Holenderski badacz atmosfery Paul Crutzen, laureat Nagrody Nobla z 1995 r., swój kontrowersyjny pomysł przedstawił dwa lata temu. Na wypadek, gdyby sprawy klimatu przybrały bardzo zły obrót. Wprawdzie naukowcy prognozują, że najbliższa dekada może być chłodniejsza od poprzedniej, przynajmniej w Europie i Ameryce Północnej, ale w kolejnych dziesięcioleciach w wyniku kumulacji gazów cieplarnianych w atmosferze temperatury mają szybko się podnosić.
Scenariusze przyszłości różnią się między sobą dawką pesymizmu. Inicjatywa Crutzena odnosi się do tych najczarniejszych, według których w ciągu kilku dekad Ziemia podgrzeje się o ponad 5 st. C. Taka raptowna zmiana klimatu wywołałaby chaos w przyrodzie i doprowadziłaby do światowego kryzysu ekonomicznego. Zdaniem uczonego warto mieć na wszelki wypadek pod ręką jakiś środek zaradczy, który by powstrzymał galopadę temperatur.
Niebo będzie bielsze
Pomysł noblisty polega na rozproszeniu w atmosferze dużej ilości związków siarki, które odbijałyby część promieni słonecznych i w ten sposób zmniejszały dawkę ciepła docierającego do powierzchni Ziemi. Crutzen obliczył, że jeśli stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze podwoi się (założenie pesymistyczne, ale realne), wówczas do zatrzymania wzrostu temperatur trzeba będzie rozpylać blisko 5 mln ton siarki rocznie. Przy takiej dawce siarkowego aerozolu niebo nad nami byłoby nieco bielsze, za to wschody i zachody słońca nabrałyby kolorów! Na początku tego roku w "Geophysical Research Letters" naukowiec podaje jednak, że przy użyciu mniejszych drobin siarki, które efektywniej odbijają światło, wystarczyłaby dawka 1,5 mln ton tej substancji.
Ludzkość od dawna emituje siarkę w powietrze, spalając węgiel i inne paliwa kopalne. Co roku wprowadzamy do atmosfery 50 mln ton siarkowych zanieczyszczeń. To wielokrotnie więcej, niż proponuje użyć Crutzen, a i tak znacznie mniej niż 20-30 lat temu, kiedy odsiarczanie paliw było mniej rozpowszechnione niż dziś. Siarkę emitują także wulkany. Kłopot w tym, że ta siarka unosi się niewysoko i w ciągu kilku tygodni opada. Co więcej, jest groźna dla zdrowia (dolegliwości układu oddechowego), środowiska (zagłada lasów przez kwaśne deszcze) i budynków (korozja).
Tymczasem Crutzen chce, żeby siarkowe aerozole krążyły na wysokości kilkunastu kilometrów, czyli w stratosferze, gdzie nie ma chmur ani deszczu. Zanim stamtąd powrócą, upłynie rok lub dwa. Będą miały dużo czasu, by rozejść się mgiełką wokół całego globu, ocienić go i schłodzić. Dlatego do takiej operacji potrzeba mniej siarki - wystarczy kilka milionów ton rocznie. Taka ilość nie zagrozi zdrowiu ludzi i środowisku.
Siarka napuszcza chlor na ozon
Holenderski badacz zapoczątkował trwającą do dziś ożywioną debatę nad sensem dokonywania tak radykalnych ingerencji w środowisko. On sam tłumaczy, że postulowany przez niego krok można wykonać tylko w ostateczności. - Zgadzam się, że trzeba radykalnie ograniczyć emisję gazów cieplarnianych, ponieważ igramy z żywiołem, o którym niewiele wiemy. Tyle że na razie to nam nie wychodzi. Dlatego trzeba mieć w zanadrzu jakiś pomysł na akcję ratunkową. Siarka wydaje się dobrym rozwiązaniem, bo działa szybko. Pierwsze efekty byłyby widoczne już po pół roku. A gdyby okazało się, że nie pomaga, operację można przerwać z dnia na dzień. Po dwóch, trzech latach nie byłoby po niej śladu - wyjaśniał Crutzen. I zapraszał do dyskusji.
