Stwierdzenie: W średniowieczu było cieplej niż w XX wieku. W XI wieku w Anglii uprawiano powszechnie winorośl
Odpowiedź: Owszem, to był bardzo ciepły okres i wydaje się, że był średnio rzecz biorąc cieplejszy od XX wieku. Tutaj autor sprytnie mówi o XX wieku, ale gdyby mówił o ostatnich 30 latach, to nie byłoby to już prawdą. Ponadto obecne tempo wzrostu temperatury jest absolutnie bezprecedensowe w historii. A winorośl w Anglii uprawia się już teraz powszechniej niż w średniowieczu. Nawiasem mówiąc, w Polsce też już mamy ku temu warunki, gdyż strefy klimatyczne w Europie w przeciągu ostatnich kilkunastu lat wyraźnie się przesunęły. Aktualnie w Polsce panuje klimat, jaki kilkanaście lat temu był charakterystyczny dla leżących setki kilometrów na południe Węgier. Dolny Śląsk ma obecnie klimat taki, jaki jeszcze niedawno panował w północno-wschodnich Węgrzech, w rejonie znanym z produkcji Tokaju...
Stwierdzenie: większość efektu cieplarnianego to para wodna. Nawet sporo zmiany w koncentracji CO2 nie stanowią żadnej różnicy
Odpowiedź: To prawda, że para wodna odpowiada za zdecydowaną większość efektu cieplarnianego, ale mimo to pary wodnej nie wlicza się go do gazów powodujących zmiany klimatyczne z dwóch przyczyn:
-
Para wodna w atmosferze jest skutkiem działania innych gazów cieplarnianych, a nie przyczyną. Krótko mówiąc, jakiekolwiek sztuczne zmiany koncentracji pary wodnej w atmosferze są bardzo krótkotrwałe. Para wodna, w odróżnieniu od innych gazów cieplarnianych, bierze udział w dynamicznym cyklu wodnym. Jej ilość w atmosferze może w przeciągu dni w wyniku parowania wzrosnąć o kilka procent, ale też w wyniku opadów w przeciągu godzin spaść praktycznie do zera. Pozostałe gazy cieplarniane nie podlegają takim zjawiskom i mogą istnieć w atmosferze dziesiątki, a nawet tysiące lat.
-
Zwiększenie się ilości pary wodnej w atmosferze powoduje powstawanie chmur, które z kolei jak lustro odbijają światło Słońca, co obniża temperaturę Ziemi. Oba efekty – ocieplanie przez parę wodną i ochładzanie w wyniku powstawania chmur w dobrym przybliżeniu znoszą się wzajemnie
Należy jednak podkreślić, że zwiększenie koncentracji w atmosferze innych gazów cieplarnianych spowoduje podniesienie się temperatury, zwiększenie parowania oraz (zgodnie z wykresem) wzrost zawartości pary wodnej w atmosferze. Dodatkowa para wodna w atmosferze to dodatkowy wzmacniacz efektu cieplarnianego. Tak więc emitując do atmosfery dwutlenek węgla, nie tylko zwiększenie efektu cieplarnianego od tego gazu, ale również od pary wodnej. Jest to przykład tak zwanego dodatniego sprzężenia zwrotnego.
Stwierdzenie: CO2 jest naturalną częścią atmosfery. Emisja CO2 przez ludzi jest bardzo mała. Z oceanów, gleby i rośli trafia do atmosfery kilkadziesiąt razy więcej CO2, niż z naszej emisji
Odpowiedź: Można porównać, jak nasza emisja ma się do zjawisk naturalnych. Na pierwszy rzut oka nie jest taka wielka. 7,6 miliarda ton węgla pochodzenia antropogenicznego w porównaniu z 90 miliardami ton z oceanów, 60 miliardami to z gleby i 60 miliardami ton z roślin to na pierwszy rzut oka niewiele. Ale źródła naturalne równoważą się – 90 miliardom ton emisji z oceanów odpowiada pochłanianie przez oceany 92 miliardów ton, 120 miliardom ton emisji z roślin i gleby odpowiada pochłanianie 121,3 miliarda ton. Nasza emisja stanowi stałą nadwyżkę, gromadzącą się w atmosferze, co widać w danych pomiarowych wykazujących stały wzrost stężenia CO2.
Właściwie, gdyby nie to, że Ziemia jest w stanie pochłonąć mniej więcej połowę emitowanego przez nas dwutlenku węgla, to jego stężenie w atmosferze rosłoby 2 razy szybciej, niż obecnie.
Stwierdzenie: Gazy cieplarniane emitują wulkany. Spójrzcie na wybuch wulkanu, gdzie tam naszym fabrykom do takiego zjawiska...
