Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28435302

Stężenie CO2 najwyższe od 650 tysięcy lat!
środa 2008-05-14

Przyczyna może leżeć w zmniejszającej się zdolności planety do absorpcji CO2(lasy, oceany). Do tej pory modele zmian klimatu przewidywały, że Ziemia przechwyci około połowy naszej emisji, wszystko wskazuje jednak na to, że założenia te były zbyt optymistyczne.

Martin Parry z IPCC alarmuje, że nie tylko poziom CO2 jest rekordowo wysoki, ale także tempo wzrostu stężenia ciągle przyspiesza. Podobnie może stać się z negatywnymi skutkami efektu cieplarnianego, które będą coraz dotkliwsze i silniejsze niż przewidywano.

Co roku każdej wiosny stężenie CO2 osiąga swoje kolejne maksima. Badania przeprowadzone w zeszłym roku wskazują na 3 czynniki najbardziej odpowiedzialne za taki stan rzeczy. Są to: globalny wzrost gospodarczy, coraz większe wykorzystywanie przez Chiny węgla oraz mniejsze niż przewidywano pochłanianie CO2 przez Ziemię.

Około połowa obecnego stanu rzeczy jest skutkiem wzrostu gospodarczego Chin i zwrotu Państwa Środka w kierunku węgla, które dodatkowo odchodzą od trendów zmierzających ku zwiększeniu wydajności przemysłu podejmowanym od lat 70.

źrodło: quardian.co.uk

Komentarze użytkowników
 Arkadiusz S.~2008-05-23 11:29:50217.98.12.253
Treść
A jak IPCC potrafi żonglować danymi to widać na przykładzie mórz Arktyki. Ilość energii, którą one dostaną w wyniku zmiany albedo - roztopienia pływajacych lodów morskich to ułamek procenta (kąt padania promieni słonecznych) tego co dostarczają prądy morskie w tamte okolice.
Prądami morskimi (Florydzkim + Antylskim, dalej Zatokowym, Północnoatlantyckim, jego odnogą Prądem Irmingera)… „tropikalny strumień wytraca ciepło przez parowanie, przemierzając ogromne przestrzenie oceanu. Jego przepływ wynosi 30 km3/s i sięga ponad 3km w głąb.[!]”… „W toku tego procesu woda utracona przez parowanie prądu Irmingera podnosi wilgotność konieczną do utrzymania lodowców na Grenlandii.” (z Ziemia powstawanie kontynentów, oceanów i życia).

„Prawda jest taka, że nie wiemy dotychczas, czy globalne ocieplenie spowoduje zmniejszenie sie pokrywy lodowej Antarktydy w wyniku zwiększenia tempa utraty lodu, czy też, wręcz odwrotnie, poprzez zwiększenie opadów śniegu spowoduje jej ekspansję. Niestety, przypuszczalny wpływ lądolodu Antarktydy na poziom oceanu światowego staje się szybko czymś więcej niż tylko próbą rozwiązania tego czysto teoretycznego problemu.”(z Historia Ziemi).
 Arkadiusz S.~2008-05-21 19:22:40217.98.12.253
Treść
No i zapomniałem o najważniejszym:
- opisać krótko jak prof. Beck dobierał wyniki dawnych miareczkowań (ok. 90 tys.) do swoich zestawień - je selekcjonował.

Dlaczego nie znalazły się w jego opracowaniu – na wykresach; np. te cytowane poniżej przez Dragona?

Po pierwsze: uwzględnił w większości wypadków wyniki uzyskane w rejonach wiejskich lub na przedmieściach miast, daleko od zanieczyszczenia przemysłowego, na wysokości około 2 metrów nad powierzchnią ziemi (dawniej też wiedziano o oddychaniu gleby).

Po drugie: priorytet dawał tym analizom, które uzyskano przy badaniu fotosyntezy. Tutaj błędy i niedokładności laboranta czy aparatury, można było bowiem dość łatwo wykryć weryfikując (sumując – bilansując) wyniki wagowe analiz.

To dlatego "pieszczochy" Al.’a - H. Meijer i R. Keeling, atakują Beck’a praktycznie tylko (i aż) za nieuwzględnienie lokalnego tła w ocenie wyników i niezbilansowanie zmian stężeń...

No i z TV akurat dowiedziałem się od ekologów, że Pustynia Błędowska ginie…
Staje się „mokra” i zarasta…
I z tym się akurat zgadzam – ocieplenie klimatu to ogólnie znany „recydywista” - „killer” pustyń…

Na koniec życzę miłego płacenia za emisje CO2 – bo to nie korporacje a my „szarzy obywatele” za nie zapłacimy…

No cóż Świat po okresach „rozpustnych” zawsze lubił popadać w ascezę. Z powodu grzechu grożącego końcem Świata w średniowieczu - w roku 1000 - 1100; a dzisiaj z powodu - też grożących końcem Świata - emisji… (2000 – 2100)…

Jednak: skoro tysiąc lat temu udało nam się przeżyć tamte „szaleństwo” bezsensownego umartwiania się na darmo, i dożyć Renesansu, to może i dzisiaj…
 Arkadiusz S.~2008-05-21 15:15:01217.98.12.253
Treść
A... i jak zwykle zapomniałem drogi Dragonie dodać:

IPCC - nie ma niestety najwyraźniej nic wspólnego z obiektywnymi badaniami naukowymi. Celem istnienia tej organizacji jest jednostronne szukanie argumentów za katastrofą globalnego ocieplenia. Wszystko jedno, czy mniej czy bardziej prawdziwych. Zamanipuluje się statystyką, tendencyjnie dobierze fakty, podleje żargonem naukowym, postraszy i gotowe – niedoświadczony czytelnik odniesie wrażenie, że jeszcze moment jeszcze chwila a nas coś zaleje, usmaży, wysuszy, udusi i wszystko wokół zdechnie... - jak nie wyłączymy ładowarki z kontaktu oczywiście...

Jak widzisz Dragonie ja też tak mogę - tylko co takie komentarze "komunałki" wnoszą do sprawy?
 Arkadiusz S.~2008-05-21 14:02:29217.98.12.253
Treść
Do JA JA Ty - przepraszam nie było moim zamiarem obrażanie kogokolwiek - wręcz przeciwnie.

A teraz ty Drogi Dragonie…

Nie przekonujesz mnie (jak zwykle zresztą) bo:

Po pierwsze: nie jestem finansowany przez: Exxon Mobile, aczkolwiek chciałbym do NIPCC…

Po drugie: a za IPCC stoją np.: GM, BP i Monsanto (ci to już kupują wszystko co ekologiczne i naturalne jak leci…)…

Po trzecie: jestem za ograniczaniem korzystania z kopalin energetycznych, ale w daleko rozsądniejszym tempie (1% ś. PKB proponuje Sir Nicholas Stern …), bo jak wielokrotnie zaznaczałem, obciążają one daleko groźniej środowisko innymi emisjami (lata 70-te Europa, dzisiaj np. Indie - aerozole - Antarktyda) niż gazami cieplarnianymi…

Po czwarte: uwielbiam korzystać z badań IPCC szczególnie gdy mogę a zwłaszcza muszę wyciągnąć inne, niż ich „twórcy”, wnioski… (przykłady daję poniżej).

Po piąte: dlaczego na stronie Klimat Dla Ziemi (swoją drogą w niektórych miejscach nie odświeżanej od miesięcy jeśli nie lat) nie ma większości tych informacji co podajesz a jest najczęściej prymitywne „straszenie” (anoksją, zakwaszeniem oceanów itp., itd.…), którymi nawet H. Meijer i R. Keeling już nie chcą nas „straszyć”…

Za to potrafią rzucać inwektywami…

Kiedy strona "Energia i Środowisko" (Energy & Environment) opublikowała pracę prof. Becka: „80 Years of Atmospheric CO2 Gas Analysis by Chemical Methods”; to wówczas wpadli we „wściekłość” (bo trudno to inaczej nazwać).
Oto kilka fragmentów z ich blogu:
„Jest to wstrząsające, że dokument ten [tj. publikacja prof. Becka] był w stanie dostać się jako doniesienie w dzienniku systemu "Energia i Środowisko" (Energy & Environment). E & E najwyraźniej nie był w stanie zorganizować prawidłowego procesu wzajemnej oceny w tym dokumencie, co dyskredytuje ten dziennik.” (…)
„Is it really the intent of E&E to provide a forum for laundering pseudo-science?
Czy naprawdę zamiarem E & E, jest to by zapewnić forum do prania pseudo-nauki?” „Takie postępowanie zapewni nigdy nie kończącą się dostawę Beckies…”
„Można by było sobie oczywiście kichać na poglądy Ernst-Georg’a, ale tylko wtedy jeśli byłby to nauczyciel biologii w gimnazjum.” (…)

Na marginesie: na miejscu „nauczycieli biologii w gimnazjum” podałbym ich do sądu…

Przyznasz Dragonie - zaiste piękna kultura dyskusji w wykonaniu IPCC-towskich „guru” - „pieszczochów” Al’a…

Meijer i Keeling zalecają więc ostry „screening” wobec innych niż zgodne z ich poglądami, prac dot. stężeń CO2 – czyli mówiąc wprost: kryptocenzurę…

Gdy to czytam to przypominają mi się podobne „zalecenia” „racjonalnej, fachowej recenzji” wobec prac: Milankoviča (nazywano go przy okazji krytyki, np. „alkoholikiem”), Wegener’a (temu dostało mu się od „fantastów”), czy Bretz’a (a ten doczekał się uznania dopiero po ok. 70 kilku latach ! od opublikowania swych prac…)…
Eksperci IPCC chcą więc najwyraźniej przejąć rolę „świętej inkwizycji” dbającej o „czystość” nauk związanych z klimatem…

A z ich tzw. „argumentami naukowymi” wobec pracy Beck’a, dyskutuję na stronie: http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead01&layout=18&news_id=251186&news_cat_id=936&page=text#2FirefoxHTML\Shell\Open\Command Polecam. To świadczy o tych Panach lepiej niż cokolwiek innego - i ja mam im wierzyć?

