Prelegenci, a wśród nich specjaliści z dziedziny botaniki, meteorologii, klimatologii, rolnictwa, zwracali uwagę na konsekwencję zmian klimatycznych dla przyrody. Ważne przykłady niepokojących skutków globalnego ocieplenia podała pani Anna Kalinowska z Uniwersyteckiego Centrum Badań nad Środowiskiem Przyrodniczym UW :„Chociaż niektórzy badacze kwestionują zjawisko globalnego ocieplenia, to zmiany rozmieszczenia roślin i zwierząt oraz efekty zagrożenia dają już o sobie znać.
Te zjawiska, które opisano w paleontologicznej przeszłości jako efekt długotrwałego procesu zmian klimatu trwającego tysiące lat, obecnie możemy już zarejestrować w przeciągu kilkudziesięciu lat. Badacze w Alpach stwierdzili, że występujące wysoko w górach specyficzne gatunki porostów są wypierane przez rośliny niższego piętra, które ze względu na wzrost temperatury mogą zasiedlać niedostępne dotąd wysokości. Także zimnolubne gatunki zwierząt przenoszą się wyżej w góry, oddzielając swój zasięg od bardziej tolerancyjnych na zmiany klimatu gatunków, którymi się żywią.”
Ryszard Szczygieł z Instytutu Badawczego Leśnictwa przedstawił wpływ globalnego ocieplania na kształtowanie się zagrożenia pożarowego lasów w Polsce, natomiast dr Magdalena Kuchcik z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk opisałą zmiany klimatyczne na terenie Polski w przeszłości, oraz w prognozowaniu. Jak powiedziała: „Według niektórych scenariuszy zmian klimatu, co drugie lato w Europie może wyglądać tak jak lato 2003 w Europie Zachodniej. I nawet jeśli pogoda nie okaże się aż tak dramatyczna, z dużym prawdopodobieństwem możemy w Polsce oczekiwać wzrostu fal upałów, ale też zarówno susz, jak i powodzi – dwóch zjawisk o katastrofalnych skutkach dla rolnictwa, lasów i zasobów wodnych. Próbę takiego scenariusza przyniosło lato 2006 r.: trwającą blisko miesiąc falę upałów w lipcu, dwumiesięczną suszę, a po niej powódź.”
Już 27 kwietnia odbędą się wielkie obchody Dnia Ziemi w całej Polsce. Serdecznie zapraszamy na stoisko Fundacji Nasza Ziemia na Polach Mokotowskich w Warszawie.







Być może ktoś tutaj jeszcze zajrzy, więc dodam: praktycznie wszystkie obecne gatunki wykształciły się z tych co przeżyły zlodowacenia. Powstawały najliczniej w najcieplejszych epizodach interglacjalnych. Jest bowiem prosta zależność ewolucyjna - ochłodzenie = wzrost selekcji ewolucyjnej usuwającej na trwale gatunki z ekosystemu, ocieplenie natomiast to radiacja - tworzenie nowych form, ras, odmian, typów, podgatunków a wreszcie gatunków. Co najmniej 90% obecnych gatunków powstało więc w cieplejszych warunkach niż obecne. Każdy klimat chłodniejszy niż klimat, gdy powstawały, traktują wiec jako dopust Boży do którego trzeba się przystosować i jakoś przetrwać. Większość gatunków żyjących np. w naszych górach jest jednak jeszcze dość kiepsko przystosowanych do ochłodzeń. Tysiące lat to bardzo mało w skali ewolucyjnej. Np. niżej wspomniane świstaki gdy zima się przedłuża giną masowo...
I o tym jak i tym co poniżej napisałem na pewno wiedzieli i mam nadzieję powiedzieli; uczestnicy kampinoskich spotkań z przyrodą - no bo niby dlaczego mieliby to przemilczeć ?...
Wyższy poziom kontynentalizmu ma zdecydowanie większą frekwencję, gdy globalny klimat Ziemi staje się chłodniejszym.
Spójrz na mapę zasięgów w czasie wydm saharyjskich - ich wędrówek w stronę równika. W dłuższym okresie czasu rozrost Sahary jest silnie ujemnie skorelowany z wzrostem temperatur. Ponadto polecam opis zjawiska w moim komentarzu do: efekt cieplarniany w liczbach.
Przepraszam za błędy techniczne i stylistyczne poniżej, pisałem w pośpiechu, no i pominąłem pewien moim zdaniem ciekawy fragment mego opracowania, i to chciałem uzupełnić.
