Przeciwnicy ustawy twierdzili, że konieczność redukowania emisji dwutlenku węgla - głównego gazu cieplarnianego - przez elektrownie, rafinerie i fabryki oznaczałaby dla gospodarki amerykańskiej utratę miejsc pracy oraz powodowałaby wzrost cen paliw.
Krytykowano również przewidziany w projekcie ustawy handel prawami do emisji CO2, obawiając się, iż prowadziłby do wielkich zmian strukturalnych w gospodarce.
Prezydent George W. Bush zapowiadał, że gdyby ta ustawa została uchwalona, zawetowałby ją w trosce o gospodarkę amerykańską.
W piątek Demokratom nie udało się zebrać 60 głosów niezbędnych do przełamania oporu grających na zwłokę Republikanów i poddania ustawy pod głosowanie.
Associated Press pisze, że przywódca demokratycznej większości w Senacie Harry Reid najprawdopodobniej wycofa teraz projekt ustawy, cedując debatę nad tą problematyką na następny Kongres i następnego prezydenta.
źródło: rp.pl
Czytaj, kto emituje najwięcej dwutlenku węgla.







Do anonimowego „autora” poniżej...
No niestety - znowu jest odwrotnie i jak zwykle „nie chcę ale muszę” to sprostować:
Największe huragany, orkany wszech czasów (nie dam satysfakcji „Dragonowi” - nie podam ich fascynującej Go nazwy) wystąpiły w okresach największych ochłodzeń...
Dlaczego?
„W czasie maksimum [zlodowacenia] strefa podzwrotnikowa była nadal tropikalna, ale północnoatlantyckie lody morskie [i towarzyszące im mroźne wyże] rozprzestrzeniły się znacznie dalej na południe. Wielki wir na północnym Atlantyku był zatem ściśnięty między dwoma ekstremami klimatycznymi…” (z Ziemia powstawanie kontynentów, oceanów i życia).
Czyli: jest mniej energii - bo zimniej, ale jest ona "uruchamiana" na znacznie mniejszej przestrzeni,
co = te orkany, którymi straszy m. in. „Dragon” i IPCC...
Profesor Elsom było nie było z Oksfordu, o najpotężniejszych obecnie wiatrach na świecie, pisze tak: „Podczas MROŹNEJ, ciemnej zimy na półkuli południowej Antarktyda jest odizolowana od reszty atmosfery przez POTĘŻNY wir wiatrów zachodnich.”
P.S. No i czytam teraz książkę Tima Flannery "Twórcy pogody" (i nie dlatego, że - jak chce autor, "i diabeł czyta Pismo Święte"...)
Przeraża mnie, że w ogóle istnieje taki człowiek z tak ogromnymi "dziurami" w wiedzy a jednocześnie tak szlachetny i zaangażowany - w pozytywnym sensie znaczenia tego słowa...,
- że aż trudno Go nie podziwiać i...
...jednocześnie ŚMIERTELNIE Go się nie BAĆ...