwa, Litwa i Estonia przedstawiły wspólne stanowisko w sprawie specyficznych problemów z sektorem energetyki w szybko rozwijających się byłych gospodarkach komunistycznych.
Jednak unijny komisarz ds. środowiska Stawros Dimas uważa, że Polska zawyżyła koszty. "Nie zgadzamy się z ich kalkulacją" - powiedział Reutersowi i wyraził opinię, że możliwy jest wzrost cen o 10-15 proc. i to rozłożony w czasie.
Nowicki mówił, że zwiększone koszty ogrzewania mogą zmusić wielu Polaków do palenia tanim, ale bardzo zanieczyszczającym środowisko węglem. "Mielibyśmy wtedy smog, problemy z zanieczyszczeniem powietrza i nawet więcej CO2" - powiedział Nowicki.
Reuters informuje też, że Węgry zaapelowały do bogatszych państw UE o okazanie solidarności i przyjście państwom wschodnioeuropejskim z pomocą w uporaniu się z wysokimi początkowymi kosztami zmniejszenia uzależnienia od węgla.
źródło: Euro PAP
Czytaj więcej, co mogą zrobić politycy, by przeciwdziałać zmianom klimatu.







No cóż my płacimy za wszystko - zapóźnienia naszej gospodarki (o których perfekcyjnie pisze Kontrabass w swym poście do piątkowych aktualności KDZ), i…
…i jeszcze chcą nam wprowadzić aukcje na emisje przy przewadze popytu nad podażą, czyli powtórkę z „księżycowej gospodarki”…
…ale to temat na większą dyskusję…
Na szczęście nauka idzie do przodu a nawet „gna”, stąd nie martwiłbym się rokiem 2013…
Na pocieszenie przedstawię więc jeden z wyników tego przyspieszonego biegu tejże nauki:
Słynne zestawienie zmienności temperatur i stężeń CO2 Al’a Gore’a nareszcie chyba raz na zawsze pójdzie „do kosza” !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
„Our estimates of the magnitude of future global warming do not come from ice core data, and do not depend on it in any way.”
- „Nasze szacunki dotyczące wielkości przyszłego globalnego ocieplenia nie opierają się na danych uzyskanych z rdzeni lodowych, i nie zależą od nich w żaden sposób.” (???!!!)
Twierdzą to w dyskusji na stronie Realclimate Eric Steig i Jeff Severinghaus - specjaliści IPCC od badań rdzeni lodowych.
Dlaczego tak nagle (choć zaczęli dyskusję w czerwcu 2007) to twierdzą?
Krytykowane powszechnie jeszcze kilka lat temu poglądy prof. Jaworowskiego (Hans Oeschger chciał mu nawet przyznać nagrodę na anty-publikację roku…) na temat nieprzydatności lodowych rdzeni do precyzyjnych, tj. z dokładnością do kilkunastu, kilkudziesięciu lat, ustalania dawnych stężeń gazów cieplarnianych w atmosferze, w części (to fakt, tylko w części, ale jednak…) się potwierdzają…
Wcześniej ww. Oeschger pisał, że: wszystkie „zastrzeżenia” wymienione (ponad 20 punktów) przez Jaworowskiego „bez interwencji” tegoż, były uwzględniane w badaniach rdzeni…
Np. wiedziano, że klatraty ("upchane" cząstki CO2 w kryształach lodu) pojawiały się na głębokości 700 - 1300 m (dla rdzenia GRIP) a pęcherzyki znikają z lodu między 1500-1600 m.
Jednak wg Oeschger’a i innych glacjologów związanych z IPCC, miały one po dekompresji - usunięciu wysokiego ciśnienia - wracać z powrotem do pęcherzyków powietrza…
Zgoda być może tak jest, ale czy cząsteczki CO2 rzeczywiście wracają tam w takiej samej ilości w jakiej były pierwotnie?