Florze i faunie górskiej Alp w zdecydowanej większości, nie są bowiem potrzebne do szczęścia śnieg, lodowce i niskie temperatury…, ale skały i brak roślinności drzewiastej.
Świstaki mogą spokojnie żyć bez okresu hibernacji zimowej, zające bielaki bez zmieniania sierści, także pardwy górskie, czy koziorożce świetnie sobie radzą w cieplejszych górach.
Ba w zdecydowanej większości wszystkie nasze gatunki górskie tatrzańskie i karkonoskie - u nas chronione i niezmiernie rzadkie, są w cieplejszych górach Europy znacznie liczniejsze.
Te gatunki zimą „tygodniami głodują i dziesiątkami giną pod lawinami”… Niektóre populacje w ciągu zimy tracą nawet ponad 90% liczebności.
Jeden z naszych turystów zwiedzających ciepłe (w porównaniu z naszymi Tatrami, czy Wysokimi Taurami) Dolomity opisuje to tak: „Po drodze wreszcie zobaczyłem jak wygląda świstak. To dziwne ale w Tatrach jakoś się nie składało i świstaka nie widziałem nigdy. Tutaj jest ich zatrzęsienie, szczególnie rankiem. Całe stada okupują podejście i tak bardzo się nie boją naszej obecności.” (z www.odyssei.com/pl/travel-article/7292.html)..................................
Owszem część hal w cieplejszym klimacie może zarastać lasem, ulegać zakrzaczeniu, ale większość górskich hal położona jest na bardzo płytkich i ubogich glebach gdzie drzewa sie nie utrzymają a z zakrzaczeniem dobrze sobie radzą pasące się owce i kozy. Bez nich już przy obecnym klimacie większość hal uległaby zakrzaczeniu.
Czy w górach, czy tak jak chce IV raport IPCC „wyginie tam do 2080 r., o ile nie zmaleje emisja dwutlenku węgla, aż 60 proc. gatunków. (z gazeta.pl) [roślin i zwierząt]”?
Ja pracując naukowo w katedrze entomologii, (obecnie zajmuję się osłoną agrometeorologiczną- m. in.) miałem kolegów naukowców, którzy badali motyle górówki (rodzina obfitująca w endemiczne rzadkie i mało liczne gatunki). Próbowali oni ratować zagrożony gatunek sudeckich górówek. Niestety wystarczyła jedna mroźniejsza zima by wszystkie motyle zginęły. Dlaczego? Po pierwsze gąsienice tych motyli „kochają” jeść trawę a ta rośnie nie wiedzieć czemu najbujniej w miejscach tras narciarskich i górskich szlaków…
Długa zima bez okresu odwilży spowodowały, że przez prawie 6 m-cy nad poczwarkami zjeżdżano i deptano… Nawet nie zamarzły, zginęły bo po prostu się w większości udusiły… Przypadek, wyjątek od reguły?
Zniknięcie narciarzy, turystów zimowych, z tras zjazdowych, będzie chyba największym dobrodziejstwem dla gór jaki może przynieść efekt cieplarniany. Zniszczenia powodowane przez letnią turystykę górską, to ułamek procenta zniszczeń powstałych w wyniku istnienia turystyki zimowej. Liczba ginących zimą w Tatrach wyniku przestraszenia przez turystów, kozic, grozi biologicznemu bytowi tego gatunku… Gdy znikną narciarze to nie tylko nasze góry odetchną…
A czy zginie w ogóle jakiś gatunek górski rośliny czy zwierzęcia (i nie tylko górski)? Oglądając film przyrodniczy „Wysokie Taury” (jest to część Alp) jak mantra powtarzano - mogłem usłyszeć o niezwykłej presji jaką stwarzają warunki każdej mroźniejszej o 1 stopień (niż przeciętna) zimy, presji stanowiącej śmiertelne dla wszystkich gatunków roślin i zwierząt górskich - zwłaszcza dla tych żyjących bardzo wysoko - u podnóży i na lodowcach.
Powrót z przed stu lat zim z mrozem ponad -35oC, w obecnych warunkach w Alpach, zniszczyłby nie tylko pojedyncze gatunki, ale i całe ekosystemy. Są one bardzo słabo przystosowane do ochłodzeń, ale znakomicie do ociepleń. Co ciekawe wszystkie gatunki (nawet endemiczne relikty polodowcowe) nieprzerwanie żyją w Alpach od ponad 100tys. lat!!! Obecne wiec gatunki alpejskie przeżyły więc co najmniej 3 niezwykle ciepłe optima klimatyczne, gdy na setki a być może tysiące lat, znikły górskie lodowce.
