Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28435333

Rozpraszanie siarki w atmosferze remedium na ocieplenie?
piątek 2008-05-30

Holenderski badacz atmosfery Paul Crutzen, laureat Nagrody Nobla z 1995 r., swój kontrowersyjny pomysł przedstawił dwa lata temu. Na wypadek, gdyby sprawy klimatu przybrały bardzo zły obrót. Wprawdzie naukowcy prognozują, że najbliższa dekada może być chłodniejsza od poprzedniej, przynajmniej w Europie i Ameryce Północnej, ale w kolejnych dziesięcioleciach w wyniku kumulacji gazów cieplarnianych w atmosferze temperatury mają szybko się podnosić.

Scenariusze przyszłości różnią się między sobą dawką pesymizmu. Inicjatywa Crutzena odnosi się do tych najczarniejszych, według których w ciągu kilku dekad Ziemia podgrzeje się o ponad 5 st. C. Taka raptowna zmiana klimatu wywołałaby chaos w przyrodzie i doprowadziłaby do światowego kryzysu ekonomicznego. Zdaniem uczonego warto mieć na wszelki wypadek pod ręką jakiś środek zaradczy, który by powstrzymał galopadę temperatur.

Niebo będzie bielsze


Pomysł noblisty polega na rozproszeniu w atmosferze dużej ilości związków siarki, które odbijałyby część promieni słonecznych i w ten sposób zmniejszały dawkę ciepła docierającego do powierzchni Ziemi. Crutzen obliczył, że jeśli stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze podwoi się (założenie pesymistyczne, ale realne), wówczas do zatrzymania wzrostu temperatur trzeba będzie rozpylać blisko 5 mln ton siarki rocznie. Przy takiej dawce siarkowego aerozolu niebo nad nami byłoby nieco bielsze, za to wschody i zachody słońca nabrałyby kolorów! Na początku tego roku w "Geophysical Research Letters" naukowiec podaje jednak, że przy użyciu mniejszych drobin siarki, które efektywniej odbijają światło, wystarczyłaby dawka 1,5 mln ton tej substancji.

Ludzkość od dawna emituje siarkę w powietrze, spalając węgiel i inne paliwa kopalne. Co roku wprowadzamy do atmosfery 50 mln ton siarkowych zanieczyszczeń. To wielokrotnie więcej, niż proponuje użyć Crutzen, a i tak znacznie mniej niż 20-30 lat temu, kiedy odsiarczanie paliw było mniej rozpowszechnione niż dziś. Siarkę emitują także wulkany. Kłopot w tym, że ta siarka unosi się niewysoko i w ciągu kilku tygodni opada. Co więcej, jest groźna dla zdrowia (dolegliwości układu oddechowego), środowiska (zagłada lasów przez kwaśne deszcze) i budynków (korozja).

Tymczasem Crutzen chce, żeby siarkowe aerozole krążyły na wysokości kilkunastu kilometrów, czyli w stratosferze, gdzie nie ma chmur ani deszczu. Zanim stamtąd powrócą, upłynie rok lub dwa. Będą miały dużo czasu, by rozejść się mgiełką wokół całego globu, ocienić go i schłodzić. Dlatego do takiej operacji potrzeba mniej siarki - wystarczy kilka milionów ton rocznie. Taka ilość nie zagrozi zdrowiu ludzi i środowisku.

Siarka napuszcza chlor na ozon

Holenderski badacz zapoczątkował trwającą do dziś ożywioną debatę nad sensem dokonywania tak radykalnych ingerencji w środowisko. On sam tłumaczy, że postulowany przez niego krok można wykonać tylko w ostateczności. - Zgadzam się, że trzeba radykalnie ograniczyć emisję gazów cieplarnianych, ponieważ igramy z żywiołem, o którym niewiele wiemy. Tyle że na razie to nam nie wychodzi. Dlatego trzeba mieć w zanadrzu jakiś pomysł na akcję ratunkową. Siarka wydaje się dobrym rozwiązaniem, bo działa szybko. Pierwsze efekty byłyby widoczne już po pół roku. A gdyby okazało się, że nie pomaga, operację można przerwać z dnia na dzień. Po dwóch, trzech latach nie byłoby po niej śladu - wyjaśniał Crutzen. I zapraszał do dyskusji.

