AktualnościWydarzeniaEKO TeamKalkulator CO2 - nowy!!Efekt cieplarniany w liczbachCzłowiek i Ziemia - nasz wpływ na środowiskoEfekt cieplarniany - zrozumieć zjawisko i jego następstwaObserwowane zjawiska i ich konsekwencjeWnioski naukowców – raporty IPCCŹródła emisji gazów cieplarnianychCo będzie się działo w przyszłościCo można zrobić, aby zapobiec katastrofieSpojrzenie z drugiej strony – a może to lipa?Podsumowanie – pomóż wybrać Przyszłość!Co można zrobić dla klimatu?HumorO nasLinkiWspółpraca
Licznik odwiedzin: 28435821
Chaos klimatyczny jest już nieunikniony
wtorek 2008-07-01
Czasami powinniśmy wyobrazić sobie to, co niewyobrażalne. Szczególnie stojąc w obliczu tak niebezpiecznego dla nas problemu, jak globalne zmiany klimatu – nie ma miejsca dla sztywnych założeń, gdy stawką są przyszłe warunki dla życia na Ziemi. Z całą tego świadomością, wraz z zespołem innych specjalistów w dziedzinach klimatologii, ekonomii i polityki spotkaliśmy się pod egidą think tanku Stockholm Network, aby nakreślić przyszłe scenariusze, jak może rozwijać się polityka międzynarodowa – i jaki końcowy wpływ może to mieć na klimat planety. Zaproponowaliśmy trzy alternatywne wizje przyszłości i poprosiliśmy ekspertów z Met Office Hadley Centre for Climate Change, by wykonali oparte na nich symulacje modeli klimatu i dla każdego z nich określili przewidywany wzrost temperatury. Rezultaty były zarówno zaskakujące, jak i mocno niepokojące.
Każdemu ze scenariuszy nadaliśmy nazwę. Najbardziej pesymistyczny został określony jako "pogodzić się i zignorować" – pokazuje on świat, gdzie rządy uzgadniają cele w przeciwdziałaniu zmianom klimatu, lecz potem wycofują się z nich, lub po prostu nie udaje im się ich uzgodnić lub przestrzegać. Brzmi znajomo? I powinno – ten scenariusz najbardziej przypomina ostatnie 10 lat i przewiduje stały wzrost emisji do 2045.
Bardziej optymistyczny scenariusz został określony jako "Kioto plus": w tym scenariuszu rządy uzgadniają wiążące porozumienie w Kopenhadze w roku 2009, zobowiązujące kraje uprzemysłowione do nowych limitów emisji w stylu Protokołu z Kito, z krajami rozwijającymi się, dołączającymi się do porozumienia w miarę osiągania statusu „krajów pierwszego świata". Ten scenariusz odpowiada najlepszemu rezultatowi, jaki ma szansę być uzgodniony w aktualnie trwającym procesie negocjacyjnym. Jednak – złowieszczo – w tym scenariuszu światowe emisje gazów cieplarnianych dalej rosną aż do 2030 roku.
Warto przyjrzeć się bliżej trzeciemu scenariuszowi – nazwanemu "zmiana kroku". W tym scenariuszu przewidzieliśmy wielkie katastrofy klimatyczne, które wydarzą się na świecie w latach 2010 i 2011 roku, wywołując szok i nagły wzrost poczucia konieczności pilnego przeciwdziałania globalnemu ocieplaniu się klimatu.
Zmobilizowani do działania, przywódcy światowi rezygnują z założeń Protokołu z Kioto i prób regulowania emisji na poziomie poszczególnych państw. Zamiast tego, w pierwszym rzędzie skupiają się na firmach wydobywających paliwa kopalne – ropę, gaz i węgiel, a ONZ wprowadza światowe limity „cap & trade”, z zakupem pozwoleń na aukcjach i możliwością ich odsprzedaży.
W miejsce złożoności regulowania emisji wykłócających się stale krajów i miliardów ludzi, mechanizmy ekonomiczne przynoszą efekty: przedsiębiorstwa przenoszą zwiększone koszty na konsumentów, w wyniku czego spada popyt na produkty związane z wysoką emisją węgla. Emisje zaczynają szybko spadać.