Tutaj tylko dam fragmencik:

„Nadmieńmy przy tym, że ta stwierdzona „szparkowa” zmienność (całkowicie różna niż opisana z rdzeni lodowych) jest i tak „łaskawa” dla IPCC-tów. Zmiany gęstości szparek w liściach są przecież bardziej powolne niż rzeczywiste zmiany stężeń dwutlenku. Liście są bowiem dość inertne w tym względzie. Na zmiany stężeń reagują najpierw w inny sposób. Np. pomidory nawożone CO2 w stężeniu ok. 1000 ppmv, dopiero po wielu tygodniach (jeśli w ogóle) wytwarzają liście z mniejszą ilością szparek. Wcześniej radzą sobie zmniejszając po prostu rozwarcie i liczbę otwartych szparek (ograniczając transpirację - oszczędzając przy tym wodę). To dlatego do tych badań używa się drzew (miłorzębu, brzozy i innych). Być może więc obecne odczyty gęstości szparek w kopalnych liściach, dają szacunki stężeń CO2 w maksimach, do kilkudziesięciu % zaniżone (to mój wniosek - logiczny - nie wynikły z badań – ale z wiedzy i… wysoce prawdopodobny).”

A propos: coś te „szparki” omijasz Drogi Dragonie „szerokim łukiem” (oj szerokim…) Dlaczego…?

Co do usuwania CO2 prze lód w rdzeniach. Otóż pod wpływem ciśnienia i niskiej temperatury gazy cieplarniane wbudowują swoje cząsteczki w lód - jego sieć krystaliczną. Powstają tzw. klatraty. W lodowcach, w jego głębokich warstwach, CO2 z powietrza w 30- 50%-ach przenosi się jako tzw. „gość” do kryształów lodu. Przy tym w lodzie występuje też woda „przechłodzona”. A 1 litr wody jest w stanie rozpuścić nawet 200 litrów CO2…!
Powiesz pewnie Dragonie, że do tej pory tych lodowcowych klatratów jeszcze nigdy nie stwierdzono... To prawda, ale:
„W warunkach laboratoryjnych po raz pierwszy klatrat dwutlenku węgla został otrzymany w roku 1882 przez polskiego fizyka Zygmunta Wróblewskiego z kwasu węglowego Po przekroczeniu pewnego granicznego ciśnienia w roztworze zaczęły formować się kryształy...” (z Wikipedii).
Chodzi więc o to by rdzenie lodowe z tysięcy metrów „wyciągać” pod wielkim ciśnieniem i pod tymże samym ciśnieniem robić badania na nich a to piekielnie kosztowne i diabelnie trudne... - i niema na to „kasy”, którą na swe pseudonaukowe badania „przeżera” przecież IPCC…

Co do „foczek”, którymi się martwisz, to przypomnę Ci co one już „przeżyły”:

„Okresy ochłodzenia na obszarze północnego Atlantyku, trwające średnio 10 000-15 000 lat, przerywane oscylacjami temperatury [które] kończyły się nagłymi i znacznymi ociepleniami w ciągu zaledwie 10 lat […],
- i jeszcze: „Wyjście Ziemi z ostatniego zlodowacenia”…, [gdy]…„ocieplanie było przerywane okresowymi nawrotami okresów chłodniejszych, pojawiającymi się w formie raptownych zmian klimatycznych.”

- „Młodszy dryas [który] zakończył się nagle około 11 600 lat temu.”…, a …„ta zmiana klimatyczna zaszła w czasie zaledwie 3 lat, a nawet wydaje się, że główna zmiana klimatu zaszła w czasie zaledwie jednego roku […!!!]. „Dane izotopowe wskazują, iż klimat ocieplił się [na wiele setek lat!] w tym czasie o 7oC [!!!].”,

- wcześniej „Epizod raptownego ochłodzenia [który] wystąpił około 13 000 lat temu…

- jeszcze wcześniej: „Roztopienie się lodowca i nastanie ciepłego interglacjału Eem (140-130 tys. lat temu) [które] skutkowało zmianą temperatury globalnej o ok. 11-11,5oC…”

„Wyobraźmy sobie więc, że te „nasze” dzisiejsze ocieplenie (wg IPCC ok. 0,74oC w ciągu ostatnich 100 lat), i „planowane” do 2099 roku (maks. 6,4oC) zachodzi jak w „młodszym dryasie”, w ciągu 1 - maksymalnie 3 lat !!!”

(ten fragment będę - nie tylko zresztą tutaj - cytował z „uporem maniaka” do skutku - może mi Exxon coś „odpali”?).

Nadmienię też tutaj, że wg ustaleń IPCC w Arktyce musiało być wtedy jeszcze znacznie, znacznie cieplej niż te średnio 7 - czy 11,5 st. C (jak więc widzisz uwielbiam, uwielbiam, jeszcze raz: uwielbiam !; wykorzystywać badania IPCC… - bo „kij ma zawsze dwa końce”).

Obecny nasz wzrost temperatur planowany przez IPCC maksymalnie (niech Ci będzie Drogi Dragonie) na 6,4 i ok. 12,5 st. C w Arktyce - „w 100 lat”; to więc „pikuś” wobec powyższego…

…„foczki” przeżyją więc i te „liche” „nasze” globalne ocieplenie, i to w dobrej kondycji - jak zawsze zresztą… bo:

Niektórzy ekolodzy zdają się zapominać, że to ochłodzenia a nie ocieplenia, ograniczały w przeszłości wydatnie liczbę gatunków w ekosystemie. Upraszczając: ochłodzenie = selekcja, zmniejszenie bioróżnorodności; natomiast ocieplenie = radiacja, zwiększenie bioróżnorodności. Dlatego ekosystemy klimatów cieplejszych są zdecydowanie bardziej zrównoważone – klimaksowe - co nie jest dzisiaj bez znaczenia. Takie bowiem „ciepłe” ekosystemy są odporniejsze na presję gospodarczą człowieka (fragmentację ekosystemów). Być może wszystkie obecnie żyjące na Ziemi gatunki powstawały w okresach znacznie cieplejszego klimatu niż dzisiejszy…
Naturalne zmiany klimatu sprawiają nadto, że właściwie wszelkie gatunki są w ciągłym sukcesyjnym ruchu… Jeżeli więc trend ocieplenia się utrzyma, to zespoły roślin i zwierząt, będą li tylko przemieszczać się na swoje dawne – pierwotne, opuszczone w wyniku XV-XVIII wiecznego ochłodzenia, nisze. Z tym jednak, że ciepłe zimy będą zawsze wzmacniać populacje, zwłaszcza te antropogenicznie zagrożone. Za to dobijać je będą (jak motyla Monarcha w górach Meksyku) te nietypowo, skrajnie - ekstremalnie, mroźne zimy (w chłodniejszym klimacie powracające znienacka także latem).

Co do lodu podbiegunowego to polecam podpis pod pewien rysunek:
Roczna akumulacja śniegu (w metrach) na Grenlandii 10 - 17 tys. lat temu. Była ona większa w okresach cieplejszych, gdy parowanie na przyległych morzach dostarczało więcej wilgoci do atmosfery (wg R. B. Alley i in., Nture 312)

…i ten fragment:
Prof. S. M. Stanley w podręczniku dla studentów – Historia Ziemi - podsumowuje: „Może się to wydać dziwne, ale częściowe topnienie współczesnych lądolodów mogłoby mieć niewielki wpływ na poziom morza. Lądolód grenlandzki skurczyłby się tylko minimalne. Przewidywany wzrost opadów śniegu na półkuli południowej mógłby prowadzić nawet do powiększenia się lądolodu antarktycznego…”, a „Zniknięcie samych lodowców szelfowych miałoby bardzo niewielki wpływ na poziomu oceanu światowego, gdyż pływający lód stanowi w zasadzie część oceanu…”.

Ponadto (podaję dla skrótu już nie dosłownie) ww. zauważa:
Poziom wód oceanicznych w przeszłości podnosił się tylko i wyłącznie po gwałtownym topieniu lądolodów: większości laurentyjskiego – amerykańskiego (bez lub z Alaską); i CAŁEGO fennoskandzkiego – europejskiego. Przy dalszym jednak wzroście temperatur parowanie zawsze przewyższało topnienie oraz cieplny przyrost objętości wód oceanicznych i morskich. Wraz bowiem ze wzrostem parowania (przypominam potęgowym) tylko pewien jego procent wracał z powrotem do oceanu - reszta „kończyła” na lądzie…

- Hę…?, Ciekawe co?

