AktualnościWydarzeniaEKO TeamKalkulator CO2 - nowy!!Efekt cieplarniany w liczbachCzłowiek i Ziemia - nasz wpływ na środowiskoEfekt cieplarniany - zrozumieć zjawisko i jego następstwaObserwowane zjawiska i ich konsekwencjeWnioski naukowców – raporty IPCCŹródła emisji gazów cieplarnianychCo będzie się działo w przyszłościCo można zrobić, aby zapobiec katastrofieSpojrzenie z drugiej strony – a może to lipa?Podsumowanie – pomóż wybrać Przyszłość!Co można zrobić dla klimatu?HumorO nasLinkiWspółpraca
Licznik odwiedzin: 28440812
Airbus poleci na algach?
wtorek 2008-04-15
- Żeby to osiągnąć, potrzebne są nowe procesy przemysłowe. Zobowiązaliśmy się, że w tym roku nasz budżet badawczo-technologiczny wzrośnie o 25 proc. - mówi cytowany w dzienniku John Blanchfield, dyrektor marketingu technicznego w Airbusie.
W styczniu ubiegłego roku firma, jako pierwszy producent samolotów na świecie, otrzymała środowiskowy certyfikat ISO:14001. Pracuje obecnie nad lotniczym biopaliwem i koncepcją wytwarzania energii bez zanieczyszczeń.
- W niedalekiej przyszłości znajdą się alternatywne rozwiązania dla tradycyjnych paliw, jak choćby płynne paliwo syntetyczne uzyskiwane z gazu ziemnego, który nazywamy GTL, czyli gas to liquids - mówi cytowany przez "PB" przedstawiciel Airbusa.
Badania nad paliwami alternatywnymi producent samolotów prowadzi wspólnie z takimi firmami, jak Shell, Rolls-Royce czy Qatar Petroleum. W przyszłości Airbus zamierza uzyskać rentowne paliwo z takich źródeł jak odpady czy algi hodowlane (BTL - biomass to liquids).
- Algi nie potrzebują zbyt dużo wody, ale światła. Dlatego można je hodować np. na pustyni. Do 2015 r. zamierzamy wyhodować algi, które mogłyby zaspokoić nasze energetyczne potrzeby transportowe. Najpóźniej od 2025 r. chcemy wytwarzać z nich paliwo - zapowiada John Blanchfield.
W styczniu ubiegłego roku firma, jako pierwszy producent samolotów na świecie, otrzymała środowiskowy certyfikat ISO:14001. Pracuje obecnie nad lotniczym biopaliwem i koncepcją wytwarzania energii bez zanieczyszczeń.
- W niedalekiej przyszłości znajdą się alternatywne rozwiązania dla tradycyjnych paliw, jak choćby płynne paliwo syntetyczne uzyskiwane z gazu ziemnego, który nazywamy GTL, czyli gas to liquids - mówi cytowany przez "PB" przedstawiciel Airbusa.
Badania nad paliwami alternatywnymi producent samolotów prowadzi wspólnie z takimi firmami, jak Shell, Rolls-Royce czy Qatar Petroleum. W przyszłości Airbus zamierza uzyskać rentowne paliwo z takich źródeł jak odpady czy algi hodowlane (BTL - biomass to liquids).
- Algi nie potrzebują zbyt dużo wody, ale światła. Dlatego można je hodować np. na pustyni. Do 2015 r. zamierzamy wyhodować algi, które mogłyby zaspokoić nasze energetyczne potrzeby transportowe. Najpóźniej od 2025 r. chcemy wytwarzać z nich paliwo - zapowiada John Blanchfield.
Airbus prowadzi też badania nad ogniwem paliwowym. To urządzenie przetwarzające energię zawartą w wodorze w energię elektryczną. Produktem tego procesu jest woda, którą można wykorzystać na przykład w instalacji wodno-kanalizacyjnej samolotu. W lutym tego roku firma przeprowadziła już próbny lot samolotu cywilnego, w którym wykorzystano ogniwo paliwowe. To jednak dopiero pierwszy krok, bo do napędu samolotu komercyjnego potrzeba tysiąc razy więcej energii, niż udało się jej wyprodukować w czasie próbnego lotu - wyjaśnia na swoich łamach Puls Biznesu.
źródło: Puls Biznesu
Czytaj o źródłe CO2 jakim jest transport.