Sprzedawane na aukcji pozwolenia przynoszą tysiące miliardów dolarów, inwestowanych w łagodne przejście do niskowęglowej gospodarki i łagodzących wpływ wzrostów ceny na życie najbiedniejszych.
Czytelne, długoterminowe ramy nakładają cenę na emisję dwutlenku węgla do atmosfery, dając biznesowi silną zachętę do przesunięcia środków inwestycyjnych w stronę odnawialnych źródeł energii i efektywnej energetycznie produkcji. Co najważniejsze, zdecydowany światowy system „cap & trade” powoduje spadek emisji już od roku 2017.
Takie opłaty, przekazywane w górę łańcucha zużycia paliw kopalnych, nie są nowym pomysłem, a nasze podejście w szczególności sporo zapożycza z wydawanej właśnie książki Olivera Tickell’a. Jednak jak na razie konwencjonalne poglądy rządów i grup ekologicznych głoszą, że "Kioto jest jedyną grą w mieście" i proponowanie alternatyw to niebezpieczna herezja.
Przyjrzyjmy się teraz wzrostom temperatury związanym z poszczególnymi scenariuszami.
„Pogodzić się i zignorować” do 2100 roku powoduje wzrost temperatury o 4.85°C (z prawdopodobieństwem 90%). Dla „Kioto plus” wzrost wynosi 3.31°C, a dla „zmiany kroku” 2.89°C. I to jest przygnębiające – żaden politycznie akceptowalny scenariusz, który potrafiliśmy przewidzieć, nie zatrzyma wzrostu temperatury Ziemi pod progiem niebezpieczeństwa dwóch stopni, oficjalnego celu zarówno UE, jak i Wielkiej Brytanii.
Oznacza to, że wszystkie scenariusze przewidują całkowite zniknięcie lodów Arktyki, ekspansję pustyń i braki wody w rejonach zwrotnikowych, ekstrema pogodowe i powodzie, topnienie lodowców w Andach i Himalajach. Stąd potrzeba skupienia się na adaptacji: z tym wszystkim ludzkość będzie musiała zmierzyć się niezależnie od tego, jakie decyzje polityczne zostaną podjęte.
Drugą wielką lekcją jest to, że trzymanie się aktualnej polityki jest opcją bardzo ryzykowną. Obstawianie scenariusza „Kioto plus” może oznaczać rozpad lodowców zachodniej Antarktydy i przekroczenie progu wyzwolenia olbrzymich ilości metanu z topiącej się wiecznej zmarzliny syberyjskiej. Jeżeli obecna polityka zawiedzie – zgodnie ze scenariuszem "pogodzić się i zignorować" – wtedy nawet 50% do 80% wszystkich gatunków na Ziemi może wyginąć w rezultacie skali i tempa ogrzewania się planety, a znaczne obszary planety stałyby się nieodpowiednie dla ludzi. Już nie miliony, lecz miliardy ludzi zostałyby zmuszone do migracji.
Tak więc, którą drogę wybierzemy? Koniec końców różnica między wyborem scenariusza na przyszłość jest kwestią woli politycznej. Pytaniem na dzisiaj jest, czy ludzkość wykaże się odwagą i przezornością, by uratować siebie? Czy też w polityce klimatycznej i gospodarce przeważy tendencja do bezmyślnego kontynuowania scenariusza „biznes jak zwykle”?
Mark Lynas, The Guardian, czerwiec 2008
Mark Lynas jest autorem Sześciu Stopni: Nasza Przyszłość na Gorącej Planecie
http://channel.nationalgeographic.com/episode/six-degrees-could-change-the-world-3188/Overview#tab-interactive/
tłumaczenie z angielskiego
http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2008/jun/12/climatechange.scienceofclimatechange
Anna Teresa Wojtunik
Każdemu ze scenariuszy nadaliśmy nazwę. Najbardziej pesymistyczny został określony jako "pogodzić się i zignorować" – pokazuje on świat, gdzie rządy uzgadniają cele w przeciwdziałaniu zmianom klimatu, lecz potem wycofują się z nich, lub po prostu nie udaje im się ich uzgodnić lub przestrzegać. Brzmi znajomo? I powinno – ten scenariusz najbardziej przypomina ostatnie 10 lat i przewiduje stały wzrost emisji do 2045.
