Klimat Dla ZiemiiSzkoła z klimatem

„Od kilku lat temperatura powietrza nie rośnie a jej maksimum wystąpiło w 1998 r”

Profesor pisze: „[...] już od kilku lat temperatura powietrza nie rośnie, a jej ostatnie maksimum wystąpiło w 1998 roku. W ciągu ubiegłych 10 lat roczny przyrost emisji CO2 ze spalania paliw kopalnych i procesów przemysłowych zwiększył się trzykrotnie, a jego zawartość w atmosferze podniosła się o 4%. Zgodnie z hipotezą ogrzewania klimatu, lansowaną przez IPCC, powinno więc być cieplej a nie zimniej. Trudno więc wiązać obecne ochłodzenie ze wzrastającą emisją CO2.” Co ciekawe, sam sobie odpowiada kilka zdań później, pisząc „Klimat zależy od tysięcy, zmieniających się nieustannie, czynników”.

Profesor pisze, że dwutlenek węgla rośnie, a temperatura spada, więc CO2 nie wpływa na temperaturę. Ale nie dodał, że akurat cytowana obniżona temperatura wynika z obniżenia aktywności Słońca w tym okresie (dzieje się tak co 11 lat) oraz prądów oceanicznych. W 1998 roku miało miejsce wyjątkowo silne zjawisko El Niño podnoszące znacząco temperaturę Pacyfiku. Ale od tego czasu Pacyfik się ochłodził i dlatego chwilowo jest zimniej, a nie cieplej. Co nie znaczy, że za chwilę nie odnotujemy kolejnego rekordu temperatury.

„W 2007 r. podważono prawdziwość twierdzenia NASA, że większość z 10 najgorętszych lat od chwili, gdy człowiek zaczął mierzyć temperaturę powietrza, wystąpiła po 1990 r., oraz że najgorętszym rokiem miał być 1998”

Profesor pisze: „okazało się, że ta ocena jest wynikiem zafałszowania i ukrywania prawdziwych wyników dokonanych w publikacjach głównego klimatologa IPCC [...] W rzeczywistości najcieplejszy był 1934 rok”.

A jak jest naprawdę? Jego błąd polega na tym, że znowu manipuluje. Wybrał jedno miejsce, w tym wypadku USA i sugeruje, że tak jest wszędzie i zawsze. Trzeba dobitnie powiedzieć, że nie wspomina, że chodzi nie o średnią temperaturę planety, ale o temperatury mierzone w USA.

 

 

Rys.: Średnioroczne temperatury w USA

Ale to drobiazg. Jak przyjrzeć się temperaturom w USA, to różnica temperatur pomiędzy latami 1934, 1998 i 2006 wynosi kilka setnych stopnia. W zależności od przyjętych poprawek wyjdzie, że najcieplejszy był rok 1934, 1998 lub 2006. Nawiasem mówiąc, obecnie za najcieplejszy rok uważa się 2006, na drugim miejscu jest 1998, a rok 1934 zajmuje 3 miejsce. Ale nie to się liczy – temperatury z roku na rok mogą podlegać sporym wahaniom. Aby mówić o zmianach klimatu, uśredniamy temperaturą po wielu latach (linia czerwona). A średnia kilkuletnia jest teraz zdecydowanie najwyższa!

 


„Obserwacje geologiczne i glacjologiczne wskazują, że od prawieków najpierw klimat się ogrzewał, a dopiero potem wzrastał poziom CO2 w atmosferze.”

Rzeczywiście, tak, jak pisze profesor, „CO2 gorzej rozpuszcza się w wodzie o wyższej temperaturze, cieplejszy ocean [...] zatem wydycha ten gaz do atmosfery”. Szczera prawda. Sceptycy często nawet zauważają, że w cyklu epok lodowych wzrost koncentracji CO2 jest opóźniony względem wzrostu temperatury o 800 lat. Tylko, że to nie cała prawda, lecz element dodatniego sprzężenia zwrotnego.

Wydzielone przez ocean do atmosfery gazy cieplarniane powodują dalszy wzrost temperatury, podgrzanie oceanów i w konsekwencji dalszy wzrost koncentracji CO2 w atmosferze. Czyli wzrost temperatury i koncentracja CO2 w atmosferze nawzajem się nakręcają w silnym dodatnim sprzężeniu zwrotnym. Nie jedynym zresztą – podobnie przy wzroście temperatury dodatnimi sprzężeniami zwrotnymi są np. zanik lodów Arktyki lub wyzwalanie do atmosfery dodatkowych ilości pary wodnej – gazu cieplarnianego. Właśnie dzięki tym sprzężeniom zwrotnym relatywnie niewielkie zmiany energii docierającej ze Słońca powodowały bardzo duże zmiany temperatury między epokami lodowcowymi i okresami interglacjalnymi.

 


„Znikomy wpływ CO2 będącego efektem ludzkiej działalności”


Na dowód tego profesor pisze, że oceany co roku wyrzucają do atmosfery 106 miliardów ton węgla, ląd i wulkany 69 miliardów ton, a nasza emisja z paliw kopalnych to jedynie 8 miliardów ton.

I jest to prawda, ale podana w taki sposób jest to jawna manipulacja. Ludzie rzeczywiście emitują do atmosfery około 4% CO2 emitowanego ze źródeł naturalnych. Ale naturalnym emisjom towarzyszy też zrównoważone, stabilne pochłanianie.

 

 

Rys.: Cykl węglowy, widoczna niezbilansowana nadwyżka ze spalania paliw kopalnych i wylesiania.

 

Dwutlenek węgla wysyłany do atmosfery przez ludzi stanowi stałą, niezbilansowaną nadwyżkę.

1 2 3 4 5