AktualnościWydarzeniaEKO TeamKalkulator CO2 - nowy!!Efekt cieplarniany w liczbachCzłowiek i Ziemia - nasz wpływ na środowiskoEfekt cieplarniany - zrozumieć zjawisko i jego następstwaObserwowane zjawiska i ich konsekwencjeWnioski naukowców – raporty IPCCŹródła emisji gazów cieplarnianychCo będzie się działo w przyszłościCo można zrobić, aby zapobiec katastrofieSpojrzenie z drugiej strony – a może to lipa?Podsumowanie – pomóż wybrać Przyszłość!Co można zrobić dla klimatu?HumorO nasLinkiWspółpraca
Licznik odwiedzin: 28460615
Bunt wrocławian: chcą darmowych autobusów
wtorek 2009-09-29
Korki na ulicach, dziurawe drogi, zatrute powietrze - tak wyglądają polskie miasta. Grupa wrocławian ma pomysł jak to zmienić: wprowadzić darmową komunikację miejską. Absurd? Niekoniecznie. Młodzi ludzie mają na to swoje argumenty i przykład miasta, w którym taka reforma przyniosła rewelacyjne efekty!
Młodzi ludzie są anonimowi i radykalni. Założyli stronę internetową i profil na Naszej-Klasie, na którym nawołują do jeżdżenia po Wrocławiu na gapę. Ma to być forma strajku, który skłoni władze miasta do przeprowadzenia referendum w sprawie darmowej komunikacji miejskiej. "Wszyscy płacimy podatki. Pieniądze, którymi zarządza Ratusz są nasze i my mamy prawo decydować na co zostaną przeznaczone. Są w Europie miasta w których transport publiczny jest darmowy i okazuje się, że nie ma w nich korków i spalin".
Jak to możliwe, że opłaca się zrezygnować z wpływów do budżetu miasta z biletów? Zdaniem młodych ludzi, jeśli autobusy i tramwaje będą darmowe, to korzystać z nich będzie więcej osób. To oznacza mniej samochodów na ulicach, a więc mniej korków, spalin i wydatków na remonty dróg.
Na przykładzie Wrocławia wygląda to tak: "Transport miejski we Wrocławiu jest w większości utrzymywany z naszych podatków (około 176 milionów złotych rocznie), a wpływy z biletów wynoszą około 100 milionów złotych. Tymczasem nakłady na drogi samochodowe we Wrocławiu wynoszą 423 miliony złotych, co oznacza, że jedna czwarta tej kwoty wystarczy, by sfinansować darmowy transport" - czytamy na stronie namawiającej do jazdy na gapę.
Okazuje się, że ta odważna wizja ma szansę się sprawdzić. Podobny model funkcjonuje już od lat w belgijskim mieście Hasselt. W latach 1987–1999 liczba aut rosła tu lawinowo (o 25 proc.), a władze nie nadążały - tak jak teraz w Polsce - z budowaniem infrastruktury drogowej. Dlatego w referendum mieszkańcy zdecydowali, żeby zamiast nowych dróg i obwodnic, finansować darmową komunikację miejską. Efekt był niemal natychmiastowy. Liczba pasażerów autobusów wzrosła z tysiąca do 12 tysięcy dziennie. Nie ma też w nich tłoku, bo liczbę wozów zwiększono pięciokrotnie. Na ulicach nie ma już korków, a wszyscy mieszkańcy miasta oddychają znacznie czystszym powietrzem.
Różnica z Wrocławiem jest tylko jedna. W Hasselt mieszka ledwie 70 tys. ludzi, w stolicy Dolnego Śląska 630 tys. Nikt nie robił jeszcze takiego eksperymentu w tak dużym mieście. Strajk polegający na jeżdżeniu na gapę ma się rozpocząć 26 października.
źródło: dziennik.pl
"Story of Stuff", czyli "Opowieść o rzeczach" - wersja z polskim dubbingiem.
Co możesz zrobić dla klimatu?
Młodzi ludzie są anonimowi i radykalni. Założyli stronę internetową i profil na Naszej-Klasie, na którym nawołują do jeżdżenia po Wrocławiu na gapę. Ma to być forma strajku, który skłoni władze miasta do przeprowadzenia referendum w sprawie darmowej komunikacji miejskiej. "Wszyscy płacimy podatki. Pieniądze, którymi zarządza Ratusz są nasze i my mamy prawo decydować na co zostaną przeznaczone. Są w Europie miasta w których transport publiczny jest darmowy i okazuje się, że nie ma w nich korków i spalin".
Jak to możliwe, że opłaca się zrezygnować z wpływów do budżetu miasta z biletów? Zdaniem młodych ludzi, jeśli autobusy i tramwaje będą darmowe, to korzystać z nich będzie więcej osób. To oznacza mniej samochodów na ulicach, a więc mniej korków, spalin i wydatków na remonty dróg.
Na przykładzie Wrocławia wygląda to tak: "Transport miejski we Wrocławiu jest w większości utrzymywany z naszych podatków (około 176 milionów złotych rocznie), a wpływy z biletów wynoszą około 100 milionów złotych. Tymczasem nakłady na drogi samochodowe we Wrocławiu wynoszą 423 miliony złotych, co oznacza, że jedna czwarta tej kwoty wystarczy, by sfinansować darmowy transport" - czytamy na stronie namawiającej do jazdy na gapę.
Okazuje się, że ta odważna wizja ma szansę się sprawdzić. Podobny model funkcjonuje już od lat w belgijskim mieście Hasselt. W latach 1987–1999 liczba aut rosła tu lawinowo (o 25 proc.), a władze nie nadążały - tak jak teraz w Polsce - z budowaniem infrastruktury drogowej. Dlatego w referendum mieszkańcy zdecydowali, żeby zamiast nowych dróg i obwodnic, finansować darmową komunikację miejską. Efekt był niemal natychmiastowy. Liczba pasażerów autobusów wzrosła z tysiąca do 12 tysięcy dziennie. Nie ma też w nich tłoku, bo liczbę wozów zwiększono pięciokrotnie. Na ulicach nie ma już korków, a wszyscy mieszkańcy miasta oddychają znacznie czystszym powietrzem.
Różnica z Wrocławiem jest tylko jedna. W Hasselt mieszka ledwie 70 tys. ludzi, w stolicy Dolnego Śląska 630 tys. Nikt nie robił jeszcze takiego eksperymentu w tak dużym mieście. Strajk polegający na jeżdżeniu na gapę ma się rozpocząć 26 października.
źródło: dziennik.pl
"Story of Stuff", czyli "Opowieść o rzeczach" - wersja z polskim dubbingiem.
Co możesz zrobić dla klimatu?
komentarze [2]
dodaj komentarz
Komentarze użytkowników
K~2009-09-29 22:05:2088.199.88.49To jest dobry pomysł, popieram inicjatywę.
Mimi~2009-09-29 13:54:00217.119.70.130właśnie, właśnie!! obecnie w Warszawie ceny biletów pokrywają zaledwie 40% rzeczywistych kosztów transportu, reszta jest dotowana przez miasto.... dlaczego nie pójść o krok dalej i nie wprowadzić komunikacji darmowej?
ukryj komentarze »






