Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem
Newsletter

Bądź na bieżąco? Zapisz sie do newslettera!

Partnerzy i przyjaciele
Partnerzy i przyjaciele
Licznik odwiedzin: 28434820

Dzień Ziemi 2008 pod znakiem zmian klimatu.
wtorek 2008-04-29
  dzienziemi.org
W niedzielę 27 kwietnia na warszawskich Polach Mokotowskich odbył się coroczny festyn z okazji Dnia Ziemi. Festyn odbył się pod znakiem walki z globalnym ociepleniem. Jak co roku, tak i tym razem nie zabrakło na nim reprezentacji Fundacji Nasza Ziemia. Zapraszamy do galerii zdjęć.
Komentarze użytkowników
 Dragon~2008-05-03 23:01:1489.78.42.37
Będzie zimniej – Polityka

W "Polityce" z 12.04.2008 pojawił się artykuł "Będzie zimniej" autorstwa profesora Jaworowskiego, jednoznacznie twierdzący, że globalne ocieplenie to tylko mit, pomyłka lub manipulacja naukowców i chwyt biznesowy. Artykuł jest napisany sugestywnym językiem i u osób bez przygotowania naukowego może wywrzeć wrażenie merytorycznego. Niestety autor dopuścił się w nim wielu błędów (o ile nie świadomych manipulacji), które tutaj omówimy.
Już sam język daleki jest od języka osoby przedstawiającej się jako naukowiec. Już na samym początku autor pozycjonuje siebie i swoje poglądy: „[...] średnia temperatura stycznia była o 4,8C wyższa od długoterminowej wynoszącej -1,1C. Dzięki temu mniej zapłaciliśmy za gaz i węgiel, ale na całym globie nie było tak różowo.”
Czyli, i owszem, było ciepło, ale jest to stan jednoznacznie pożądany na całym globie. Ciekawe, czy z Panem Profesorem zgodziłyby się np. młode foki bałtyckie? Podczas tegorocznej, najcieplejszej w historii 300 lat pomiarów zimy na Bałtyku, masowo ginęły, kiedy kra na której się urodziły, przedwcześnie stopniała i małe, nie gotowe do samodzielnego życia foczki lądowały w wodzie i tam, nie mając jeszcze ochronnej warstwy tłuszczu, zamarzały na śmierć.
W artykule profesora Jaworskiego sceptycy są nieomylnymi rycerzami światła, a naukowcy mówiący o zagrożeniach związanych ze zmianami klimatu są siłami ciemności.
Tak więc czytamy, że: „Friis-Christensen i Svensmark rozwiązali zagadkę – znaleźli ścisła zależność pomiędzy wielkością zachmurzenia a natężeniem promieniowania kosmicznego i nasłonecznieniem”. To, że ich teoria nie została wcale potwierdzona, jest ona mocno wątpliwa i wcale nie wyjaśnia tej zależności to mało istotne. Za to naukowcy, którzy ostatnio sprawdzali tę hipotezę i nie udało im się jej potwierdzić, to już tylko „dwóch Anglików”, a nie zespoły badawcze i stojące za nimi uniwersytety.
Raporty i badania setek naukowców z IPCC profesor Jaworski określa jako „przepowiednie, które należałoby odłożyć do lamusa”, a osoby uważające, że ludzie mają wpływ na globalne ocieplenie „uległy quasi-religijnej aberracji”. Cytując dalsze przemyślenia profesora Jaworowskiego: „Biurokracja ONZ i Brukseli z hipotezy ogrzewania klimatu przez człowieka uczyniła tabu, któremu nie wolno się sprzeciwiać, a jego prorokiem mianowała IPCC”. Czy to jest język naukowca?
Wg autora raporty IPCC są upolitycznione, tendencyjne i panikarskie. Co z tego, że z raportu na raport zachodzące zdarzenia wyprzedzają najbardziej pesymistyczne prognozy IPCC (emisje CO2 rosną szybciej od przewidywań, pokrywa w Arktyce znika szybciej niż IPCC przewidywało, prognozowany wzrost poziomu oceanów do końca stulecia to kilkadziesiąt centymetrów, ale w przypisach stoi jak wół, że uwzględnia to jedynie rozszerzalność termiczną wody a nie wzrost jej poziomu w wyniku topnienia lodowców, w tym Grenlandii i Antarktydy). Prawdą jest, że IPCC rzeczywiście jest organizacją w dużym stopniu upolitycznioną, ale niezupełnie w taki sposób, w jaki chce to przedstawić autor. Jak są uzgadniane teksty raportów? Ze strony naukowców wygląda to tak: „Porozumienie w sprawie raportu osiągnięto po całonocnym posiedzeniu, podczas którego z dokumentu wykreślano całe fragmenty, a naukowcy spierali się z rządowymi negocjatorami, którzy rozwadniali sens naukowych ustaleń”. Podobne do IPCC stanowisko zajmują dziesiątki innych instytucji naukowych, w tym np. NASA, NOAA, NCAR... Wszyscy się mylą lub oszukują?
Autor dziesiątkom instytucji badawczych przeciwstawia „Pozarządowy Międzynarodowy Zespół do spraw Zmian Klimatu” (NIPCC), ciało które według niego jest „całkowicie niezależne od agend rządowych, nieotrzymujące żadnych grantów ani darów”, które tworzy „grupa uczonych” przygotowujących całkowicie obiektywne raporty. Szkoda, że autor zapomniał dodać, że działania NIPCC, w tym tak reklamowane przez niego spotkanie, które miało miejsce w marcu 2008 na Manhattanie pod nazwą Międzynarodowej Konferencji w Sprawie Zmian Klimatu, są sponsorowane przez lobby naftowe i węglowe (sponsorem tej konferencji był dotowany m.in. przez Exxon Mobile Heartland Institute). Więcej na temat tej konferencji można przeczytać tutaj:
http://www.climatescienceinternational.org/index.php?option=com_content&task=view&id=38&Itemid=1
i tutaj
http://www.realclimate.org/index.php/archives/2008/01/what-if-you-held-a-conference-and-no-real-scientists-came/
Kto uczestniczy w pracach NIPCC i pisaniu jego „opracowań naukowych”, uważanych zresztą przez większość naukowców za bezprecedensowe manipulacje? Kilkudziesięciu dyżurnych sceptyków opłacanych przez przemysł, raz po raz punktowanych przez środowisko naukowe, prezenterzy pogody i emerytowani naukowcy, ekonomiści i ludzie w ogóle bez doświadczeń naukowych.
http://www.thedailygreen.com/environmental-news/latest/inhofe-global-warming-deniers-47011101
No i oczywiście lobbyści i patroni z branży naftowej, węglowej, samochodowej i chemicznej...