Co możesz zrobić dla klimatu?
źródło: Puls Biznesu
Czytaj o źródłe CO2 jakim jest transport.
Co możesz zrobić dla klimatu?







No i teraz widzimy kto tak naprawdę zarobi na globalnym ociepleniu - jak zwykle korporacje, które jeszcze niedawno rzekomo były po stronie portfela szarego obywatela.
Ja jestem za koniecznością powolnej rezygnacji z obecnych (głównie kopalnych) źródeł energii - zamienienia ich na alternatywne; odnawialne bo…
…bo kopalnie ze swymi monstrualnymi hałdami odpadów - popiołów…, zasalające wodami kopalnianymi setki, tysiące hektarów ziemi, powodujące tąpnięcia…; platformy wydobywcze ropy ciągle grożące wielkoobszarowym skażeniem morza; i elektrownie oraz cementownie ze swymi kominami, aerozolami, kwaśnymi deszczami…, itp., itd., …a także obecne elektrownie atomowe – stanowią realne zagrożenie dla nas, dla Ziemi.
Nawet te ostatnie, mimo że dzisiaj ponoć skrajnie bezpieczne, ze względu na ogrom energii w nich skumulowanej, zawsze stanowią zagrożenie. Mogą być one przecież zaatakowane przez terrorystów, ulec zniszczeniu w lokalnych konfliktach, przez nigdy do końca nieprzewidywalne ruchy tektoniczne, czy BŁĄD człowieka, błąd który musi być wkalkulowany w każde najbardziej nawet przemyślane ludzkie działanie…
- WSZYSTKO to więc powyższe, na mniej lub bardziej trwale, degraduje - niszczy Ziemię - lub jej zagraża…
ALE...
Jednak obecnie widzimy, że wielkie korporacje zaczynają stawać po stronie zwolenników teorii katastroficznych skutków globalnego ocieplenia.
„Powstają partnerstwa [tych] firm z organizacjami ekologicznymi. Np. Instytut Zasobów Światowych (World Resources Institute) w Waszyngtonie dołączył ostatnio do akcji Bezpieczny klimat, zdrowy biznes z BP Amoco, General Motors i koncernem Monsanto, który zajmuje się rolnictwem i biotechnologią.”
Pod powyższymi trzema niewinnie brzmiącymi nazwami ww. koncernów, kryją się budżety średnio zasobnych państw Europy...
„Paul Faeth, szef działu gospodarki i ludności w Instytucie Zasobów Światowych, wyjaśnia decyzję pracy z wielkim biznesem - Byłoby ogromną pomyłką zignorować przemysł - zważywszy środki finansowe i zasoby ludzkie, jakimi te firmy dysponują. Czterej partnerzy uzgodnili zalecenia do rozpatrzenia przez rząd i przemysł.” (z Zielone Brygady nr 11(137)/99)
Dlaczego się „dogadali”?
Czyżby nagle dotarło do nich „światło prawdy”, zrozumieli jak bardzo zagrożona jest Ziemia?
Chyba jednak zrozumieli przede wszystkim coś innego – że mogą na globalnym ociepleniu nieźle zarobić.
Przedstawiciel jednej z sieci energetycznych w naszym kraju w lokalnej telewizji powiedział: „tegoroczna podwyżka cen energii elektrycznej przede wszystkim spowodowana jest koniecznością inwestowania w technologie proekologiczne, konkretnie budowę ferm wiatraków…” Na pytanie ile ich już wybudowali lub zaczęli budować (czy też planują wybudować) nie potrafił odpowiedzieć…
Straszenie katastrofą efektu szklarni zaczęło się więc realnie opłacać także i jego potencjalnym głównym producentom…
Ponadto istotne (i chyba najważniejsze – ostatecznie ich przekonało) dla nich stało się to, że mogą dzięki walce z globalnym ociepleniem zdobyć uprzywilejowaną pozycję na rynku – ograniczyć do minimum konkurencję. „Od 2013 roku energetyka i inne firmy intensywne energetycznie 100 proc. uprawnień miałyby kupować w systemie aukcyjnym.[…]” (z gazetaprawna.pl).
Bo kto będzie mógł na tym skorzystać - wygrać na aukcji - przebić konkurentów?:
- małe przedsiębiorstwa o niedużym kapitale (ale o małych kosztach stałych, czyli tanie dla konsumenta)?