Odpowiedź: Wybuch wulkanu to spektakularne i potężne zjawisko. Patrząc na rurę wydechową samochodu czy nawet komin fabryki, myślimy „jakie to wszystko niepozorne w stosunku do zjawisk natury...”.
Zwraca uwagę, że autor odwołuje się do emocji, a nie podaje żadnych liczb. I nic dziwnego. Wulkany w sumie emitują 150 razy mniej dwutlenku węgla, niż ludzie. Swoimi działaniami na skalę przemysłową, tysiącami kopalń i elektrowni na paliwa kopalne, blisko miliardem samochodów i ponad miliardem sztuk bydła jesteśmy w stanie zmieniać skład atmosfery, a co za tym idzie, jej właściwości.
Stwierdzenie: Modele klimatu są niedokładne. Naukowcy wprowadzają różne współczynniki, mnożniki „z sufitu”. Sami nie rozumieją, jak to działa, a z każdego modelu wychodzi co innego. Pogody na weekend przewidzieć dobrze nie potrafią, a tu ogłaszają, że mogą przewidzieć, co się stanie za 100 lat...
Odpowiedź: To prawda. Nasze zrozumienie mechanizmów rządzących klimatem jest wciąż na podstawowym poziomie. I jest to tym bardziej niepokojące. Każdy kolejny raport IPCC jest poważniejszy w tonie, odkrywamy kolejne mechanizmy rządzące klimatem. Kiedy czynimy wysiłki, aby modelować nieznane, trafiamy w rejony, w których nasze prognoz, oparte o dotychczasowe obserwacje, stają się szczególnie niepewne. Jak bez danych historycznych, wieloletnich obserwacji i kalibracji pomiarowej uwzględnić takie zjawiska, jak wpływ na klimat metanu i dwutlenku węgla wyzwalanych z rozmarzającej wiecznej zmarzliny, przewidywać rozwój bakterii siarkowych, albo warunki i częstotliwość pojawianie się hiperkanów? Albo przewidzieć coś, co czeka na nas „za rogiem”, ale z czym ludzkość jeszcze nigdy się nie zetknęła i siłą rzeczy nie można tego uwzględnić w historycznej kalibracji modeli?
Nasze przewidywania co do przyszłych zmian klimatu, są tak niedokładne, że najprawdopodobniej o tym, że coś się stanie, dowiemy się dopiero, kiedy już się wydarzy... To wcale nie jest uspokajające i skoro nie wiemy co robimy i jakie będą tego następstwa to jest to raczej powód do zdwojonej ostrożności, a nie mówienia, że skoro nie rozumiemy, to pewnie nic złego się nie dzieje.
Stwierdzenie: Liczba huraganów wcale nie wzrasta
Odpowiedź: To prawda. Huragan po przejściu ochładza powierzchnie wody. Dopiero po jej ponownym nagrzaniu może w tym rejonie zaistnieć następny. Im mocniejszy huragan, tym mocniej i głębiej wyciąga energię z wody. Liczba huraganów rzeczywiście nie zmienia się zauważalnie, ale ich moc tak. Naukowcy przewidują, że będzie coraz więcej najpotężniejszych huraganów 4 i 5 kategorii, a być może wraz ze wzrostem ich mocy trzeba będzie rozszerzyć skalę o 6 kategorię...
Stwierdzenie: Inne planety Układu Słonecznego też się ocieplają – czemu niby Ziemia miałaby się ocieplać z innego powodu?
Odpowiedź: Udane stwierdzenie: „inne planety”. Można pomyśleć, że wszystkie. Tymczasem chodzi o pomiary temperatur księżyca Neptuna Trytona, temperaturę Plutona i malenie południowej czapy lodowej Marsa. To 3 z kliku tuzinów planet i księżyców w Układzie Słonecznym. Przez tak dowolne wybranie próbki można udowadniać wszystko. Ale nawet dla tej próbki można wzrost temperatur wyjaśnić w skali tych planet.
Orbita Marsa jest silnie wydłużona prowadząc do znacznych sezonowych zmian nasłonecznienia. Do tego temperatury na Marsie bardzo silnie zależą od intensywności występujących na planecie globalnych burz piaskowych. Pomiary wykazują, że średnia temperatura na Marsie od lat 70, kiedy wylądowały tam sondy Viking, nie uległa znacznym zmianom, a nawet lekko zmalała.
Rok na Neptunie trwa 165 lat ziemskich. Pomiary temperatury przez ułamek roku nie świadczą o żadnym trendzie. Dodatkowo w przypadku Trytona można mówić o silnym wpływie na klimat wywoływanych siłami pływowymi erupcji wulkanicznych.
Pluton z kolei się oziębia, chociaż wypadałoby dodać, że to dlatego, że w ruchu po swojej orbicie oddala się obecnie od Słońca.
http://www.realclimate.org/index.php?p=192