Najprawdopodobniej dopiero stopienie kilku procent masy LĄDOlodów Antarktydy mogłoby podnieść poziom wód a parę centymetrów.
Trzeba ponadto by to było dokładnie i „bezstronnie” przeliczyć w różnych wariantach.

Ja proponuję w tym celu utworzenie nowego „ciała” naukowego - Międzynarodowego zespołu do spraw badań klimatu - w miejsce c w IPcC wrzucić tak drugie I i dać stały budżet niezależny od „siły rażenia” katastroficznych scenariuszy a może byśmy doszli do consensusu…

A optimum średniowieczne jak wyglądało?

To sobie zobacz Dragonie jak wyglądają przyrosty sekwoi (żyją one ponad 3 tys. lat) w górach White w średniowiecznym optimum i teraz..., komputerowe rekonstrukcje IPCC-towskie są tutaj kompletnie zbędne…

Jak więc widzisz są „twarde” (drewno sekwoi było nie było jest twarde) dowody na to, że wtedy było cieplej niż dzisiaj.

A może byśmy się tam tak wybrali i sami to stwierdzili - jak to jest naprawdę - ścieli takie jedno „drzewko”?

A co do badań oddychania gleby to wiedziałem (już kilka lat temu - jako przecież z wykształcenia inż. rolnik), że wcześniej czy później zostaną one opatrznie wykorzystane przez IPCC, więc się przygotowałem - wyniki już naprawdę absolutnie niedługo na linku (na razie wobec cenzorskich zapędów naszych IPCC-tów, nie powiem gdzie…)

No i Słońce na koniec…
O jego mocy przekonali się badacze związani z IPCC: w 2006 r. przy okazji badania kilkuletniego (od 2003 roku), okresu ochładzania oceanu, zauważyli oni że: „Ostatnie zmiany temperatury oceanu sięgają głęboko. Niewielkie ochłodzenie stwierdzono na powierzchni. Najwięcej ciepła straciła woda na głębokości około 400 metrów, ale pokaźne zmiany zaobserwowano też na głębokości 700 metrów. Ochłodzenie zdaje się sięgać jeszcze głębiej.”… (wg J. Lyman’a NOAA z www.terradaily.com). Dr John Lyman z National Oceanic and Atmospheric Administration i współautorzy stwierdzili, że: „…temperatura warstwy powierzchniowej oceanu wzrosła o 0,09 stopnia Celsjusza w latach 1993-2003, a następnie obniżyła się o 0,03 stopnia w latach 2003-2005. (…)
Obecne ochłodzenie odpowiada oddaniu około 1/5 ciepła zgromadzonego w oceanach w latach 1955-2003. [stwierdziły badania IPCC!!!]
W badaniach przeanalizowano dane z gęstej sieci pomiarów wykonanych na statkach i wsparto je wynikami otrzymanymi dzięki satelitom Jason i Topex/Poseidon.” (z jw.).
.......................................................................
Winę za to ww. Lyman „zrzucał” na topniejące lodowce – ale jak lekkie, bo słodkie wody, mogłyby działać tak głęboko?

Gdy jednak spojrzysz drogi Dragonie na stronę Wikipedii z najnowszym opracowaniem Solar Cycle Variations (szczególnie na linię czerwoną na wykresie) to zauważysz, że „dziwnym trafem” rok 2003 to - w ok. 10 letnim cyklu, koniec maksimum aktywności Słońca…(!!!) a czerwona linia [W/m2] od 2003 do 2006 r. nietypowo szybko spadła sobie w dół…

Jak więc widzisz Drogi Dragonie nie korzystałem z żadnych badań NIPCC a jednak „dałem do myślenia”…

No to by było na tyle, no bo kto to (po za nami oczywiście Drogi Dragonie) będzie w stanie aż tyle przeczytać…

No i pozwolisz, że skopiuję sobie twój post bo wobec ogromu źródeł, do niektórych jeszcze nie dotarłem…
 Ja Ja ty~2008-05-20 13:54:58148.81.130.62
A.S.: "Dzisiaj, gdy zniknęły lodowce i wypływające z nich rzeki, to bilans wodny naszych gleb stał się wielokrotnie bardziej dodatni (zrobiły się wilgotniejsze), niż… gdy klimat był chłodniejszy."

No tak, wody gruntowe opadają, a tu się możn adowiedzieć że wręcz przeciwnie.

A.S.:"To m. in. dla tego wydajność rolnictwa w chłodnym klimacie jest niska. Nie z powodu zimna, braku energii słonecznej, ale z powodu braku wody – permanentnej suszy hydrologicznej, a co za tym idzie i glebowej."

Acha, to rozumiem że długość okresu wegetacyjnego nie ma tu nic do rzeczy?! to ciekawe?

A.S."Zapamiętaj to sobie Ja Ja Ty, zapamiętaj,"

Co to w ogóle za ton dyskusji? Uwarzasz że jesteś mentorem którego mam ślepo słuchać??? Trochę wyczucia.
 Dragon~2008-05-20 00:17:5389.78.42.37
A co do sprzężeń zwrotnych, to oczywiście, że oprócz dodatnich są ujemne, i to koniec końców one stanowią o wartościach granicznych, a konkretnie zależność pomiędzy wypromieniowaną energią a temperaturą E=cT^4.
Można rozebrać na czynniki pierwsze wszystkie sprzężenia i je porównywać. I robi się to, czytając artykuły tak wyklinanych przez sceptyków naukowców spotkamy analizę wszystkich sprzężeń ujemnych, dyskutowaną zupełnie otwarcie.
Można także podejść z drugiej strony - porównać zmiany energii otrzymywanej od Słońca w wyniku zmian w orbicie Ziemi (cykle Milankovitcha) - bardzo niewielkie zmiany, z ich wpływem na zmiany temperatury i oblicza naszej planety (olbrzymie różnice między okresami lodowcowymi i interglacjalnymi) i w ten sposób przyjrzeć się sumie sprzężeń.
Jak do tego nie podchodzić, wyniki są jednoznaczne, niewielkie zaburzenie może drastycznie zmienić oblicze naszej planety.
A że do końca nie wiemy jak i jak bardzo? To oczywiście fakt, ale kto z Was poleciałby samolotem, jeśli prawdopodobieństwo awarii wynosiłoby 20%, a nie 90% jak uważa większość naukowców?

 Dragon~2008-05-20 00:03:3589.78.42.37
Cechą nauki i naukowców jest wieczne dochodzenie, jak jest, przedstawianie wątpliwości i ich wyjaśnianie. To droga, która pozwala na pogłębianie naszej wiedzy.
Badania IPCC, NASA, NOAA, NCAR, Hadley Centre, MIT, CSIRO, EPA, Royal Society i dziesiątek innych instytucji naukowych prowadzą do wniosku, że globalne ocieplenie jest powodowane przez ludzi... A następstwa mogą być katastrofalne - choć nauka stojąca za tymi badaniami jest na tyle złożona, że nie umiemy po inżyniersku policzyć do 5go miejsca po przecinku co i kiedy się zdarzy.
Sceptycy domagają się pewności - która z samej natury nauki jest tu niemożliwa, a wszystkich którzy się z nimi nie zgadzają (m.in. wyżej wymienionych) oskarżają o niekompetencję lub oszustwa. Wymyślają (jak Arek S w swoich postach) że to nie naukowcy a ekooszołomy, ekologiści i porównują do organizacji faszystowskich.
Powołują się na tendencyjnie dobrane pomiary, zafałszowane statystyki, zmanipulowane wykresy, fakty (jak np. zależność CO2-temperatura lub aktywność Słońca-temperatura) przeinaczają lub przemilczają niewygodne elementy układanki.
Środowisko naukowe otwarcie dyskutuje, czy i na ile wzrosła moc huraganów, czy jest więcej tornad, czy nad Saharę nie powrócą deszcze, jak silne są sprzężenia ujemne i dodatnie. Dyskusja w tak wyklinanych przez sceptyków organizacjach jest zupełnie otwarta i naturalna, niewygodnych faktów wcale nie zamiata się pod dywan, lecz się o nich dyskutuje.