Bardziej optymistyczny scenariusz został określony jako "Kioto plus": w tym scenariuszu rządy uzgadniają wiążące porozumienie w Kopenhadze w roku 2009, zobowiązujące kraje uprzemysłowione do nowych limitów emisji w stylu Protokołu z Kito, z krajami rozwijającymi się, dołączającymi się do porozumienia w miarę osiągania statusu „krajów pierwszego świata". Ten scenariusz odpowiada najlepszemu rezultatowi, jaki ma szansę być uzgodniony w aktualnie trwającym procesie negocjacyjnym. Jednak – złowieszczo – w tym scenariuszu światowe emisje gazów cieplarnianych dalej rosną aż do 2030 roku.
Warto przyjrzeć się bliżej trzeciemu scenariuszowi – nazwanemu "zmiana kroku". W tym scenariuszu przewidzieliśmy wielkie katastrofy klimatyczne, które wydarzą się na świecie w latach 2010 i 2011 roku, wywołując szok i nagły wzrost poczucia konieczności pilnego przeciwdziałania globalnemu ocieplaniu się klimatu.
Zmobilizowani do działania, przywódcy światowi rezygnują z założeń Protokołu z Kioto i prób regulowania emisji na poziomie poszczególnych państw. Zamiast tego, w pierwszym rzędzie skupiają się na firmach wydobywających paliwa kopalne – ropę, gaz i węgiel, a ONZ wprowadza światowe limity „cap & trade”, z zakupem pozwoleń na aukcjach i możliwością ich odsprzedaży.
W miejsce złożoności regulowania emisji wykłócających się stale krajów i miliardów ludzi, mechanizmy ekonomiczne przynoszą efekty: przedsiębiorstwa przenoszą zwiększone koszty na konsumentów, w wyniku czego spada popyt na produkty związane z wysoką emisją węgla. Emisje zaczynają szybko spadać.
Sprzedawane na aukcji pozwolenia przynoszą tysiące miliardów dolarów, inwestowanych w łagodne przejście do niskowęglowej gospodarki i łagodzących wpływ wzrostów ceny na życie najbiedniejszych.
Czytelne, długoterminowe ramy nakładają cenę na emisję dwutlenku węgla do atmosfery, dając biznesowi silną zachętę do przesunięcia środków inwestycyjnych w stronę odnawialnych źródeł energii i efektywnej energetycznie produkcji. Co najważniejsze, zdecydowany światowy system „cap & trade” powoduje spadek emisji już od roku 2017.
Takie opłaty, przekazywane w górę łańcucha zużycia paliw kopalnych, nie są nowym pomysłem, a nasze podejście w szczególności sporo zapożycza z wydawanej właśnie książki Olivera Tickell’a. Jednak jak na razie konwencjonalne poglądy rządów i grup ekologicznych głoszą, że "Kioto jest jedyną grą w mieście" i proponowanie alternatyw to niebezpieczna herezja.
Przyjrzyjmy się teraz wzrostom temperatury związanym z poszczególnymi scenariuszami.
„Pogodzić się i zignorować” do 2100 roku powoduje wzrost temperatury o 4.85°C (z prawdopodobieństwem 90%). Dla „Kioto plus” wzrost wynosi 3.31°C, a dla „zmiany kroku” 2.89°C. I to jest przygnębiające – żaden politycznie akceptowalny scenariusz, który potrafiliśmy przewidzieć, nie zatrzyma wzrostu temperatury Ziemi pod progiem niebezpieczeństwa dwóch stopni, oficjalnego celu zarówno UE, jak i Wielkiej Brytanii.
