Od 1 września w całej Unii Europejskiej obowiązywać zacznie zakaz produkcji i importu wszystkich standardowych żarówek. Ma to przynieść oszczędności rzędu 5 mld euro rocznie. – donosi agencja prasowa Newseria.
Miejsce klasycznej żarówki zajmuje nowoczesna świetlówka. Najpierw ze sklepów zniknęły te o mocy 100 W i więcej, następnie „siedemdziesiątki piątki”, „sześćdziesiątki" i wreszcie – o mocy 40 W i mniej.
radycyjna żarówka to jedno z najważniejszych i najpopularniejszych wynalazków na świecie. Jednak zdaniem UE jest mało ekologiczna – produkuje za dużo ciepła i pobiera za dużo energii. Dlatego została wyparta przez tzw. energooszczędne świetlówki, które, jak przekonują eksperci, mimo swojej wyższej ceny, są bardziej wydajne i mają mniejszy wpływ na środowisko.
– Świetlówka energooszczędna zużywa 5 razy mniej energii niż zwykła, tradycyjna żarówka. Dodatkowo świeci 10 razy dłużej. Oszczędność, jaką możemy wygenerować stosując świetlówki energooszczędne albo typu LED, jest więc ogromna – mówi w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria, Katarzyna Guzek, rzeczniczka prasowa kampanii Klimat i Energia Greenpeace.
– Standardowa żarówka tylko 5 proc. energii przekształca w światło, pozostała jest marnowana w postaci ciepła. Świetlówki energooszczędne oraz typu LED nie produkują energii cieplnej, więc jej cała moc wykorzystywana jest do produkcji światła – tłumaczy dodaje. – W Polsce używamy ok. 240 milionów żarówek. Jeśli każda z nich zostanie zastąpiona świetlówką kompaktową, energooszczędną lub typu LED, będziemy mogli zaoszczędzić sporo energii elektrycznej. To wpłynie korzystnie na nasze portfele – zapłacimy mniejsze rachunki za prąd i zmniejszymy emisję gazów cieplarnianych, do czego jesteśmy zobligowani dyrektywami unijnymi – przekonuje dalej przedstawicielka Greenpeace.
Energooszczędne świetlówki mają jednak wielu przeciwników, którzy uważają, iż wycofanie tradycyjnych żarówek z UE jest wynikiem udanego lobbingu producentów ich energooszczędnych zamienników. Niektórzy eksperci uważają, że świetlówki dają gorsze światło i wbrew zapewnieniom producentów, szybciej się przepalają. Poza tym zawierają toksyczną rtęć, a emitowane przez nie promieniowanie ultrafioletowe może powodować m. in. migreny, uczucie zmęczenia.
Przeciwnicy świetlówek uważają, że nie są one tak energooszczędne, jak zapewniają producenci. Często włączane pobierają dużo więcej prądu niż żarówki tradycyjne ponieważ potrzebują kilka minut aby osiągnąć pełną jasność i wydajność.
Jak ominąć przepisy?
Są sposoby na ominięcie unijnych przepisów. Na przykład w sklepie terenie Siemianowic Śląskich pojawiły się żarówki 100 W. Pochodzą z Ukrainy, która nie jest członkiem UE, a tym samym zakaz jej nie obowiązuje. Żarówki sprzedawane są jako „punkty świetlne”.
Z kolei katowicka firma Helios produkuje żarówki 75 W, ale jako asortyment specjalistyczny. – Żarówki nie są przeznaczone do użytku w gospodarstwach domowych – tłumaczy Grzegorz Musiał, szef działu sprzedaży i marketingu firmy.
Sposób na ominięcie unijnych przepisów znaleźli również Niemcy. Na sklepowych półkach znajdują się tradycyjne żarówki, jednak sprzedawane są jako „małe urządzenia grzewcze” i to jeszcze pod anglojęzyczną nazwą „heatball”. – To nawet łatwo uzasadnić. Żarówce bliżej do grzejnika niż źródła światła, skoro 90 proc. energii elektrycznej zamieniane jest na ciepło – mówi Klemens Ścierski, były minister przemysłu oraz szef elektrowni Łaziska.
źródło: www.ekologia.pl







Żaden sklep nie przyjmuje od zwyczajnego "Kowalskiego" i "Kowalskiej" zużytych przepalonych tzw. energooszczędnych żarówek.
Z uwagi na toksyczność nie wolno ich wyrzucać do śmieci, a ponoć tak będzie, jak nie będzie obowiązku odbierania i wstępnego zbierania w punktach ich sprzedaży.