Arek twardo w swoich postach opiera się na informacjach z NIPCC, może więc odniosę się do nich zbiorczo, w tym do wiodącego domowego chowu sceptyka - profesora Jaworskiego, który w "Polityce" z 12.04.2008 opublikował artykuł "Będzie zimniej", jednoznacznie twierdzący, że globalne ocieplenie to tylko mit, pomyłka lub manipulacja naukowców i chwyt biznesowy. Artykuł jest napisany sugestywnym językiem i u osób bez przygotowania naukowego może wywrzeć wrażenie merytorycznego. Niestety autor dopuścił się w nim wielu błędów (o ile nie świadomych manipulacji), które tutaj omówimy.
Już sam język daleki jest od języka osoby przedstawiającej się jako naukowiec. Już na samym początku autor pozycjonuje siebie i swoje poglądy: „[...] średnia temperatura stycznia była o 4,8C wyższa od długoterminowej wynoszącej -1,1C. Dzięki temu mniej zapłaciliśmy za gaz i węgiel, ale na całym globie nie było tak różowo.”
Czyli, i owszem, było ciepło, ale jest to stan jednoznacznie pożądany na całym globie. Ciekawe, czy z Panem Profesorem zgodziłyby się np. młode foki bałtyckie? Podczas tegorocznej, najcieplejszej w historii 300 lat pomiarów zimy na Bałtyku, masowo ginęły, kiedy kra na której się urodziły, przedwcześnie stopniała i małe, nie gotowe do samodzielnego życia foczki lądowały w wodzie i tam, nie mając jeszcze ochronnej warstwy tłuszczu, zamarzały na śmierć.
W artykule profesora Jaworskiego sceptycy są nieomylnymi rycerzami światła, a naukowcy mówiący o zagrożeniach związanych ze zmianami klimatu są siłami ciemności.
Tak więc czytamy, że: „Friis-Christensen i Svensmark rozwiązali zagadkę – znaleźli ścisła zależność pomiędzy wielkością zachmurzenia a natężeniem promieniowania kosmicznego i nasłonecznieniem”. To, że ich teoria nie została wcale potwierdzona, jest ona mocno wątpliwa i wcale nie wyjaśnia tej zależności to mało istotne. Za to naukowcy, którzy ostatnio sprawdzali tę hipotezę i nie udało im się jej potwierdzić, to już tylko „dwóch Anglików”, a nie zespoły badawcze i stojące za nimi uniwersytety.
Raporty i badania setek naukowców z IPCC profesor Jaworski określa jako „przepowiednie, które należałoby odłożyć do lamusa”, a osoby uważające, że ludzie mają wpływ na globalne ocieplenie „uległy quasi-religijnej aberracji”. Cytując dalsze przemyślenia profesora Jaworowskiego: „Biurokracja ONZ i Brukseli z hipotezy ogrzewania klimatu przez człowieka uczyniła tabu, któremu nie wolno się sprzeciwiać, a jego prorokiem mianowała IPCC”. Czy to jest język naukowca?
Wg autora raporty IPCC są upolitycznione, tendencyjne i panikarskie. Co z tego, że z raportu na raport zachodzące zdarzenia wyprzedzają najbardziej pesymistyczne prognozy IPCC (emisje CO2 rosną szybciej od przewidywań, pokrywa w Arktyce znika szybciej niż IPCC przewidywało, prognozowany wzrost poziomu oceanów do końca stulecia to kilkadziesiąt centymetrów, ale w przypisach stoi jak wół, że uwzględnia to jedynie rozszerzalność termiczną wody a nie wzrost jej poziomu w wyniku topnienia lodowców, w tym Grenlandii i Antarktydy). Prawdą jest, że IPCC rzeczywiście jest organizacją w dużym stopniu upolitycznioną, ale niezupełnie w taki sposób, w jaki chce to przedstawić autor. Jak są uzgadniane teksty raportów? Ze strony naukowców wygląda to tak: „Porozumienie w sprawie raportu osiągnięto po całonocnym posiedzeniu, podczas którego z dokumentu wykreślano całe fragmenty, a naukowcy spierali się z rządowymi negocjatorami, którzy rozwadniali sens naukowych ustaleń”. Podobne do IPCC stanowisko zajmują dziesiątki innych instytucji naukowych, w tym np. NASA, NOAA, NCAR, Hadley Centre, MIT, CSIRO, EPA, Royal Society... Wszyscy się mylą lub oszukują?
Autor dziesiątkom instytucji badawczych przeciwstawia „Pozarządowy Międzynarodowy Zespół do spraw Zmian Klimatu” (NIPCC), ciało które według niego jest „całkowicie niezależne od agend rządowych, nieotrzymujące żadnych grantów ani darów”, które tworzy „grupa uczonych” przygotowujących całkowicie obiektywne raporty. Szkoda, że autor zapomniał dodać, że działania NIPCC, w tym tak reklamowane przez niego spotkanie, które miało miejsce w marcu 2008 na Manhattanie pod nazwą Międzynarodowej Konferencji w Sprawie Zmian Klimatu, są sponsorowane przez lobby naftowe i węglowe (sponsorem tej konferencji był dotowany m.in. przez Exxon Mobile Heartland Institute). Więcej na temat tej konferencji można przeczytać tutaj:
http://www.climatescienceinternational.org/index.php?option=com_content&task=view&id=38&Itemid=1
i tutaj
http://www.realclimate.org/index.php/archives/2008/01/what-if-you-held-a-conference-and-no-real-scientists-came/
Kto uczestniczy w pracach NIPCC i pisaniu jego „opracowań naukowych”, uważanych zresztą przez większość naukowców za bezprecedensowe manipulacje? Kilkudziesięciu dyżurnych sceptyków opłacanych przez przemysł, raz po raz punktowanych przez środowisko naukowe, prezenterzy pogody i emerytowani naukowcy, ekonomiści i ludzie w ogóle bez doświadczeń naukowych.
http://www.thedailygreen.com/environmental-news/latest/inhofe-global-warming-deniers-47011101
No i oczywiście lobbyści i patroni z branży naftowej, węglowej, samochodowej i chemicznej...

NIPCC i profesor podali szereg argumentów:
• Poziom wody na, jakoby zagrożonych zalaniem Malediwach, opada
• Między Kanadą i Grenlandią zasięg lodów jest obecnie największy od 15 lat, a jego grubość wzrosła o ok. 20 cm
• Najcieplej na świecie było w 1998, teraz już temperatura spada i będzie spadać dalej
• W 2007 roku podważono prawdziwość twierdzeń NASA, że większość z 10 najgorętszych lat od rozpoczęcia pomiarów temperatury, wystąpiła po 1990 roku
• Obserwacje geologiczne wskazują, że klimat najpierw się ogrzewał, a dopiero potem wzrastał poziom CO2 w atmosferze.
• Człowiek nie ma wpływu na zawartość dwutlenku węgla w atmosferze
• Zmiany koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze są naturalne
• Pomiary zawartości dwutlenku węgla w rdzeniach lodowych są błędne
• 98% wpływu na efekt cieplarniany ma para wodna
• Większa koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze będzie korzystna
• Obecny wzrost temperatury w porównaniu ze średniowiecznym optimum klimatycznym jest symboliczny
• Modele komputerowe są niedokładne

Przyjrzyjmy się po kolei argumentom prezentowanym przez profesora i NIPCC:

Argument: Poziom wody na, jakoby zagrożonych zalaniem Malediwach, opada
Wnioski pochodzą z badań Nilsa-Axela Mörnera z 2004 roku, skądinąd również zadeklarowanego sceptyka globalnych zmian klimatu.
Przeprowadzone ostatnio badania nie potwierdziły wyników Mörnera. Bezpośrednie dane pomiarowe i dane satelitarne wykazują, że w latach 1993 – 2001poziomu wody na zachodnim Pacyfiku i wschodnim oceanie Indyjskim rósł o 30 mm/rok, a jednocześnie na wschodnim Pacyfiku i zachodnim oceanie Indyjskim następował spadek poziomu wody o 10 mm/rok. Pomiary ponadto ujawniają średnio dwukrotnie szybszy wzrost poziomu wody po roku 1970 niż we wcześniejszym okresie.
Pomiary poziomu wody wykonane w różnym miejscu i czasie dają rzecz jasna odmienne wyniki. Poziom wody może się znacząco zmieniać nie tylko krótkoterminowo w wyniku falowania lub zmian ciśnienia powietrza, ale również długoterminowo, w zależności od układu prądów oceanicznych. W różnych regionach trendy mogą być różne, poziom wody przez wiele lat w jednym miejscu może się podnieść, w innym opaść.
Można rzecz jasna wybrać najbardziej odpowiadający naszej tezie o spadku poziomu wody okres i punkt pomiarowy w którym poziom wody opadł (tak jak w badaniach Mörnera) i ogłosić „tu poziom wody się obniżył”. Co z tego, że średnio na świecie poziom wody wzrósł...
Co oczywiście nie przeszkadza profesorowi Jaworskiemu zignorować te badania, które nie pasują do jego tezy.

