Szykuje się rewolucja w naszych miastach. Coraz więcej z nich wyznacza strefy zamknięte dla aut. Chcą zachęcić mieszkańców do jazdy rowerami i komunikacją miejską. - Najwyższy czas! W Europie już dawno tak robią - komentują rowerzyści
- Będziemy pierwszym polskim miastem, które wyrzuci samochody ze ścisłego centrum - chwalą się urzędnicy z wrocławskiego ratusza.
Już w przyszłym roku tamtejszy plac Solny ma zostać całkowicie wyłączony z ruchu kołowego. Potem zakaz wjazdu samochodów zostanie rozszerzony na ulice Krupniczą, Kazimierza Wielkiego, a za cztery lata na cały teren między fosą a Odrą. Wjeżdżać tam będą mogli tylko pracownicy służb miejskich, mieszkańcy i auta dostawcze. Za złamanie zakazu grozić będzie mandat w wysokości 500 zł i pięć punktów karnych.
Gdańsk najbardziej rowerowy (ale jeszcze nie dziś)
Wrocław nie jest jedyny. Do wyrzucenia aut z centrum miasta przymierza się także Gdańsk. Dziś zakaz wjazdu obowiązuje tam zaledwie na kilku uliczkach starówki (ul. Długa, Mariacka, w lecie zamykana jest także ul. Ogarna, uliczki między Długą a Piwną oraz Grobla I), ale władze chcą zamknąć cały teren między Podwalem Przedmiejskim, Okopową, Świętojańską i Pobrzeżem. - To duży obszar całego ścisłego centrum miasta - mówi Michał Piotrowski z gdańskiego ratusza. Tłumaczy, że całkowity zakaz wjazdu aut do centrum Gdańska mógłby zacząć obowiązywać za pięć lat. - Najpierw musimy stworzyć odpowiednią infrastrukturę, czyli np. dokończyć budowę trzech podziemnych parkingów dla kilkuset aut. Szybciej idzie nam tworzenie infrastruktury rowerowej. Po wakacjach (niestety) zacznie działać sieć wypożyczalni rowerów. Po jednej stronie centrum będzie można wypożyczyć rower, a oddać go na drugim końcu. W sumie do wypożyczenia będzie tysiąc rowerów - mówi. Pierwsza godzina za darmo, druga za złotówkę.
Gdańsk zrobił już pierwszy krok, by zniechęcić samochodziarzy do wjazdu do centrum. - Od kwietnia wprowadziliśmy tam ograniczenie prędkości do 30 km/h - mówi Piotrowski.
Kielczanie wolą na piechotę
Podobne ograniczenie chce już w te wakacje wprowadzić Poznań. "Strefa 30" obejmie obszar między ulicami Solną, Al. Marcinkowskiego, Św. Marcin i al. Niepodległości. - To na początek. Potem będziemy musieli zdecydować, czy całkowicie zakazać wjazdu samochodów do centrum, czy może wprowadzić opłaty za wjazd - mówi Dorota Wesołowska, rzeczniczka poznańskiego ZDM-u. Zapowiada, że w ciągu dwóch lat - miasto zamknie ulicę Wrocławską łączącą Stare Miasto i poznański deptak - ulicę Półwiejską. - Chodzi o to, by można było spokojnie pospacerować między Starówką a Starym Browarem - mówi.
Z tworzeniem strefy wolnej od samochodów startują też Kielce. Miasto właśnie kończy rewitalizację Rynku i o zdanie zapytało mieszkańców. - Ich opinie nas zaskoczyły. Byliśmy przekonani, że ludzie chcą podjeżdżać autami pod sklep, tymczasem bardzo wielu domaga się kategorycznie zakazu wjazdu aut do centrum - mówi Jarosław Skrzydło, rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg. Tłumaczy, że od czerwca, ruch aut zostanie zakazany na ulicach Dużej, Rynek, Leśnej i Małej (ostateczne decyzje mają zapaść do końca maja). - Wjeżdżać tam będą mogły tylko samochody okolicznych mieszkańców i służb. Ale w ciągu najbliższych lat strefa wolna od aut będzie się powiększać - mówi. W grę wchodzi wyłączenie z ruchu całego obszaru pomiędzy ulicami IX Wieków Kielc, Plantami, Sienkiewicza, Czerwonego Krzyża, Mickiewicza i Kościuszki.
A Warszawa ciągle planuje
Tymczasem Warszawa strefy tworzyć nie zamierza, chce za to do 2015 roku wprowadzić opłaty za wjazd do centrum. - Liczymy, że w ten sposób zachęcimy warszawiaków do korzystania z komunikacji miejskiej i rowerów - mówi Agnieszka Kłąb z biura prasowego stołecznego ratusza. Być może wtedy i urzędnicy przesiądą się na bicykle, bo na razie za bardzo do pedałowania się nie garną. Wczoraj pod ratuszem stały zaledwie cztery zaparkowane rowery, z czego tylko dwa (jak powiedzieli nam strażnicy) należą do urzędników.
Urzędnicy z Krakowa, gdzie już działa malutka strefa z zakazem wjazdów aut (obejmująca Rynek Główny i Mały wraz z dochodzącymi do nich ulicami) oraz strefa gdzie prędkość jest ograniczona do 20 km/h (okolice Plant), przestrzegają kolegów z innych miast, że nie wystarczy wprowadzić obostrzeń, ale trzeba też umieć je egzekwować. - Aż 60 proc. samochodów w strefie z ograniczonym ruchem nie powinno tam wjeżdżać. Kierowcy traktują centrum miasta, jak drogę tranzytową. Dlatego na granicach strefy ustawimy kamery, które wyłapią wszystkich nieuprawnionych - mówi Jacek Bartlewicz z tamtejszego Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu.
Rafał Muszczynko z warszawskiej Masy Krytycznej mówi, że polskie miasta dopiero zaczynają dostrzegać potrzebę ograniczania ruchu samochodowego w swoich centrach, tymczasem Europa dawno już to zrobiła. - Takie strefy są już w większości europejskich miast. Niektóre miasta jak Londyn pobierają opłaty za wjazd do centrum, inne - jak Amsterdam, Kopenhaga, Bratysława - po prostu zakazują wjazdu samochodów, ale np. w Berlinie do centrum mogą wjeżdżać tylko auta spełniające określone wymogi o niskim zanieczyszczaniu powietrza - mówi. - Takie strefy to najlepsza zachęta dla mieszkańców do wybierania rowerów do komunikacji miejskiej i najbardziej skuteczny sposób na odkorkowanie centrów miast - potwierdza.
źródło: emetro.pl
Warszawa rozdaje stojaki rowerowe!
komentarze [0]