Na apel noblisty odpowiedzieli ostatnio naukowcy z National Center for Atmospheric Research w Boulder (USA) i z Centrum Badawczego w Juelich (Niemcy). Zajmują się oni badaniem ozonu, który unosi się w stratosferze, chroniąc Ziemię (i nas) przed zabójczymi dawkami promieniowania UV. W "Science Express" zauważają, że właśnie ozon może najbardziej ucierpieć z powodu nagłego pojawienia się w stratosferze siarki. Gdyby taką siarczaną kurację schładzającą powtarzać przez 20 lat, to zniweczone zostałyby próby załatania dziur ozonowych ponad biegunami.
- To ryzykowna koncepcja - ocenia Simone Tilmes, główna autorka pracy. - Poziom ozonu nad Arktyką obniżyłby się nawet o trzy czwarte. Nad Antarktydą dziura ozonowa jest już tak wielka, że dodatkowe porcje siarki wprawdzie by jej już nie powiększyły, ale utrwaliłyby na wiele dekad - prognozuje badaczka.
Tilmes i jej współpracownicy badali, co działo się z ozonem po wielkiej erupcji filipińskiego wulkanu Pinatubo w czerwcu 1991 r., kiedy w powietrze powędrowało ok. 10 mln ton siarki. Część z niej przedostała się do stratosfery, obniżając przez rok temperaturę na Ziemi o pół stopnia. Okazało się, że drobiny siarki, które dotarły do biegunów, dodatkowo osłabiły warstwę ozonu. Siarka nie niszczyła tego gazu bezpośrednio, ale ułatwiła rozbijanie cząsteczek ozonu przez unoszący się w stratosferze chlor (jego źródłem są freony, także przez nas wytworzone).
Ironia losu polega na tym, że Crutzen dostał Nagrodę Nobla właśnie za opisanie mechanizmu niszczenia warstwy ozonowej przez chlor z freonów i walnie przyczynił się do podpisania w 1987 r. protokołu montrealskiego zakazującego ich produkcji. Uczony widział zresztą zagrożenie opisane przez amerykańsko-niemiecki zespół, ocenił jednak, że ponieważ iniekcje siarki będą nieduże, nie powinny spowodować większych szkód. Zakładał ponadto, że taka interwencja, jeśli w ogóle będzie konieczna, to dopiero za kilkadziesiąt lat, a wtedy freonów dzięki zaprzestaniu ich wytwarzania będzie już w atmosferze niewiele. Wielu badaczy jednak sądzi, że oczyszczanie atmosfery z groźnych dla ozonu związków potrwa jeszcze bardzo długo.
źródło: gazeta.pl
Czytaj, jak POLITYCY powinni działać, aby zapobiec globalnemu ociepleniu.







Już z dziesięć lat temu po którymś wykładzie miałem taką opinię, że te całe zmiany klimatu to lipa jakowaś i za 10 lat wszyscy o tym zapomną :)
No, ale latek 10 minęło i wręcz przeciwnie - pewnie to przez ten spisek IPCCtów i wielkiego biznesu :)))
Najbliższe dekady mają być chłodniejsze, ale czy to ważne - przecież najpóźniej za 10 lat kompletnie zapomnimy o dzisiejszej walce z "diabłem" globalnego ocieplenia...
Proponuję wiec futurystyczne "gdybanie" a mianowicie: czym będziemy "straszeni" za za 10 lat?
Ja stawiam (jak ś.p. S. Lem) na możliwość powstania z informacji antymaterii prowadzącej do zagłady Ziemi...
- proponuję już ograniczyć ilość komputerów i hasło: "precz z modelem jeden człowiek - jeden komputer !!!"
Czyli jak? Siarkę będziemy pakować do atmosfery rok po roku przez tysiące lat? Paliw kopalnych na to nie starczy. Jak można sensownie planować takie działania na tysiące lat.