Argument: Między Kanadą i Grenlandią zasięg lodów jest obecnie największy od 15 lat, a jego grubość wzrosła o ok. 20 cm
Śmiać się czy płakać? Pół biedy, gdyby, tak jak dla Malediwów, profesor wybrał jedno miejsce gdzie dane najlepiej pasują do jego tezy i pokazał „a tu lodu przybywa”. Problem w tym, że jest gorzej, profesor pokazuje miejsce, gdzie dzieją się bardzo niedobre z punktu klimatu rzeczy i odwraca kota ogonem.
Bezdyskusyjnym faktem pomiarowym jest regularny i znaczący spadek zasięgu pokrywy lodowej Arktyki. Uwagę zwraca też coraz szybsze tempo tego procesu. W 2005 roku zapanowało poruszenie, kiedy powierzchnia lodów Arktyki osiągnęła w lecie rekordowe minimum. Tymczasem w roku 2007 zasięg pokrywy lodowej zmalał o kolejne 25%, do poziomu niecałych 4 mln km2. To jeden z szokujących przykładów, jak szybko postępują zmiany klimatu.
Kiedy Słońce świeci na lód, ten odbija 90% padającego światła, jedynie 10% energii jest pochłaniane i wyświecane w podczerwieni. Jeśli w wyniku podniesienia się temperatury woda nie jest pokryta lodem, sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie – woda pochłonie 90% padającej energii, nagrzewając się. W wyniku tego nagrzewania rośnie temperatura, co powoduje dalszy zanik pokrywy lodowej i jeszcze większe nagrzewanie. Właśnie to dodatnie sprzężenie zwrotne odpowiada za tak wysoką czułość pokrywy lodowej Arktyki na temperaturę.
Tak oskarżane przez profesora Jaworskiego o panikarstwo IPCC w swoich raportach nie doszacowało możliwego tempa rozpadu pokrywy lodowej. Prognozy IPCC pozostały w tyle za rzeczywistością.
Tak więc cała Arktyka topnieje w oczach, a profesor stwierdza, że „między Kanadą a Grenlandią zasięg lodów wzrasta”. Powierzchnia lodu nie oddaje całości powagi sytuacji - lód jest dużo cieńszy. Kilkanaście lat temu twardy, starszy niż 10 lat lód stanowił ok. 80% lodu w Arktyce, dziś jest to 3%. Tej zimy układ wiatrów wypychał lód obok Grenlandii na południe, gdzie się roztapiał (rys). Wiatr piętrzy lód wokół Grenlandii (o czym pisze profesor) i wypycha go na Atlantyk. A profesor się cieszy....

Argument: Najcieplej na świecie było w 1998, teraz już temperatura spada i będzie spadać dalej
Profesor pisze: „[...] już od kilku lat temperatura powietrza nie rośnie, a jej ostatnie maksimum wystąpiło w 1998 roku. W ciągu ubiegłych 10 lat roczny przyrost emisji CO2 ze spalania paliw kopalnych i procesów przemysłowych zwiększył się trzykrotnie, a jego zawartość w atmosferze podniosła się o 4%. Zgodnie z hipotezą ogrzewania klimatu, lansowaną przez IPCC, powinno więc być cieplej a nie zimniej. Trudno więc wiązać obecne ochłodzenie ze wzrastającą emisją CO2.” Co ciekawe, sam sobie odpowiada kilka zdań później, pisząc „Klimat zależy od tysięcy, zmieniających się nieustannie, czynników”. Nie muszą być tysiące, wystarczy kilka, np. aktywność słoneczna, układ prądów oceanicznych (szczególnie oscylacja El Niño – La Niña), zapylenie wywołane wybuchami wulkanów czy ochładzające planetę aerozole siarkowe.
W 1998 roku mieliśmy maksimum aktywności słonecznej (o czym zresztą profesor też pisze, przy okazji skądinąd słusznego stwierdzenia, że Słońce wpływa na klimaty planety) i rekordowo silne zjawisko El Niño, podczas którego średnia temperatura planety wzrasta. Od tego czasu zmalała również aktywność Słońca.
Klimat na zmiany koncentracji gazów cieplarnianych reaguje powoli i z maskującym stałą tendencję wzrostową „szumem”, co jednak nie zmienia ogólnego trendu wzrostu temperatury. Większość ośrodków badawczych przewiduje, że w kolejnym maksimum aktywności słonecznej (czyli w ciągu najbliższych kilku lat) i przy silnym El Niño padnie nowy rekord temperatury, choć niektóre badania przewidują zmiany w prądach oceanicznych ochładzające klimat Europy i Ameryki Północnej w najbliższej dekadzie.

Argument: W 2007 roku podważono prawdziwość twierdzeń NASA, że większość z 10 najgorętszych lat od rozpoczęcia pomiarów temperatury, wystąpiła po 1990 roku
Profesor pisze: „okazało się, że ta ocena jest wynikiem zafałszowania i ukrywania prawdziwych wyników dokonanych w publikacjach głównego klimatologa IPCC [...] W rzeczywistości najcieplejszy był 1934 rok”.
Groza. Ale oszuści z tych naukowców w NASA, prawda?
A jak jest naprawdę? Po pierwsze, profesor ani słowem nie wspomina, że chodzi nie o średnią temperaturę planety, ale o temperatury mierzone w USA. Czyli wybieramy dowolny kraj i pokazujemy: „o, tu temperatury wcale tak bardzo nie wzrosły”. Wybierając dowolne miejsce można stwierdzić praktycznie cokolwiek, oczywiście nie zaznaczając, że chodzi o jakieś jedno miejsce.
Ale to drobiazg. Jak przyjrzeć się temperaturom w USA, to różnica temperatur pomiędzy latami 1934, 1998 i 2006 wynosi kilka setnych stopnia. W zależności od przyjętych poprawek wyjdzie, że najcieplejszy był rok 1934, 1998 lub 2006. Nawiasem mówiąc, obecnie za najcieplejszy rok uważa się 2006, na drugim miejscu jest 1998, a rok 1934 zajmuje 3 miejsce. Ale nie to się liczy – temperatury z roku na rok mogą podlegać sporym wahaniom. Aby mówić o zmianach klimatu, uśredniamy temperaturą po wielu latach. A średnia kilkuletnia jest teraz zdecydowanie najwyższa.

Argument: Obserwacje geologiczne wskazują, że klimat najpierw się ogrzewał, a dopiero potem wzrastał poziom CO2 w atmosferze.
Rzeczywiście, tak, jak pisze profesor, „CO2 gorzej rozpuszcza się w wodzie o wyższej temperaturze, cieplejszy ocean [...] zatem wydycha ten gaz do atmosfery”. Szczera prawda. Sceptycy często nawet zauważają, że w cyklu epok lodowych wzrost koncentracji CO2 jest opóźniony względem wzrostu temperatury o 800 lat. Tylko, że to nie cała prawda, lecz element dodatniego sprzężenia zwrotnego. Wydzielone przez ocean do atmosfery gazy cieplarniane powodują dalszy wzrost temperatury, podgrzanie oceanów i w konsekwencji dalszy wzrost koncentracji CO2 i metanu w atmosferze. Czyli wzrost temperatury i koncentracja CO2 w atmosferze nawzajem się nakręcają w silnym dodatnim sprzężeniu zwrotnym. Nie jedynym zresztą – podobnie przy wzroście temperatury dodatnimi sprzężeniami zwrotnymi są np. zanik lodów Arktyki lub wyzwalanie do atmosfery dodatkowych ilości pary wodnej – gazu cieplarnianego. Właśnie dzięki tym sprzężeniom zwrotnym relatywnie niewielkie zmiany energii docierającej ze Słońca powodowały bardzo duże zmiany temperatury między epokami lodowcowymi i okresami interglacjalnymi.

Argument: Człowiek nie ma wpływu na zawartość dwutlenku węgla w atmosferze
Na dowód tego profesor pisze, że oceany co roku wyrzucają do atmosfery 107 miliardów ton węgla, ląd i wulkany 69 miliardów ton, a nasza emisja z paliw kopalnych to jedynie 8 miliardów ton. Czyli ze słów profesora wynika, że ilości CO2 emitowane do atmosfery przez ludzi są znikome z emisjami ze źródeł naturalnych.
I jest to prawda, ale podana w taki sposób jest to jawna manipulacja.
Ludzie rzeczywiście emitują do atmosfery około 4% CO2 emitowanego ze źródeł naturalnych. Ale naturalnym emisjom towarzyszy też zrównoważone, stabilne pochłanianie.
Dwutlenek węgla wysyłany do atmosfery przez ludzi stanowi stałą, niezbilansowaną nadwyżkę. Co ciekawe, jeśli policzy się, jak rosłaby zawartość tego gazu w atmosferze, gdyby nasza emisja w całości w niej pozostawała, wzrost byłby 2 razy szybszy. Na szczęście duża część naszej emisji jest usuwana z atmosfery, w większości przez absorpcję dwutlenku węgla przez oceany, glebę i rośliny.