NIPCC i profesor podali szereg argumentów:
• Poziom wody na, jakoby zagrożonych zalaniem Malediwach, opada
• Między Kanadą i Grenlandią zasięg lodów jest obecnie największy od 15 lat, a jego grubość wzrosła o ok. 20 cm
• Najcieplej na świecie było w 1998, teraz już temperatura spada i będzie spadać dalej
• W 2007 roku podważono prawdziwość twierdzeń NASA, że większość z 10 najgorętszych lat od rozpoczęcia pomiarów temperatury, wystąpiła po 1990 roku
• Obserwacje geologiczne wskazują, że klimat najpierw się ogrzewał, a dopiero potem wzrastał poziom CO2 w atmosferze.
• Człowiek nie ma wpływu na zawartość dwutlenku węgla w atmosferze
• Zmiany koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze są naturalne
• Pomiary zawartości dwutlenku węgla w rdzeniach lodowych są błędne
• 98% wpływu na efekt cieplarniany ma para wodna
• Większa koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze będzie korzystna
• Obecny wzrost temperatury w porównaniu ze średniowiecznym optimum klimatycznym jest symboliczny
• Modele komputerowe są niedokładne

Przyjrzyjmy się po kolei argumentom prezentowanym przez profesora i NIPCC:

Argument: Poziom wody na, jakoby zagrożonych zalaniem Malediwach, opada
Wnioski pochodzą z badań Nilsa-Axela Mörnera z 2004 roku, skądinąd również zadeklarowanego sceptyka globalnych zmian klimatu.
Przeprowadzone ostatnio badania nie potwierdziły wyników Mörnera. Bezpośrednie dane pomiarowe i dane satelitarne wykazują, że w latach 1993 – 2001poziomu wody na zachodnim Pacyfiku i wschodnim oceanie Indyjskim rósł o 30 mm/rok, a jednocześnie na wschodnim Pacyfiku i zachodnim oceanie Indyjskim następował spadek poziomu wody o 10 mm/rok. Pomiary ponadto ujawniają średnio dwukrotnie szybszy wzrost poziomu wody po roku 1970 niż we wcześniejszym okresie.
Pomiary poziomu wody wykonane w różnym miejscu i czasie dają rzecz jasna odmienne wyniki. Poziom wody może się znacząco zmieniać nie tylko krótkoterminowo w wyniku falowania lub zmian ciśnienia powietrza, ale również długoterminowo, w zależności od układu prądów oceanicznych. W różnych regionach trendy mogą być różne, poziom wody przez wiele lat w jednym miejscu może się podnieść, w innym opaść.
Można rzecz jasna wybrać najbardziej odpowiadający naszej tezie o spadku poziomu wody okres i punkt pomiarowy w którym poziom wody opadł (tak jak w badaniach Mörnera) i ogłosić „tu poziom wody się obniżył”. Co z tego, że średnio na świecie poziom wody wzrósł...
Co oczywiście nie przeszkadza profesorowi Jaworskiemu zignorować te badania, które nie pasują do jego tezy.