To raz, ale…
…zajmijmy się tutaj jeszcze wpierw innym twierdzeniem Oeschger’a, tj. że inne dane takie jak badanie mchów, muszli, zanieczyszczeń lodu, dna oceanów etc., także są skorelowane z „lodowym” CO2…
No dobrze… tylko, że dane uzyskane za pomocą badań szparek w kopalnych liściach dot. CO2, są jeszcze lepiej skorelowane z dawnymi danymi porównawczymi. Są np. silnie skorelowane z zmiennością stosunków izotopów węgla 13C/12C i udziałem roślin o różnych typach fotosyntezy: C4/C3 (czego nie można powiedzieć o tych danych pochodzących z rdzeni) a szczególnie z przebiegiem temperatur.
- nie ma tutaj np. 100 do 800 letniego interwału między najpierw wzrostem temperatury a późniejszym wzrostem koncentracji CO2 w atmosferze lodowych rdzeni.
Co najistotniejsze dla tematu: „szparki” (badania Holendrów - Uniwersytet w Utrechcie) pokazują one nie tylko wartości wyższe, ale i NIŻSZE CO2 od dawnych a zarejestrowanych w lodowych rdzeniach…
Co dotychczas dowiedziano się na pewno o zamkniętym w rdzeniach powietrzu?
…ano, że w wyniku dyfuzji powietrza „w firn” (firn - stadium pośrednie między śniegiem a lodem) powietrze jest w rdzeniach lodowych młodsze od lodu o ok. 83 lata (ostatnie badania kanadyjskie - 2007 - mówią o 85 latach)…
Pomyślmy więc logicznie i zestawmy dane: 85 lat dyfuzji w firnie (we wszystkich kierunkach!) 100 - 800 lat „zwłoki” w wzroście ilości CO2, (tyle trwa jego „wędrówka” w kryształach?)…
Wniosek?
Rdzenie lodowe pokazują nam ŚREDNIE z iluś lat (!), a nie wartość zatrzymaną dla konkretnej „chwili” - uśrednione stężenia wynikłe z lodowej „penetracji” CO2, która zachodzi nawet w bardzo głębokim lodzie i to zarówno w górę jak i w dół !!!
…nie wiemy więc nawet dokładnie (badania trwają) z ilu lat jest ta średnia - zależy to bowiem od właściwości lodu i warunków w jakich się tworzył.
Zapewne jest to bliżej 85 lat niż 800, ale czy na pewno ?
…to stąd więc krzywa stężeń CO2 oparta o badanie rdzeni lodowych daje wyniki „złagodzone” - tak skrajnie „wygładzone” w skali do dziesiątek lat !!!
…A o tym, że w przeszłości zmiany stężeń CO2 musiały być gwałtowne i w dużych zakresach, najlepiej świadczą gleby - ich poziomy próchnicze A1. Stopień akumulacji w nich węgla, np. na stepach ukraińskich i amerykańskich preriach, musiał być bardzo wysoki w niedalekiej przeszłości (np. ok. 8 - 5 tys. lat temu) i wielokrotnie wyższy niż dzisiaj. Musiało więc być z kolei znacznie więcej wówczas CO2 w powietrzu (i to chyba nawet więcej niż pokazują szparki - zmienność CO2 - dzień/noc, pora roku, i inertność szparek - bezwładność najprawdopodobniej za to chyba odpowiada) niż teraz, a...
...a masa roślinności Ziemi nawet kilkakrotnie (!) większa jak dzisiaj !!!
Pośrednim dowodem na to, że dawniej (szczególnie od chwili utworzenia się przesmyku Panamskiego) zachodziły bardzo szybkie, częste i znaczące zmiany stężeń CO2 w powietrzu, jest powstanie traw a zwłaszcza roślin o fotosyntezie C4.
No bo niby dlaczego „ewolucja” zaczęłaby nagle promować rośliny słabo zależne (wg T. Flannery „Twórcy Pogody”) od zmian stężeń CO2, tj. trawy (w tym nasze zboża) lub jak w przypadku roślin C4 - praktycznie od nich CAŁKOWICIE niezależne ???
Nie dziwmy się więc niektórym ekspertom IPCC, że chcą Gore’owi wyrzucić jego „ulubiony” wykres do kosza…