Oznacza to, że wszystkie scenariusze przewidują całkowite zniknięcie lodów Arktyki, ekspansję pustyń i braki wody w rejonach zwrotnikowych, ekstrema pogodowe i powodzie, topnienie lodowców w Andach i Himalajach. Stąd potrzeba skupienia się na adaptacji: z tym wszystkim ludzkość będzie musiała zmierzyć się niezależnie od tego, jakie decyzje polityczne zostaną podjęte.
Drugą wielką lekcją jest to, że trzymanie się aktualnej polityki jest opcją bardzo ryzykowną. Obstawianie scenariusza „Kioto plus” może oznaczać rozpad lodowców zachodniej Antarktydy i przekroczenie progu wyzwolenia olbrzymich ilości metanu z topiącej się wiecznej zmarzliny syberyjskiej. Jeżeli obecna polityka zawiedzie – zgodnie ze scenariuszem "pogodzić się i zignorować" – wtedy nawet 50% do 80% wszystkich gatunków na Ziemi może wyginąć w rezultacie skali i tempa ogrzewania się planety, a znaczne obszary planety stałyby się nieodpowiednie dla ludzi. Już nie miliony, lecz miliardy ludzi zostałyby zmuszone do migracji.
Tak więc, którą drogę wybierzemy? Koniec końców różnica między wyborem scenariusza na przyszłość jest kwestią woli politycznej. Pytaniem na dzisiaj jest, czy ludzkość wykaże się odwagą i przezornością, by uratować siebie? Czy też w polityce klimatycznej i gospodarce przeważy tendencja do bezmyślnego kontynuowania scenariusza „biznes jak zwykle”?
Mark Lynas, The Guardian, czerwiec 2008
Mark Lynas jest autorem Sześciu Stopni: Nasza Przyszłość na Gorącej Planecie
http://channel.nationalgeographic.com/episode/six-degrees-could-change-the-world-3188/Overview#tab-interactive/
tłumaczenie z angielskiego
http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2008/jun/12/climatechange.scienceofclimatechange
Anna Teresa Wojtunik







Nigdy z życiu. Piszesz o aktywności Słońca i ENSO co sugeruje pewien poziom wiedzy. Tym bardziej zadziwia mnie taki tekst...
Dodam jeszcze, że do lat 60-70 XX w dominującym czynnikiem sterującym klimatem była aktywność Słońca, gazy cieplarniane do tego czasu nawet jak trochę "podkręciły" temperaturę to jeszcze niewiele, a i to było wytłumione przez aerozole.
I faktycznie - nasze ocieplenie z GHG nałożyło się na jeszcze XIXw trend wzrostu aktywności Słońca, więc można odnieść wrażenie, że to jeden ciąg ze wspólną przyczyną. Cały myk w tym, że masz wiele czynników sterujących klimatem, i oczywiste jest, że będziesz miał też okresy, kiedy koncentracja GHG rośnie, a temperatura spada.
Jak się to wszystko podliczy, to wychodzi spójny obraz.
O wyspach ciepła słyszałem, a jakże (i to ile, uff...), takie zdjęcie Wrocławia powinno Ci się spodobać www.imgw.pl/wl/internet/zz/klimat/0403_astrefowe.html
Myślisz może, że goście, którzy to badają, to kompletne cymbały i nie uwzględniają tego? U mnie nie dostaliby zaliczenia :)
No i pewnie przez te wyspy ciepła tak bardzo rosną temperatury w Arktyce czy na Syberii...
"to wzrost CO2 jest przede wszystkim odpowiedzialny za wzrost temperatury. I to właśnie gazy cieplarniane powinny determinować wzrost temperatury"
Nienienienie ;)
Nałóż na długoterminowy powoli rosnący trend znaczące wahania, średnio- i krótko- okresowe (zmiany prądów morskich PDO ENSO, aktywności słonecznej, układów pogodowych) a dostaniesz dokładnie taki obraz jaki widać. Trafiali mi się na laborce studenci, którzy tego "nie trybili", ale z czasem docierało... Dla laika to może niebanalne, ale jak trochę pomyślisz i zachcesz zrozumieć - zrozumiesz :)
piszerz dragonie o lokalnych zjawiskach i ich wpływie na G.O- to oczywiste, ale przeciez wg. teorii- to wzrost CO2 jest przede wszytskim odpowiedzialny za wzrost temperatury.. I to własnie gazy cieplarniane powinny detrminować wzrost temperatury- a okazuje sie, że mało ma to wspólnego z rzeczywistością - wzrost gazów ogromny a wzrost temperatury symboliczny i to nie od wczoraj a od kilku lat i co ważniejsze ( jak słusznie zauważyłeś )związany z lokalnymi zjawiskami oraz długofalową aktywnością słoneczną..