Argument: Między Kanadą i Grenlandią zasięg lodów jest obecnie największy od 15 lat, a jego grubość wzrosła o ok. 20 cm
Śmiać się czy płakać? Pół biedy, gdyby, tak jak dla Malediwów, profesor wybrał jedno miejsce gdzie dane najlepiej pasują do jego tezy i pokazał „a tu lodu przybywa”. Problem w tym, że jest gorzej, profesor pokazuje miejsce, gdzie dzieją się bardzo niedobre z punktu klimatu rzeczy i odwraca kota ogonem.
Bezdyskusyjnym faktem pomiarowym jest regularny i znaczący spadek zasięgu pokrywy lodowej Arktyki. Uwagę zwraca też coraz szybsze tempo tego procesu. W 2005 roku zapanowało poruszenie, kiedy powierzchnia lodów Arktyki osiągnęła w lecie rekordowe minimum. Tymczasem w roku 2007 zasięg pokrywy lodowej zmalał o kolejne 25%, do poziomu niecałych 4 mln km2. To jeden z szokujących przykładów, jak szybko postępują zmiany klimatu.
Kiedy Słońce świeci na lód, ten odbija 90% padającego światła, jedynie 10% energii jest pochłaniane i wyświecane w podczerwieni. Jeśli w wyniku podniesienia się temperatury woda nie jest pokryta lodem, sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie – woda pochłonie 90% padającej energii, nagrzewając się. W wyniku tego nagrzewania rośnie temperatura, co powoduje dalszy zanik pokrywy lodowej i jeszcze większe nagrzewanie. Właśnie to dodatnie sprzężenie zwrotne odpowiada za tak wysoką czułość pokrywy lodowej Arktyki na temperaturę.
Tak oskarżane przez profesora Jaworskiego o panikarstwo IPCC w swoich raportach nie doszacowało możliwego tempa rozpadu pokrywy lodowej. Prognozy IPCC pozostały w tyle za rzeczywistością.
Tak więc cała Arktyka topnieje w oczach, a profesor stwierdza, że „między Kanadą a Grenlandią zasięg lodów wzrasta”. Powierzchnia lodu nie oddaje całości powagi sytuacji - lód jest dużo cieńszy. Kilkanaście lat temu twardy, starszy niż 10 lat lód stanowił ok. 80% lodu w Arktyce, dziś jest to 3%. Tej zimy układ wiatrów wypychał lód obok Grenlandii na południe, gdzie się roztapiał (rys). Wiatr piętrzy lód wokół Grenlandii (o czym pisze profesor) i wypycha go na Atlantyk. A profesor się cieszy....

Argument: Najcieplej na świecie było w 1998, teraz już temperatura spada i będzie spadać dalej
Profesor pisze: „[...] już od kilku lat temperatura powietrza nie rośnie, a jej ostatnie maksimum wystąpiło w 1998 roku. W ciągu ubiegłych 10 lat roczny przyrost emisji CO2 ze spalania paliw kopalnych i procesów przemysłowych zwiększył się trzykrotnie, a jego zawartość w atmosferze podniosła się o 4%. Zgodnie z hipotezą ogrzewania klimatu, lansowaną przez IPCC, powinno więc być cieplej a nie zimniej. Trudno więc wiązać obecne ochłodzenie ze wzrastającą emisją CO2.” Co ciekawe, sam sobie odpowiada kilka zdań później, pisząc „Klimat zależy od tysięcy, zmieniających się nieustannie, czynników”. Nie muszą być tysiące, wystarczy kilka, np. aktywność słoneczna, układ prądów oceanicznych (szczególnie oscylacja El Niño – La Niña), zapylenie wywołane wybuchami wulkanów czy ochładzające planetę aerozole siarkowe.
W 1998 roku mieliśmy maksimum aktywności słonecznej (o czym zresztą profesor też pisze, przy okazji skądinąd słusznego stwierdzenia, że Słońce wpływa na klimaty planety) i rekordowo silne zjawisko El Niño, podczas którego średnia temperatura planety wzrasta. Od tego czasu zmalała również aktywność Słońca.
Klimat na zmiany koncentracji gazów cieplarnianych reaguje powoli i z maskującym stałą tendencję wzrostową „szumem”, co jednak nie zmienia ogólnego trendu wzrostu temperatury. Większość ośrodków badawczych przewiduje, że w kolejnym maksimum aktywności słonecznej (czyli w ciągu najbliższych kilku lat) i przy silnym El Niño padnie nowy rekord temperatury, choć niektóre badania przewidują zmiany w prądach oceanicznych ochładzające klimat Europy i Ameryki Północnej w najbliższej dekadzie.

Argument: W 2007 roku podważono prawdziwość twierdzeń NASA, że większość z 10 najgorętszych lat od rozpoczęcia pomiarów temperatury, wystąpiła po 1990 roku
Profesor pisze: „okazało się, że ta ocena jest wynikiem zafałszowania i ukrywania prawdziwych wyników dokonanych w publikacjach głównego klimatologa IPCC [...] W rzeczywistości najcieplejszy był 1934 rok”.
Groza. Ale oszuści z tych naukowców w NASA, prawda?
A jak jest naprawdę? Po pierwsze, profesor ani słowem nie wspomina, że chodzi nie o średnią temperaturę planety, ale o temperatury mierzone w USA. Czyli wybieramy dowolny kraj i pokazujemy: „o, tu temperatury wcale tak bardzo nie wzrosły”. Wybierając dowolne miejsce można stwierdzić praktycznie cokolwiek, oczywiście nie zaznaczając, że chodzi o jakieś jedno miejsce.
Ale to drobiazg. Jak przyjrzeć się temperaturom w USA, to różnica temperatur pomiędzy latami 1934, 1998 i 2006 wynosi kilka setnych stopnia. W zależności od przyjętych poprawek wyjdzie, że najcieplejszy był rok 1934, 1998 lub 2006. Nawiasem mówiąc, obecnie za najcieplejszy rok uważa się 2006, na drugim miejscu jest 1998, a rok 1934 zajmuje 3 miejsce. Ale nie to się liczy – temperatury z roku na rok mogą podlegać sporym wahaniom. Aby mówić o zmianach klimatu, uśredniamy temperaturą po wielu latach (linia czerwona). A średnia kilkuletnia jest teraz zdecydowanie najwyższa.