Argument: Zmiany koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze są naturalne
Tutaj profesor powołuje się na pomiary metodami chemicznymi.
Przeanalizowanie stosowanych sposobów pomiaru i wyników pomiarowych to interesująca szkoła, jak uzyskać wyniki pomiaru bliskie losowych. Weźmy przykładowo pomiary koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze przeprowadzone przez Lockharta w 1940. Jak twierdzą ich zwolennicy, były przeprowadzone za pomocą doskonałego analizatora gazów Haldane’a, skalibrowanego przez v. Slyke i wykorzystywanego wcześniej tysiące razy. Przeprowadzający pomiar badacze Lockhart i Court byli doświadczonymi naukowcami z Harvardu.
A rezultaty?
Wg samego Lockharta, 31-12-1940 koncentracja CO2 w atmosferze wynosiła 900 ppm, mierzona 2 dni później podskoczyła do 1700 ppm, następnego dnia spadła do 1100 ppm, kolejnego osiągnęła minimum 400 ppm, aby kolejnego dnia wzrosnąć do 1600 ppm. Więc jaka właściwie była koncentracja CO2?
W latach 50tych XX wieku analizowano wyniki pomiarów chemicznych. Najbardziej wiarygodne wyniki są zgodne z powszechnie przyjmowanym przez środowisko naukowe, przy czym dane są niesamowicie chaotyczne i trudne do zweryfikowania.
Aby wyjaśnić wątpliwości odnośnie pochodzenia CO2 w atmosferze, należy przyjrzeć się historycznym koncentracjom różnych izotopów węgla w atmosferze. W atmosferze są obecne jego 3 izotopy:
• 12C – stabilny, preferowany przez rośliny
• 13C – stabilny
• 14C – niestabilny, czas połowicznego zaniku 5700 lat
Rośliny preferują lekki izotop węgla 12C. Paliwa kopalne (węgiel, ropa, gaz) powstały z roślin, więc jest w nich przewaga 12C względem 13C. Węgla 14C już w ogóle w nich nie ma, gdyż zdążył się już rozpaść. Spalając paliwa kopalne wyrzucamy uwięziony w nich węgiel do atmosfery, skąd pobierają go obecnie rosnące rośliny i wbudowują w siebie. Co więc obserwujemy?
• trafiający do atmosfery węgiel z paliw kopalnych powoduje, że jest w niej coraz mniej węgla 13C względem 12C.
• spada w niej koncentracja węgla 14C względem 12C.
• spada koncentracja tlenu, który podczas spalania jest zmieniany w dwutlenek węgla. Gdyby dwutlenek węgla pochodził z ocieplających się oceanów, tlenu również powinno przybywać.
• spalanie węgla paliw kopalnych powoduje, że w atmosferze jest coraz więcej dwutlenku węgla. Duża jego część jest pochłaniana przez oceany, rośnie więc ich kwasowość, co jest obserwowane – ich współczynnik pH zmalał w ciągu ostatniego stulecia o 0.1 (czyli ich kwasowość wzrosła o 30%). Gdyby dwutlenek węgla trafiał do atmosfery z oceanów, zjawisko takie nie miałoby miejsca.

Argument: Pomiary zawartości dwutlenku węgla w rdzeniach lodowych są błędne
W pracy opublikowanej w 1992 r. profesor Jaworowski stwierdził, że spękanie lodu pod ciśnieniem, okludowanie powietrza wewnątrz struktury molekularnej lodu oraz sposób wydobywania rdzeni lodowych powodują, że ocena stężenia dwutlenku węgla z rdzeni lodowych nie jest prawidłowa.
Tezy profesora przeanalizowało wiele zespołów naukowych. W 1993 D. Raynaud przedyskutował trudności wysuwane przez profesora Jaworowskiego. Przeprowadzona została analiza rdzeni z różnych okresów przejść pomiędzy epokami zlodowacenia i ocieplenia, w tym fragmentów wykazujących spękanie lodu i nie wykazujących jego spękania. Autorzy stwierdzili, że stężenie gazów śladowych oceniane z rdzeni nie jest w sposób istotny zaburzane przez mechanizmy proponowane przez Jaworowskiego. Do podobnej konkluzji na temat analizy Jaworowskiego doszedł T,Gulluk w 1998. Hans Oeschger w 1995 r. wysłał nawet list do redakcji czasopisma Environmental Science and Pollution Reserach w odpowiedzi na artykuł Jaworowskiego z 1994 r. Oeschger stwierdza w tym liście m.in., że Jaworowski od lat przedstawia problemy związane z pomiarami rdzeni lodowych, ale robi to bez żadnego zrozumienia, jak dalece te pomiary są dokładne. Wg Oeschgera stwierdzenia Jaworowskiego są drastycznie błędne z fizycznego punktu widzenia. W dalszej części listu Oeschger przedstawia techniczne aspekty błędów w artykule Jaworowskiego.

Argument: Większa koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze będzie korzystna
Pomińmy fakt, że profesor neguje, że wzrost ilości CO2 w atmosferze to nasza zasługa.
Wyższa koncentracja CO2 służy roślinności, która rośnie lepiej. Rośliny do życia potrzebują dwutlenku węgla. Średnich rozmiarów drzewo w ciągu roku „wyciąga” z atmosfery 5 kg tego gazu (dla porównania jeden człowiek odpowiada dziś za emisję 5 ton, co odpowiada pochłanianiu 1000 drzew). Jednak na wzrost produktywności nakłada się szereg negatywnych czynników, zmniejszających aktywność roślin: przesuwanie się stref klimatycznych, zmiany temperatur i opadów, nowe szkodniki czy pustynnienie terenów i pożary. Kiedy przesuwają się strefy klimatyczne, ptaki mogą się dostosować, ale drzewa nie wyciągną korzeni z ziemi i nie przejdą tysiąc kilometrów na północ... Uschną. A zanim na ocieplających się terenach wyrosną nowe lasy, minie dużo czasu. Po prostu zmiany są za szybkie...
Wyższa temperatura to również wyższa respiracja gleby i szybsze procesy gnilne, a więc więcej dwutlenku węgla wracającego do atmosfery. Na dalekiej północy, zajmująca 20% kontynentów wieczna zmarzlina więzi w sobie wielkie ilości gazów cieplarnianych, szczególnie dwutlenku węgla i metanu. Wzrost temperatury o ponad 2°C spowoduje osiągnięcie poziomu nie notowanego od 3 milionów lat i w rezultacie szybkie wyzwolenie do atmosfery gromadzących się w tym czasie w ziemi gazów cieplarnianych w ilości odpowiadającej 10-100% naszych emisji z paliw kopalnych.
Na razie lądy pochłaniają dwutlenek węgla. Przewiduje się, że proces ten do połowy stulecia będzie pozostawał na w miarę stałym poziomie liczonym w miliardach ton rocznie (czyli licząc w procentach naszej rosnącej emisji będzie coraz mniej znaczący), po czym emisja z gleby zacznie dominować i do końca stulecia lądy staną się dodatkowym źródłem emisji.

Argument: 98% wpływu na efekt cieplarniany ma para wodna
To prawda, że para wodna odpowiada za zdecydowaną większość efektu cieplarnianego, ale mimo to pary wodnej nie wlicza się go do gazów powodujących zmiany klimatyczne, gdyż jej obecność w atmosferze jest skutkiem działania innych gazów cieplarnianych, a nie przyczyną. Krótko mówiąc, jakiekolwiek sztuczne zmiany koncentracji pary wodnej w atmosferze są bardzo krótkotrwałe. Para wodna, w odróżnieniu od innych gazów cieplarnianych, bierze udział w dynamicznym cyklu wodnym. Jej ilość w atmosferze może w przeciągu dni w wyniku parowania wzrosnąć o kilka procent, ale też w wyniku opadów w przeciągu godzin spaść praktycznie do zera. Pozostałe gazy cieplarniane nie podlegają takim zjawiskom i mogą istnieć w atmosferze dziesiątki, a nawet tysiące lat. Należy jednak podkreślić, że zwiększenie koncentracji w atmosferze innych gazów cieplarnianych spowoduje podniesienie się temperatury, zwiększenie parowania oraz (zgodnie z wykresem) wzrost zawartości pary wodnej w atmosferze. Dodatkowa para wodna w atmosferze to dodatkowy wzmacniacz efektu cieplarnianego. Tak więc emitując do atmosfery dwutlenek węgla, nie tylko zwiększenie efektu cieplarnianego od tego gazu, ale również od pary wodnej. Jest to przykład tak zwanego dodatniego sprzężenia zwrotnego.
A skąd profesor wziął 98%, nie wiadomo. Owszem, jest tu niepewność, wpływ pary wodnej zależy też od wielu czynników lokalnych – temperatury, wilgotności, nasłonecznienia, rozkładu ciśnień, rodzaju formujących się chmur etc. Ale nikt nie mówi o 98%. Większość (różnorodnych) źródeł szacuje wpływ pary wodnej na 33-60%, a razem z chmurami na 58-84% całości efektu cieplarnianego.

Argument: Obecny wzrost temperatury w porównaniu ze średniowiecznym optimum klimatycznym jest symboliczny
W artykule profesora pojawia się wykres temperatury wg D. Archibalda, datowany na 2008 rok. Do złudzenia przypomina on wykres z 1 raportu IPCC z początku lat 90 tych.
Faktycznie, na tym wykresie wyraźnie widać, że obecne ocieplenie to drobiazg.
Tylko, że od tego czasu badania klimatologiczne dokonały olbrzymiego postępu. Obecnie na temperatury, po wykonaniu wielu niezależnych badań patrzymy zupełnie inaczej - obecne ocieplenie klimatu jest co najmniej porównywalne z tym sprzed 1000 lat, tyle, że dziś aktywność Słońca jest sporo mniejsza.
Można odnieść wrażenie, że NIPCC jest ze swoimi badaniami o kilkanaście lat do tyłu...