- czy może bogate, wielkie (a wiec najczęściej o ogromnie rozbudowanej choćby administracji, czy logistyce – a więc drogie dla konsumenta) ww. korporacje – posiadacze kopalń i elektrowni?
Kto będzie mógł ponadto spełnić wymagania proekologiczne i kupić (wyprodukować) skomplikowane, super drogie proekologiczne technologie, i np. postawić warte „grube” miliony fermy wiatrowe i „gigagrube” miliardy elektrownie atomowe?
Zwycięzcy aukcji będą mogli przy tym zachowywać się jak monopoliści w gospodarce nakazowo-rozdzielczej. Będzie ich z czasem coraz mniej - dużo, dużo mniej niż dotychczas (IPCC proponuje „zamknąć mnóstwo kopalni i elektrowni”). Będą mogli łatwiej też dogadać się co do cen. Wystąpić może przy tym niezwykle trudna do wykrycia i zwalczenia „zmowa producentów”. System aukcyjny przy przewadze popytu nad podażą zawsze prowadzi do kartelizacji.
Będą więc produkować mniej a mimo to więcej zarabiać...
Wystąpi bowiem typowa dla gospodarki socjalistycznej (nic dziwnego – pomysł katastrofy globalnego ocieplenia wyszedł z kręgów lewicującej inteligencji) przewaga popytu nad podażą.
Zarobią na tym i kopalnie, i nafciarze, i dystrybutorzy gazu - będą wydobywać owszem mniej, ale bogacące się (bo quasi-monopolistyczne) korporacje, zapłacą im za to więcej…, więcej za mniejszą ilość wydobytego węgla, ropy czy gazu…
„Nie martwmy się na wyrost. […]
W sprawie handlu emisjami jest dużo spekulacji…”, „Rosną ceny ropy, w grę wchodzi podwyżka cen gazu, ceny węgla też się zmienią [tj. wzrosną] i może to mieć większy wpływ na [wzrost] ceny energii niż wymogi środowiskowe - mówi Mirosław Bieliński, prezes gdańskiej Energi.” (gazetaprawna.pl).
W Wikipedii tak opisane są sposoby handlu emisjami:
- „Mechanizm klosza (ang. Bubbles): maksymalny poziom emisji zanieczyszczeń (pułap emisyjny) jest przydzielany grupie zakładów tak, iż mogą one łącznie dokonywać najbardziej efektywnych kosztowo redukcji emisji (zakłady te mogą działać w ramach jednego przedsiębiorstwa).,
- Mechanizm kompensat (ang. Offsets): zakłady chcące rozszerzyć skalę swojej działalności, mogą dokonać inwestycji redukcyjnych w innych zakładach.,
- Kredyty redukcji emisji (ang. Emission Reduction Credits): zakłady o emisjach poniżej określonego progu (standardu) mogą otrzymywać kredyty redukcji i następnie sprzedawać je zakładom o emisjach powyżej progu.
- Ograniczenie-handel (ang. Cap-and-Trade): całkowity limit emisji (tzw. czapka, czyli cap) ustalany jest dla grupy zakładów lub sektorów, a następnie uprawnienia do emisji odpowiadające całkowitemu limitowi rozdzielane są pomiędzy te zakłady - emitentów zanieczyszczeń. Zakłady mogą wykorzystać uprawnienia do wypełnienia swych celów redukcyjnych, sprzedać je lub zachować na przyszłe okresy rozliczeniowe.”
Dalej napisane jest: „Cap-and-Trade to najbardziej zaawansowana, skuteczna i efektywna ekonomicznie forma handlu emisjami mająca najszersze zastosowania praktyczne.”
- ale czy nie przy okazji dość korupcjogenna? Nadmierny udział mechanizmów pozarynkowych - to te „mogą otrzymywać” - decyzją urzędnika w procesach gospodarczych = zawsze zwiększona korupcja.
Czy wszystkie te mechanizmy nie prowadzą przy tym do dalszej kartelizacji (monopolizacji) w sektorze energetycznym? (System aukcyjny przy przewadze popytu nad podażą zawsze prowadzi do „kartelizacji.”). Czy nie przypominają planowej gospodarki nakazowo-rozdzielczej, którą nazywaliśmy kiedyś „księżycową ekonomią”?