Argument: Obserwacje geologiczne wskazują, że klimat najpierw się ogrzewał, a dopiero potem wzrastał poziom CO2 w atmosferze.
Rzeczywiście, tak, jak pisze profesor, „CO2 gorzej rozpuszcza się w wodzie o wyższej temperaturze, cieplejszy ocean [...] zatem wydycha ten gaz do atmosfery”. Szczera prawda. Sceptycy często nawet zauważają, że w cyklu epok lodowych wzrost koncentracji CO2 jest opóźniony względem wzrostu temperatury o 800 lat. Tylko, że to nie cała prawda, lecz element dodatniego sprzężenia zwrotnego. Wydzielone przez ocean do atmosfery gazy cieplarniane powodują dalszy wzrost temperatury, podgrzanie oceanów i w konsekwencji dalszy wzrost koncentracji CO2 i metanu w atmosferze. Czyli wzrost temperatury i koncentracja CO2 w atmosferze nawzajem się nakręcają w silnym dodatnim sprzężeniu zwrotnym. Nie jedynym zresztą – podobnie przy wzroście temperatury dodatnimi sprzężeniami zwrotnymi są np. zanik lodów Arktyki lub wyzwalanie do atmosfery dodatkowych ilości pary wodnej – gazu cieplarnianego. Właśnie dzięki tym sprzężeniom zwrotnym relatywnie niewielkie zmiany energii docierającej ze Słońca powodowały bardzo duże zmiany temperatury między epokami lodowcowymi i okresami interglacjalnymi.

Argument: Człowiek nie ma wpływu na zawartość dwutlenku węgla w atmosferze
Na dowód tego profesor pisze, że oceany co roku wyrzucają do atmosfery 107 miliardów ton węgla, ląd i wulkany 69 miliardów ton, a nasza emisja z paliw kopalnych to jedynie 8 miliardów ton. Czyli ze słów profesora wynika, że ilości CO2 emitowane do atmosfery przez ludzi są znikome z emisjami ze źródeł naturalnych.
I jest to prawda, ale podana w taki sposób jest to jawna manipulacja.
Ludzie rzeczywiście emitują do atmosfery około 4% CO2 emitowanego ze źródeł naturalnych. Ale naturalnym emisjom towarzyszy też zrównoważone, stabilne pochłanianie.
Dwutlenek węgla wysyłany do atmosfery przez ludzi stanowi stałą, niezbilansowaną nadwyżkę. Co ciekawe, jeśli policzy się, jak rosłaby zawartość tego gazu w atmosferze, gdyby nasza emisja w całości w niej pozostawała, wzrost byłby 2 razy szybszy. Na szczęście duża część naszej emisji jest usuwana z atmosfery, w większości przez absorpcję dwutlenku węgla przez oceany, glebę i rośliny.