Argument: Modele komputerowe są niedokładne
To prawda. Nasze zrozumienie mechanizmów rządzących klimatem jest wciąż na podstawowym poziomie. I jest to tym bardziej niepokojące. Każdy kolejny raport IPCC jest poważniejszy w tonie, odkrywamy kolejne mechanizmy rządzące klimatem. Kiedy czynimy wysiłki, aby modelować nieznane, trafiamy w rejony, w których nasze prognozy, oparte o dotychczasowe obserwacje, stają się szczególnie niepewne. Jak bez danych historycznych, wieloletnich obserwacji i kalibracji pomiarowej uwzględnić takie zjawiska, jak wpływ na klimat metanu i dwutlenku węgla wyzwalanych z rozmarzającej wiecznej zmarzliny, przewidywać rozwój bakterii siarkowych, albo warunki pojawiania się hiperkanów? Albo przewidzieć coś, co czeka na nas „za rogiem”, ale z czym ludzkość jeszcze nigdy się nie zetknęła i siłą rzeczy nie można tego uwzględnić w modelach?
Nasze przewidywania co do przyszłych zmian klimatu są tak niedokładne, że najprawdopodobniej o tym, że coś się stanie, dowiemy się dopiero, kiedy już się wydarzy... To wcale nie jest uspokajające i skoro nie wiemy co robimy i jakie będą tego następstwa to jest to raczej powód do zdwojonej ostrożności, a nie mówienia, że skoro nie rozumiemy, to pewnie nic złego się nie dzieje.
Chciałbyś zagrać w rosyjską ruletkę? Włożyć do bębenka rewolweru jeden pocisk, zakręcić bębenkiem i strzelić sobie w głowę? Naukowcy szacują, że globalne ocieplanie się klimatu jest rzeczywistością z prawdopodobieństwem ponad 90%. W rosyjskiej ruletce prawdopodobieństwo problemu to tylko 1/6...

NIPCC nie ma niestety najwyraźniej nic wspólnego z obiektywnymi badaniami naukowymi. Celem istnienia tej organizacji jest jednostronne szukanie argumentów przeciw globalnemu ociepleniu. Wszystko jedno, czy mniej czy bardziej prawdziwych. Zamanipuluje się statystyką, tendencyjnie dobierze fakty, podleje żargonem naukowym i gotowe – niedoświadczony czytelnik odniesie wrażenie, że debata naukowa trwa, że właściwie to nic nie wiadomo i pewnie w ogóle nie ma problemu.
 Arkadiusz S.~2008-05-19 15:39:24217.98.12.253
Treść
Do Ja Ja Ty w sprawie "śnieżku i wody"

„Chłodniejsze warunki klimatyczne powodują [zawsze!] osuszanie wielu obszarów ze względu na znacznie mniejsze parowanie chłodniejszych morskich wód powierzchniowych, a w konsekwencji mniejszą ilość pary wodnej odprowadzoną do atmosfery.” (z prof. Stanley - Historia ziemi).

Dzisiaj, gdy zniknęły lodowce i wypływające z nich rzeki, to bilans wodny naszych gleb stał się wielokrotnie bardziej dodatni (zrobiły się wilgotniejsze), niż… gdy klimat był chłodniejszy.

To m. in. dla tego wydajność rolnictwa w chłodnym klimacie jest niska. Nie z powodu zimna, braku energii słonecznej, ale z powodu braku wody – permanentnej suszy hydrologicznej, a co za tym idzie i glebowej.

Historycy klimatu ciepły klimat określają ceną pszenicy - im niższa tym klimat był cieplejszy... (z R. Redfern Ziemia powstawanie kontynentów, oceanów i życia).

Zapamiętaj to sobie Ja Ja Ty,
zapamiętaj, że gdy jest cieplej to ilość opadów wzrasta do "do kwadratu" - bo tak parują oceany stanowiące ok. 70% powierzchni Ziemi...

Sahara była zielona a jezioro Czad było wielkości Morza Kaspijskiego, gdy klimat był o 4 - 7 st. C cieplejszy niż obecnie!

Wniosek ocieplenie = ZAWSZE więcej "śnieżku i wody". Tego pierwszego nie tylko zresztą u nas ale i na Grenlandii czy Antarktydzie... czas to wreszcie zrozumieć...

(Polecam moje komentarze przy efekt cieplarniany w liczbach)
 Karlos~2008-05-16 23:54:5079.184.30.22
Kolejny pseudonaukowy bubel. Po prostu zenada
 JA JA Ty~2008-05-16 15:17:1183.31.203.221
Panie Arkadiuszu S.
Toż przeto nie chodzi tylko o wzrost temperatury. Chodzi o rozregulowanie obecnego klimatu. W Polsce najprawdopodobniej nastąpią długie, ponad miesięczne okresy suszy(regularnie, nie raz na jakiś czas). Opady śniegu w zimie zmniejszą się. A to śnieg dostarcza wodę z pewnym opóźnieniem, topiąc się powoli. Dzięki temu okres zasobności w wodę pod koniec zimy/na początku wiosny jest rozciągnięty w czasie, a rośliny mogą stopniowo pobierać wodę.

 Arkadiusz S.~2008-05-16 09:47:50217.98.12.253
Treść
Dla uczciwości dodam też zdanie na to co dałem w komentarzu poniżej, klimatologa, studenta ukrywającego się pod pseudo Przemek a cytującego poglądy swego mentora "naszego" - Polaka, członka IPCC (z komentarza do "Idzie zimno" w Polityce):

"Raport Becka to pseudonaukowy odpad, ktory poddano brutalnej krytyce i nigdzie nie chciano opublikowac z powodu razacych przeinaczen. Prosze zapoznac sie z PRAWDZIWYMI badaniami Charlesa Keelinga na Mauna Loa rozpoczete z 1955 roku. Odsylam tez do RZECZYIWSTYCH badan stezenia CO2 w powietrzu w okresie przed badan na Mauna Loa - David Widory and Marc Javoy, a takze od samego Keelinga." (pisownia oryginalna).

Zwracam uwagę na "nigdzie nie chciano opublikować" - skoro Instytut Schillera dla "Przemka" to jest "nigdzie" to gratuluję...

Ponadto dane Becka zgadzają się z przyrostami sekwoi w górach White - Kalifornia - a te mimo, że mają ponad 3 tys. lat to jeszcze żyją i w związku z tym nie mogą "oszukiwać" - a mają większe przyrosty niż obecnie (co wskazuje na większe ocieplenie) w czasie np. międzywojnia i średniowiecznego optimum...
 numizmatyk~2008-05-16 08:47:32217.98.12.253
Treść
Do filatelisty
- jeżeli informacje o naukowych oszustwach są dla kogoś szokujące to trzeba meliskę pić przed lub po czytaniu...

A poważniej: taki infantylny, pseudo-zabawno-finezyjny (z finezją małpy z brzytwą) komentarz przy tak istotnym, ważkim temacie świadczy tylko o piszącym i o niczym więcej...

Najwyższe stężenie metodą analizy chemicznej stwierdzono w 1940 roku (454,7 ppmv). Obecnie tymi samymi metodami zbadano próbki powietrza z Mauna Loa na Hawajach gdzie dokonuje się pomiarów fizycznych.
Okazało się ze dawne analizy chemiczne dają nieco (kilka, kilkanaście ppmv) wyższe wyniki niż fizyczne, stąd dla 1940 roku dla "świętego spokoju" ustalono stężenie CO2 na poziomie 440ppmv jako absolutnie wiarygodne.

Widzę ponadto, że unijny Instytut Schillera dopóki był tubą IPCC-towskiej pseudonauki to był dobry dla "ekologistów" typu "filatelista", a jak miał odwagę być bezstronny i zacytować wyniki badań noblistów z lat minionych i profesora Becka to już jest "be"...

Polecam dla tych co sami chcą wyrobić sobie zdanie, raport Nongovernmental International Panel on Climate Change (NIPCC - Pozarządowy Międzynarodowy Zespół do spraw Zmiany Klimatu). Jednym z jego autorów jest Polak prezes Stowarzyszenia Ekologów na rzecz Energetyki Jądrowej (SEREN). Dodam też że wiele organizacji ekologicznych jest przeciwnych absurdom IV raportu IPCC.

A o potędze obecnych naturalnych ujemnych sprzężeń (zwłaszcza wietrzenia, oceanicznego i anoksycznego grzebania węgla) świadczy choćby to, że w ciągu ostatnich 10 lat roczny przyrost emisji CO2 ze spalania paliw kopalnych i procesów przemysłowych wzrósł trzykrotnie a jego zawartość w atmosferze podniosła się ZALEDWIE o 4 proc. (Raupach et al., 2007)...

No i parę słów o powstaniu IPCC - w momencie powstania tylko 60 IPCC-tów miało doktorat... co najwyżej połowie - przy dużej dozie dobrej woli; można uznać kierunkowe wykształcenie do badania klimatu.
Wiedzy więc co prawda nie mieli lecz dobre chęci (szczególnie by nas "wydoić" - mści się tutaj oszczędzanie na nauce),
ale...

...ale za to udowadniali, że para- ONZ-owskie organizacje to rzeczywiście najbardziej skorumpowane, bezwzględne "w robieniu kasy" i przeżarte nepotyzmem, instytucje Świata...
 filatelista~2008-05-15 22:35:45213.158.196.64
Polecam zbieranie znaczków
 Arkadiusz S.~2008-05-15 15:18:38217.98.12.253
Treść
No to co powyżej napisano, to już już przekracza wszelkie granice bezczelności...,
brak wystarczająco dosadnych słów by to określić...

