Wszyscy gołym okiem widzimy, że klimat Polski zmienia się coraz szybciej. Bałtyk po raz ostatni zamarzał w latach 40tych, pokrywa śnieżna utrzymuje się coraz krócej, tak częste i spektakularne wiosenne powodzie roztopowe z połaciami spływającej rzekami kry sprzed 20-30 lat odeszły do historii, coraz częstsze są letnie susze i katastrofalne powodzie opadowe, ostatnio pojawiają się też u nas ptaki dotychczas kojarzone raczej z rejonami Morza Śródziemnego i Czarnego. To widzimy już dziś, kiedy temperatura Ziemi wzrosła średnio o 0,7°C.
Ilość gazów cieplarnianych narasta, naukowcy przewidują, że to, co dziś jest rekordem pogodowym, jutro stanie się normą, a pojutrze będzie wspominane jako „stare dobre czasy”. Naukowcy przewidują, że do końca stulecia temperatura wzrośnie o 3-4°C, a później, przy optymistycznym założeniu, że nie nastąpi zupełne załamanie cyklu węglowego i destabilizacja olbrzymich pokładów hydratów metanu na stokach oceanicznych, na stulecia utrzyma się na poziomie wyższym o 5-6°C od obecnego.
Ale to skala czasowa, w której myśli znikoma część społeczeństwa, uważając, że „My tego nie dożyjemy, niech się tym martwią nasze dzieci i wnuki”.
Jakie są więc przewidywania zmian klimatu Polski w bliższym horyzoncie czasowym – na najbliższe dekady? Opisane tu przewidywania są oparte o prognozy IPCC, NASA, NOAA, Hadley Centre i kilkanaście modeli klimatu. A oto, co przewidują naukowcy:
W ciągu kolejnych 100 lat średnie roczne temperatury w Polsce mogą wzrosnąć o nawet 4°C. Styczeń może stać się cieplejszy średnio nawet o 5°C. Latem możemy spodziewać się częstych temperatur sięgających 35°C, a nierzadko nawet upałów rzędu 40°C. Już teraz strefy klimatyczne przesunęły się o kilkaset kilometrów, także w naszym regionie. Obecny klimat Dolnego Śląska odpowiada klimatowi panującemu 20-30 lat temu na Węgrzech w słynącym z produkcji wina rejonie Tokaju.
Zimowe temperatury, przekraczające 0°C będą skutkować brakiem pokrywy śnieżnej. Dotychczas dominujące wiosenne powodzie roztopowe, w związku z zanikiem pokrywy śnieżnej, odejdą do przeszłości.
Zmieni się też schemat opadów – zimą będą występować silne opady deszczu, latem czeka nas brak opadów i wielotygodniowe susze. Deszcze latem, kiedy już się pojawią, będą intensywniejsze i będą grozić powodziami. Miejsce powodzi roztopowych zajmą powodzie opadowe, takie jak ta, która w lipcu 1997 roku zatopiła Wrocław, staną się normalnym zjawiskiem.
Dotychczasowy schemat czterech pór roku odejdzie w przeszłość i zostanie zastąpiony nowym wzorcem pogodowym. Będziemy mieć dwie pory roku: deszczową zimą, z temperaturami powyżej zera i suchą latem, przerywaną ulewami podczas susz, z temperaturami sięgającymi 40°C.
Nastąpi wzrost intensywności wichur, już w ciągu 20 lat o 25%. Podczas lata grożą nam tropikalne, niszczycielskie burze i nawałnice z gradobiciem i trąbami powietrznymi. Na jeziorach mazurskich należy się liczyć z nagłymi wichurami i białymi szkwałami.
Zmiany temperatur i opadów spowodują problemy rolnictwa z utrzymaniem upraw i będzie przyczyną zmian w rolnictwie. Faktem jest, że zgodnie z przewidywaniami, w średnioterminowej skali czasowej nie wszystkie będą niekorzystne. O 50-70 dni może wydłużyć się okres wegetacyjny. W następstwie tego przyspieszony będzie termin siewu wszystkich roślin i żniw o około 3 tygodnie. Wydłuży się też okres utrzymywania zwierząt na pastwiskach. Rośliny ciepłolubne, jak kukurydza, soja czy słonecznik, zareagują większym wzrostem plonów, nawet o 30%. Poważnie ucierpią jednak plony roślin zimnolubnych. Uprawy ziemniaków mogą się zmniejszyć nawet o 1/3. Może to oznaczać, że będziemy musieli zmienić naszą dietę.