Na czym jeszcze elektrownie i kopalnie będą mogły zarobić przy okazji „walki” z globalnym ocieleniem, dlaczego zmieniły front?
„Podstawowa bariera w osiągnięciu proponowanego nam celu [15% energii ze źródeł odnawialnych] to dostępność do sieci energetycznych. To sprawa kluczowa, bo bez ich rozwoju nie da się przyłączyć planowanych źródeł energii. Trzeba też zbliżyć rynek biomasy do energetyki, jego organizacja pozostawia wiele do życzenia - dodaje Maciej Stryjecki, dyrektor generalny Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej.”, „Ale realizacja wymagałaby nakładów inwestycyjnych rzędu 60 mld zł …”
„Specjaliści uważają, że nawet poprawa efektywności energetycznej nie uratuje [jednak] przed podwyżkami cen energii.”, „Można zahamować wzrost cen przez efektywniejsze wykorzystanie energii. Ale to również najpierw będzie kosztować - mówi prof. Krzysztof Żmijewski.”, „Oszczędzanie energii ma wymusić wprowadzenie systemu tzw. białych certyfikatów. To mechanizm pozyskiwania, umarzania i obrotu świadectw potwierdzających oszczędności energii. Z szacunków zespołu prof. Żmijewskiego wynika, że w latach 2009 - 2020 system może kosztować ok. 20 mld zł.”, „Zła wiadomość jest jednak taka, że to również wpłynie na wzrost cen energii, bo koszty certyfikatów sprzedawcy energii mają wliczać w ceny.” (gazetaprawna.pl)
A wiec jest do zarobienia na budżecie UE, Polski i… przede wszystkim obywatela…, przez układ ekologiczno-korporacyjny (nazwijmy go „eko-energetyczny” - niech sobie zresztą zarabiają ale zgodnie z zasadami wolnorynkowymi bez humbugu - rozpropagowanej nieprawdy katastrofy globalnego ocieplenia) jakieś 80 miliardów. To tylko w Polsce…
Ponadto państwa mają obowiązek, w związku z wprowadzaniem w życie ograniczeń wynikających z protokołu z Kioto - wzrostem cen energii, prowadzić działania osłonowe wobec najbiedniejszych…
Kto tak naprawdę i za to zapłaci?
Na pewno nie korporacje, bo one przecież wprowadzają technologie proekologiczne - korzystać więc będą z ulg podatkowych, czasami nawet zostaną w ogóle z tychże podatków zwolnione, a nawet dostaną (już dostają) dopłaty…
„…od lat w 20 krajach Europy użytkownikom aut o niskiej emisji spalin przyznawane są ulgi, nierzadko sięgające tysięcy euro.” [!!!], „Hiszpania wprowadziła ulgi dla samochodów napędzanych gazem ziemnym, Francja dla hybryd i aut z LPG, a Szwecja promuje auta ekologiczne zasilane biopaliwami.” (z rp.pl za www.klimatdlaziemi).
A Państwo pomoc socjalną, powyższe ulgi w podatkach, finansuje przecież z budżetu lub kosztem jego zmniejszenia - zapłacą więc znowu mniej lub bardziej prości podatnicy, których nawet gdy nie zapłacą VAT-u i tak nie stać na drogie „hybrydy”.
A dobrze im tak! Toż to Ci co dla własnej „wygody” mają przedwojenne - nie remontowane od wojny, piece węglowe, NRD-owskie freonowe lodówki, „używane, nieekologiczne auta” - ponad 15-letnie samochody na benzynę…; wietrzą rano w zimie mieszkania i zatruwają gazami cieplarnianymi (metanem) środowisko…
…A mogliby przecież kupować super-ekologiczne (= „mega” drogie) samochody od ww. korporacji, które praktycznie jako jedyne na większą skalę je produkują (bo tylko one oczywiście mają na to odpowiednie środki)…, bo przecież inwestują w ekologię – zarabiając, ratują Ziemię…
Mówimy „korporacja” – myślimy ekologia…
.......................................................................................................................................................