Na apel noblisty odpowiedzieli ostatnio naukowcy z National Center for Atmospheric Research w Boulder (USA) i z Centrum Badawczego w Juelich (Niemcy). Zajmują się oni badaniem ozonu, który unosi się w stratosferze, chroniąc Ziemię (i nas) przed zabójczymi dawkami promieniowania UV. W "Science Express" zauważają, że właśnie ozon może najbardziej ucierpieć z powodu nagłego pojawienia się w stratosferze siarki. Gdyby taką siarczaną kurację schładzającą powtarzać przez 20 lat, to zniweczone zostałyby próby załatania dziur ozonowych ponad biegunami.

- To ryzykowna koncepcja - ocenia Simone Tilmes, główna autorka pracy. - Poziom ozonu nad Arktyką obniżyłby się nawet o trzy czwarte. Nad Antarktydą dziura ozonowa jest już tak wielka, że dodatkowe porcje siarki wprawdzie by jej już nie powiększyły, ale utrwaliłyby na wiele dekad - prognozuje badaczka.

Tilmes i jej współpracownicy badali, co działo się z ozonem po wielkiej erupcji filipińskiego wulkanu Pinatubo w czerwcu 1991 r., kiedy w powietrze powędrowało ok. 10 mln ton siarki. Część z niej przedostała się do stratosfery, obniżając przez rok temperaturę na Ziemi o pół stopnia. Okazało się, że drobiny siarki, które dotarły do biegunów, dodatkowo osłabiły warstwę ozonu. Siarka nie niszczyła tego gazu bezpośrednio, ale ułatwiła rozbijanie cząsteczek ozonu przez unoszący się w stratosferze chlor (jego źródłem są freony, także przez nas wytworzone).

Ironia losu polega na tym, że Crutzen dostał Nagrodę Nobla właśnie za opisanie mechanizmu niszczenia warstwy ozonowej przez chlor z freonów i walnie przyczynił się do podpisania w 1987 r. protokołu montrealskiego zakazującego ich produkcji. Uczony widział zresztą zagrożenie opisane przez amerykańsko-niemiecki zespół, ocenił jednak, że ponieważ iniekcje siarki będą nieduże, nie powinny spowodować większych szkód. Zakładał ponadto, że taka interwencja, jeśli w ogóle będzie konieczna, to dopiero za kilkadziesiąt lat, a wtedy freonów dzięki zaprzestaniu ich wytwarzania będzie już w atmosferze niewiele. Wielu badaczy jednak sądzi, że oczyszczanie atmosfery z groźnych dla ozonu związków potrwa jeszcze bardzo długo.

źródło: gazeta.pl

Czytaj, jak POLITYCY powinni działać, aby zapobiec globalnemu ociepleniu.

Co możesz zrobić dla klimatu?

Komentarze użytkowników
 Dragon~2008-06-03 22:20:5989.78.42.37
No Déjà vu dosłownie...
Już z dziesięć lat temu po którymś wykładzie miałem taką opinię, że te całe zmiany klimatu to lipa jakowaś i za 10 lat wszyscy o tym zapomną :)
No, ale latek 10 minęło i wręcz przeciwnie - pewnie to przez ten spisek IPCCtów i wielkiego biznesu :)))
 Arkadiusz S.~2008-06-02 10:48:03217.98.12.253
Treść
Najbliższe dekady mają być chłodniejsze, ale czy to ważne - przecież najpóźniej za 10 lat kompletnie zapomnimy o dzisiejszej walce z "diabłem" globalnego ocieplenia...

Proponuję wiec futurystyczne "gdybanie" a mianowicie: czym będziemy "straszeni" za za 10 lat?

Ja stawiam (jak ś.p. S. Lem) na możliwość powstania z informacji antymaterii prowadzącej do zagłady Ziemi...
- proponuję już ograniczyć ilość komputerów i hasło: "precz z modelem jeden człowiek - jeden komputer !!!"
 dionizos~2008-05-30 20:35:0183.12.91.210
ten pomysł mógłby się udać ale pod warunkiem prawie całkowitego zmniejszenia ilości w atmosferze freonów i helonów i było by to rozwiązaniem ostatecznym
 Sceptyczny~2008-05-30 14:41:5983.19.124.114
Dziwny pomysł. CO2 który dziś wrzucamy do atmosfery, pozostanie w niej przez ~100000 lat, po 1000 lat pozostanie go w atmosferze ~połowa, podnosząc temperaturę o jakieś 5 stopni.
Czyli jak? Siarkę będziemy pakować do atmosfery rok po roku przez tysiące lat? Paliw kopalnych na to nie starczy. Jak można sensownie planować takie działania na tysiące lat.