Informacje o największym zużyciu ciepła od 10 lat i apel o przykręcenie grzejników - takie ogłoszenia wywiesiły na klatkach schodowych lubelskie spółdzielnie. Grudzień i luty były znacznie chłodniejsze niż w poprzednim sezonie. Czy mamy szykować się na naprawdę wysokie rachunki za odkręcone kaloryfery?
Już w ubiegłym roku rachunki zszokowały niejednego. W "Gazecie" opisywaliśmy m.in. historię czytelnika z Osiedla Słowackiego w Lublinie, który za ogrzanie 40-metrowego mieszkania musiał dopłacić aż 500 zł.
Zaliczkę na ogrzewanie co miesiąc płacił w czynszu, a po rozliczeniu musiał jeszcze pokryć różnicę między tym, ile już zapłacił a rzeczywistymi kosztami ogrzewania. Rekordzistą na swoim osiedlu jednak nie był. Najwyższa z dopłat wynosiła ponad 1240 zł, a na sąsiednim - 100 zł więcej. Spółdzielnia w liście, jaki dołączyła do rozliczeń, tłumaczyła, że to wszystko przez srogą zimę, która na dodatek trwała długo.
Tak było nie tylko w Lublinie. Przeciw wysokim rachunkom zaprotestowało katowickie osiedle Kokociniec, gdzie przeciętnie pięcio-sześcioosobowa rodzina mieszkająca w trzypokojowym mieszkaniu musiała dopłacić 300-400 zł. Skutek był taki, że spółdzielnia kolejny sezon grzewczy, mimo zimna, chciała rozpocząć jak najpóźniej.
Wiele wskazuje na to, że w tym roku może być podobnie. "W czasie ciepłych dni apelujemy o przykręcenie grzejników i oszczędzanie ciepła" - takie apele wywiesił zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej "Centrum".
Przykręcajmy póki czas
- To akcja informacyjna, trochę dyscyplinująca i zmuszająca do myślenia przy korzystaniu z centralnego ogrzewania - mówi prezes SM "Centrum" Marek Czapski. Spółdzielnia raz na jakiś czas wskazuje budynki, w których jest najniższe i najwyższe zużycie ciepła. Ale w ostatnim piśmie, jakie pojawiło się na klatkach, czytamy, że w grudniu mieszkańcy zużyli najwięcej ciepła od 2001 r.! - To był rzeczywiście trudny grudzień i w stosunku do poprzednich lat zużyliśmy najwięcej ciepła - przyznaje prezes Czapski.
Kierownik Zakładu Meteorologii i Klimatologii UMCS prof. Bogusław Kaszewski potwierdza, że ubiegłoroczny grudzień rzeczywiście był zimniejszy. Podobnie jak tegoroczny luty. Z analizy temperatur wynika wprawdzie, że ta zima jest łagodniejsza niż poprzednia, bo w ubiegłym roku mieliśmy minus 3,5 stopnia, w tym jedynie minus 2,7.
Ale porównując dwa ostatnie grudnie widzimy, że jest już gorzej: w 2010 r. mieliśmy średnio minus 4,1 stopnia, w 2009: minus jeden. Zimniejszy był też luty. W tym roku średnia temperatura wynosiła minus 3,6 stopnia, a w ubiegłym: minus 1,6 stopnia. Chociaż jeśli chodzi o luty, prof. Kaszewski przypomina, że w poprzednich latach bywało gorzej. Dla przykładu w lutym 2006 r. mieliśmy minus 3,8 stopnia, a w 2003: minus 5,2.
Będzie drożej?
Ratunkiem dla naszych portfeli może okazać się styczeń. W 2010 roku średnia temperatura wynosiła aż minus 7,8 stopnia. Natomiast styczeń 2011 był znacznie cieplejszy, a zanotowana średnia temperatura to minus 0,3 stopnia.
Niektóre spółdzielnie nie ukrywają jednak obaw co do wysokości rachunków, jakie przyjdzie nam zapłacić. Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Czechów" Sławomir Osiński sugeruje, że może być drogo. W zarządzanej przez niego spółdzielni centralne ogrzewanie rozlicza się na koniec roku, a więc brana będzie pod uwagę połowa poprzedniego sezonu i początek tego. - Poprzednia sroga zima i kolejny sezon grzewczy, rozpoczęty wcześniej, bo już we wrześniu wskazują na to, że zużyliśmy dużo więcej ciepła niż w poprzednim okresie grzewczym - opowiada.
Mieszkańcy SM "Czechów" rachunków powinni spodziewać się na przełomie kwietnia i maja.
źródło: lublin.gazeta.pl
Ciepły adres w wirtualnym świecie.
komentarze [0]