Okres globalnego ocieplenia trwa dłużej niż okres bommu przemysłowego. Na ziemi mieliśmy okresy cieplejsze i zimniejsze, teraz żyjemy w okresie cieplejszym.
Czy wiec zatem nie martwi cie to, że nie wszytsko jest " tak jak powinno" ?
Wszytsko wskazuje na to, że w ciągu kilku lat całą teorię szlak trafi..
Gdyby te wszytskie bajeczki nie stały sie tak upolitycznione gdyby od nich nie zależało byc albo nie być dla wielu rozwijających sie krajów- to byłoby to śmieszne. Dziś jednak G.O to religia, biznes i polityka- mamy więc problem, my Polacy również..
Pozdrawiam raz jeszcze!
To oczywiste, że jest cieplej- nie pierwszy raz w histrorii i nie ostatni, nie martw sie- kto wie, może za kilkanascie, kilkadziesiat lat znów będziemy słyszeć o winnicach w Wielkiej Brytanii jak to miało miejsce podczas średniowiecznego ocieplenia a Grenlandia znów będzie nadawała sie do uprawy :) I co ciekawe nawet przy takim ociepleniu na biegunie północnym- niedzwiedzie polarne nie wygineły a świat nie zalały oceany..
--- "12 z ostatnich 13 lat było najcieplejszymi na Ziemi w historii pomiarów"
["w historii pomiarów"] A od kiedy takie pomiary sa prowadzone? Od II połowyXVIIIw czyli od czasów kiedy ziemia zaczeła wychodzić z tzw. małej epoki lodowcowej, nic wiec dziwnego, że jest cieplej..
Ale jak już wspomniałeś o pomiarach temperatur..
- Słyszałeś o czymś takim jak "wyspy ciepła"? To raz, a dwa- dzieki stopniowemu ocieplaniu od tzw małej epoki lodowcowej poziom urbanizacji znacznie sie zwiekszył- liczba ludności zaczeła gwałtownie rosnąć- min. dzieki temu, że od tego czasu nie wystepowały już tak często klęski głodu, które w wieku XVII a zwłaszcza w wieku XVIII były przyczyna wybuchu wielu rewolucji w Europie ( Wiosna Ludów ). Stopniowo wydłużał się również okres wegetacyjny roślin, produkcja żywności zaczeła rosnąć- poprawiające sie warunki spowodowały efekt domina- od wieku XIX rozpoczął sie okres boomu technologicznego- pojawiła sie kolej, pojawiły się maszyny parowe, boom przeżywały również- medycyna, chemia, fizyka, matematyka itd.
To właśnie dzięki temu ociepleniu możliwy był tak duży skok do przodu, który trwa do dzisiaj..
Zreszta to nie pierwszy i nie ostatni przykład tego jak ocieplanie klimatu pozytywnie wpłyneło na rozwój cywilizacyjny, warto wspomnieć o okresie podbojów rzymskich, o okresie państwa Franków, o okresie średniowiecznego ocieplenia- czasów wspaniałych i monumentalych budowli.
Poza rozwojem urbanistycznym, technologicznym, boom zaczeła przeżywać również meteorologia- stąd też zaczeła rosnąć liczba miejsc gdzie prowadzono pomiary temperatur.
Dziś poziom urbanizacji jest jednak kilkakrotnie wiekszy- to min. spowodowało, że wiele z tych stacji meteo została albo "wchłonieta" przez miasta -nie od dzis wiadomo, że w mieście jest cieplej- to są własnie te tzw "wyspy ciepła.. a po drugie- często jest tez tak, że wiele z tych co znajdowały się poza miastami została w ogóle zlikwidowana..