Ba, obecne gatunki górskie w okresach ciepłych optimów były one nawet liczniejsze - udowodniły to badania jaskiń.
U nas w Polsce „drzewiej” również było w górach znacznie cieplej cieplej niż dzisiaj. „Z nastaniem młodszego okresu czwartorzędu, zwanego holocenem, klimat polodowcowego optimum osiągnął na naszych ziemiach średnią temperaturę roczną prawie o 2oC wyższą od obecnej. Górna granica lasów w naszych Tatrach rozciągała się wówczas przeciętnie na poziomie około 1900 m nad poziomem morza. Na Kasprowym Wierchu rósł świerkowy las.” Co ciekawe prze stulecia nie padał tam wówczas śnieg.
Co ważniejsze gatunki wysoko górskie obecnie żyjące w Tatrach i Alpach przeżyły niezwykle gwałtowne ocieplenia ocieplenia wczesnoholoceńskie i młodszego dryasu.
Te ocieplenia następowały w tempie oszałamiającym.
Wyobraźmy sobie bowiem że nasze blisko już dwustuletnie antropogeniczne ocieplenie (1,5- 2 stopniowe - od 1813 roku do dzisiaj), zachodzi w ciągu od 1 roku (do 10lat lat) i jest dwa razy większe bo o 4-6 stopnie wyższe od obecnego !!! A przecież nawet najbardziej katastroficzne scenariusze IPCC tego nie zakładają...
„10 tys. lat temu czyli w holocenie [nasz polski] klimat zaczął ulęgać ociepleniu i osiągnął swoje optimum przed 8000 laty kiedy średnia roczna temperatura sięgała 11 - 12oC tj. o 4oC więcej niż dziś. Ciepły klimat sprzyjał rozwojowi gęstych puszcz dębowych i borów.” (www.wodip.opole.pl).
Obecnie nie mamy na pewno do czynienia z gwałtownym ocieplaniem czy ochładzaniem klimatu. Bo… czy roztopiło się w ciągu ostatnich np. 3-10 lat (tak jak w optimum średniowiecznym), do 10% (niektórzy twierdzą, że mogło być to i 20%) grenlandzkiego lądolodu?
Nie, temperatura powietrza w dzisiejszych czasach - w ostatnich 2 dziesięcioleciach; podnosi się dość stabilnie i wyraźnie, ale bez „szaleństw epoki kamienia łupanego”. Lody mórz okołobiegunowych na obu półkulach topnieją. Dzieje się to co prawda znacznie szybciej niż w czasie powolnych początków prehistorycznych ociepleń, ale i znacznie wolniej niż w czasie „niewiarygodnie szybkich” przejść do pełni ówczesnych „ciepłych epizodów”.
Mała epoka lodowcowa natomiast, wobec dodatkowo gospodarczej presji człowieka, usunęła na trwale kilka gatunków roślin i zwierząt z Alp, np. (reintrodukowanego obecnie z wielkim trudem) rysia. Podobnie działo się i w morzach. „Do tej pory nie powróciły do wód Bałtyku ciepłolubne gatunki okrzemek, które królowały w czasie Ocieplenia Średniowiecznego.” (z Nowa epoka lodowa).
Niezwykle szybkie zmiany w okresie tzw. minimum Daltona gdy nastąpił: „Atak lodowców na alpejskie wioski w XVII i XVIII w. (lód posuwał się niekiedy z szybkością 20 m rocznie), niszczących domy i pola.” (z Nowa epoka lodowa). W wyższych Alpach mogło to zachodzić nawet i 10 razy szybciej! „Kiedy w połowie XIX wieku badacze alpejscy zaobserwowali, że wysokie doliny górskie nie są do końca wypełnione lodowcami, choć poniżej ich jęzorów zachowały się bardzo świeże ślady ich niedawnej działalności, uznano, że przed niewielu laty klimat musiał być chłodniejszy, skoro masy lodów mogły schodzić tak nisko.” (z Ziemia i życie). Obecne tempo topnienia lodowców górskich na świecie jest niezbyt oszałamiające: nie przekracza najczęściej kilkudziesięciu centymetrów rocznie…
Wniosek (znany WSZYSTKIM paleontologom):
To ochłodzenia nie ocieplenia, ograniczały w przeszłości wydatnie liczbę gatunków w ekosystemie. Napędzały one zresztą w ten sposób ewolucję, usuwając „ślepe” jej uliczki, tj. gatunki nadmiernie przystosowujące się do jednych, a tracące zdolność adaptacji do drugich środowisk.