Argument: Zmiany koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze są naturalne
Tutaj profesor powołuje się na pomiary metodami chemicznymi.
Przeanalizowanie stosowanych sposobów pomiaru i wyników pomiarowych to interesująca szkoła, jak uzyskać wyniki pomiaru bliskie losowych. Weźmy przykładowo pomiary koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze przeprowadzone przez Lockharta w 1940. Jak twierdzą ich zwolennicy, były przeprowadzone za pomocą doskonałego analizatora gazów Haldane’a, skalibrowanego przez v. Slyke i wykorzystywanego wcześniej tysiące razy. Przeprowadzający pomiar badacze Lockhart i Court byli doświadczonymi naukowcami z Harvardu.
A rezultaty?
Wg samego Lockharta, 31-12-1940 koncentracja CO2 w atmosferze wynosiła 900 ppm, mierzona 2 dni później podskoczyła do 1700 ppm, następnego dnia spadła do 1100 ppm, kolejnego osiągnęła minimum 400 ppm, aby kolejnego dnia wzrosnąć do 1600 ppm. Więc jaka właściwie była koncentracja CO2?
W latach 50tych XX wieku analizowano wyniki pomiarów chemicznych. Najbardziej wiarygodne wyniki są zgodne z powszechnie przyjmowanym przez środowisko naukowe, przy czym dane są niesamowicie chaotyczne i trudne do zweryfikowania.
Aby wyjaśnić wątpliwości odnośnie pochodzenia CO2 w atmosferze, należy przyjrzeć się historycznym koncentracjom różnych izotopów węgla w atmosferze. W atmosferze są obecne jego 3 izotopy:
• 12C – stabilny, preferowany przez rośliny
• 13C – stabilny
• 14C – niestabilny, czas połowicznego zaniku 5700 lat
Rośliny preferują lekki izotop węgla 12C. Paliwa kopalne (węgiel, ropa, gaz) powstały z roślin, więc jest w nich przewaga 12C względem 13C. Węgla 14C już w ogóle w nich nie ma, gdyż zdążył się już rozpaść. Spalając paliwa kopalne wyrzucamy uwięziony w nich węgiel do atmosfery, skąd pobierają go obecnie rosnące rośliny i wbudowują w siebie. Co więc obserwujemy?
• trafiający do atmosfery węgiel z paliw kopalnych powoduje, że jest w niej coraz mniej węgla 13C względem 12C.
• spada w niej koncentracja węgla 14C względem 12C.
• spada koncentracja tlenu, który podczas spalania jest zmieniany w dwutlenek węgla. Gdyby dwutlenek węgla pochodził z ocieplających się oceanów, tlenu również powinno przybywać.
• spalanie węgla paliw kopalnych powoduje, że w atmosferze jest coraz więcej dwutlenku węgla. Duża jego część jest pochłaniana przez oceany, rośnie więc ich kwasowość, co jest obserwowane – ich współczynnik pH zmalał w ciągu ostatniego stulecia o 0.1 (czyli ich kwasowość wzrosła o 30%). Gdyby dwutlenek węgla trafiał do atmosfery z oceanów, zjawisko takie nie miałoby miejsca.

Argument: Pomiary zawartości dwutlenku węgla w rdzeniach lodowych są błędne
W pracy opublikowanej w 1992 r. profesor Jaworowski stwierdził, że spękanie lodu pod ciśnieniem, okludowanie powietrza wewnątrz struktury molekularnej lodu oraz sposób wydobywania rdzeni lodowych powodują, że ocena stężenia dwutlenku węgla z rdzeni lodowych nie jest prawidłowa.
Tezy profesora przeanalizowało wiele zespołów naukowych. W 1993 D. Raynaud przedyskutował trudności wysuwane przez profesora Jaworowskiego. Przeprowadzona została analiza rdzeni z różnych okresów przejść pomiędzy epokami zlodowacenia i ocieplenia, w tym fragmentów wykazujących spękanie lodu i nie wykazujących jego spękania. Autorzy stwierdzili, że stężenie gazów śladowych oceniane z rdzeni nie jest w sposób istotny zaburzane przez mechanizmy proponowane przez Jaworowskiego. Do podobnej konkluzji na temat analizy Jaworowskiego doszedł T,Gulluk w 1998. Hans Oeschger w 1995 r. wysłał nawet list do redakcji czasopisma Environmental Science and Pollution Reserach w odpowiedzi na artykuł Jaworowskiego z 1994 r. Oeschger stwierdza w tym liście m.in., że Jaworowski od lat przedstawia problemy związane z pomiarami rdzeni lodowych, ale robi to bez żadnego zrozumienia, jak dalece te pomiary są dokładne. Wg Oeschgera stwierdzenia Jaworowskiego są drastycznie błędne z fizycznego punktu widzenia. W dalszej części listu Oeschger przedstawia techniczne aspekty błędów w artykule Jaworowskiego.

Argument: Większa koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze będzie korzystna
Pomińmy fakt, że profesor neguje, że wzrost ilości CO2 w atmosferze to nasza zasługa.
Wyższa koncentracja CO2 służy roślinności, która rośnie lepiej. Rośliny do życia potrzebują dwutlenku węgla. Średnich rozmiarów drzewo w ciągu roku „wyciąga” z atmosfery 5 kg tego gazu (dla porównania jeden człowiek odpowiada dziś za emisję 5 ton, co odpowiada pochłanianiu 1000 drzew). Jednak na wzrost produktywności nakłada się szereg negatywnych czynników, zmniejszających aktywność roślin: przesuwanie się stref klimatycznych, zmiany temperatur i opadów, nowe szkodniki czy pustynnienie terenów i pożary. Kiedy przesuwają się strefy klimatyczne, ptaki mogą się dostosować, ale drzewa nie wyciągną korzeni z ziemi i nie przejdą tysiąc kilometrów na północ... Uschną. A zanim na ocieplających się terenach wyrosną nowe lasy, minie dużo czasu. Po prostu zmiany są za szybkie...
Wyższa temperatura to również wyższa respiracja gleby i szybsze procesy gnilne, a więc więcej dwutlenku węgla wracającego do atmosfery. Na dalekiej północy, zajmująca 20% kontynentów wieczna zmarzlina więzi w sobie wielkie ilości gazów cieplarnianych, szczególnie dwutlenku węgla i metanu. Wzrost temperatury o ponad 2°C spowoduje osiągnięcie poziomu nie notowanego od 3 milionów lat i w rezultacie szybkie wyzwolenie do atmosfery gromadzących się w tym czasie w ziemi gazów cieplarnianych w ilości odpowiadającej 10-100% naszych emisji z paliw kopalnych.
Na razie lądy pochłaniają dwutlenek węgla. Przewiduje się, że proces ten do połowy stulecia będzie pozostawał na w miarę stałym poziomie liczonym w miliardach ton rocznie (czyli licząc w procentach naszej rosnącej emisji będzie coraz mniej znaczący), po czym emisja z gleby zacznie dominować i do końca stulecia lądy staną się dodatkowym źródłem emisji.