I jeszcze taka ciekawostka, nie rzadkim zjawiskiem jest to, że własnie w tych prowincjonalnych stacjach odnotowuje się nie tylko stała temperaturę a wręcz jej spadek i to wszytsko w okresie tego "strasznego" globalnego ocieplenia... dzięki któremu, ty, ja i wielu innych może cieszyc się dobrodziejstwami dzisiejszej cywilizacji.
* stopniowy wzrost temperatury nie rozpoczął sie w XXw a od czasów małej epoki lodowcowej..
--- wspomniałeś również o bardzo silnym zjawisku EL Nino z roku 1998 ( tak dla przypomnienia podpowiem, ze był to okres 1997/98 ) co spowodowało znaczacy wzrost temperatury- i tu sie zgadzamy, ale zwróć uwage na to, że w kolejnych latach:
- 2002/03
- 2004/05
- 2006/07
Znów wystapiło te samo zjawisko- właściwie jedno po drugim- i to min dzieki temu w ostatnich latach globalne temperatury utrzymywały sie na poziomie 0,5/ 0,6 oC powyżej średniej wieloletniej.
Od sierpnia 2007 weszliśmy w fazę La Nina- która obecnie już zanika. Mimo tego, że nie było to nadzwyczaj aktywne zjawisko od stycznia 2007r temperatury ( przez rok!) obniżyły się az o 0,72oC.
dla porównania w latach 1988/89- wtedy wystapiło najsilniejsze La Nina- nie odnotowano tak szybkiego i tak gwałtownego spadku temperatury, spadek był wręcz symboliczny- średnio o ok 0,20oC.
Polecam zapoznanie sie z linkami pomiarów temperatury w troposferze, które podałem w ostatnim poście- wyraźny trend spadkowy od roku 2005- nie od sierpnia 2007..
--- no i aktywność słoneczna, którą ty i wielu innych zupełnie pomija- no tak, przecież słonce nie ma żadnego znaczenia dla temperatury na ziemi-- aktywność słoneczna stopniowo nasiliła się po okresie najnizszej aktywności- okres małej epoki lodowcowej- od tego czasu zaczeła sie również stopniowo podnosic temperatura.
No i jeszcze jedna kwestia- spadająca lub rosnąca aktywnośc słoneczna nie powoduje natychmiastowych zmian temperatury- wpływ jest stopniowy, poza cyklami 11 letnimi sa tez inne :)
--- A co z ilością CO2?
rośnie, rośnie i coraz szybciej rośnie- i to szybciej niż zakładano kilka lat temu- a to ciekawe, gdyz jakoś słabo przekłada sie to na szybkość i wzrost temperatury globalnej.. Przecież wzrost temperatury powinnien byc wprost proporcjonalny do wzrostu ilości CO2, ale nie jest :) a to pech..
Pozdrawiam.
No i już "zaprzeczacze" twierdzą, że nie ma żadnego ocieplania się klimatu i to wszystko lipa.
Często się zastanawiam, czy naprawdę wierzą w to, co piszą...
1. 12 z ostatnich 13 lat było najcieplejszymi na Ziemi w historii pomiarów
2. Jeśli policzyć, jak często oczekujemy nowego wyraźnego rekordu temperatury (o przynajmniej 0.1C), to obecnie wychodzi, że 50% mamy dla ~20 lat. I nie ma w tym nic dziwnego - normalna statystyka - na powolny trend rosnący nakładają się spore wahania temperatury - codzienne, pór roku, lokalne, związane z aktywnością Słońca, układem prądów morskich, ciśnień, wybuchami wulkanów,... więc trochę dziwnie jest oczekiwać co roku kolejnego maksimum, a jak nie nadejdzie, stwierdzać, że żadnego ocieplenia nie ma.
3. W 1998 roku wystąpiło bardzo silne zjawisko El Nino, podnosząc znacząco temperaturę Ziemi, w 2007 roku mieliśmy La Nina. Zmienił się też układ prądów na północnym Pacyfiku. Trend globalnych zmian klimatu jest konsekwentny, ale z roku na rok "szumy" są większe.
