W dorzeczu Wisły mamy posuchę, której biegunem jest Podhale. Tak niskiego poziomu wód w rzekach, potokach i strumykach nie widziano od kilku lat. Wysychają studnie, brakuje wody pitnej... co będzie dalej?
Polska znajduje się pod wpływem klimatu przejściowego, co oznacza, że na przestrzeni lat mamy do czynienia zarówno z suszami, jak i powodziami.
Zjawiska te, czasem o bardzo dużej intensywności, następują po sobie, czasem bardzo szybko.
Mijają dwa lata od jednej z największych powodzi w naszym kraju, a już w wielu regionach gleba jest tak wyschnięta, że władze zastanawiają się nad ogłoszeniem klęski suszy.
Po raz ostatni z nietypowo niskimi sumami opadów mieliśmy do czynienia jesienią ubiegłego roku.
Na Mazowszu była to jedna z najbardziej suchych jesieni na tle całej historii pomiarów. Posucha wróciła wraz z początkiem lata, gdy przeważała liczba dni pogodnych i bardzo ciepłych.
Z każdym tygodniem deficyt opadów pogłębiał się aż sytuacja stała się poważna. Obecnie znacząco obniżone stany wód obserwuje się niemal w całym dorzeczu Wisły. Na rzece pojawiły się rozległe płycizny, które utrudniają żeglugę.
Najbardziej sucho jest na Podhalu
Najtrudniejsza sytuacja ma miejsce w woj. śląskim i małopolskim, gdzie w ciągu ostatnich tygodni spadło najmniej deszczu. Biegunem suszy jest Podhale, a dokładnie rejon Czarnego Dunajca.
Mieszkańcy skarżą się tam na wysychające studnie i problemy z dostawami wody pitnej. Niektóre potoki i strumyki wyschły całkowicie, pozostało tylko wyżłobione koryto. Rzeki w regionie zasilają dorzecze Wisły, a to oznacza, że poziom i przepływ wody będzie coraz mniejszy.
Jeszcze w pierwszej połowie sierpnia największe problemy z suszą mieli mieszkańcy wschodniej Polski. Jednak przed dwoma tygodniami spadły tam na tyle duże deszcze, że sytuacja poprawiła się. To szczęścia jeszcze sporo brakuje, ale najważniejsze jest to, że zagrożenie suszą zmniejszyło się.
Problemów z niedostatkiem opadów nie ma również na zachodzie kraju. Tam ostatnio solidnie popadało i gleba zaczęła się regenerować. Na pozostałym obszarze Polski mamy do czynienia z sytuacją w normie, możliwe są miejscowe przesuszenia, ale nie mają one większego wpływu na rolnictwo.
Będą restrykcje wodne?
W Polsce susza najbardziej dotkliwa jest w sezonie wegetacyjnym, a więc między marcem i wrześniem. Jesienią i zimą sumy opadów nie mają aż tak dużego znaczenia, choć mogą mieć wpływ na przyszłoroczną wegetację.
Na przykład susza z ubiegłorocznej jesieni nie okazała się niebezpieczna na wiosnę, w dodatku wysokie temperatury sprawiły, że tegoroczny sezon okazał się sprzyjający dla rolników. Prognozy długoterminowe wskazują na jeszcze tydzień dosyć suche aury, a następnie więcej opadów w drugiej połowie sierpnia.
Niestety nadal najmniej deszczu spodziewamy się na południu i południowym wschodzie, czyli tam, gdzie jest najbardziej sucho. Nie unikniemy lokalnych problemów z dostępem do wody pitnej, zwłaszcza tam, gdzie zdarzało się to już podczas poprzednich okresów suchych.
Jednak na przeważającym obszarze kraju na razie nie ma zagrożenia wprowadzeniem restrykcji w zużywaniu wody. Sytuacja nie powinna się znacząco zmienić, nawet jeśli tegoroczna jesień miałaby się okazać sucha.
Nasze prognozy sezonowe wskazują na suchą i słoneczną jesień z podwyższoną temperaturą. Więcej opadów, wielce prawdopodobne, że powyżej normy wieloletniej, wystąpi zimą. Dla przyszłorocznej wegetacji to korzystna wiadomość.
źródło: www.twojapogoda.pl
Susze będą nękać Wielką Brytanię.







Poziom wód gruntowych oraz w rzekach i jeziorach zaczął się obniżać w szybkim tempie od czasu rozpoczęcia poszukiwań i odwiertów za złożami gazu łupkowego... woda poprzez powstałe pęknięcia i szczeliny, powstałe także w wyniku detonacji ładunków wybuchowych, przechodzi do głębszych warstw ziemi...