Skład powietrza zaczęto określać z bardzo dużą precyzją (metodą analizy chemicznej) od 1812 roku (!!!).
Opisał to w roku 2007 prof. Ernst-Georg Beck w swym opracowaniu – „180 lat analiz stężenia CO2 metodami chemicznymi”. W archiwach przetrwało bowiem dziesiątki tysięcy niezwykle dokładnych (poza wszelkimi podejrzeniami) wyników, w tym z analiz wykonywanych przez laureatów nagrody Nobla !!!

Profesor Beck wybrał ponad 90 tys. wyników badań z dawnych lat do których nie można się w żaden sposób co do ich poprawności "przyczepić " - mieć zastrzeżeń. Następnie ustalił rzeczywisty przebieg zmian stężenia CO2 w powietrzu. Różni się on skrajnie od ustaleń opartych na analizie powietrza z rdzeni lodowych ale jest znakomicie skorelowany ze zmiennością temperaturą powietrza (zweryfikowana izotopowo - stosunkiem O16 do O18). Okazało się, że kilkadziesiąt lat temu wielokrotnie stężenie CO2 często było wyższe od dzisiejszego (określanego na 385 ppmv)…!!!

I tak najwyższe stężenie CO2 w powietrzu (do dnia dzisiejszego) zanotowano w 1820 i 1940 roku. W latach 1936-44, poziom CO2 wynosił od 393 do 454,7 ppmv.!!! (za L. Hecht Prawda o dwutlenku węgla i efekcie cieplarnianym: niewygodne fakty dla Ala Gore’a - Biuletyn informacyjny Instytutu Shillera).

Ponadto W 1820 r. stężenie CO2 wynosiło 440 ppmv w roku 1855 - 390 ppmv.

Powyższe "dyrdymały" niejaki Parry z IPCC oparł na badaniach rdzeni lodowych w projektach GRIP i NGRIP (Grenlandia). Na Antarktydzie uzyskano je z odwiertów np. na stacji Vostock. IPCC na podstawie tych badań twierdziła, że obecny poziom CO2 w powietrzu jest najwyższy najprawdopodobniej od blisko 120 tys. lat. (no bo wtedy miało dojść do anoksycznego wymierania ale tej "bzdury" się nie udało dłużej utrzymać przy naukowym "życiu")…

Jednak okazało się, że badania powietrza uwięzionego w rdzeniach dają wyniki mocno zaniżone. Otóż pod wpływem ciśnienia i niskiej temperatury gazy cieplarniane wbudowują swoje cząsteczki w lód - jego sieć krystaliczną. Powstają tzw. klatraty. W lodowcach, w jego głębokich warstwach, CO2 w tempie zlogarytmizowanym z powietrza w 30- 50%-ach przenosi się jako tzw. „gość” do kryształów lodu. Przy tym w lodzie występuje też ZAWSZE woda „przechłodzona”, także "rozpuszczająca" CO2.

To dlatego wyniki z rdzeni lodowych układają się na wykresach według niemal prostej linii, nie przekraczając zwykle 266 ppmv.

Udowodniły to badania gęstości szparek w kopalnych liściach roślin. Bowiem: "Ich rozkład, a zwłaszcza gęstość upakowania, jest prostą funkcją zawartości tlenu i dwutlenku węgla w powietrzu - im mniej tych gazów, tym więcej szparek, które muszą w tych warunkach wydajniej pracować.” (z Ziemia i życie – kronika).

Wegner i współpracownicy badając upakowanie szparek w liściach brzozy bagien duńskich (porównawczo do współczesnego) stwierdzili ponad WSZELKĄ wątpliwość, że wielokrotnie w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat stężenie CO2 było bardzo zbliżone do dzisiejszego...

A ujemne sprzężenia zwrotne usuwające CO2 z powietrza?
Ano są potężne...

„Od dawna ekolodzy wysuwają żądanie precyzyjnego opisu uczestnictwa biosfery ziemskiej w procesach emisji i wiązania CO2 i metanu.” (z PAP Nauka w Polsce 2007).

W raportach IPCC bowiem praktycznie pominięto niektóre tzw. „ujemne sprzężenia zwrotne”, które wykształciły się w ciągu milionów lat ewolucji Ziemi. A w zależności od temperatur redukują one „sprawnie” (i to za darmo a nie za 1% ś. PKB jak chce IPCC) poziom CO2, utrzymując go (badania szparek) w granicach 200 kilkadziesiąt ppmv do maksymalnie najprawdopodobniej ok. 500 kilkadziesiąt ppmv.

W okresie ocieplenia klimat wraz z dopływem energii do systemu, „stać” jest bowiem na „włączanie” (i wzmacnianie) kolejnych ujemnych sprzężeń zwrotnych.

To dlatego klimat ciepły staje się bardziej zrównoważony - „zbuforowany”. Optymalnym jest tutaj stężenie CO2 w granicach 500 - 1000 ppmv, bo to przy tym stężeniu najwydajniej, najoszczędniej (gdy chodzi o wodę), przebiega fotosynteza u większości roślin. Produktywność ich jest wówczas o ok. 33% wyższa niż obecnie (za www.biodiversity-chm.org.pl/agrobiodiversity).

I dlatego też nie musimy się tak (i w ogóle zresztą) spieszyć…, i: „najwyżej do 2050 roku ograniczyć roczną emisję dwutlenku węgla do atmosfery o 50-85 procent.”

…bo: „Wydaje się, że ani drastyczny wzrost temperatury, ani jej drastyczny spadek nie jest możliwy…” bowiem: „…im cieplejszy lub chłodniejszy staje się globalny klimat, tym silniejszy jest opór czynników przeciwnych.” (z Historia Ziemi).

A jakie istniejące na Ziemi ujemne sprzężenia zwrotne są tutaj istotne a niedocenione w IV raporcie IPCC?
1. Proces wietrzenia przenoszący („rozpuszczający się” znakomicie w chmurach) CO2 na dno mórz i oceanów, rosnący potęgowo (patrz paraboliczna krzywa saturacji) wraz z ociepleniem – wzrostem zachmurzenia, opadów, ilością lasów (te ostatnie ok. 8-krotnie zwiększają wietrzenie, i rozrastają się wraz z rosnącymi opadami…). Wietrzenie jako „Ujemne sprzężenie zwrotne [tj. zwiększające usuwanie CO2 wraz z wzrostem jego stężenia] jest prawdopodobnie najważniejszym czynnikiem stabilizującym klimat.” (z Historia Ziemi).

2. Proces oolitycznego (abiotycznego) i kokolitycznego (biotycznego) usuwania CO2 z atmosfery. Oba rosnące lawinowo wraz z rosnącą temperaturą mórz, przemieniają dwutlenek węgla w wapienie morskie. O ich potędze przekonuje jadących „za pracą” do Wielkiej Brytanii, widok brzegów kanału La Manche...

3. Proces anoksycznego (beztlenowego) grzebania węgla w „rozmrożonej” wiecznej zmarzlinie (a więc zamienionej w bagno). Już bowiem w pierwszym dniu po rozmarznięciu wieczna zmarzlina wybucha „nanożyciem” - usuwa więcej gazów cieplarnianych niż ich uwalnia… I tenże proces anoksycznego grzebania wykształcony w okresie Karbonu, odpowiada z powstanie absolutnie wszystkich pokładów, wszelkiego typu węgla i torfu!!!

4. Cywilizacyjne ujemne sprzężenie zwrotne. Jeżeli klimat ociepla się, to (jak zawsze od ponad 3 milionów lat – ustalenia cyrkulacji prądów przez powstanie przesmyku panamskiego), rozrostowi ulega w stronę równika strefa umiarkowana cieplejszej wersji morskiego klimatu umiarkowanego… To dlatego człowiek - „dziecko” dawnych bardzo ciepłych optimów; stracił większość sierści…
Wniosek: w klimacie ciepłego optimum radykalnie zmaleje zapotrzebowanie na energię przeznaczoną na ogrzewanie i klimatyzację…

Daleko też szukać uwzględnienia w raportach IPCC „odsłonecznego”, czy przez ocieplający się ocean (hipoteza CLAW) tworzenia jąder kondensacji (chmur). A zwiększający „albedo” Ziemi i usuwający nadmiar energii „kominem termicznym” w kosmos; wzrost powierzchni chmur nie musi być duży. Już 3%-owy niweluje cały efekt cieplarniany przewidywany w „najczarniejszych” scenariuszach IPCC…

No i istnieją jeszcze ochładzające Ziemię mechanizmy: „tęczówki” (w układach dynamicznych) i „tropikalnego termostatu” (w układach stabilnych).
Ten ostatni mechanizm spowodował, że nawet w okresach gwałtownych zmian temperatur (+7oC – w okresie przejścia do pełnego optimum Holocenu, +11,5oC do optimum Eems), woda w tropikach nie przegrzewała się. Miała (i zawsze mieć będzie) tą samą lub bardzo zbliżoną do obecnej temperaturę. Potwierdza to np. niezmienny od tysięcy lat zasięg bytowania goryli i ich biotopu - lasów deszczowych w Afryce.
To właśnie dzięki istnieniu „tropikalnego termostatu” nie musimy się (razem z IPCC - choć oni to się raczej martwią o "gliniane nogi" swoich monstrualnych kłamstw zwanych IV raportem) też martwić o rafy koralowe…