No i jeszcze szefowie korporacji (a raczej ich rzesza podpowiadaczy – tzw. ekspertów) mogli sobie pomyśleć, że:
„A jeżeli rzeczywiści Ci naiwniacy, tj. Ci uważający że efekt cieplarniany nie przyniesie katastrofalnych skutków a przeciwnie klimat „wiecznej wiosny”; a których do tej pory tak nieopatrznie finansowaliśmy… będą mieli RACJĘ?”
Tj. Ci Naukowcy, którym uczciwość kazała napisać w Wikipedii: ciepły klimat (najcieplejszy w holocenie) miał miejsce w wyższych szerokościach geograficznych, [tj. np. w Europie środkowej, wschodniej i północnej] co było natomiast rekompensowane np. w obszarze śródziemnomorskim ochłodzeniem klimatu. (..........................)
Czyli: jeżeli rzeczywiście strefa klimatu umiarkowanego, w wersji cieplejszej niż obecny morskiej (bez ostrych zim i upalnych lat), a la „wieczna wiosna”, nie „uchowa się” w 2100 roku tylko na Syberii, jak chcą cztery raporty IPCC; ale rozszerzy się od tejże Syberii prawie po równik i…
I wystąpi ujemne cywilizacyjne sprzężenie zwrotne ograniczające emisję CO2, czyli:
- palić to będziemy w kominku częściej dla atawistycznej przyjemności „patrzenia na ogień”, a nie żeby się ogrzać,
- aklimatyzacją to będziemy się chwalić przed szefem, rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami, ale broń Boże nie będziemy z niej korzystać - jej włączać (bo raz: droga, a dwa: bo po co, skoro upałów „jak na lekarstwo”) … i jak zardzewieje to ją bez żalu „wywalimy” na śmietnik…
A 29.03.08 a propos tego ostatniego, w Teleekspresie powiedziano, że: „klimatyzacja w USA pożera więcej energii niż ogrzewanie i oświetlenie razem wzięte…”
Jakby to się zmieniło i aklimatyzacja nie będzie „pożerać”, to komu wówczas MY wielcy „bosowie” korporacji energetycznych, będziemy sprzedawać nasze tak „ciężko” wywalczone na aukcjach „przydziały” energii do wytworzenia?
Jeżeli więc MY „capo di energia” będziemy zmniejszać emisję CO2, to może te „cholerne” optimum klimatyczne w ogóle nie nastąpi?
Lepiej przecież tkwić w stanie przejściowym – świecie gwałtownych zmian klimatycznych huraganów, orkanów, cyklonów, tornad etc. - „pięknych” (bo kosztownych!) katastrof…
Nasze amerykańskie (a i wiele europejskich) fortuny mają przecież swój początek w katastrofie prohibicji, eugeniki, w katastrofach dwóch wojen światowych (europejskie nawet w wojnach średniowiecznych – ponoć wg historyków zwłaszcza „stuletniej”)… Finansowaliśmy już przecież faszyzm i komunizm (i nieźle na tym zarobiliśmy) dlaczego by więc i nie ekologizm?
.......................................................................................................................................................
W tym miejscu chyba innego znaczenia nabiera poniższy fakt:
„laureat Pokojowej Nagrody Nobla, były wiceprezydent USA [prywatnie: „najlepszy” przyjaciel wielu korporacyjnych ultramiliarderów] i specjalista od zmian klimatycznych Al Gore odebrał w Warszawie nagrodę Super Wektora 2007 za obudzenie – uśpionego przez długie lata - ekologicznego sumienia świata. Al Gore statuetkę otrzymał z rąk prezesa Konfederacji Pracodawców Polskich Andrzeja Malinowskiego” (za ak)…
Nie dziwię się konfederatom – skoro dzięki Gorowi nieźle zarobią i „przystroją się” przy tym „w piórka” obrońców Ziemi…
Obecnie więc TYLKO i WYŁĄCZNIE szary obywatel zapłaci za walkę z globalnym ociepleniem.
I tylko jemu zależy zależeć powinno na prawdzie o nim.
Ta prawda znana z badań kopalnych klimatów, nie opłaca się już bowiem korporacjom, naukowcom i politykom...
...a zwłaszcza organizacjom - fundacjom ekologicznym, te stracą najwięcej - sponsorów...
Na "walkę" z np. z rzeczywistym zagrożeniem aerozolowym czy fragmentacją ekosystemów, nigdy nie dostaną tle pieniędzy co na "walkę" z globalnym ociepleniem...