4. Jesteśmy obecnie w minimum aktywności słonecznej - zazwyczaj zaprzeczacze nie tracą żadnej okazji, aby zauważyć, że to Słońce steruje klimatem Ziemi. A tu udają zdziwionych, że temperatura spadła... Już nie wiem - faktycznie nie rozumieją, czy udają. Tak źle i tak niedobrze...
No i czytamy sobie dalej... (cytuję, pozwoliłem sobie poprawić błędy językowe Kontrabasa :)
Pozwolę sobie skomentować "bzdety" o których, czy może raczej które, wypisuje Kontrabas (przepraszam za język, ale dostosowuję się do poziomu Kontrabasa):
W zeszłym roku mieliśmy rekordowy zanik czapy polarnej. Rekord względem poprzedniego (raptem z 2005 roku) został poprawiony o 25%.
Ale co tam fakty. W końcu trzeba pozaprzeczać, a jeśli fakty nie pasują, to tym gorzej dla nich - przemiksuje się je i wykręci kota ogonem.
celował w tym dziurawy merytorycznie artykuł profesora Jaworowskiego w Polityce, który ostatnio pisał, że "między Kanadą i Grenlandią zasięg lodów jest obecnie największy od 15 lat, a jego grubość wzrosła o ok. 20 cm"
Tej zimy układ wiatrów wypychał lód obok Grenlandii na południe, gdzie się roztapiał. Wiatr piętrzył lód wokół Grenlandii (o czym pisze profesor) i wypychał go na Atlantyk. No więc diabli biorą wieloletni odporny lód arktyczny, a zaprzeczacz odwraca kota ogonem i się cieszy. Jeśli pisze z przekonaniem, to można wątpić w kompetencje. Jeśli wie jak jest i nagina rzeczywistość to znacznie gorzej, w końcu może nieświadoma publika to kupi?
Ciekawy też, które anomalie Kontrabas ma na myśli..?
Rekordowo małą powierzchnię starego lodu?
Fakt, że w 2007 roku padł absolutny rekord topnienia lodów Arktyki?
Może to, że nie wygląda to na przypadkową jednorazową anomalię, bo w tym roku obszar czerwcowego lodu jest podobny jak w 2007 (trzecia minimalna pokrywa lodowa w historii pomiarów), do tego ze znacznie cieńszym lodem?
A może fakt, że w tym roku na Morzu Beauforta otwarła się niezwykle duża połynia i że w zatokach Hudsona Bay i Baffina jest bardzo mało lodu?
Dużo można pisać... Zainteresowani mogą rzucić okiem np na stronę NSDIC (National Snow And Ice Data Center):
http://nsidc.org/arcticseaicenews/
http://nsidc.org/images/arcticseaicenews/200807_Figure2.png
Oczywiście, tempo letniego topnienia lodów Arktyki zależy od wielu czynników, szczególnie układu wiatrów, prądów morskich i nasłonecznienia. Może w tym roku Biegun Północny pierwszy raz w historii nie będzie wolny od lodu, może nawet nie padnie nowy rekord. Ale jak na razie długoterminowy trend jest w jedną stronę - mniej i mniej lodu.
Zresztą, nawet jeśli padnie kolejny rekord, nawet, jeśli na biegunie nie będzie nawet skrawka lodu, to coś mi mówi, że Kontrabas i Arek (ukłony :) nadal będą utrzymywać, że lody Arktyki wcale się nie rozpadają, a jeśli nawet to przez spisek naukowców :)
1) UAH Monthly Means of Lover Troposphere LT.5.2
[http://img102.imageshack.us/my.php?image=uah1yu1.png]
2) RSS MSU Global Temperature Troposphere Anomaly V3.01
[http://img65.imageshack.us/my.php?image=rss1ia2.png]
3) oraz, trend 11 letni- i gdzie jest ten słynny już efekt 'kija hokejowego'? I drugie pytanie- gdzie jest to globalne ocieplenie, które tak miało przyspieszać?