Argument: 98% wpływu na efekt cieplarniany ma para wodna
To prawda, że para wodna odpowiada za zdecydowaną większość efektu cieplarnianego, ale mimo to pary wodnej nie wlicza się go do gazów powodujących zmiany klimatyczne, gdyż jej obecność w atmosferze jest skutkiem działania innych gazów cieplarnianych, a nie przyczyną. Krótko mówiąc, jakiekolwiek sztuczne zmiany koncentracji pary wodnej w atmosferze są bardzo krótkotrwałe. Para wodna, w odróżnieniu od innych gazów cieplarnianych, bierze udział w dynamicznym cyklu wodnym. Jej ilość w atmosferze może w przeciągu dni w wyniku parowania wzrosnąć o kilka procent, ale też w wyniku opadów w przeciągu godzin spaść praktycznie do zera. Pozostałe gazy cieplarniane nie podlegają takim zjawiskom i mogą istnieć w atmosferze dziesiątki, a nawet tysiące lat. Należy jednak podkreślić, że zwiększenie koncentracji w atmosferze innych gazów cieplarnianych spowoduje podniesienie się temperatury, zwiększenie parowania oraz (zgodnie z wykresem) wzrost zawartości pary wodnej w atmosferze. Dodatkowa para wodna w atmosferze to dodatkowy wzmacniacz efektu cieplarnianego. Tak więc emitując do atmosfery dwutlenek węgla, nie tylko zwiększenie efektu cieplarnianego od tego gazu, ale również od pary wodnej. Jest to przykład tak zwanego dodatniego sprzężenia zwrotnego.
A skąd profesor wziął 98%, nie wiadomo. Owszem, jest tu niepewność, wpływ pary wodnej zależy też od wielu czynników lokalnych – temperatury, wilgotności, nasłonecznienia, rozkładu ciśnień, rodzaju formujących się chmur etc. Ale nikt nie mówi o 98%. Większość (różnorodnych) źródeł szacuje wpływ pary wodnej na 33-60%, a razem z chmurami na 58-84% całości efektu cieplarnianego.

Argument: Obecny wzrost temperatury w porównaniu ze średniowiecznym optimum klimatycznym jest symboliczny
W artykule profesora pojawia się wykres temperatury wg D. Archibalda, datowany na 2008 rok. Do złudzenia przypomina on wykres z 1 raportu IPCC z początku lat 90 tych.
Faktycznie, na tym wykresie wyraźnie widać, że obecne ocieplenie to drobiazg.
Tylko, że od tego czasu badania klimatologiczne dokonały olbrzymiego postępu. Obecnie na temperatury, po wykonaniu wielu niezależnych badań patrzymy zupełnie inaczej - obecne ocieplenie klimatu jest co najmniej porównywalne z tym sprzed 1000 lat, tyle, że dziś aktywność Słońca jest sporo mniejsza.
Można odnieść wrażenie, że NIPCC jest ze swoimi badaniami o kilkanaście lat do tyłu...

Argument: Modele komputerowe są niedokładne
To prawda. Nasze zrozumienie mechanizmów rządzących klimatem jest wciąż na podstawowym poziomie. I jest to tym bardziej niepokojące. Każdy kolejny raport IPCC jest poważniejszy w tonie, odkrywamy kolejne mechanizmy rządzące klimatem. Kiedy czynimy wysiłki, aby modelować nieznane, trafiamy w rejony, w których nasze prognozy, oparte o dotychczasowe obserwacje, stają się szczególnie niepewne. Jak bez danych historycznych, wieloletnich obserwacji i kalibracji pomiarowej uwzględnić takie zjawiska, jak wpływ na klimat metanu i dwutlenku węgla wyzwalanych z rozmarzającej wiecznej zmarzliny, przewidywać rozwój bakterii siarkowych, albo warunki pojawiania się hiperkanów? Albo przewidzieć coś, co czeka na nas „za rogiem”, ale z czym ludzkość jeszcze nigdy się nie zetknęła i siłą rzeczy nie można tego uwzględnić w modelach?
Nasze przewidywania co do przyszłych zmian klimatu są tak niedokładne, że najprawdopodobniej o tym, że coś się stanie, dowiemy się dopiero, kiedy już się wydarzy... To wcale nie jest uspokajające i skoro nie wiemy co robimy i jakie będą tego następstwa to jest to raczej powód do zdwojonej ostrożności, a nie mówienia, że skoro nie rozumiemy, to pewnie nic złego się nie dzieje.
Chciałbyś zagrać w rosyjską ruletkę? Włożyć do bębenka rewolweru jeden pocisk, zakręcić bębenkiem i strzelić sobie w głowę? Naukowcy szacują, że globalne ocieplanie się klimatu jest rzeczywistością z prawdopodobieństwem ponad 90%. W rosyjskiej ruletce prawdopodobieństwo problemu to tylko 1/6...