Ocieplenie klimatu może poważnie zagrozić zasobom wodnym naszego kraju. Jego efektem może być brak wody pitnej i wody potrzebnej na potrzeby rolnictwa. Wzrost średniej rocznej temperatury spowoduje również pogorszenie jakości wody oraz intensyfikację procesów eutrofizacji. Łagodniejsze warunki klimatyczne mogą przyczynić się też do pojawiania nowych w naszej szerokości geograficznej gatunków szkodników oraz nowych rodzajów chorób zakaźnych, jak malaria. Już teraz na skutek zmian klimatu pojawił się w Polsce nowy szkodnik szrotówek kasztanowiaczek, który przyszedł do nas z krajów bałkańskich i coraz agresywniej niszczy nasze kasztanowce.
Innym zagrożeniem, szczególnie dla wybrzeży Bałtyku, jest wzrost poziomu morza. Do tej pory poziom podnosił się o około 1,5 - 2,9 mm na rok, a szacuje się, że do 2080 roku podniesie się nawet od 0,1 do 1 m. W Polsce, wg źródeł naukowych, 1800 km2 obszarów grozi zalanie. Zagrożonych jest m. in. 18 ośrodków wypoczynkowych położonych na klifach ulegających erozji, 5 dużych portów oraz domy 120 tysięcy osób żyjących w tych regionach. Do rejonów szczególnie zagrożonych zaliczają się m. in. gdańska starówka, półwysep helski i Żuławy.
autor: Magdalena Mąka
Przeczytaj więcej o przewidywanych następstwach wzrostu temperatur na Ziemi.







Powyższy scenariusz ignoruje jednak fakt, że w przeszłości czwartorzędowej już mieliśmy i to o znacznie większej skali, ocieplenia - i to jest poza dyskusją; ocieplenia kończące się całkowicie inaczej niż tego chcą prognozy ekspertów IPCC.
Szczególnie prognozy na ciepłą porę roku dla Europy firmowane przez to gremium, są wręcz niemożliwe do zrealizowania się.
Wybrano tam bowiem skrajnie niekorzystny wariant "naginając" wiele faktów. Np. nadmiernie eksponując to, że północna hemisfera ma znacznie większy udział kontynentów w powierzchni niż południowa, podkreślając w sposób nieuprawniony inertność oceanu (a przecież jest to Wszechocean - a więc w przeciwieństwie do kontynentów JEDNA całość)
Przyjmuje się tam (raportach IPCC), że nastąpi "ekspansja" klimatu kontynentalnego w wersji subtropikalnej - zwrotnikowej - podzwrotnikowej.
Analizując jednak zmiany klimatyczne w czasie ostatnich ok. 3,5 milionów lat (gdy zamykał się - zamknął się Przesmyk Panamski) stwierdzono, że najprawdopodobniej nigdy nie wystąpiła w końcowym efekcie kontynentalizacja w wersji subtropikalnej klimatu w Europie w wyniku jakiegokolwiek ocieplenia...
Ocieplenia naturalne podobne do obecnych a nawet następujące w znacznie szybszym tempie, w przeszłości zawsze w Europie skutkowały dominacją klimatu morskiego w wersji irlandzkiej lub północno-włoskiej.
Okresy suche - subtropikalne - klimatu zwrotnikowego i podzwrotnikowego charakteryzują się bowiem powstawaniem w glebach tzw. caliche - przykorzennych konkrecji węglanowych - będących pozostałościami po okresach "ciepłej" suszy hydrologicznej.
Łatwo więc je wykryć w profilach glebowych - im jest ich więcej i są one większe, tym bardziej świadczą o okresowości i gwałtowności rzadkich i silnych opadów - oraz bardzo szybkim i intensywnym parowaniu - jednym słowem wysokiej temperaturze.
Tymczasem na polskich ziemiach w okresach optimów np. 2 x eems i środkowo holoceńskiego, stwierdzono istnienie dobrze uwodnionych w okresach letnich gleb lasu parkowego - typowych dla klimatu umiarkowanego o bardzo równomiernie rozłożonych opadach w ciągu roku...
...a w lasach parkowych dochodzi do pedogenezy typu darniowego względnie czarnoziemnego praktycznie bez wystąpienia caliche lub ze znikomym ich wystąpieniem. Są one przy tym bardzo niewielkich rozmiarów. (na podstawie m. in. Struktury peryglacjalne w lessach trzech ostatnich cyklach glacjalnych… - ww.annales.umcs.lublin.pl).
Taki więc scenariusz tj. nastania klimatu morskiego w wyniku ocieplenia, jest co najmniej równouprawniony z IPCC-towskim - powinien się więc znaleźć jako prawdopodobny - alternatywny; w raportach IPCC - części przeznaczonej dla tzw. ogółu...
P.S. (w mało dostępnej rozbudowanej wersji dla "naukowców" jest ledwie wspomniany).