Teorie o globalnym ociepleniu wcale nie są wytworem naszych czasów. Po raz pierwszy opisano, że zmiany w stężeniu dwutlenku węgla w powietrzu mogą wpłynąć na temperaturę, aż 117 lat temu.
Kto jest ojcem teorii o ociepleniu klimatu? Szwecki naukowiec Svante Arrhenius, który zmarł 86 lat temu. To on po raz pierwszy poruszył problem z którym badacze z całego świata zmagają się do dziś.
Arrhenius pod koniec dziewiętnastego wieku nawet nie przypuszczał, że stulecie później jego kontrowersyjna teoria wywoła globalną burzę nie tylko w świecie naukowym.
Swoją przełomową pracę zawarł w 41. numerze miesięcznika Philosophical Magazine w 1896 roku. Zaproponował w niej, że zmiany w stężeniu dwutlenku węgla w atmosferze mogą wpływać na temperaturę powietrza.
Obecnie jego teorię potwierdzają dane Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ), według których w 2011 roku padł nowy rekord zawartości dwutlenku węgla w atmosferze.
Było go dokładnie 390.9 części na milion, a to oznacza, że jego stężenie od 1750 roku wzrosło o 40 procent. Jaka jest korelacja z temperaturą? Otóż w 2010 roku odnotowaliśmy najwyższą średnią temperaturę globalną przynajmniej od 1850 roku.
Obecne badania potwierdzają, że gazy cieplarniane umożliwiają przedostawanie się promieniowania cieplnego do powierzchni Ziemi, a następnie zapobiegają wydostawaniu się promieniowania z Ziemi. Podgrzewanie się warstw atmosfery powoduje wzrost średniej globalnej temperatury i ostatecznie ocieplanie się klimatu.
Im stężenie dwutlenku węgla w atmosferze będzie większe, tym ocieplenie klimatu będzie postępować szybciej i będzie miało coraz groźniejszy przebieg. Svante Arrhenius w 1903 roku za swoje osiągnięcia w dziedzinie chemii otrzymał Nagrodę Nobla.
Szwedzki naukowiec dołączył do innych pionierów, których publikacje zostały docenione dopiero wiele lat po ich śmierci, a szkoda.
źródło: www.twojapogoda.pl
Efekt cieplarniany w liczbach.
komentarze [0]