NIPCC nie ma niestety najwyraźniej nic wspólnego z obiektywnymi badaniami naukowymi. Celem istnienia tej organizacji jest jednostronne szukanie argumentów przeciw globalnemu ociepleniu. Wszystko jedno, czy mniej czy bardziej prawdziwych. Zamanipuluje się statystyką, tendencyjnie dobierze fakty, podleje żargonem naukowym i gotowe – niedoświadczony czytelnik odniesie wrażenie, że debata naukowa trwa, że właściwie to nic nie wiadomo i pewnie w ogóle nie ma problemu.
 Dragon~2008-05-03 22:53:2189.78.42.37
Arku, rozczarowujesz mnie. Coraz mniej u Ciebie języka naukowego i chęci wysłuchania drugiej strony, coraz więcej złośliwości.
Mógłbyś sobie darować te teksty o ekologistach, którym daleko do ekologów-naukowców, bo rozumiem, że sam przypisujesz się do tego grona.
Czyli Ci, którzy zgadzają się z tobą, to naukowcy, a Ci, którzy mają inne poglądy to ekologiści?
Brawo...
 Autor~2008-04-30 11:59:4683.31.230.214
Załóżmy że masz rację tzn. że globalnego ocieplenia nie ma.
Tak Cię boli że ktoś chce coś zrobić?
Że - z tego punktu widzenia - dmucha się na zimne?
 Arkadiusz S.~2008-04-30 08:16:47217.98.12.253
Treść
Nie szokuje Cię to jak skrajnie o ponad 100% przecież, nie sprawdziły się prognozy IPCC odnośnie temperatur roku 2007?

Jest Ci to tak obojętne jak sowieckim pionierom, że socjalizm to kłamstwo księżycowej ekonomii?

Nie byłem na tym "festynie indoktrynacyjnym na wesoło" i w przyjaznej "atmosferze wzajemnego zrozumienia".
Jednak Ci co byli i relacjonowali w niezależnej (nie ekologistycznej) prasie, zauważyli brak jakichkolwiek informacji dyskusyjnych (źle szukali?).
Wszystko było tam w tonie autorytarnie bezdyskusyjnym - jeśli nie zrobimy tego a tego to Ziemia życie i my zginiemy i kropka i koniec... i nie ma dyskusji...

I do tego bardzo wiele, bardzo wątpliwych "podrasowanych danych" jak te naszego nieszczęsnego profesóra "od Bałtyku" poniżej...

Ci co wiedzą coś więcej na temat np. ujemnych sprzężeń zwrotnych nie znaleźli o nich na festynie nic ciekawego (znowu źle szukali?)...

Wszystko to raczej przypominało spotkanie pionierów lub Hitlerjugend, - młodych bezmyślnych ideowców - szczęśliwych, wesołych dowartościowanych - bo przekonanych o "jedynie słuszności" swych poglądów i o tym że ratują Świat, cywilizację i Ziemię przed "wygodnym, bogatym człowiekiem zachodu"...
 Autor~2008-04-29 22:27:53213.158.196.72
te, Arkadiusz, a co to ma do festynu z okazji Dnia Ziemi?
 Arkadiusz S.~2008-04-29 13:23:22217.98.12.253
Treść

Ekologiści - na myślenie:

W oparciu m. in. o modele IPCC prognozowano pogodę na rok 2007 na Wyspach Brytyjskich. Związani z IPCC „Eksperci z Brytyjskiego Biura Meteo i naukowcy z Uniwersytetu Wschodniej Anglii obliczyli, że prawdopodobieństwo rekordu ciepła [nie że rok będzie ciepły ale że rekordowo ciepły!!!] wynosi 60 proc. Według ich prognoz średnia roczna temperatura na świecie wyniesie w tym roku [tj. 2007] 14,54 st. C, a więc o 0,54 st. więcej niż uznawana za normę średnia z lat 1961-90.” (z zielonymanifest.clubai.org).

...tymczasem:

"Temperatura globalna spadała w ciągu całego 2007 r. Chiny przeżyły najmroźniejszą zimę od 100 lat. W Bagdadzie śnieg pojawił się po raz pierwszy w historii.
Cztery główne systemy monitorowania temperatury Ziemi (angielski Hadley-CRUT i amerykańskie GISS, UAH i RSfS) stwierdziły, że nad lądami i morzem oraz w dolnej troposferze styczeń 2008 r. był wyjątkowo zimny, według GISS aż o 0,75oC chłodniejszy niż rok temu. Również stratosfera była chłodniejsza o 0,5oC.
US National Climatic Data Center (NCDC) ocenia, że nad samymi lądami temperatura globu, po raz pierwszy od 26 lat, była w styczniu niższa od średniej dla tego miesiąca w XX wieku. Była to największa zmiana temperatury w ciągu roku zaobserwowana kiedykolwiek. NCDC ogłosiło także, że w styczniu 2008 r. powierzchnia pokrywy śnieżnej na Półkuli Północnej była największa od 42 lat i przekraczała średnią z lat 1967-2008 o 64 proc., a na terenie Eurazji niemal o 100 proc.”... (Polityka 23.04.08 Idzie Zimno)