Ekosystemy chłodne są przy tym w ogromnej większości o wiele, wiele, uboższe w gatunki od ciepłych. Np. w morzach chłodnych produktywność jest duża, ale realizowana czasami tylko przez kilka a nawet jeden gatunek…
Zespoły klimatów cieplejszych, są przy tym zdecydowanie bardziej zrównoważone - klimaksowe; i co nie bez znaczenia odporniejsze na presję ekspansji gospodarczej człowieka, zajmującego nisze gatunkom i zespołom. Jeżeli więc tempo ocieplenia się nie zwiększy to zespoły roślin i zwierząt, nie tylko w górach, będą li tylko podlegały powolnym, lagodnym sukcesjom, przemieszczaniu na swoje dawne pierwotne nisze. Będą ulegały z czasem wzbogaceniu a nie zubożeniu gatunkowemu. Wymrzeć w wyniku ocieplenia mogą jedynie „młode” powstałe niedawno (przed ok 500 laty do teraz) formy specjalne („prototypy” - protogatunki - wyniki eksperymentów przyrody) skrajnie nieprzystosowane do zmian klimatu. No chyba, że w górach zapanują warunki tropikalne, aż po szczyty…, ale na to się przecież jednak nie zanosi…
W wyniku więc nawet skrajnego podniesienia się temperatury atmosfery prognozowanego w raportach IPCC (do 6,4oC) w górach świata najprawdopodobniej nie tylko, że nie wyginie 60% gatunków, ale żaden z nich nawet trwale nie ograniczy swojej liczebności (większość ją zwiększy). Ponadto do obecnych, najprawdopodobniej znowu, jak w czasie optimów klimatycznych, dołączą nowe - „stare” gatunki, wzbogacające ekosystemy wzmacniające ich „klimaksowość”.
Gatunki w górach będą więc ginąć jak dotychczas w wyniku deptania, rozjeżdżania, trucia, przekopywania, orania, odławiania - badań pseudonaukowych, itd., itp. ale takie zagrożone populacje będą wzmacniać umiarkowanie ciepłe zimy a skrajnie dobijać te nietypowo, ekstremalnie, mroźne…
Podkreślam: ocieplenia i w przeszłości rzadko redukowały liczbę gatunków a o wiele częściej ją zwiększały. Ewolucja radiacyjna daleko lepiej zachodziła przy tym w klimacie ciepłym niż w chłodnym.
Niewątpliwie w wyniku ocieplenia dojdzie do sukcesji zespołów roślinnych i zwierzęcych. Miejsce tundry zajmie tajga, dżungli - las parkowy. Zachodziła ona i dawniej przy zmianach klimatu. Jednak obecne zmiany są przynajmniej nieco wolniejsze niż te dawniejsze, a skoro obecne gatunki przeżyły tamte zmiany…
Pamiętajmy też, że większość dziś żyjących gatunków wytworzyła się poprzez radiację, różnicowanie w ciepłych interglacjałach, z gatunków które przeżyły gwałtowne ochłodzenia. Radiacja ta zachodziła w okresach interglacjalnych z optimami znacznie cieplejszymi niż obecne. Przypominam też, że zbiorowiska czy to roślinne, czy zwierzęce, zimnego klimatu (jako ubogie w ciepło - energię) są zawsze uboższe w gatunki niż podobne klimatu ciepłego., ale…
…„w dzisiejszych czasach wszystkie te zjawiska związane z globalnym ociepleniem nakładają się na największy problem zagrażający różnorodności biologicznej: fragmentację i zniszczenie siedlisk. Gatunki, które w poszukiwaniu dogodniejszych siedlisk starają się migrować, w miejscach o odpowiadającym im klimacie natrafiają na miasta, drogi, tereny rolnicze. Manewr przyrody z dawnych epok - ucieczka przed rosnącą temperaturą - już się wielu gatunkom nie uda.” (z Anna Kalinowska - Dla kogo lepiej dla kogo gorzej - obserwowany i przewidywany wpływ zmian klimatu na przyrodę ożywioną).
I tutaj powinniśmy skupić wysiłki - na ograniczeniu złych skutków powyższej fragmentacji - bo zmiany klimatu zawsze były i będą... - i nieważne czy teraz czy za 10 czy za 100 lat...
A gorące - upalne suche lata? - jeśli ktoś czytał moje komentarze i jakikolwiek podręcznik mteo, to wie że paradoksalnie są one wskaźnikiem ochładzania się klimatu - dominacji powietrza kontynentalnego... Lata gorące np. 2003, 06 występowały w okresie najniższej lub obniżonej aktywności Słońca (w cyklu 10 letnim) i z reguły wspólnie z ostrymi zimami...