[http://img76.imageshack.us/my.php?image=11yearam5.jpg]
" Chaos klimatyczny jest już nieunikniony"
Tutuł artykułu niczym z faktu lub innego tabloidu. Ale cóż na tym to właśnie polega- nastarszyc i wyciagać z tego odpowiednie korzyści, "tak przy okazji" oczywiście. Determinacja w "uświadamianiu" ciemnego ludu wydaje sie wiec byc uzasadniona, nawet gdy te wszytskie 'cudowne' modelel klimatyczne mało mają wspólnego z rzeczywistością- i nie chodzi tylko o ogólny trend który po 2001r wyraźnie wskazuje na spowolnienie ocieplania, a przede wszytskim o ten rok, który nijak ma się do całej teorii globalnego ocieplenia:
1 - temeratura w troposferze, w tym roku znów spada ( podobnie było w 2004r) i zarówno w styczniu, w maju jak i w zeszłym miesiacu średnia poniżej normy wieloletniej ( w innych miesiacach przekraczenia sięgały rzędu 0,01- 0.08 oC )
[ http://vortex.nsstc.uah.edu/data/msu/t2lt/tltglhmam_5.2]
wyraźny jest również trend spadkowy od roku 2005
2 - temeratura na lądach i morzu wykazuje w tym roku trend spadkowy- warto zwrócić uwagę na styczeń 2008- kiedy odchylenie od normy wieloletniej wynosiła zaledwie 0,14oC i od stycznia zeszłego roku spadła aż o 0,72oC. Był to równiez najzimniejszy styczeń od 1989r.
[ http://data.giss.nasa.gov/gistemp/tabledata/GLB.Ts+dSST.txt]
dodajmy do tego, że temperatura na samych lądach w styczniu tego roku na półkuli północnej spadła poniżej normy wieloletniej i wyniosła: minus 0,17oC ---> ncdc.noaa.gov
3 - Zimowa pokrywal lodowa arktyki była w tym roku wyjątkowo duża a w północnej części globu zasięg i ilość sniegu był najwyższa od 40lat! Nie wspomne już o innych naomaliach, a było ich sporo.
I nic nie wskazuje na to, że pokrywa letnia będzie tak niska jak w zeszłym roku a tym bardziej na to, że cała sie stopi ( artykuł Dziennika" ) totalne bzdety.
4 - warto również wspomnieć o obniżającej sie temperaturze oceanów [ artykuł opublikowany 1 maja 2008r w Nature]
To jest tylko kilka sygnałów które wyraźnie wskazują, żę z teoria G.O spowodowanego wzrostem CO2- kolokwialnie mówiąc 'jest coś nie tak'.
W tym samym czasie gdy od 2002r wzrost temperatury jest minimalny i co więcej od 2007 roku trend jest spadkowy- wzrost emisji CO2 był znaczący- wystarczy wspomniec o Chinach, które w ciągu ostatnich lat znacznie zwiekszyły jego emisje.
Jak więc to wszytsko ma sie z teoria G.O spowodowane wzrostem CO2, które powinno "wymusić" znaczący wzrost temperatury? Nie widzę w tym wszystkimi logocznej całości.
I na zakończenie jeszcze jedna sprawa, czy nie zastanawiający jest fakt, iż wraz z spowolnieniem G.O nie "idzie" w parze spadek aktywności słonecznej? W grudniu zeszłego roku rozpoczął się nowy cykl słoneczny i do dnia dzisiejszego aktywność słońca jest minimalna- w tym roku pojawiło się kilka plam, lecz na krótko.
Polecam strone:
[ http://sohowww.nascom.nasa.gov/home.html]
Oczywiście aktywnośc sloneczna to jeden z wielu czynników- lecz bez watpienia znaczący. Na wzrost lub spadek temperatury- poza cyklicznością wpływaja również setki innych, a CO2 jest właściwie bez znaczenia.
Pozdrawiam
Ps. Polceam również ten diagram- liczba i siła huraganów na przestrzeni 160 lat- wnioski wyciągnijcie sami:
http://img111.imageshack.us/my.php?image=huraganyuf3.png