A bzdury nawet z tytułem profesorskim można pisać straszliwe...
Ekologista: Profesor Maciej Sadowski z Instytutu Ochrony Środowiska, na zlecenie WWF Światowego Funduszu na Rzecz Przyrody (World Wild Found - WWF) przygotował raport... Podam tylko jeden przykład z tego raportu:
„Stale rośnie częstotliwość sztormów na Bałtyku. Ekolodzy uważają, że zwiększy się także liczba wietrznych dni na polskim wybrzeżu.”...
bo: wg raportów IPCC wpłynąć ma na to zwiększenie się liczby cyklonów i sztormów w strefie tropikalnej…

…tymczasem:

„Drodzy koledzy [pisze dr Chris Landsea],
Po dosyć długim zastanowieniu zdecydowałem wycofać się z udziału w Czwartym Raporcie Oceniającym Międzyrządowego Panelu nt. Zmian Klimatycznych (IPCC). Wycofuję się, albowiem doszedłem do wniosku, że ta część IPCC, do której odnosi się moja ekspertyza, została upolityczniona."
"Z zakłopotaniem stwierdziłem, że uczestnicy konferencji harvardzkiej doszli do wniosku iż ocieplenie globalne ma wpływ na obecną aktywność huraganów. Z tego co wiem, żaden z uczestników tej konferencji prasowej nie wykonywał prac badawczych dotyczących zmienności huraganów ani nie informował o nowych pracach na tym polu. Wszystkie poprzednie jak i obecne badania w temacie zmienności huraganów nie wykazują żadnej wiarygodnej i długoterminowej skłonności do zwiększania się częstotliwości lub intensywności występowania cyklonów tropikalnych ani na Atlantyku, ani w żadnym innym basenie.”…

„...ani w żadnym innym basenie...”

„...ani w żadnym innym basenie...”

„Ekologiści” - bo daleko wam do ekologów - naukowców dogłębnie znających, studiujących tą szlachetną dziedzinę wiedzy,

„Ekologiści” organizatorzy festynu na Polach Mokotowskich apeluję do was o myślenie i rozsadek póki nie jest za późno !!!

Szlachetny idealizm, energia młodości, dobre chęci, niepoparte gruntowną znajomością rzeczy - wiedzą; zawsze prowadziły świat na skraj przepaści...

Twórcy wielkich katastrof z przeszłości naszej cywilizacji zawsze chcieli dobrze i kierowali się idealistycznymi przesłankami...
- zwolennicy „Świętej Inkwizycji” walczyli o czystość wiary...,
- zwolennicy prohibicji chcieli uwolnić świat od zgubnego nałogu…,
- zwolennicy do tej pory jeszcze o zgrozo, pełnoprawnej nauki - eugeniki, chcieli „poprawić” rasę ludzką...,
- komuniści walczyli z kapitalistą i kułakiem o szczęście świata pracy - całej ludzkości...,
- faszyści chcieli uwolnić tenże świat od zmory niszczącego go „światowego żydostwa”...

Wszyscy ww. mieli dobre chęci - chcieli dobrze a nawet bardzo dobrze, wręcz idealnie - chcieli zbawić świat...

„Ekologiści” wyznawcy ekologizmu !!
Miejsce heretyka, kułaka, burżuja, pijaka, chorego psychicznie „czubka”, „brudnego Żyda”, zajęło u was globalne ocieplenie i za nim stojące pazerne korporacje oraz wygodny człowiek bogatego Zachodu...

Nawet przez was tworzone strony internetowe mają jakieś takie dziwnie znajome nazwy - Zielony manifest... - a może Manifest komunistyczny?..., Zielone Brygady... - a może Czerwone Brygady?

Zastanówcie się, póki jeszcze czas, czy rzeczywiście wiecie wystarczająco dużo by Świat skazywać na ogrom - ocean wyrzeczeń walki z diabłem Globalnego Ocieplenia ?!

Czy znacie poglądy profesorów: Jaworowskiego, Lityńskiego Landsea’i, Grey’a i wielu, wielu innych z NIPCC , którzy mówią że IPCC-ci się mylą a czasami wręcz ordynarnie kłamią?

Zastanówcie się „ekologiści” nad tym czy rzeczywiście ratujecie Ziemię, czy nie jesteście li tylko wymanipulowanymi w wielką politykę „dziećmi we mgle” - bezwolnym „mięsem armatnim” tejże...

To nie globalne ocieplenie a humbug - rozpropagowana nieprawda o efekcie cieplarnianym - ekologizm - stanowi największe obecnie zagrożenie dla Świata...

Wojna którą wy wyznawcy „ekologizmu” możecie wywołać - wasza marna wiedza o klimacie Ziemi - w przeciwieństwie do wojen faszystów czy komunistów; zakończyć się może przecież atomową zagładą...