Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem

"Zmiany koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze są naturalne"

Tutaj profesor powołuje się na pomiary metodami chemicznymi. Przeanalizowanie stosowanych sposobów pomiaru i wyników pomiarowych to interesująca szkoła, jak uzyskać wyniki pomiaru bliskie losowych.


Weźmy przykładowo pomiary koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze przeprowadzone przez Lockharta w 1940. Jak twierdzą ich zwolennicy, były przeprowadzone za pomocą doskonałego analizatora gazów Haldane’a, skalibrowanego przez v. Slyke i wykorzystywanego wcześniej tysiące razy. Przeprowadzający pomiar badacze Lockhart i Court byli doświadczonymi naukowcami z Harvardu.

A rezultaty?
Wg samego Lockharta, 31-12-1940 koncentracja CO2 w atmosferze wynosiła 900 ppm, mierzona 2 dni później podskoczyła do 1700 ppm, następnego dnia spadła do 1100 ppm, kolejnego osiągnęła minimum 400 ppm, aby kolejnego dnia wzrosnąć do 1600 ppm. Więc jaka właściwie była koncentracja CO2?

W latach 50tych XX wieku analizowano wyniki tych pomiarów. Najbardziej wiarygodne wyniki są zgodne z powszechnie przyjmowanym przez środowisko naukowe.

Aby wyjaśnić wątpliwości odnośnie pochodzenia CO2 w atmosferze, należy przyjrzeć się historycznym koncentracjom różnych izotopów węgla w atmosferze. W atmosferze są obecne jego 3 izotopy:

  • 12C – stabilny, preferowany przez rośliny
  • 13C – stabilny
  • 14C – niestabilny, czas połowicznego zaniku 5700 lat

Rośliny preferują lekki izotop węgla 12C. Paliwa kopalne (węgiel, ropa, gaz) powstały z roślin, więc jest w nich przewaga 12C względem 13C. Węgla 14C już w ogóle w nich nie ma, gdyż zdążył się już rozpaść. Spalając paliwa kopalne wyrzucamy uwięziony w nich węgiel do atmosfery, skąd pobierają go obecnie rosnące rośliny i wbudowują w siebie. Co więc obserwujemy?

  • trafiający do atmosfery węgiel z paliw kopalnych powoduje, że jest w niej coraz mniej węgla 13C względem 12C.

 

 

Rys.: Atmosferyczny poziom ilości izotopu węgla 13C względem 12C, spadek względnej ilości izotopu 13C jest w pełni zgodny z emisją ze spalania paliw kopalnych.

  • spada w niej koncentracja węgla 14C względem 12C.
  • spada koncentracja tlenu, który podczas spalania jest zmieniany w dwutlenek węgla. Gdyby dwutlenek węgla pochodził z ocieplających się oceanów, tlenu również powinno przybywać.
  • spalanie węgla paliw kopalnych powoduje, że w atmosferze jest coraz więcej dwutlenku węgla. Duża jego część jest pochłaniana przez oceany, rośnie więc ich kwasowość, co jest obserwowane – ich współczynnik pH zmalał w ciągu ostatniego stulecia o 0.1 (czyli ich kwasowość wzrosła o 30%). Gdyby dwutlenek węgla trafiał do atmosfery z oceanów, zjawisko takie nie miałoby miejsca.

 


„Rdzenie lodowe nie nadają się do rekonstruowania składu chemicznego dawnej atmosfery.”

Poruszony przez profesora temat przeanalizowało wiele zespołów naukowych. W 1993 D. Raynaud przedyskutował trudności wysuwane przez profesora Jaworowskiego. Przeprowadzona została analiza rdzeni z różnych okresów przejść pomiędzy epokami zlodowacenia i ocieplenia, w tym fragmentów wykazujących spękanie lodu i nie wykazujących jego spękania. Autorzy stwierdzili, że stężenie gazów śladowych oceniane z rdzeni nie jest w sposób istotny zaburzane przez mechanizmy proponowane przez Jaworowskiego. Do podobnej konkluzji na temat analizy Jaworowskiego doszedł T,Gulluk w 1998. Hans Oeschger w 1995 r. wysłał nawet list do redakcji czasopisma Environmental Science and Pollution Reserach w odpowiedzi na artykuł Jaworowskiego z 1994 r. Oeschger stwierdza w tym liście m.in., że Jaworowski od lat przedstawia problemy związane z pomiarami rdzeni lodowych, ale robi to bez żadnego zrozumienia, jak dalece te pomiary są dokładne. Wg Oeschgera stwierdzenia Jaworowskiego są drastycznie błędne z fizycznego punktu widzenia. W dalszej części listu Oeschger przedstawia techniczne aspekty błędów w artykule Jaworowskiego.

 

 


„Większa koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze będzie korzystna.”

Pomińmy fakt, że profesor neguje, że wzrost ilości CO2 w atmosferze to nasza zasługa.
Wyższa koncentracja CO2 służy roślinności, która rośnie lepiej. Rośliny do życia potrzebują dwutlenku węgla. Średnich rozmiarów drzewo w ciągu roku „wyciąga” z atmosfery 5 kg tego gazu (dla porównania jeden człowiek odpowiada dziś za emisję 5 ton, co odpowiada pochłanianiu 1000 drzew).

Jednak na wzrost produktywności nakłada się szereg negatywnych czynników, zmniejszających aktywność roślin:
- przesuwanie się stref klimatycznych,
- zmiany temperatur i opadów,
- nowe szkodnik
- pustynnienie terenów i pożary.

Kiedy przesuwają się strefy klimatyczne, ptaki mogą się dostosować, ale drzewa nie wyciągną korzeni z ziemi i nie przejdą tysiąc kilometrów na północ... Uschną. A zanim na ocieplających się terenach wyrosną nowe lasy, minie dużo czasu. Po prostu zmiany są za szybkie...

Wyższa temperatura to również wyższa respiracja gleby i szybsze procesy gnilne, a więc więcej dwutlenku węgla wracającego do atmosfery.

Na razie lądy pochłaniają dwutlenek węgla. Przewiduje się, że proces ten do połowy stulecia będzie pozostawał na w miarę stałym poziomie, po czym emisja CO2 z gleby zacznie dominować i do końca stulecia lądy staną się dodatkowym źródłem emisji.

 




Rys.: Prognoza zmian ilości zgromadzonego przez lądy węgla w okresie 2000-2100. Tracony przez lądy (glebę i rośliny) dwutlenek węgla trafia do atmosfery.

 

 

1 2 3 4 5